34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mimo znajomości z Michaelem, która miała chyba miejsce w dawnym życiu, wciąż nie mogła rozgryźć, co go tak naprawdę skłoniło do napisania do niej. Szczerze wątpiła w chęć odnowienia kontaktu, bo gdyby tak było, skontaktowałby się z nią tuż po powrocie do Toronto. Łączyła ich szczenięca, nastoletnia miłość, której raczej żadne z nich nie żałowało przez tyle lat każdego dnia. Dlatego tak, wciąż próbowała się dowiedzieć dlaczego potrzebował terapii i dlaczego u niej. Jego tłumaczenia ani trochę jej nie przekonywały, ale za to szczerze bawiły. Dawno już się tak dobrze nie czuła w czyimś towarzystwie.
- A nie obawiasz się, że ja bym mogła się zemścić za złamane serce i postanowiła Cię naciągnąć?- uniosła znacząco brew uśmiechając się kącikiem ust. - Albo co gorsza odpowiednią terapią Cię zmanipulować i zrobić sieczkę z mózgu?- a jako psychoterapeutka pewnie potrafiłaby to zrobić. Jeszcze przepisując mu odpowiednie leki? Mogłaby go tak zaprogramować, że tańczyłby jakby mu zagrała. Całe szczęście, że Mara to nie psychopatka i nie zamierza tego zrobić. Ale nastraszyć go trochę nie zaszkodzi.
- Oczywiście. Poznałam już wszystkie Twoje zakamarki- obrzuciła go wymownym spojrzeniem, bo raczej spotykając się nie trzymali rączek na kołdrze. Byli młodzi, nabuzowani hormonami i ciekawi świata. W dodatku Michael pewnie jako zapalony miłośnik biologii od najmłodszych lat chętnie uczył się po godzinach ze swoją dziewczyną. - I pewnie przez lata nie mogłeś odnaleźć swojego miejsca na ziemi, aż wróciłeś do Toronto, do mnie, gdzie byłeś naprawdę szczęśliwy?- aż uniosła dłoń do piersi udając wzruszenie. Mimo, że ich związek się rozpadł, to wspominała go naprawdę dobrze. Byli młodzi i będąc na dwóch różnych uczelniach, które dzieliły tysiące kilometrów to nie miało możliwości się udać. Mara również się szybko pocieszyła zakochując się w swoim profesorze, aby ostatecznie zaręczyć się z jeszcze kimś innym. Najwidoczniej żadne z nich nie próżnowało. Najważniejsze jednak, że potrafili do tego podchodzić z dystansem żartując z siebie samych. Lakefield zawsze ceniła takich ludzi i spotkania.
- Skoro nie wspominałam to może z założenia dlatego, że można? Wiesz, skoro coś nie jest zakazane, to chyba jest dozwolone- poruszyła brwiami, bo z interpretacją bywało niekiedy tak, że każdy mógł mieć własną. Tutaj to oni tworzyli własne zasady, a raczej to ona, skoro stała się właśnie jego terapeutką.
Dostrzegła jak bardzo się jej przygląda, gdy zabrała się za pice tequili. Ten jego uważny wzrok i wymowny uśmiech podniosły temperaturę jej ciała o dodatkowy stopień. Było w tym coś pociągającego. Nie pociągnęła jednak tego dalej zachowując pełen profesjonalizm. Skarciła się w myślach za nagłą potrzebę, żeby nie odpowiedział na jej pytanie i się napił, by tym razem to ona mogła się mu przyjrzeć i ocenić pracę języka w tej sytuacji. Nie byłoby to odpowiedzialne, chociaż w ostatnim czasie coraz rzadziej taka bywała.
Postanowiła jednak zadać mu takie pytanie, na odpowiedzenie którego raczej nie powinien się czuć niekomfortowo.- Hmm w połowie mogłabym się zgodzić. Nie wyobrażam sobie bycia spełnionym bez poczucia szczęścia. Z kolei faktycznie, można byś szczęśliwym, ale nie czuć że spełniło się wszystko, co sobie założyliśmy- wchodziło to już w coraz głębsze filozofowanie, ale czemu by nie? Jej alkohol również już trochę uderzał do głowy. - Trafna uwaga Graham- pochwaliła go i słuchała dalej jego wypowiedzi. - Ciekawa odpowiedź- przyznała z lekkim grymasem na twarzy. Ostatni raz był naprawdę szczęśliwy rozwodząc się? To było smutne i dziwne - na ten moment nic więcej nie przychodziło jej do głowy. Najwidoczniej tequila nie jest dobrym kompanem podczas sesji.
