-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie na poważnie.
To zaś stanowiło kolejny powód, dla którego powinna trzymać się od niego z daleka. Znała się całkiem dobrze i wiedziała, że zupełnie nie panowała nad swoimi uczuciami. Często lokowała je nie tam, gdzie powinna, a poza tym angażowała się zbyt szybko i jeszcze szybciej się nudziła. Nie potrafiła utrzymać ż a d n e g o związku, a jednak usilnie próbowała. Za każdym razem robiła jednak coś, przez co udawało jej się zawieść.
Oszukiwała się, ale nie była tego świadoma. Naprawdę wierzyła w to, co wydawało jej się, że czuła, podobnie zresztą jak wierzyła, że w przypadku Raynotta uda jej się utrzymać tę relację na czysto koleżeńskiej stopie. I póki co nie dowiodła czegoś innego, ponieważ trzymanie się na dystans wychodziło im nie najgorzej. Przynajmniej w aspekcie uczuciowym i przynajmniej jemu, bo może Debbie wcale nie był tak obojętny, skoro c i ą g l e coś ją do niego ciągnęło?
Nie myślała o tym jednak. Uporała się natomiast z poduszkami, a kiedy usłyszała jego słowa, wyłącznie lekko wzruszyła ramionami. Czy nie na tym polegał problem? Jego bliskość rzeczywiście bywała p r z y j e m n a, czasami na tyle, że nie potrafiła się opamiętać. Dlatego tak bardzo się obawiała. To łatwo mogło ją zgubić.
Mimo to sama również ulokowała się w łóżku. Początkowo na plecach, jednak spanie w ten sposób było niesamowicie niewygodne, zatem nie było mowy, aby udało jej się właśnie tak usnąć. Musiała się obrócić i ulokować przodem do niego. Nie powiedziała nic, ale wystarczyło jedno przelotne spojrzenie w jego oczy, aby poczuła znajome, całkiem przyjemne uczucie gorąca. Prawdopodobnie jeszcze bardziej uporczywe od tego, które doskwierało jej, zanim pozbyli się poduszkowego muru. — Nie usnę tutaj — przyznała w końcu.
Pomimo dobrych chęci, jego propozycja od samego początku musiała być skazana na porażkę.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I dlatego uważał, że nie było nic złego w tym, że trzymali się całkiem blisko. W końcu nie robili nic złego i to nawet dzieląc ze sobą łóżko. Choć w powietrzu i tak było wyczuwalne pewne napięcie, ale je Tracy usilnie starał się ignorować. Może też ze względu na nie wcześniej zadbał o to, żeby czym prędzej zasnąć.
I teraz też miał taki plan, jednak nie szło mu to równie dobrze, co wcześniej. Z jakiegoś powodu teraz nie opuszczała go myśl, że miał obok siebie Debbie, a przez jego głowę dodatkowo przewijały się wspomnienia ich wcześniejszych p r z y g ó d, a były to bardzo przyjemne przygody…
Kiedy McDowell zaczęła się wiercić, Raynott otworzył oczy i zerknął na nią. Właśnie wtedy ich spojrzenia się skrzyżowały i blondyn mógłby dać sobie uciąć rękę, że przez głowy przeszło im w tamtym momencie dokładnie to samo. Było w jej spojrzeniu coś, co podpowiadało mu, że nie tylko on czuł to napięcie w powietrzu i może też pewną tęsknotę za bliskością, którą zawsze potrafili sobie zaoferować, a która w jakiś sposób stała się uzależniająca. Chyba tak już można ją nazwać, skoro mieli takie problemy z tym, aby o niej nie myśleć… – I co teraz? – pytając lekko uniósł kącik ust. Nie miał pojęcia dokąd z tą deklaracją zmierzała. I czy w ogóle gdzieś z nią zmierzała, bo co tak właściwie mogła zrobić, jeśli przeszkadzały jej tutejsze warunki? Żaden inny pokój na nią nie czekał, musiała zostać tu z Tracym i zmierzyć się z podniesioną temperaturą i najwyraźniej też pociągiem, który obojgu nie dawał teraz spokoju.
A choć rozsądnym mogłoby być teraz odwrócenie się do siebie plecami, Tracy najwyraźniej wolał kusić los, być może mając tę cichą nadzieję, że Debbie złamie swoje wcześniejsze postanowienie.
Debbie McDowell