-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Nie czuła się na tyle pewnie, aby paradować w godzinie szczytu aktywności w tym miejscu w samym staniku sportowym. Nawet jeśli wiedziała, że to głupie i praktycznie nikt nie zwróci na to uwagi musiała mieć na sobie szeroką, nieco już znoszoną koszulkę. Miała najlepsze lata za sobą (zarówno Cathy, jak i koszulka), ale spełniała swój cel idealnie.
Po już kilku latach i przewinięciu się wielu osób, które próbowały ją zachęcić do aktywniejszego ćwiczenia na sporej ilości siłowni czy innych centrów aktywności wiedziała już jak ważna jest rozgrzewka i rozciąganie. Być może poświęciła im więcej czasu niż to było konieczne, ale wolała to zrobić wcześniej niż się potem uszkodzić. Tym bardziej, że ktoś musiał pomagać dziadkom w remoncie ich lokalu, a reszta rodziny była niedysponowana.
Nieco zziajana poprawiła upięcie kucyka na mniej byle jakie, ale wciąż byle jakie i oparła dłonie na biodrach rozglądając się po opcjach. Duża ilość sprzętu była zajęta, a nie chciała przeszkadzać. Ciężary odpuściła praktycznie od razu - codziennie coś dźwigała, chcąc nie chcąc mięśnie rąk miała całkiem wyrobione. Mogła więc albo ćwiczyć nogi, albo zrobić sobie cardio na bieżni. Z czego to drugie nigdy nie kończyło się dobrze. Spojrzała jeszcze raz na bieżnię i pokręciła głową.
- Nope, jestem na to zbyt trzeźwa - powiedziała cicho sama do siebie i ruszyła w stronę suwnicy. Nogi to było to. Zero biegania, same plusy. Nawet jeśli następnego dnia miała cierpieć i nie wstać.
Jason Choi
-
No one does it better than me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
W tym roku tłumy były wybitnie duże i Jason zaczynał się zastanawiać, czy nie powinien sobie chociaż na ten miesiąc odpuścić treningów. Bardzo by to mu było nie w smak, bo systematyczność była kluczowa nie tylko w zbudowaniu mięśni - ale także w ich utrzymaniu. Nie mógł sobie pozwolić na to, żeby mu wszystko opadło. Nie byłby w stanie spojrzeć na siebie w lustrze, a co dopiero wrzucać zdjęcia na instagram. Jaki by to z resztą dało przekaz jego followersom? Nowy rok a on się opierdala? Nie był co prawda żadnym fitness couchem, ale jednak chciał ich motywować!
Pora dnia była taka, że część najmniej ambitnych świeżaków już opuściła siłkę, było więc w miarę znośnie. Tego dnia Jason podnosił ciężary już dobrą godzinę i planował jeszcze z pół. Zwykle umawiał się z którymś ze swoich ziomków, ale dziś wyjątkowo był sam. Zrobił sobie krótką, przymusową przerwę, kiedy jedna ze słuchawek zaczęła mu szwankować. Wyciągnął obie z uszu, próbując znaleźć przyczynę, ale nic oczywistego nie rzuciło mu się w oczy. Westchnął ciężko, wrzucając obie słuchawki do kieszeni. Resztę treningu musiał dokończyć w akompaniamencie muzyki płynącej z głośników.
- Tak jest najlepiej - uśmiechnął się, kiedy nagle koło niego padł komentarz. Nieskierowany do niego, zdecydowanie, ale Park już tak miał że lubił wdawać się czasem w krótkie interakcje z nieznajomymi - Chyba że lubisz zwiedzać szpitale. - dodał jeszcze oczywistość. Oczami wyobraźni już widział, jak pięknie krwawiłby nos rozbity na takiej bieżni. Pokazał jeszcze dziewczynie kciuka w górę, gratulując wyboru innego, dobrego ćwiczenia - może była jednym z tych świeżaków, którzy zostaną tu na dłużej? - Jakbyś potrzebowała pomocy, wal - rzucił jeszcze, robiąc trzy kroki w bok by ustawić się lepiej przed lustrem. Skoro już musiał zrobić sobie przerwę, mógł dokarmić swoje ego, napinając mięśnie i popodziwiać swoje własne odbicie.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Drgnęła na dźwięk głosu nieznajomego. Nie spodziewała się, że ktokolwiek w tym miejscu jej odpowie. Ludzie raczej wyglądali na zajętych swoimi rzeczami i z tego co zauważyła Cath lwia część z nich miała swoje własne słuchawki. Jak tak o tym pomyślała to następnym razem powinna wziąć swoje.