- Zacznijmy od tego, że nikomu w pełni nie ufam. Chyba z natury każdy tak ma- chwyciła kieliszek z alkoholem i zapatrzyła się w niego na chwilę. Wróciła wspomnieniami nie tylko do kłamstw męża, ale również tych, którymi sama karmi swoją siostrę od jakiegoś czasu.- Ale za to kłamstwo jest w stanie pozbawić kogoś resztek zaufania, którym tego kogoś darzę. Zawsze powtarzam, że wolę brutalną prawdę, niż piękne kłamstwo- nie brzmiała przekonująco, ale dawniej właśnie tym się kierowała w życiu. Westchnęła głośno odstawiając wciąż pełny kieliszek i dopiero teraz podniosła na niego spojrzenie. Przechyliła głowę na bok i zaczęła mu się uważnie przyglądać mrużąc oczy i zastanawiając się nad odpowiednim pytaniem. Chciała żeby się napił czy chciała się dowiedzieć czegoś o nim? To stawał się ciężki wybór, lecz z drugiej strony im był bardziej pod wpływem alkoholu, tym mógł być bardziej szczery. W pewnym momencie na jej twarzy pojawił się zadziorny uśmiech, a w oczach zaświeciły iskierki. Nachyliła się jeszcze bardziej w jego kierunku nie spuszczając z niego swojego spojrzenia.- Co sprawia, że się zawstydzasz?



Michael Graham
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie jesteś aż tak wyrachowana, Lakefield — pokręcił głową, od razu szczerze dzieląc się opinią o jej charakterze. — Swoją drogą, to byłoby bardzo ciekawe zobaczyć, jak mną manipulujesz. Zakładam, że twoje umiejętności musiały przez lata się nieźle rozwinąć i aż chciałoby się je zobaczyć w akcji. — Wzniósł jasne brwi, posyłając kobiecie znaczące spojrzenie. Czy to rzucone wyzwanie, a może ciąg dalszy niewinnych przepychanek? Nie przypominał sobie, by przed laty Mara nim manipulowała, a nawet jeśli, to absolutnie nie był tego świadom. Raczej starał się unikać osób, które miały w planie wodzić go za nos, wychodząc z założenia, że swój rozpozna swego, ale czy nie dał się tak wmanewrować Iris? Zaślepiony i wprowadzony na pole minowe, które po latach okazało się wcale nim nie być, a przynajmniej tak powtarzała Valentine, zasłaniając się zwykłym brakiem rozwagi. Czy należy to podciągnąć pod manipulację?
Zaśmiał się na to wymowne spojrzenie, bo doskonale wiedział, co miała na myśli. Jako nastolatek korzystał z każdej nadarzającej się okazji, by się dokształcać, zarówno w teorii, co praktyce. Jako pasjonat podchodził doń pełen zaangażowania, szczerze zafascynowany wszelkimi tajemnicami. Dziś mógłby Marze podziękować za oddanie nauce i pomoc w uzyskaniu jak najlepszych wyników na uczelni, a z czasem także licznych pochwał od damskiego grona studentek, wszak mało który facet w tym wieku wie co i jak działa.
Zwilżył wargi czubkiem języka i westchnął tylko cicho, przechylając lekko głowę na bok.
Kolejny strzał w dziesiątkę, jak ty to robisz? — Był pod pełnią teatralnego wrażenia. — Chciałbym powiedzieć, że teraz widzę, za co płacę, ale zaryzykuję stwierdzenie, że niektóre z twoich danych mogą być już nieco przestarzałe. Po wywiadzie rozpoznawczym poleciłbym pełne badanie celem nałożenia odpowiedniej korekty. — Wolał nie zagłębiać się w temat szczęścia, bo to oczywiste, że za dzieciaka wiele spraw wydawało się lepszych i atrakcyjniejszych. Problemy życia dorosłego nie piętrzyły się jeszcze niemiłosiernie i młodzieńcza głowa skutecznie nie dopuszczała do siebie świadomości, że przyszłość może ułożyć się inaczej, niż została zaplanowana.
