-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Punta Cana, Dominikana. Nie musiała się jakoś bardzo długo zastanawiać nad kierunkiem podróży – Karaiby w lutym, gdy w Toronto było jak było i zimowa depresja trwała już za długo? Idealnie. A do tego podróż nie trwała jakoś bardzo długo i po jakichś pięciu godzinach w samolocie mogli znaleźć się w zupełnie innym świecie. Darcy trochę na to właśnie liczyła – że wszystkie dramaty z Toronto zostaną w Toronto i bardzo mocno takiej wizji rzeczywistości się trzymała. O co nie było trudno, bo trochę jednak znaleźli się w raju.
Znalazła im resort, gdzie domki zapewniały wystarczająco dużo prywatności, gdzie nie było sąsiadów za ścianą a innych ludzi można było nie oglądać całymi dniami. Nieduży prywatny basen i kawałek plaży tylko dla nich skoro i tak nikogo w najbliższym sąsiedztwie nie było. Obsługa się nie narzucała, właściwie też jakby ich nie było, a tylko dbali, żeby niczego im nie brakowało – napoje, przekąski, owoce, pełny barek… żyć nie umierać. Właściwie wśród ludzi musieli się pojawić tylko jeśli chcieli zjeść kolację w jakiejkolwiek cywilizacji zamiast korzystać z room service. Czy Darcy jakoś bardzo na to naciskała? No nieszczególnie. Podobał jej się ten spokój. Słońce, świeża opalenizna, dużo snu, drinki od południa i facet, który naprawdę dobrze wyglądał bez koszulki. Po trzech pierwszych dniach nie miała wątpliwości, że to był dobry pomysł.
Bo no właśnie… dzień trzeci. Albo już czwarty? Zgubiła rachubę, gdy każdy z nich był tak samo fantastycznie nieproblematyczny. Wieczór, gdy wreszcie ruszyli się z ich prywatnej oazy i spędzali wieczór w jednym z pobliskich barów przy plaży. Głośnym, pełnym zarówno turystów jak i miejscowych. Najważniejsze jednak, że całkowicie wolnym od kogokolwiek, kto mógł ich kojarzyć z Toronto, więc mogli być kim tylko chcieli… i Darcy bez cienia skrępowania każdemu dzisiaj przedstawiała się Kate. Dlaczego? Takie miała widzimisię. Bez skrępowania dała się też porwać na parkiet… bo po latach spędzonych w klubie nocnym zapominała czasami, że ona naprawdę lubiła tańczyć i potrafiła się ruszać. I chociaż chłopak, który na ten parkiet ją porwał naprawdę dobrze tańczył i mogło jej się przy tym zrobić gorąco to… jej spojrzenie i tak raz za razem wracało do Arvela. I ona też w końcu do niego wróciła.
- Zatańcz ze mną Cadwalader. – rzuciła, pochylając się do jego ucha, żeby przebić się przez głośną muzykę – Gdy wrócimy do miasta nie wiesz kiedy następnym razem trafi się taka okazja. – raczej nieprędko, a może nigdy? Serce biło jej szybko, a szeroki uśmiech nie znikał z jej twarzy… jakby ta Darcy aka Kate i Darcy z Toronto to dwie różne osoby. I Kate była chyba fajniejsza!
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Załatwienie sobie urlopu na kilka tygodni nie było dla niego większym problemem. Miał kilkadziesiąt zaległych dni z ostatnich lat. Zawsze był zbyt zabiegany żeby gdzieś wyjechać, ani niespecjalnie czuł taką potrzebę. Swoje nowe życie zbudował właśnie w Toronto a odpoczynek w jakichś resortach przy drinku niekoniecznie był jego formą urlopu więc miał nadzieję, że Darcy nie wybierze jakiegoś sześciogwiazdkowego hotelu w którym będą spędzać czas przy basenie. Nigdy nie rozmawiali o tym co tak właściwie lubi robić poza Toronto, jak wypoczywa. Przez większość ich relacji było mało mówienia, a więcej robienia. Ten wyjazd mógł to nieco zmienić.