- I najmniej zabawnie - powiedziała. Chyba tylko jacyś bogowie wiedzieli jaką niechęcią darzyła bieżnię. O ile jeszcze ciężary czy cokolwiek innego związanego z cardio miało rację bytu tak to diabelskie urządzenie i Cath zdecydowanie mieli nie po drodze. I to zazwyczaj bieżnia wygrywała.
- Odwiedzam je częściej niż bym chciała - skwitowała krótko. Wiedziała, że to miała być próba żartu. Wyjątkowo nietrafiona w jej przypadku, bo w zasadzie spędzała tam jedną czwartą swojego dorosłego życia przy boku matki. Nie żeby zamierzała się tym dzielić z kimkolwiek obcym. W zasadzie nawet niewielkie grono jej znajomych i przyjaciół nie znało zbyt wielu szczegółów. I tak zdaniem Cath było w porządku.
- Bardzo chętnie, nie wiem nawet od czego zacząć. Tylko najpierw musiałbyś przestać wpatrywać się w siebie, Panie Narcyz - skwitowała z lekkim uśmiechem i założyła ręce na piersi. W zasadzie wyglądał na kogoś kto wiedział co i jak, a ona była kompletnie zielona.
Jason Choi
-
No one does it better than me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
Słysząc wzmiankę dotyczącą częstego odwiedzania szpitali, Jason uniósł lekko brwi. Nie drążył jednak tematu - nawet jeśli dziewczyna powiedziała to raczej lekkim tonem, brzmiało to trochę tak, jakby nie działo się u niej dobrze. Albo u kogoś z jej rodziny. Chowanie takich problemów pod maską żartów wcale nie było rzadkością.
- Prosto w serce! - rzucił krótko w odpowiedzi na nazwanie go Narcyzem - Przecież o to właśnie na siłce chodzi, żeby móc się sobą pozachwycać! - odpowiedział, robiąc jeszcze jedną pozę. Rozgrzane mięśnie były bardziej widoczne niż na samym początku treningu, więc musiał skorzystać. Poza tym, jakoś trzeba było się nagrodzić za całą tę ciężką pracę. Nic tak człowieka nie motywowało do dalszej roboty, jak zobaczenie dotychczasowego progresu. Ten, kto potrafił to docenić, tak szybko nie rezygnował z dalszej pracy! - No dobrze, zobacz. Tu ustalasz ciężar, tu możesz regulować odległość siedziska. - Jason finalnie zostawił lustro w spokoju i podszedł do dziewczyny, zaczynając jej pokazywać co i jak. Generalnie żadna z maszyn nie była specjalnie skomplikowana, tylko wyglądały groźnie. Każda z nich miała nawet specjalną naklejkę, informującą o tym, jakie partie mięśni można na niej ćwiczyć. - Pamiętaj żeby plecy przylegały do maszyny, bo inaczej ćwiczenie będzie o kant dupy rozbić. - dodał jeszcze. Gdyby nie to, że wcale nie znał się aż tak na ludzkiej anatomii ani nie potrafił układać diet-cudów, dostosowanych do różnych potrzeb, może nawet rozważyłby kiedyś karierę trenera personalnego. Tymczasem jednak tylko orientował się mniej więcej co działa dla jego organizmu.
- Za twojego cheerleadera też mogę porobić. Trzy sesje po piętnaście powtórzeń. Go, go go! - jeśli wolała, żeby przestał, to lepiej żeby dobitnie mu to powiedziała. Jason należał do tych pozytywniejszych gości na siłowni i w sumie to lubił dopingować innych - bo lubił kiedy i jego dopingowali. Rozumiał jednak też, że kogoś to może peszyć...
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- A w siłowni głównym celem nie powinno być zbudowanie formy i aktywność dla zdrowia? - zapytała porządnie rozbawiona, gdy zrobił kolejną pozę przed lustrem. Potrafiła docenić zbudowaną sylwetkę i musiała przyznać: mężczyzna przed nią widocznie wiedział jak to robić. Podziwiała takich ludzi, sama nie miała tyle samozaparcia do wyrzeźbienia sylwetki niczym modelka. Co nie zmieniało tego, że to całe pozowanie ją bawiło.
Dla Cath której miał to być pierwszy trening bardziej świadomy była to kompletna nowość. Słuchała go i kiwała głową. Ostatnie czego chciała to proszenie o powtórzenie, wiedziała jak bywało to denerwujące. Tym bardziej, że oderwała go zapewne od ćwiczeń i poświęcał jej swój czas. Miał więc jej pełną uwagę, a ona dostrzegała oznaczenia na sprzęcie i plus minus potrafiła powtórzyć swoimi słowami to czego uczył ją mężczyzna. Posłusznie oparła plecy, gdy tylko jej to wskazał. Nie chciała nabawić się żadnej kontuzji - musiała być jutro zwarta i gotowa do pracy na swojej zmianie.