Stwierdzenie, że celował w lekkie podniesienie temperatury i plączące się, mocno dwuznaczne myśli, nie byłoby tu żadną śmiałą nadinterpretacją. Podpuszczanie Graham traktował niczym rozrywkę, impuls często silniejszy, niż świadomość, jakby sugestywne spojrzenie i rozciągnięcie ust układały się samoczynnie. Mógłby się bardziej pilnować, oczywiście, że tak, tyle że obecność Lakefield w dziwny sposób sprawiała, że maska trzymającego się w ryzach wojskowego opadała.
Ciekawa w sposób, który zapala lampkę ostrzegawczą? — podsunął, zachęcając, by rozwinęła myśl. Skoro już uzgodnili, że zasady dostosowują do własnych potrzeb, to nic nie stało na przeszkodzie, by zadawać pytania pomocnicze.
Jasna brew nie drgnęła, kiedy wzniósł się kieliszek i Mara sprawiła wrażenie zastanawiającej się, czy chce udzielić odpowiedzi, tudzież w ogóle się wycofać. Zacisnął wargi w wąską linijkę, kiedy na usta cisnęło się kilka komentarzy co do rzeczonych kłamstw. Chciał o nich opowiadać — a raczej chciał i nie chciał jednocześnie, bo może i zaprosił terapeutkę z zamiarem rozmowy, to w tym momencie już sam nie wiedział, czy może lepiej byłoby część niewygodnych faktów zostawić dla siebie.
Zawstydzam? — powtórzył zaraz za nią szczerze zaskoczony i zamrugał parokrotnie. — Następnym razem musisz mi wcześniej wysłać listę pytań, bo zaraz odniosę wrażenie, że zadajesz tylko takie, które zmuszają mnie do kopania w pamięci. A tym wzrokiem wywierasz presję czasu. — Zadarł nieco brodę, tylko krótką chwilę mierząc rudowłosą spojrzeniem, by zaraz wyciągnąć rękę i ująć kobiecą dłoń, pierw posyłając pytający o pozwolenie wzrok. — Ze wstydem jest taki problem, że zazwyczaj nie chce się go czuć — mówił, drugą ręką sięgając do woreczka z solą i usypał szczyptę na wierzchu kobiecej dłoni. — Są jednak sytuacje, kiedy zawstydzenie łączy się z czymś jeszcze, na przykład z ekscytacją, która zachęca do działania. — Ujął pełny kieliszek i wzniósł wzrok na twarz byłej ukochanej i wzruszył lekko ramionami. — Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie i wątpię, byśmy mieli czas, by je dziś dogłębnie poeksplorować. — Bez zrywania połączonych spojrzeń, niespiesznie zlizał sól i wychylił zawartość kieliszka, by zaraz wgryźć się w ćwiartkę cytryny. Kompozycja smaków była zdecydowanie przyjemniejsza od samego alkoholu zasypanego garścią popcornu. Uważnie przyglądał się przy poprzednich razach poczynaniom Mary, więc miał pewność, że nie pominął żadnego kroku. Zasady nie mówiły jasno, na czyjej dłoni powinna znaleźć się sól, a skoro coś nie jest zakazane, to chyba dozwolone?
Wiesz już, dlaczego się do ciebie odezwałem. — I mogła w jego słowa wierzyć, albo nie, lecz nie o to chciał pytać i nie na tych zapewnieniach mu zależało. Wyciągnął się na wysokim krześle i oparł wygodniej, wspierając łokciem na blacie. — Jaka była wtedy twoja pierwsza myśl i dlaczego finalnie zgodziłaś się na spotkanie? — Mówiła o pieniądzach, o ciekawości, coś o odwadze i samotności, jednak żadna z tych wcześniejszych sugestii nie była konkretną, szczerą odpowiedzią. Mogła się łudzić, że to zaginie gdzieś w toku dalszej rozmowy, lecz Graham może i miał przeciętną pamięć do imion oraz twarzy, ale nigdy do takich szczegółów.

Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
space cadet
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła powstrzymać tego uśmiechu, który wywołał w niej, gdy tak bez żadnych wątpliwości powiedział, że nie jest AŻ tak wyrachowana. - Oh czyli trochę jestem?-puściła mu jednak oczko nic sobie z tego nie robiąc. To było nawet urocze. - Przez lata ludzie się zmieniają, więc skąd pewność czy życie nie wybudziło we mnie ogromnej żądzy władzy i manipulacji?- nie postrzegała nigdy siebie w ten sposób. Jego również. Ale może oboje byli dosyć nierozważni wierząc, że świetnie znają się na ludziach, a jednocześnie będąc zapędzani w kozi róg przez najbliższych? W końcu Mara Lakefield, uznana kanadyjska psychoterapeutka, latami była okłamywana i zdradzana przez męża. Przez tyle czasu nie zorientowała się, że sypia z patologicznym kłamcą.
Nie wątpiła w to, że podłapie jej sugestię. W końcu ich związek nie opierał się tylko na wzajemnym wsparciu w nauce, ale także na rozmowach i pozacielesnych zabawach. Chociaż w tamtym okresie byli dosyć ambitnymi uczniami. Mara jak na wspierającą dziewczynę przystało, pomagała swojemu partnerowi w zdobywaniu odpowiedniego doświadczenia, sama na tym wiele korzystając. - A to nie poinformowałam Cię o tym w wiadomościach, że moja usługa zawiera pełen pakiet wraz z badaniem fizykalnym pacjenta?- spojrzała na niego udając zaskoczenie.- Chyba, że z jakiś względów wolisz tą uboższą wersję, to nie będę działać wbrew Twojej woli- podniosła dłonie w geście poddania. Oczywiście ważne było odświeżenie wszelkich informacji jakie posiadała na jego temat. W celach diagnostycznych i naukowych ma się rozumieć. Jednak to wszystko powinno się odbywać za obupólną zgodą. Nie chciałaby go stawiać w niekomfortowej sytuacji, bo może się chłopak speszy i zawstydzi.
- Niewykluczone. Jednak diagnozę wystawię najwcześniej na koniec tego spotkania- odpowiedziała rzeczowym tonem trzymając na wodzy jego ciekawość. Oczywiście można zadawać pytania uzupełniające, ale nie oznacza to od razu, że rozmówca na nie odpowie.
A Mara teraz nie była ani trochę skupiona na tym, żeby wyjaśniać mu co myśli o jego rozwodzie. Zamiast tego skupiła się na doznaniach cielesnych, które jej zaczął serwować. Chociaż ją kusiło żeby zerknąć na ich złączone dłonie, powstrzymała się i nie spuszczała oczu z jego tęczówek. Nawet jeśli on na chwilę uciekał wzrokiem, by po coś sięgnąć, jej spojrzenie było utkwione w tym samym punkcie. Jednak z jednym małym wyjątkiem- gdy zlizywał sól z jej dłoni. Wtedy nie była w stanie wygrać z sobą i musiała dokładnie się przyjrzeć jak jego gorący język sunie po jej skórze. Przyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa, a spojrzenie nieco pociemniało na wskutek męskiego dotyku. Zdecydowanie trafiła z pytaniem, a on trafił z formą odpowiedzi w jej oczekiwania, co mógł potwierdzić na końcu jej uśmiech satysfakcji i lekko zaróżowione policzki. Prawdopodobnie od alkoholu i zbyt wysoko nastawionego ogrzewania. - Nie lubisz tracić czasu na głębsze eksploracje?- uniosła brew w lekkim rozbawieniu nie mogąc sobie odmówić zwrócenia uwagi na dwuznaczność słów, których użył. Z drugiej strony była pełna podziwu jego ciekawej interpretacji zasad, które mu przedstawiła jak odpowiednio pić tequilę.