Całą organizację zostawił jej. Nie dlatego, że jest kobietą, a dlatego, że to był jej wyjazd. On po prostu został zaproszony do towarzystwa, co wcale mu nie przeszkadzało ani nie uwłaczało. Bycie trophy husband nie było wcale takie złe jak niektórym mogłoby się wydawać.
Dominikana zdecydowanie nie była kierunkiem, który sam by wybrał. Na ich kolacji trochę żartował z tym, że nie jest stworzony do takich klimatów, a na miejscu okazało się, prawie wcale nie żartował. Był wdzięczny, że znalazła im jakieś domki, gdzie mogli w pełni korzystać z uroków wyspy, a on miał szansę się nieco zaaklimatyzować. Bo rzeczywiście pierwszego dnia musiał się właściwie topić w kremach z filtrem zanim skóra chociaż trochę przyzwyczaiła się do takich ilości, tak silnego słońca. Na szczęście Darcy nie narzekała na wszystkie aktywności, które zapewniał jej w zaciszu ich noclegu, więc nie rujnował jej w żaden sposób wymarzonych wakacji.
Potrzebowała tego. Widział to już po pierwszych dniach gdy jej entuzjazm nie spadał. Widział ją już kilka razy spełnioną, czasami wydawało mu się, że nawet szczęśliwą, jednak nie tak jak tutaj. Przyglądał jej się siedząc przy barze znów łapiąc się na tym, że ona po prostu tutaj pasowała. Wpisywała się w ten klimat. Swoją karnacją, energią, temperamentem. Powinna żyć gdzieś, gdzie jest tyle słońca. Gdzie może się bawić. Tutaj była po prostu szczęśliwa, a jemu cholernie dobrze się to oglądało. Na tyle, że nawet nie robił problemu kiedy tańczyła z innymi facetami. Obiecał jej, że nie będzie takim zazdrosnym smokiem na tym wyjeździe więc starał się to trzymać pod kontrolą. Nawet nie było tak ciężko kiedy widział jak dobrze się tutaj bawi. Nie mógł się złościć. Tym bardziej, że często łapał ją szukającą go wzrokiem.
Było tu wiele atrakcyjnych kobiet. Zarówno turystek, jak i mieszkanek. Jedna czy dwie przypałętały się nawet próbując z nim swojego szczęścia, ale on kompletnie nie był zainteresowany. Jego spojrzenie spoczywało tylko na tej jednej kobiecie.
- Gdy tylko najdzie Cię taka ochota. Znajdę Ci takie miejsce, zostaw to mnie. - uśmiechnął się do niej pewny siebie łapiąc ją w talii i przysuwając do siebie - Pasujesz tu, uwielbiam Cię taką widzieć. - mruknął jej do ucha z szerokim uśmiechem i tym spojrzeniem, które mówiło samo za siebie.
Dopił swojego drinka i zaciągnął ją na parkiet. Nie było co ukrywać, że nie był tak dobrym tancerzem jak jej poprzedni partner. Znów, jego kraj nie słynie z dobrych tancerzy, ale nie był też kompletnie beznadziejny. Nie podepcze jej palców. Jego talenty leżą w nieco innych ruchach, o czym pewnie dzisiaj też zdąży się przekonać. Teraz jednak po prostu przyległ swoimi biodrami do jej pośladków i poruszając się w podobnym do jej rytmie przesuwał swoje dłonie po jej bokach oraz brzuchu muskając również jej szyję swoim zarostem pozostając blisko niej.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaśmiała się, bo oczywiście, że mógł jej znaleźć takie miejsce w Toronto. Tylko, że to nie byłoby takie miejsce. W nawet najbardziej egzotycznym klubie w mieście można było znaleźć ludzi, którzy znali kogoś, kto znał kogo… ani ona, ani on nie mogli być tam tak całkowicie anonimowi. Problemy mogły ich znaleźć wszędzie. Tutaj? Cóż, trochę jakby nie udało im się wsiąść na pokład samolotu i Bowman była z tego powodu szalenie zadowolona. I właściwie było to miłe, że zauważył. Ona sama to zauważała!
