-
Do muzyki? - zainteresował się Galen unosząc jedną brew. Bo w zasadzie im dłużej tutaj siedzieli, niby gadając o rzeczach, które totalnie nie miały sensu, to tym bardziej brunetka wydawała mu się ciekawa. Muzyka, praca na barze, szybkie liczenie, intrygująca mieszanka. No i jeszcze to zamiłowanie do mocnych wrażeń, to też go przyciągało, chociaż chyba nie powinno. Prezesi wielkich korporacji takie wrażenia dostarczają sobie poprzez... milionowe inwestycje i szybkie samochody, czyż nie?
A Galen Wyatt lubił przez rzeczy przyziemne, kurczaki w Wendys na przykład, albo kawę z nowo poznaną dziewczyną na niezbyt widowiskowym dachu. Ale to chyba nawet nie chodziło o widoki, ani o kawę, bo i to, i to miał lepsze u siebie w biurze. Chodziło o towarzystwo. A to w firmie miał tragiczne, ostatnio Cindy, która zostawiał wszędzie swoje blond kłaki i nie umiała obsługiwać ekspresu do kawy.
Jeśli chodzi o Wyatta, to dla niego ta rozmowa na temat samobójstwa była... niesamowita, nikomu o tym nie mówił, nawet swojej terapeutce, wiedziała tylko ta dziewczyna, która ściągnęła go wtedy z mostu, i teraz Maya. A jeszcze lepsze było to, że go nie oceniła, że sama miała podobne przeżycia. Chociaż słabo to brzmi, że dla niego to było jeszcze lepsze... Ale Galen Wyatt rzadko trafiał na takich ludzi, którzy go po prostu rozumieli.
Zrozumiał też to, że musiał poruszyć jakiś niewygodny temat, kiedy zapytał o jej brata, a ona się spięła, bo Galen to jednak łapał takie aluzje, mowę ciała, musiał czasami czytać ze swoich kontrahentów. Zaraz dowiedział się dlaczego. I nawet przez chwilę chciał jej zapytać za co siedzi. Jak ona się z tym czuje, to była czysta ludzka ciekawość, i jakaś taka chęć poznania tego, co siedziało pod tą burzą czarnych loków, w jej głowie. Ale ugryzł się w język. Bo Galen nie zawsze poruszał te niewygodne tematy, czasami je po prostu kodując w głowie.
Czy pomyślał, że pochodziła z jakiejś patologicznej rodziny? Może odrobinę. Ale czy on pochodził z lepszej? Mieli kupę kasy, a przy tym bardzo mało miłości, nawet jego własna siostra wytknęła mu, że chciał się zabić na pokaz... Nie była lepsza od brata w więzieniu, chociaż Galen kiedyś ją kochał. Kiedyś bardzo chciał, żeby to co mieli wróciło. Teraz już w to zwątpił. Przecież jej nie zmusi, dał jej szansę, ona wiedziała gdzie on jest, mogła do niego przyjść. Nie przyszła.
Uniósł jedną brew na to beznamiętne
bezpieczeństwo to super sprawa, a już na kolejne słowa, musiał się odezwać.
-
Nie masz racji - może i Galen nie był jakimś specjalistą w tych kwestiach, ale swoje zdanie miał, ciut odmienne niż brunetka -
adrenalina jest fajna, i iście za porywem serca, ale jeśli nie czujesz w tym w ogóle żadnej stabilizacji i tego bezpieczeństwa, to... skąd masz w ogóle wiedzieć, że to jest wyjątkowe? - zapytał zerkając na nią z ukosa. Bo Galen zawsze szedł za porywem serca, za emocją, wyrywając kolejną panienką w barze też za tym szedł, chociaż może czasem za porywem chu… Galen nie używa takich słów, ale wiadomo o co chodzi. Za tą chwilową ekscytacją i podobaniem się, iskrami pod skórą - adrenaliną. A co? A na drugi dzień to mijało. Bo nie można być wiecznie na haju, a przynajmniej tacy ludzie jak on nie mogli być... Ona też mu nie wyglądała na jakąś ćpunkę. Chociaż może to było jakieś mylne wrażenie.