- Czy to nie są, aby dwa pytania?- zauważyła, ale zanim zdążył odpowiedzieć, kontynuowała swoją wypowiedź. To pytanie akurat było łatwe. Przynajmniej takie się wydawało na początku, gdy je podjęła. - Widząc Twoje imię na wyświetlaczu byłam tak zaskoczona, że uznałam, że albo się pomyliłeś albo ktoś Ci się włamał na konto i będzie próbował wyciągnąć ode mnie hajs- roześmiała się krótko, ale wtedy doszło do drugiej części pytania. Odpowiedź już nie była taka zabawna, więc z poczucia lekkiego dyskomfortu, zaczęła wodzić palcem po rancie kieliszka. Kusiło ją wypicie alkoholu.- A wpływ na to, że ostatecznie zgodziłam się przyjechać jest poczucie znudzenia w moim życiu i brak czegoś ekscytującego. Uznałam, że terapia byłego może być dosyć ciekawa- uśmiechnęła się przelotnie zabierając dłoń z kieliszka i powracając do niego spojrzeniem.
W przeciwieństwie do niego, ona się nie odsunęła się ze swojej pozycji. Wciąż była pochylona w jego kierunku. Z wygody? Obawy, że z dalszej perspektywy umknie jej jakaś dyskretna zmiana w jego mimice? Chęć bliższego kontaktu? Chyba nie było sensu się nad tym zastanawiać. Ważniejsze było pytanie jakie miała mu zadać. - To skoro twierdzisz, że moje pytania są zbyt ciężkie, to w takim razie powiedz mi coś o sobie, co chciałbyś żebym wiedziała?- jak widać, Lakefield faktycznie nie była AŻ tak wyrachowana dając mu teraz pełną swobodę.



Michael Graham
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie przeszkadzało mu, że Mara zadaje dodatkowe pytania do każdego stwierdzenia, chwytając się kurczowo pojedynczych słówek. To było nawet zabawne, celowo podrzucać hasła, których wiedział, że się złapie. Czy to czyniło z niego zmyślnego manipulanta? Może, ale nie widział w tym nic złego. Póki oboje się uśmiechali, każde we własnym kierunku przeciągając struny, wszystko było w porządku, prawda?
Stawiam tezę i sprawdzam, czy ją potwierdzisz, czy też dasz powody, by myśleć inaczej. Może wolę wierzyć, że w tym brudnym, bezlitosnym świecie jest miejsce dla słodkiej niewinności? — Odpowiedź przesycona wrażliwością i subtelnością, sztuczną oczywiście, bo nie utożsamiał się z żadną z tych cech. Jedno podchwytliwe pytanie napędzało drugie.
Moja wina, że nie doczytałem udostępnionego aneksu i drobnego druku. — Uniósł ręce w akcie poddania. — Wobec tego pozostaję otwarty i zaufam procesowi. — Bo nic więcej mu nie zostało, jak tylko poddać się nurtowi. Może i pływał już wcześniej w tej rzece, ale wchodził z innego brzegu, dziś na nowo poznając jej tor. Zgodził się na cały proces i wiedział, że w każdym momencie może się wycofać, tylko czy nie wiązałoby się to jednoznacznie z porażką? A do tej słabości nie mógł się przecież przyznawać.
Tak jak i nie przyznał, że dostrzegł drobny rumieniec na jasnych policzkach, a triumfalny uśmiech łechtał ego. Nie odsunęła się i nie speszyła, niczym nieśmiały podlotek, ani nie oburzyła się na zdecydowanie ryzykowny krok, co mógł odebrać wyłącznie w jeden sposób — jako zielone światło.
To zależy. Nie lubię tracić czasu, gdy nie mam pewności, czy jest sens się angażować. — Bo czy nie był już w wieku, w którym wielokrotne próbowanie i potykanie się po kilku krokach przestawało zdawać egzamin? To trudny czas na randkowanie, nowe miejsca pracy, czy świeżych znajomych. Człowiek chciałby od razu rozłożyć swoje karty i przejść na porządek dzienny, a zamiast tego tracił cierpliwość i marnował zasoby na coś, co mogło w ogóle nie wypalić.
Czyli jestem dla ciebie urozmaiceniem szarej rzeczywistości — podsumował, rozbawiony przyrównaniem do scamu. Sam pewnie zareagowałby podobnie, otrzymawszy smsa po tak wielu latach braku kontaktu. — Nawet jeśli nie sprostam wygórowanym oczekiwaniom, to przynajmniej zarobisz. — Bo przecież finalnie wszystko sprowadzało się do pieniędzy, o których Lakefield przypominała mu na każdym kroku, dopisując kolejne punkty do rachunku. Zresztą jeśli miał wybierać, wolał być sprowadzony do źródła dochodu, niż anegdoty opowiadanej przy kieliszku z przyjaciółmi, ale na to już raczej nie miał wpływu.