Wcale nie musiał być najlepszym partnerem, żeby wyjście na parkiet z nim sprawiało jej więcej frajdy niż z kimkolwiek innym. Bliskość jego ciała, ciepło jego oddechy na jej policzku, jego palce zaciskające się na jej biodrach… to wszystko było bardziej na miejscu i sprawiało jej dużo więcej przyjemności. Właściwie żadna odległość między nimi nie była krępująca, wręcz przeciwnie. Chciała go na sobie czuć.
- I taką? Czyli jaką, Arvel? – odbiła po chwili piłeczkę, odwracając się do niego, zarzucając mu dłoń na kark, a palce drugiej zaciskając na koszulce na jego boku. Pozostawała blisko. Gdy zadarła głowę, żeby na niego spojrzeć jak mówiła to ciepłem oddechu drażniła jego wargi – Opaloną? Zawsze twierdziłam, że z opalenizną mi do twarzy. – zażartowała – To jedyna rzecz, za którą jestem wdzięczna matce… kolor skóry. – chociaż może lepiej by jej się żyło, gdyby została tam skąd pochodziła – A poza tym… mam nadzieję, że to chociaż trochę wynagradza ci to wyrwanie z tej fantastycznej kanadyjskiej pogody. – bo cierpiał, ale po cichu liczyła, że było warto.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Od kilku ostatnich drinków przyjemnie szumiało mu w głowie. Gdy przywarła do niego swoim ciałem nie mógł się nie uśmiechnąć. Sam taniec zazwyczaj nie sprawiał mu zbyt wielkiej przyjemności. Nie była to jego ulubiona forma spędzania czasu. Jednak jej bliskość była tym, co tak bardzo lubił. Nie przeszkadzał mu ścisk, inni ludzie, temperatura. Gdy przywarła do niego swoim ciałem równie dobrze mogli być tutaj sami. Jego dłonie same odnajdowały jej biodra, boki. Poruszał się razem z nią w rytm muzyki pozwalając by ciepło jej ciała, jej zapach przechodziły na niego. Wyglądała po prostu nieziemsko. Z tą opalenizną i jasną, kontrastującą sukienką. A to jak się poruszała? Wiedział, że potrafi to robić. Widział to wielokrotnie, ale to, co robiła w klubie, a to tutaj to zupełnie dwie różne osoby. To nie była Darcy, którą znał, ale ta podobała mu się jeszcze bardziej.
- Opaloną też. - zaśmiał się cicho w jej wargi przywierając swoimi biodrami mocno do jej pośladków - Taką swobodną. Wolną. Szczęśliwą..? - zapytał uśmiechając się i skubiąc zaczepnie jej wargi swoimi zębami.
Lewą dłoń zaczął przesuwać po jej brzuchu, w górę, zatrzymując się tuż pod jej biustem i głaszcząc te okolice unikając samych piersi. Drugą dłoń zaczął przesuwać po jej biodrze, aż na wewnętrzną część uda, dość zaczepnie jak to miał w zwyczaju.
- Wynagradza? Kochanie... - obrócił ją do siebie przez chwilę patrząc jej w oczy zanim gwałtownie przykucnął, złapał ją za łydki.
Spojrzał na nią zadziornie z dołu mając twarz na wysokości jej ud. Uśmiechnął się zadziornie i pocałował jej delikatną skórę drażniąc ją zębami. Zaczął się powoli podnosić przez cały czas trzymając swoją twarz bardzo blisko jej ciała. Dłonie szły razem z nim w górę muskając jej uda. Po wewnętrznej i zewnętrznej stronie. W końcu kończąc na biodrach, gdy w pełni się wyprostował. Zacisnął na nich nieco mocniej dłonie przyciągając ją do siebie i ponownie przywierając do niej ciałem.
