-
Beztroska, niezbyt lotna, ale przy tym urocza. Jej serce niespodziewanie skradł pewien producent filmowy, dla którego nawet zaczęła gotować
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Musiała nieco dorosnąć, co jednak nie zahamowało jej zainteresowań, które zawsze kształtowały się w obszarze sztuki. W muzyce znajdowała ukojenie, gdy odczuwała smutek. Mając wenę lubiła ją przełożyć na płótno. I tak, Cora też potrafiła czytać i lubiła to robić. Kochała odczuwać sztukę całą sobą - nie wstydziła się płakać na wystawach, a na koncertach tańczyć i śpiewać. To sztuka sprawiała, że czuła, że żyje. To ona dawała jej zapał do działania, a jak wiadomo - blondynka miała tego pod dostatkiem.
Nie zapominajmy, że panienka Marshall była również kobietą z krwi i kości, która kochała zakupy. One były dobre na wszystko - na zły humor czy na dobry. Były lekiem na całe zło. A wbrew pozorom najbardziej lubiła zakupy w sklepach vintage, gdzie nic nie wyglądało jakby wyszło z jednej taśmy w fabryce i można było znaleźć prawdziwe perełki. Prawie wszystko było tylko w pojedynczym egzemplarzu, co również dawało ten dreszczyk adrenaliny, żeby wśród gąszczu przeróżnych rzeczy, odszukać to jedyne wartościowe i kupić je przed innymi.
Przeglądała właśnie stojak z płytami winylowymi - jej ulubionymi. Dźwięki stamtąd nie zawsze były czyste, ale dla jej uszu najpiękniejsze. Nie szukała niczego konkretnego, po prostu rozglądając się co jest akurat w sklepie. I wtedy go zobaczyła. Jedyny w swoim rodzaju, unikatowy, cudowny - Prince. Uśmiechnęła się szeroko na jego widok i już wyciągała rękę, by go złapać. Poczuć w swoich dłoniach. Lecz w tym samym czasie, gdy ona chwytała za płytę, tuż obok pojawiła się jakaś obca dłoń. Jej serce zabiło szybciej z obawy, że ta piękna płyta kultowego Prince’a, jej zniknie sprzed oczu.
- Przepraszam, ale to moja płyta- mimo użycia tego magicznego słowa, to ton głosu był wręcz warczący i nawet się trochę przesunęła, ramieniem nachodząc na osobę, która miała czelność próbować zabrać jej tą płytę!
Prince Williams
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
Prince niezbyt dbał o jakiekolwiek szczegóły. W idealnych dresach z dwoma paskami i czapką założoną na czole chodził po sklepie. Właściwie po nic. Chciał znaleźć nową stylówkę do albumu, albo coś co byłoby w stanie go zainteresować. Nie znosił nudy. Szybko zaczynał poszukiwać afer, lub delikatnego przepływu adrenaliny.
I znalazł dość niewysoką blondynkę, przeszukującą regały z płytami winylowymi. Uniósł delikatnie kąciki ust. Złość kobiet była jego ulubioną, zwłaszcza kiedy już zdawały sobie sprawę, kim był. Wielki panicz raper srający pieniędzmi na prawo i lewo. To że ćpał i że był problemowy niewiele zmieniało. W końcu kobiety uwielbiają łobuzów, nie? Z tym swoim firmowym uśmiechem podszedł spokojnym krokiem do niej, a gdy zauważył ten konkretny winyl, oczy mu się zaświeciły. Teraz złośnica przestała się liczyć, a dla niego ważne było jedno. Zdobycie tej płyty. Piękna, limitowana płyta Prince. Czy mógłby chcieć coś więcej? Tak, by być na jego miejscu, ale do tego potrzebował czasu. On przyjdzie wraz z mijającymi hitami, które skrzętnie pisał.
Chwycił za płytę i nawet na nią nie spojrzał. Chciał odejść, nic nie mówiąc, a gdy usłyszał ten skrzaci głos, prychnął pod nosem. Odwrócił się w jej stronę i przechylił głowę. Na twarzy miał wymalowany ten idealny, wręcz firmowy uśmiech numer siedem, a jednak zmierzył ją jeszcze wraz wzrokiem.