- Zgłaszam protest - nie masz pomponów. Bez pomponów się nie liczy - zażartowała. Jego zachowanie wydawało jej się optymistyczne i w pewien sposób słodkie. Urocze było jak ją dopingował. Mniej urocze było, że pewnie następnego dnia mogła czuć mięśnie o których istnieniu nawet nie wiedziała.
Zaczęła od najmniejszego obciążenia, uznając że będzie jej prościej podnosić to stopniowo. Nie miała ambicji pchać od razu ogromnych ciężarów: wychodziła z założenia, że z czasem przyjdzie na to czas. Nie spodziewała się jednak niemal całkowitego braku oporu.
- Może lepiej nie stawaj w pobliżu, mogę cię niechcący kopnąć - przestrzegła po podwyższeniu poziomu. Nie chciała odpowiadać za ewentualne ubytki w zębach.
Jason Choi
-
No one does it better than me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
Akurat suwnica była taką maszyną, na której ciężko byłoby się nabawić kontuzji, ale Jason doceniał zapał i uważność dziewczyny. Jak z tym ćwiczeniem dobrze jej pójdzie to nabierze nieco pewności siebie i łatwiej będzie jej spróbować innych. Zawsze uważał że to nieco smutne, gdy ludzie unikali konkretnych maszyn, tylko dlatego, że nie wiedzieli jak z nich korzystać i wstydzili się zapytać kogoś o poradę.
- Cholera, wiedziałem, że o czymś dziś zapomniałem. Następnym razem je spakuję, obiecuję - wyszczerzył zęby, uradowany, że dziewczyna odpowiedziała pozytywnie na jego doping. A co do bólu po treningu... cóż, to był tylko znak, że robi coś dobrze dla miejsca, które długo dobrze nie miało. To był satysfakcjonujący rodzaj bólu, a przynajmniej Jason tak myślał. Czy to czyniło z niego masochistę? Nah, chyba nie. Ten ból z resztą i tak szybko mijał.
Używana przez nich obecnie maszyna miała zabezpieczenia przed ewentualnym zrobieniem krzywdy osobom postronnym, ale dla komfortu psychicznego dziewczyny Jason cofnął się o dwa kroki i pokazał jej kciuka w górę. Uznał, że skoro dziewczyna zajęła się swoim ćwiczeniem, on także zasiądzie na jednej z maszyn - tej do trenowania odwodzicieli ud, jednej z najczęściej obleganych przez kobiety. W ten sposób mógł ćwiczyć, ale jednocześnie nadal bez problemu rozmawiać i udzielać dziewczynie wskazówek.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Spojrzała na niego sceptycznie.
- Czym mam ci zapozować, bo aż mnie to ciekawi - jej ciało było raczej z gatunku miękkich. Miała mięśnie, lata pracy jako kelnerka czy pomocy w domu i przy matce robiły swoje, ale nie była to ładna rzeźba. Nie narzekała - lubiła swoje ciało, z każdą jego krzywizną, blizną czy inną tego typu.
- Trzymam za słowo - powiedziała. Wbrew pozorom ćwiczenie wcale nie było takie złe. Nawet jej się to podobało. Była ciekawa jedynie czy następnego dnia również będzie taka szczęśliwa.
- To skoro jednak moja kondycja pozwala mi złapać oddech to... Długo już ćwiczysz? I robisz to hobbystycznie czy pod jakiś sport? - zagadnęła, nie chcąc siedzieć w całkowitej ciszy.
Jason Choi
-
No one does it better than me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
Na jej pytanie Jason nie odpowiedział od razu. Zamiast tego znów stanął przed lustrem i dał jej znak ręką, żeby do niego dołączyła. Dziewczyna może faktycznie nie miała mułów godnych kulturystki, ale to nic nie szkodziło (z resztą, osobiście sam Choi nie przepadał, kiedy kobiety miały przesadnie zarysowane mięśnie, ale to już była kwestia gustu). Pokazał jej jedną z najprostszych póz, mającą wyeksponować poszczególne partie ciała. A potem jeszcze dwie inne.