Następne pytanie należało do gatunku tych, które można uwielbiać i nienawidzić jednocześnie. O czym mówić, gdy można wybrać dowolny temat? Już rozchylił usta, kiedy rozproszył się i sięgnął do kieszeni, w której zawibrował telefon. Odruchowo spojrzał na wyświetlacz i odczytał wiadomość od Cookie, by z piersi wydostało się ciche westchnienie. Nie chodziło o tekst ani samą osobę panny Park, a o skojarzenie z niewygodnym, kłującym w piersi grzechem. Skinął głową bardziej do siebie, niż aparatu i odłożył telefon gdzieś na bok wyświetlaczem do dołu, by nie świecił dalszymi powiadomieniami. Ręka powędrowała na kark, gdzie potarł tył głowy w zastanowieniu. Dopiero po chwili wzniósł błękit spojrzenia na terapeutkę, a zadowolony wyraz twarzy, który jeszcze przed momentem zdradzał pewność siebie, teraz rozmył się gdzieś w neutralności.
Jestem kłamcą. Przez lata oszukiwałem rodzinę, przyjaciół, współpracowników, wszystkich. — Splótł ręce na piersi i pochylił się, opierając łokcie na blacie, by wrócić do bliskości, która jeszcze przed momentem dyktowała intymne warunki. — Wprawdzie z myślą, że dobre motywacje wystarczą do rozgrzeszenia, ale coś mi podpowiada, że własna wygoda przesłania wszelką szlachetność. — Uniósł brwi, a na męskim czole pojawiło się kilka zmarszczek. Chciała wyciągać z niego brudną prawdę, od początku szukając tematu, który dogłębnie go porusza, to dlaczego nie sięgnąć po najcięższy kaliber? — Piękne kłamstwo miało być niczym plaster, zapchajdziura dająca wentyl bezpieczeństwa i swobody, których mi brakowało. I to pomogło, mogłem wreszcie cieszyć się czystą głową i świętym spokojem, póki nie okazało się, że istnieją pewne aspekty, jakie zdecydowały się skomplikować. — A na imię im Iris Valentine, ciągnąca za sobą sznur nieprzewidzianych konsekwencji, skutecznie miażdżących skrupulatnie poukładaną rzeczywistość. Przywiódł na twarz nieco wymuszony uśmiech. — Czy istnieje bezbolesny sposób, by to naprostować? Po ilu latach takie rzeczy się przedawniają?

Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
space cadet
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Praca Mary polegała na wyłapywaniu każdego słowa w wypowiedziach rozmówcy. To właśnie niektóre rzucone niby od niechcenia, bywały nieraz najbardziej istotne w całej diagnozie. Zdawała sobie sprawę, że Michael specjalnie podrzuca co nieco, ale nie nazwałaby tego próbą manipulacji. Ewentualnie próbą sprawdzenia jej? Albo po prostu urozmaiceniem rozmowy, co jej nie przeszkadzało ani trochę.
- Wolisz wierzyć w jednorożce? Od kiedy niby?- zmarszczyła brwi udając zaskoczenie, bo przecież już się znali i Michael był raczej człowiekiem nauki ciężko stąpającym po ziemi, więc akurat tekst o wierze w niewinność pasował do niego jak pięść do nosa.- Kochany, pora dorosnąć- jej twarz złagodniała tak bardzo, że zostało jej tylko pogładzić go po policzku niczym mama pocieszająca małego chłopca. Jednak nie, nie zrobiła tego trzymając rączki przy sobie.
- Dokładnie. Brak znajomości regulaminu nie zwalnia z obowiązku jego przestrzegania- chociaż już mu pozwoliła na ewentualne wycofanie się. Lecz skoro sam zaproponował odświeżenie dawnych informacji, chyba tego nie planował?- Ale spokojnie, jako doświadczona psychoterapeutka wiem, co robię, więc jesteś w dobrych rękach- wyprostowała nieco plecy, aby zaprezentować swoją pewność siebie odpowiednią postawą ciała. Nie uważała się za boginię w świecie psychologii ani za nieomylną. Popełniała błędy jak chociażby to, żeby umawiać się na terapię w salonu masażu czy przychodzić do nowego pacjenta do domu z butelką tequili proponując wypicie jej w środku tygodnia w południe. Co jednak nie oznaczało, że w badaniach fizykalnych była kiepska!