-
Chodzi o to, żebyś się obudziła obok kogoś na drugi dzień z myślą, o on tu wciąż jest, nie uciekł mimo, że jestem dzikuską - znowu niebieskie tęczówki spoczęły na jej twarzy -
a jakby to była tylko adrenalina, poryw serca, to byście się tylko zastanawiali jak się ulotnić, albo któreś by już to zrobiło zanim obudziło by się to drugie... - tak jak Galen zawsze robił. A potem poznał Cherry, jego serce się do niej wyrwało, spędzili gorącą noc... a on co? A on nie uciekł, a on chciał być z nią, obok, chciał zawalczyć.
I się na tym przejechał, aż wstał żeby wyprostować nogi.
-
Masz faceta? Cały czas jedziecie na adrenalinie? - to też było ciekawe, bo może jednak tak się dało. A Galen Wyatt po prostu za bardzo idealizował w swojej głowie… związki? Ale przecież on w swoim idealnym świecie nie umiał inaczej.
Usiadł z powrotem, kiedy zaczęli dyskusję na temat tego batona. Dobrze, że usiadł bo zaraz się okazało, że to jest taki słodycz, który pewnie by go ściął z nóg, ale Galen go nie znał. Dużo rzeczy go ominęło, dużo on też teraz nadrabiał, na przykład wycieczka do Wallmartu, do Wendys, chyba kolejny punkt to musi być ten baton.
-
No brzmi dobrze - stwierdził, kiedy zaczęła mu mówić co to za baton, ale nawet za bardzo nie wyobrażał sobie tego smaku -
trochę jak Snickers? - zapytał, ale sądząc po jej minie, to chyba nie zupełnie. Powiódł za nią spojrzeniem, kiedy przeszła się po dachu. Nawet się nie ruszył, kiedy się nad nim pochylała, bo Galen... no nie znał pojęcia przestrzeni osobistej, przechylił tylko na bok głowę, z tymi intensywnie niebieskimi tęczówkami utkwionymi w jej oczach.
-
Orgazm w papierku? - powtórzył po niej, bo takiego porównania jeszcze nie słyszał, zwłaszcza w kontekście batona. Zerknął na dół, na jej palec, który wbił mu się w ramię, pewnie będzie miał siniak, bo Galen to jednak był delikatny, ale wcale się nie obruszył.
-
No... kiedyś może zjem - rzucił i wzruszył ramionami, wciąż jeszcze nie był tak do końca przekonany, czy rzeczywiście tak wiele tracił. Galen za to jadł inne różne, czasem dziwne, rzeczy, na które Maya pewnie przewracałaby oczami. Nawet jej chciał zapytać czy ten baton mogłaby do czegoś porównać, crème brulle, czy jakiegoś innego syfu... to znaczy wybornego, wyszukanego specjału. Uniósł obie brwi, kiedy kazała mu się zbierać.
-
To co? Koniec randki, bo nie jadłem jakiegoś tam batona? - zapytał zanim jeszcze powiedziała to, że idą właśnie po te batony. Podniósł się powoli i poprawił spodnie, otrzepał tyłek -
chcę ci przypomnieć, że nie mam portfela, i nie zamierzam kraść z tobą jeszcze batonów - wywrócił oczami i sięgnął po swoje krzesło, żeby je złożyć, co szło mu trochę opornie, ale w końcu się udało. Spojrzał na nią znowu, kiedy powiedziała ten swój tekst na podryw.
-
Myślisz, że jakieś kobiety na to lecą? - zapytał, kiedy już był gotowy, żeby ruszyć za nią, bo złożył krzesło i się poprawił. Nawet płaszczyk sobie wygładził.
Ruszyli w dół po schodach, a potem to już pewnie prosto do sklepu, omijając kawiarnię, którą okradli.
Czy Galen w kiosku ze słodyczami też nigdy nie był?
Oczywiście, że tak! Więc kiedy tam wszedł, w tą ciasną przestrzeń, gdzie wszędzie były jakieś gazety, i właściwie... wszystko tam było, to od razu zaczął się rozglądać. No co to było za miejsce? Mógł tam kupić parasol, szczoteczkę do zębów, książkę, puzzle i batony. Fascynujące.
Maya Parker