— Lala, najwyżej co może być twoje to mój autograf na twoich cyckach — unosi ku górze jeden z kącików ust i kręci głową. Co sobie myślała? Że zobaczy i będzie jej? Aż chce dłużej odgrywać szopkę, bo zaczynało go to bawić — jest tu gdzieś podpisane własność laleczki? — pytaj, obracając płytę w dłoniach, poszukując wzrokiem pięknego napisu: Laleczka. Tylko że nic takiego nie widzi, widocznie winyl będzie tego, kto za niego zapłaci.
— Hmm... nie — nawet jakby zobaczył, to w życiu by jej nic nie oddał za tak bezczelny ton — za to błyszczący napis Prince jest, wszystko się zgadza — dodaje od razu, pukając palcem w napis. Prince? Prince, wszystko jest takie, jak się należy — a teraz wybacz, bo muszę za to ZAPŁACIĆ — odwraca się na pięcie, ale zanim wykonuje kolejny krok mierzy ją od stóp do głowy wzrokiem — bo Ciebie... raczej na to nie stać — nie wyglądała źle, była z niej dobra dupa. Może nawet szmaciura? Bo właśnie w ten sposób Prince określał atrakcyjne kobiety. Tylko musiał jej dopiec. Za to warczenie. Chciał poczuć jeszcze odrobinę więcej satysfakcji.
-
Beztroska, niezbyt lotna, ale przy tym urocza. Jej serce niespodziewanie skradł pewien producent filmowy, dla którego nawet zaczęła gotować
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ona była miła. Grzecznie na niego zawarczała i PRZEPROSIŁA. A ten bezczelnie zabiera płytę i jeszcze jej śmieje w twarz.- Jesteś naćpany czy po prostu głupi, jeżeli sądzisz, że kiedykolwiek twoja ręka może być w ich pobliżu?!- aż wskazała palcami wskazującymi obu dłoni na swoje piersi, jakby ktoś miał wątpliwość o czym rozmawiają. - Prędzej mi kaktus na dupie urośnie niż dam ci się na nich podpisać!- warknęła głośno wcale nie żartując!
Niestety na mężczyznę to nie działało, bo podpuszczał ją coraz bardziej.- Słucham ?!- aż się skrzywiła, gdy wskazał na tytuł muzyka na płycie. Czy typ nie spierdolił z jakiegoś zamkniętego oddziału? Bo tak właśnie wyglądał i się zachowywał. - Twoje żarty są tak suche, że prędzej z Ciebie to jest Prince Polo, a nie prawdziwy Prince- przewróciła z zażenowaniem oczami, bo ewidentnie srał wyżej niż dupę miał. I jeszcze próbował jej wmówić, że niby ją na coś nie stać?! Cora nie wiedziała jakim majątkiem dysponuje rodzina Marshall, ale Charity zawsze powtarzała, że ich stać na wszystko. Dlatego jeszcze bardziej oburzona blondynka, założyła ręce na piersi i zmarszczyła czoło posyłając mu zwężone, groźne spojrzenie.
- Patrząc na to, że brakuje ci trzeciego paska na dresie, to mnie na to stać jako dziedziczki fortuny w branży fotowalicznej- jako specjalista PR pewnie powinna doskonale znać branżę , w której pracuje i który przynosi kolosalne zyski jej rodzinie. - Oddawaj płytę idioto- zarządziła zbliżając się do niego o krok i wyciągając rękę w jego kierunku.
Prince Williams
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
Strzelił oczyma, bo nie mógł słuchać jej pierdolenia. Nie dość, że blondynka, która się nie rozwija, to jeszcze pyskata. Czy nie mogła spojrzeć w jego ciemne tęczówki, by doszukać się w nich prawdziwego szczęścia? Wystarczyło przecież zajrzeć do nich na chwilę, by móc znaleźć prawdziwe szczęście. Przecież on był niewinny, a ona zaczęła na niego warczeć.
— Najpierw to moja ręka musiałaby chcieć ich dotknąć — parska pod nosem, kręcąc głową. Mogła być ładna, ale była szurnięta. Takie laski oznaczały jedno kłopoty, a na nie nie chciał sobie pozwolić — a niezaszczepionych nie tyka. Lala, buzię zamknij, bo Ci piana z pyska leci — mówi, pokazując dłonią na usta. Jeszcze by się od niej czymś zaraził, jakimś pospólstwem, czy innym gównem — skoro twoim upodobaniem jest zmiana płci, to kto Ci zabroni — wzrusza ramionami i zaczyna kręcić głową. Czy laski przy nim zawsze muszą szaleć? Normalnie to leciały staniki, a tu miał zdecydowanie... bardziej skomplikowany przypadek.