- Zobaczenie Cię w takim wydaniu jest warte każdych poświęceń. A wakacji z Tobą zdecydowanie nie nazwałbym poświęceniem. - uśmiechnął się do niej zadziornie zanim po prostu ją pocałował.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Mogła tańczyć w klubie, mogła się obściskiwać z facetem i dobrze przy tym bawić. Bo tak… jego dłonie zdawały się być bardzo wszędobylskie i może nawet było to trochę nieprzyzwoite, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Kiedy pochwalił się swoimi umiejętnościami i zsunął się w dół jej ciała – po prostu zaśmiała się w głos, bo to jednak nie był pierwszy raz, gdy pokazywał jej swój ukryty talent. Jednocześnie śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa. A kiedy ją pocałował… po prostu w to poszła, ciaśniej do niego przylegając i odwzajemniając ten pocałunek. Może nawet go przedłużając.
- Wiedziałam, że ostatecznie ci się spodoba… a gdy o tym powiedziałeś w pierwszej chwili wyglądałeś jakbyś miał zamiar stchórzyć, Cadwalader. Jakbyś szukał drogo ucieczki. – a daleko jej było do osaczania, nawet jeśli spędzali ze sobą większość dnia to wcale na nim nie wisiała… jeśli stwierdziłby, że potrzebuje czasu dla siebie – droga wolna! – Więc dobrze, że nie uciekłeś. – dodała, uśmiechając się przekornie i krótko, zaczepnie muskając jego wargi – Straciłabym szansę podziwiać te kocie ruchy… może naprawdę powinnam zaproponować ci pracę w klubie. Wieczór tylko dla kobiet i ty jako gwiazda wieczoru. – żartowała, to było oczywiste… po pierwsze dlatego, że był detektywem i nie groziła mu kariera striptizera, a po drugie wcale nie miała ochoty się nim dzielić – Chętnie zajmowałabym miejsce w pierwszym rzędzie.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- Znasz mnie Darcy. Widziałaś, żebym kiedykolwiek uciekał? - uśmiechnął się pozwalając swoim dłoniom z powrotem błądzić po jej ciele, dość swobodnie nie zwracając uwagi na nikogo w pobliżu - Oh... Te kocie ruchy? - złapał ją u dołu pleców, zrobił za nią wykrok i wsuwając swoje biodra pod jej nieco ją podważył by straciła równowagę i poleciała do tyłu, gdzie oczywiście ją trzymał, więc to jedynie wyglądało groźnie.
Pochylony w jej stronę przelotnie musnął jej usta swoimi zanim wyprostował się razem z nią przyciągając ją do siebie. Dobrze, że w tego rodzaju barach było więcej miejsca na parkiecie niż w zatłoczonych klubach.
- Przecież nie musisz sprzedawać mnie w klubie żeby zawsze siedzieć w pierwszym rzędzie. - przywarł swoimi biodrami do jej kręcąc nimi kółka - Jesteś piękną kobietą. Myślę, że nawet zrobię dla Ciebie wyjątek i nie będziesz musiała za to płacić. - uśmiechnął się do niej zaczepnie zarzucając sobie jej ręce na ramiona.
- Miałaś świetny pomysł z tymi wakacjami. Dzięki za zaproszenie. - spojrzał na nią z tymi wesołymi ognikami w oczach przywierając do niej jeszcze bliżej - Chętnie podziękuję Ci jeszcze jak wrócimy do swojej chatki. - wyszeptał w zagłębienie jej szyi pozwalając sobie ponownie posmakować jej gorącej skóry swoimi ustami.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Podobno zawsze kiedyś musi być ten pierwszy raz… to mógł być on! – to mogło być dla niego za dużo, mogło… ale cieszyła się, że nie było tak źle i teraz mogli po prostu spędzać wieczór w tej niedużej lokalnej knajpce z prowizorycznym parkietem, na którym nikt na nikogo nie zwracał większej uwagi. Każdy był zajęty sobą i swoją wakacyjną wolnością. I zaśmiała się, gdy zmusił ją do pochylenia się do tyłu, niczym zawodowy tancerz. Ufała mu przy tym też na tyle, że nie spięła się, nie bała się, że zaraz rozwali sobie ten głupi łeb o ziemię, wręcz przeciwnie. Uniosła nogę, opierając udo o jego biodro, zarzuciła mu ręce na szyję i wbiła spojrzenie w jego twarz. Przez krótki moment lawirowała tym spojrzeniem między jego oczami a wargami, nie potrafiąc się skupić… ale decyzję podjął on, gdy krótko ją pocałował. Nie narzekała.