- A co z tym dreszczykiem niepewności? Co z ryzykiem? - czemu od razu była ta chęć angażowania się? Mara niewiele w swoim życiu randkowała, będąc przez dziesięć lat wierna jednemu mężczyźnie. Z nim chciała się zestarzeć i założyć rodzinę. Teraz natomiast uważała, że takie plany nie są jej pisane, co łamało jej serce, ale do tego nigdy się nikomu nie przyzna. Nawet przed samą sobą ciężko jej było potwierdzić, że jej życie wcale nie jest takie zabawne jak próbuje je przedstawić innym.
Chociaż czy aby na pewno? Przecież właśnie przyznała się mu, że jej życie jest nudne, a jej jedyną rozrywką jest próba manipulacji terapeutyzowanie byłego. Należało winnego szukać wśród wypitego alkoholu albo jeszcze lepszych umiejętności manipulacji rozmowy, którymi szczycił się Graham.
- Ty to nazywasz wygórowanymi oczekiwaniami?- spytała szczerze rozbawiona tym stwierdzeniem. Jakby mu kazała teraz w szpilkach zatańczyć fokstrota, a przy tym nie rozwalić niczego (ani mebli ani kości), to mógłby to nazwać wygórowanymi oczekiwaniami. Teraz jedyne czego od niego wymagała to rozmowy. Jak widać, był w tym całkiem dobry, bo od wejścia nawet nie zerkała na zegarek, aby sprawdzać czas pozostały do końca spotkania.- Dokładnie, bo przecież jak niewiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A jak już wiesz - u mnie każda dodatkowa usługa jest płatna ekstra- jak dostarczenie faktury osobiście, klapsy czy otarcie łez o czym go poinformowała na samym początku. Bycie źródłem dochodu wcale też nie oznaczało, że nie będzie anegdotą opowiadaną przy winku z przyjaciółmi. Z nimi akurat poruszała większość tematów.
Moment, gdy sięgnął po telefon, wykorzystała by przyjrzeć się jego mimice jak reaguje na wiadomość. Dostrzegła, że został wybity z rytmu, co tylko wzbudziło jej ciekawość, co takiego było na wyświetlaczu telefonu. Jednak zaraz o tym zapomniała, będąc całkowicie pochłonięta jego wypowiedzią. Miała wrażenie jakby trochę alkoholu z niej wyparowało, a atmosfera spoważniała. Niesamowite, że wybrał akurat to, co ona kilka minut wcześniej wskazała jako punkt do utraty u niej zaufania.
- Dobra, zacznijmy od tego, że jako Twoja była powiem Ci teraz, że musisz się napić- stwierdziła poważnym tonem nalewając mu tequilę do kieliszka. Odłożyła butelkę i złożyła ręce przed sobą na stole.- A teraz jako terapeutka to powiem, że nic się nie przedawnia. To tak jak z powiedzeniem, że czas leczy rany. To bzdura, nie leczy ran, a przynajmniej nie wszystkie. Niektóre są tak paskudne, że po prostu z czasem uczysz się z nimi żyć i funkcjonować - poczuła nagle, że rozpędziła się aż nadto wybiegając trochę poza temat. Wzięła głęboki wdech.- Co do pierwszego pytania - to kłamstwo naprostujesz szczerością. Tylko tyle i aż tyle- wzruszyła ramieniem posyłając mu szczery, przepraszający uśmiech. Pewnie oczekiwał czegoś innego. - Dobra, a teraz po prostu powiedz wprost co to były za kłamstwa? Bo poruszając się w takich półsłówkach ciężko nam będzie ruszyć do przodu, a chyba obojgu nam o to chodzi, prawda?- przyjrzała mu się uważniej już bardziej trzeźwym i ciekawym wzrokiem.



Michael Graham
ODPOWIEDZ

Wróć do „#23”