— Nie rucham, a nie to ty — odbiera błyskawicznie na jej słucham. Bo tak, on to miał swoje panienki. Jeden telefon wystarczył, by piękna wytatuowana dziewczyna pojawiła się przy jego boku — Lala, daj spokój — rzuca finalnie, machając dłonią i strzelając oczyma — prince polo jest do schrupania, a na twoją... — i znów mierzy ją od stóp do głów — nazwijmy to twarz, nawet worek nie pomoże — morda by się jej nigdy nie zamykała przecież. Teraz miała z tym problem, a co dopiero gdyby chciał sprawić jej jakąkolwiek przyjemność. Chyba nie wiedziała, że raperzy mieli całkiem zręczne ręce, a staniki odpinali jak Joey z friends.
— Girl, to luksusowa kolekcja, ale co może o tym wiedzieć taki skrzat jak ty — prycha, bo on to miał rzeczy od projektantów mody. Pewnie takie za milion alpak, albo takie z alpak od Marshalli. Kiedyś też były w hodowli — fotowalicznej? A co to za gówno? — bo nie, nie wiedział. Znał może się coś na sztuce, coś na literaturze, ale jakieś technologie odnawialne to były dla niego czarna magia — podróby sprzedajesz? — bo fotowalika brzmiała dla niego podobnie jak fałszywka — w sumie... patrząc na twoją twarz, nic mnie nie zdziwi — stwierdza krótko, kręcąc głową i wzdycha ciężko, wskazując palcem na regał z maskami — wybierz sobie maskę lala, kupię Ci ją, a jak ją założysz świat stanie się piękniejszy — puszcza jej jeszcze oczko na odchodne i już chcesz iść, a ta zachowuje się jak totalnie powalona wariatka. Jeszcze tego mu było trzeba. Wielkie nagłówki z napisem: raper zaatakowany przez karła.
— Najpierw urośnij skrzacie — prycha jej prosto w twarz, wyciągając dłoń ku górze. Prawie trzydzieści centymetrów różnicy robiło swoje. Z tak uniesioną ręką idzie w stronę kasy, bo przecież nie będzie marnował czasu na jakąś idiotkę.
-
Beztroska, niezbyt lotna, ale przy tym urocza. Jej serce niespodziewanie skradł pewien producent filmowy, dla którego nawet zaczęła gotować
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Oh no tak. Ty to pewnie lubisz chuje facetów macać niż cycki. W sumie to szkoda obu płci dla takiego plebsu jak ty- aż prychnęła i spojrzała na niego z pogardą. Zazwyczaj nie mówiła w taki sposób i nie traktowała gorzej biedniejszych. Jednakże w tym momencie odezwał się w niej duch Cherry pt.Jebać biedę.- To uważaj, żebym cię zaraz nie pogryzła, tchórzliwa chihuahuo- bo skoro w jego oczach była taka groźna, to chyba on się jej boi, prawda?! Mały, tchórzliwy KSIĄŻĘ. Cora ma pazurki, które gdyby był miły, mogłyby zostawić po sobie pamiątkę na jego plecach. W końcu musiała przyznać, że był przystojny. Niestety poza urodą nie miał już żadnych plusów, więc nadawał się jako odpad i to do ostatecznej utylizacji.
Przewróciła oczami słysząc ten żałosny tekst o ruchaniu i aż westchnęła głośno. Ile on miał lat? Dwanaście? - Żalisz się czy chwalisz, że nie ruchasz?- spytała marszcząc brwi z obrzydzenia. - I to akurat żadna nowość. Nikt by Cię nie tknął nawet kijem przez szmatę- pewnie go tknęła i to niejedna. I pewnie zaraziła się chlamydią. Biedaczka. Cora na szczęście nie jest taka głupia i zdesperowana. Znaczy jest, żeby kupić tą płytę. SWOJĄ płytę i już dawno być w drodze do domu, a nie wykłócać się z jakimś złodziejem.
Gdy wymówił głośno słowo fotowaliczna, to Corze przez głowę przemknęła myśl, że jakoś dziwnie to brzmiało. Czy aby na pewno się nazywała tak ta branża? Czy może coś pojebała? Na komputerze miała autokorektę, której niestety brakowało w jej głowie.- Nieważne, i tak cię nie stać biedaku jebany- nawet na podróbki. Widać to po ilości pasków na dresie.- Najlepiej taką maskę, żebym nie musiała patrzeć na twój ryj rozjechany przez walec- warknęła jeszcze zanim mu kazała oddać płytę, gdy ten cwel uniósł ją tak wysoko i zaczął odchodzić… Nie wierzyła własnym oczom! Co za tupet!