- Gdy zaczynasz to robić za darmo… pojawiają się problemy. Uczucia. Przywiązanie. Zaangażowanie. Uważaj. I mówię to z doświadczenia. – rzuciła tonem profesjonalistki, która udzielała zawodowych wskazówek nowicjuszowi. Ale nie żartowała i przecież sam doskonale wiedział, że tak właśnie było i miała na to dwa doskonałe przykłady. Jego i jej męża. Obie relacje trwały znacznie dłużej iż powinny i obie wyszły daleko poza klub i prywatne tańce. Aczkolwiek teraz tylko sobie żartowała, troch się z nim droczyła, ciasno do niego przylegając i ani na moment nie odwracając od niego spojrzenia.
- I nie masz za co dziękować… tak po prostu wyszło. Cała reszta moich kochanków miała zajęte grafiki. – rzuciła żartując i nie dając mu od razu szansy na odpowiedź, bo zamknęła mu usta pocałunkiem, a zaraz po tym zagryzając lekko zęby na jego dolnej wardze – Nie masz za co dziękować, ale podoba mi się koncept samego dziękowania – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – Chętnie posłucham o tym więcej… zdradź parę szczegółów, co dla nas zaplanowałeś. – oh, oczywiście, że mogła po prostu pociągnąć go w stronę wyjścia i zażądać powrotu do domku teraz już i natychmiast. Ale tu przecież też było miło… a trochę spoilerów nikomu nie zaszkodziło!
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- Mógł być, ale definitywnie nie jest. Nie uciekam Darcy. - uśmiechnął się do niej patrząc jej w oczy by wiedziała, że nie były to tylko puste słowa.
Z tych z resztą nigdy nie słynął. Doskonale wiedziała, że jeśli coś obiecuje to tej obietnicy dotrzyma. Dane słowo było dla niego czymś ważnym. Oczywiście, pewnie znalazłaby tę lukę o której sam myślał. Mianowicie o tym, że zdradzał swoją narzeczoną. Każda reguła miała swój wyjątek. Przynajmniej tak mówią. Oni dla siebie oboje byli właśnie tym wyjątkiem. Dlatego uważał, że to mogło z nimi zadziałać. Oboje powinni mieć obawy jeśli chodzi o swoją rozwiązłość w relacjach. Jednak jeśli robili to ze sobą... Może jednak mogli sobie zaufać? On na pewno chciał to zrobić. Dać temu szansę. Podobało mu się to jak spędzali czas razem, jak swobodnie się przy niej czuł. Może sam klimat nie był nadal jego ulubionym, ale to jaka była tutaj szczęśliwa, jak świetnie wyglądała, zdecydowanie wynagradzało mu wszystkie niedogodności.
Przy niej mógł po prostu tańczyć, dobrze się bawić. Oczywiście z ich dwójki to ona była lepszą tancerką, czemu właśnie dawała naprawdę gorący pokaz, ale on też potrafił, przynajmniej w kilku przypadkach, dotrzymać jej kroku.
- Za darmo..? Kto mówił, że robię to za darmo? - uśmiechnął się do niej przebiegle przywierając swoim ciałem do jej - W pełni oczekuję, że te kocie ruchy doprowadzą do tego, że zrzucisz wszystkie ubrania i rzucisz się na mnie jak kotka w rui. - uśmiechnął się jeszcze szerzej przygryzając jej wargę i ocierając swoimi biodrami o jej.