- Dziś może i spojrzysz na siebie i nie dostrzeżesz wiele. Ale wyznaczasz sobie w ten sposób punkt początkowy. Jeśli wytrwasz i za miesiąc znów pomizdrzysz się do lustra, zobaczysz dokładnie każdą drobną zmianę - może i brzmiał nieco ckliwie i przesadnie motywująco, ale cóż, taka była prawda. Największą motywacją i jednocześnie nagrodą był moment, gdy w końcu widziało się rezultaty treningów. I wtedy rozpierała człowieka prawdziwa duma.
- Ja? O, nie, nie. Ja ćwiczę dla siebie. I żeby móc wrzucać thirst trapy na instagrama - zaśmiał się cicho, chociaż była to szczera prawda. Jason był niemal 24/7 online, nie potrafił się obejść bez social mediów. Miał całkiem sporo obserwujących, chociaż niestety nie na tyle, aby móc się z tego utrzymywać. A szkoda, wcale by się nie obraził gdyby mógł rzucić swoją normalną robotę. - Wierz mi, moją największą motywacją była potrzeba wyglądania sexy.
On i bycie sportowcem? Niemal się zaśmiał na samą myśl. Mógł zrozumieć, że ktoś kocha ruch i konkretne dyscypliny sportowe, ale za nic nie potrafił pojąć, czemu ktoś miałby chcieć poświęcić temu całe swoje życie. Po pierwsze, aby móc faktycznie wygodnie z tego żyć, musiałeś być najlepszy. Albo przynajmniej bardzo, bardzo dobry - a niemal zawsze znalazł się ktoś, kto jednak był lepszy. No a co, jeśli po drodze zdarzy się jakaś kontuzja? Pal licho jak da się ją zaleczyć. Ale niektóre obrażenia ciała były, cóż, permanentne. I puf, koniec bajki o sportowcu. Za duże ryzyko.
- Zrób sobie dziś fotkę. Za miesiąc strzel kolejną. I tak dalej, i tak dalej. Padniesz, jak je będziesz potem porównywać. - puścił jej oko.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Porzuciła ćwiczenia i podeszła do mężczyzny wyraźnie zaciekawiona. Co on kombinował? Nie miała pojęcia. Musiała jednak dołączyć do robienia póz. Nie miała się czym pochwalić jeśli chodziło o mięśnie. Była wytrenowana i silna dzięki noszeniu towarów i tac, często dość ciężkich - nie dzięki świadomemu budowaniu rzeźby. Gdyby miała być w stu procentach szczera to nawet tego nie chciała. Nie podobały jej się zbyt mocno zarysowane mięśnie u kobiet.
- Myślę, że nie zauważę żadnej zmiany. Albo to będzie szło za wolno albo po prostu przyzwyczaję się do tego i opatrzę. Może za rok jeśli wytrwam coś z tego będzie. Tylko najpierw trzeba wytrwać - prychnęła rozbawiona. Nie oczekiwała cudów, chciała jedynie utrzymać względną formę i nie mieć zadyszki od schodów. To by jej w pełni wystarczyło. Podejrzewała, że do tego trzeba by dołożyć dietę, a w tę jedną rzecz kompletnie nie umiała. Próbowała - miała zbyt nieregularne godziny jedzenia i zbyt często zapominała coś zjeść. Nie było większych szans na zmianę akurat w tej kwestii.
- Chcę ten Instagram. W celach naukowo-sportowych oczywiście. Jak tylko sobie przypomnę, że mam jakieś social media - oznajmiła. Wcale nie po to, aby raz na jakiś czas zerknąć na mężczyznę (mogła obiektywnie przyznać, że był gorący. Nie żeby zamierzała się ślinić na jego widok, to mogła zrobić potem). - Obudziłeś się pięknego poranka i uznałeś, że nie chcesz być ziemniakiem i chcesz się zrobić na bóstwo? To tak działa?
Uniosła brew do góry słysząc o zrobieniu sobie zdjęcia. W zasadzie w ciągu ostatnich kilku lat zrobiła ich bardzo mało, nie potrafiła się przemóc. Nigdy jednak nie były to jej zdjęcia. Może to był znak, że pora była na powrót do tego? Kiedyś jednak to kochała, może z powrotem udałoby jej się do tego wrócić?
- Ta jest kapitanie. Jakbyś kiedyś potrzebował fotografa to wiesz: jestem. Co prawda nie zawodowo, ale coś kiedyś potrafiłam - mrugnęła do niego. Była w zasadzie całkiem dobra w tym jako nastolatka i wykraczało to poza selfie. Nieco zardzewiała pod tym względem, ale przy odrobinie chęci i praktyki pewnie potrafiłaby coś z siebie wykrzesać.
Jason Choi