Niewiele myśląc zaczęła krzyczeć.- ZŁODZIEJ! ZŁODZIEJ! ON KRADNIE PŁYTĘ!- i pobiegła do niego wskakując mu na plecy. Jak to dobrze, że ćwiczyła pole dance, co pozwoliło jej dosyć sprawnie go objąć nogami, jedną ręką się zaprzeć o jego szyję, a drugą próbować mu wyrwać płytę z dłoni. Jak ojciec się dowie o tej akcji, to będzie mieć kolejny zawał.
Prince Williams
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
Prince za to uwielbiał afery. Zawsze się w nich odnajdywał. Ten chwilowy przepływ adrenaliny, kilka odpowiednich tekstów i najczęściej każdy był wyjaśniony. W końcu wcale nie czuje, jak rymuje? Tak mógłby o sobie powiedzieć. Tyle że ta blondyna przyprawiała go o zawał głowy. Często czuł się jak worek z forsą, czuł samotność i nie czuł już nic.
— Przy takiej lasce wybrałbym chuja. Co pewnie go ukrywasz? Inaczej byś lala tak nie powiedziała — wycedza, wzdychając ciężko. Nie, ta wściekła blondyna nie robiła na nim żadnego wrażenia. Nawet ta charakterystyczna żyłka na czole mu się nie pojawiła, może jedynie drobna migrena? Od tego szczekania, którego miał już powoli dosyć — jezu, brzmisz jak jakiś polityk... — kanadyjski Hołownia — z Ciebie to prędzej skomląca chihuahua. Bolca Ci braknie laska? — wściekała się, jak niedojebana laska. Może potrzebowała prawdziwego ogiera? Tyle że to nie jego para kaloszy, miał już jej dosyć, a chciał tak zwyczajnie kupić płytę i móc odejść dalej...
—Rucham i doskonale o tym wiesz — syknął przez usta. Nikt nie mógłby podkopać jego ego. Lubił te krótkie noce, w których był w stanie sobie ulżyć. Nie pamiętał imion kobiet. Jakaś Kate, czy Marceline dla niego wszystko było jedno, bardziej liczyła się nadchodząca płyta niż jakakolwiek cizia, która trafiała do jego łóżka. O ile tam trafiła, bo niektóre wypraszał po spuszczeniu się. Żaden dżentelmen z niego był — mówisz o sobie, lala? Nikt takiej niewyparzonej gęby, by nie chciał — bo przecież on był często dotykany. Wystarczyło, że wszedł do klubu, a kobiety same znajdowały się u jego boku. Nie to co jakąś pracownicą branży fotowalicznej.
— Lala, znów mówisz o sobie? — rzuca, od razu strzelając oczyma. Ile ona mogła mówić? Czy nie powinna odpuścić, skoro sam Prince miał się zająć płytą Prince? Przyjaciółkom mogłaby powiedzieć, że spotkała prawdziwego gwiazdora — rozjechana, to mogłaby być twoja cipa po jednej nocy ze mną — prycha Williams i już chce odchodzi, ale ta nędzna kwoka postanawia na niego wskoczyć. Czy to wystarczający powód, by zamknąć ją w wariatkowie? Halo policja, proszę zamknąć blondynę.
— Zaraz mnie pojebie — mruczy, czując blondynkę na swoich plecach. Dłoń trzyma prostą, byle nie sięgnęła jej szponami wiedźmy — halo, kobieta mnie atakuje — krzyczy Prince, ale nikt nie reaguje. No tak, w tak tanim sklepie nawet na ochronę mogli nie liczyć. Zamacha się raz, wjeżdżając Marshall w jakiś wieszak. Tak miota się parę chwil, aż nie upada wprost do dziury z pluszakami. Przynajmniej lądowanie mieli miękkie. On na niej. Za to płyta poleciała wprost w stronę światła, a pewien przechodzeń tak po prostu ją zgniótł, przechodząc po niej.
— Ja jebie — mruczy finalnie Prince, widząc przed sobą połamaną płytę. Chyba znalazł pierwszego wroga z numerem jeden na czole. Jednak blondynki przynosiły pecha, a ta to już kurwa na pewno.