Uczucia wcale nie były takie złe. Przywiązanie tym bardziej. Odczuwał obie te rzeczy, ale nie zamierzał się tym na razie z nią dzielić. Ten wyjazd był bardzo przyjemny bez jakichś ciężkich rozmów. Do tego wrócą, podobnie jak do swoich problemów, dopiero w Toronto. Tutaj byli po prostu dwójką turystów, którzy naprawdę dobrze wykorzystują swój czas wolny. Jej ostrzeżenia nie robią na nim większego wrażenia. Wiedział, czego chciał. Teraz cholernie pragnął właśnie jej.
- Oh, nie wiem... Może inni kochankowie byliby bardziej wdzięczni. - spojrzał na nią wyzywająco na chwilę się od niej odsuwając zanim znów gwałtownie przyciągnął ją do siebie by na niego wpadła.
Złapał ją za pośladek, a zęby zacisnął na delikatnej skórze jej szyi. Przywarł do niej całym ciałem nie pozwalając jej od siebie uciec.
- Widzisz, gdybym to ja był wdzięczny... Wziąłbym Cię do łazienki. Usadził na blacie i padł przed tobą na kolana. - uśmiechnął się sam do siebie wędrując pocałunkami w górę jej szyi - Tylko po to żebyś jakoś wytrzymała aż wrócimy do siebie, gdzie będę mógł wykorzystać kilka pomocy, o które poprosiłem naszego concierge. - skubnął płatek jej ucha zębami muskając go swoim językiem - Gdybym był wdzięczny oczywiście... - wyszeptał jej do ucha za chwilę drażniąc jej policzek swoją brodą zmierzając swoimi ustami do jej, jednak wcale jej nie pocałował.
W jego oczach tańczyły te rozbawione iskierki, które doskonale znała.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaśmiała się w głos, gdy przyznał o jaką zapłatę mu chodziło – Nie jest to szczególnie wygórowana cena. – zażartowała, kręcąc lekko głową, bo był trochę niemożliwy, ale lubiła to w nim. Lubiła to, że nie gryzł się w język, był bezpośredni i nie próbował być z całych sił poprawny… zresztą znał ją też wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że dużo bardziej może oczekiwać tego niż zawziętej dyskusji na temat laureatów nagrody nobla z fizyki w ciągu kilku ostatnich lat. Tym bardziej, że no… wyglądał jak wyglądał, nie zamierzała udawać, że jej się nie podobał. Podobał. I nie dawał jej przestrzeni na innych kochanków, więc jej żart nie był szczególnie wysokich lotów. Chociaż odrobina męskiej zazdrości jeszcze nikomu nie zaszkodziła, szczególnie jeśli działa… pobudzająco na wyobraźnie.
Mruknęła zadowolona, gdy przyciągnął ją do siebie a męskie palce zacisnęły się na jej pośladku a zęby na szyi. Nie zamierzała uciekać i odsuwać się od niego. Zarzuciła mu ręce na kark i pozostała blisko, tak blisko jak tylko się dało… i aż zadrżała, gdy jego słowa uderzyły w odpowiednie struny – Przecież jesteś… – przypomniała mu, ale sam tak powiedział! – Stwierdziłam, że niepotrzebnie, ale chyba zmieniam zdanie… odrobina męskiej wdzięczności nam się przyda. – zaśmiała się odnajdując męskie wargi i łącząc je w pocałunku na moment lub dwa… może trzy! – Chociaż trochę zmartwiłeś mnie, że nie będziemy mogli spojrzeć conciergowi w oczy, gdy postanowimy poprosić go o coś przyzwoitego… rezerwację łódki albo wynajem auta. – zaśmiała się, bo nie potrafiła sobie wyobrazić o jakie p o m o c e mógł poprosić pracownika hotelu, ale domyślała się, że mogło to być wszystko! I to również wywołało u niej śmieszny dreszcz ekscytacji, bo jednak miała trochę nierówno pod sufitem.
Arvel Cadwalader