-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na pewno nie w kwestii ich związku, który w ostatnim czasie dosłownie wisiał na włosku. Między nią a Devonem nie układało się już od pewnego czasu, jednak Lacey skłonna była znieść wiele, dopóki nie pojawiło się realne zagrożenie.
Ich ostatnie spotkanie przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Nigdy bowiem nie spodziewała się tego, że osoba, z którą żyła na co dzień od kilku lat, mogłaby wpakować ich w takie bagno. Nie potrafiła pojąć tego, dlaczego ściągnął na nich coś, co realnie mogło im zagrozić, skoro przecież finansowo nie układało im się najgorzej. On był dobrze opłacanym prawnikiem, a Tadwell piastowała wysokie stanowisko w zarządzie jednej z najbardziej poważanych firm w całym Toronto.
Czy rzeczywiście potrzebowali więcej pieniędzy? Tym bardziej b r u d n y c h?
Nie pojmowała, co nim kierowała, ale wiedziała, że nie miała najmniejszej ochoty się w to angażować. Nie na to się pisała, jednocześnie czując się przez niego zwyczajnie oszukaną. Z tego powodu odcięła się, decydując się wyłącznie na to, aby odstawić go do miejsca, w którym sam mógłby znaleźć pomoc. Kiedy upewniła się, że był w dobrych rękach, wróciła do domu.
Przez pierwszych kilka dni nie czuła się tam bezpiecznie, co sprawiło, że jej złość względem Devona narastała. Miała mu za złe to, że pozbawił jej komfortu, który do tej pory posiadała we własnym mieszkaniu. Teraz nie miała pojęcia, czy któregoś razu nie opuści go i nie natnie się na te same osoby, które pewien czas temu pocharatały jego.
W końcu to uczucie zaczęło się zacierać. Lacey zadbała o to, większość swojej uwagi poświęcając pracy i p r z y j e m n o ś c i o m. Skupiła się na nich do tej pory, iż kompletnie nie zaprzątała sobie głowy tym, że kolejne dni mijały, a jej partner nie dawał znaku życia. Była zresztą zbyt uparta, aby dać za wygraną i odezwać się do niego, kiedy to on tak bardzo zawiódł jej zaufanie.
Milczenie z jej strony miało być jego karą.
Kiedy dziś wróciła do domu, już przed blokiem zaalarmowało ją zapalone światło. Nie miała pojęcia, czy to przypadkiem nie miało zwiastować kłopotów, dlatego na wszelki wypadek ścisnęła w dłoni odblokowany telefon, aby w razie konieczności prędko wykręcić numer alarmowy.
Kiedy przekręcała w zamku klucz, miała wrażenie, jakby serce podeszło jej do gardła. To nie było dla niej normalne, ale zasługę za takie uczucia mogła przypisać wyłącznie Devonowi. To on rozbudził w niej ten niepokój.
I tym razem to on okazał się jego źródłem.
Kiedy na wieszaku w przedpokoju dostrzegła jego kurtkę, jasnym stało się dla niej to, że nie było tu żadnego intruza. Nieco pewniejszym krokiem ruszyła w głąb mieszkania, ale kiedy jej spojrzenie spoczęło na brunecie, nie odezwała się ani słowem. Nadal była na niego w ś c i e k ł a i nie zamierzała udawać, że jest inaczej.
Minęła go i pomaszerowała prosto do łazienki, aby tam pozbyć się z twarzy makijażu. Nie było mowy, aby nagle zaczęła zachowywać się tak, jakby nie stało się nic.
To wszystko zabrnęło za daleko.
Devon Koncecny
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie spodziewał się, że kiedykolwiek coś z jego sekretnego życia wyjdzie na jaw i dotknie kogoś z jego życia prywatnego. Lacey, choć jako jego dziewczyna powinna być mu najbliższa, stawała się dla niego coraz bardziej obcą kobietą. A wszystko to przez mężczyznę, który od początku ich związku nie potrafił zachować się tak, jak na prawdziwego mężczyznę przystało i zadbać o kobietę, która na samym początku wkładała w tę relację całą siebie, by wyglądała ona jak normalny, kochający się związek.
Był na siebie całkowicie wkurwiony, ponieważ, jakkolwiek to dziwnie nie zabrzmi, bardzo trudno byłoby mu się rozstać z kobietą, do której czuł już tylko i wyłącznie przywiązanie. I było to słabe, ponieważ w głębi wierzył, że najlepszym rozwiązaniem byłoby rozstanie, żeby kobieta mogła ułożyć sobie życie z kimś, kto dałby jej to, czego Devon nigdy nie potrafił jej dać.
Lacey była cudowną kobietą i sam mężczyzna wiedział o tym doskonale. Problem w tym, że coraz bardziej był przekonany, że trafili na najgorszy okres w jego życiu, w którym wciąż nie potrafił się pozbierać po rozstaniu z pierwszą partnerką. Było to zabawne, ponieważ taki mężczyzna jak on, który na co dzień wyglądał na typa spod ciemnej gwiazdy, tak bardzo się dobijał, mając obok siebie tak cholernie seksowną kobietę jak Lacey.
Problem w tym, że pieniądze były już tylko i wyłącznie; małym wierzchołkiem ogromnej góry lodowej.
Faktem było, że Devona na początku najbardziej przekonały pieniądze, które zaproponowano mu, kiedy był młodym i biednym studentem. Wychował się w takich warunkach, że takie sumy wydawały się być tylko w sferze marzeń. Omamiony i kupiony górą pieniędzy nawet nie myślał o tym, że z biegiem lat pozbawią go one jakiegokolwiek człowieczeństwa. Gdyby mógł cofnąć czas, najchętniej oddałby wszystkie swoje pieniądze, by wyrwać się z tej otchłani i skupić się na nowym życiu, nawet gdyby musiałby za to przepłacić zdrowiem, karierą i wszystkimi luksusami, które opłacał, piorąc przy tym brudne pieniądze. Może gdyby nie to wszystko, ich relacja wyglądałaby teraz inaczej, gdzie w s z e l a k i e pieniądze nie miałaby znaczenia i skupiliby się na tworzeniu rodziny, o której nawet przez cały okres ich związku nie rozmawiali.
Teraz jednak nie miał już innego wyjścia, jak tylko zawalczyć o ich związek… albo odpuścić to, co razem stworzyli przez te wszystkie lata. Nie byłby sobą, gdyby nagle zrezygnował i nawet nie spróbował wytłumaczyć kobiecie, co się wydarzyło. Oczywiście nie mógł jej powiedzieć wszystkiego, ale po raz pierwszy w trakcie ich wieloletniego związku chciał być szczery i otworzyć się, żeby porozmawiali szczerze o nich. I choć nienawidził tego święta, zbliżające się Walentynki wydawały mu się idealną okazją, by spędzić ten czas tylko we dwoje, zwłaszcza że okres zemsty ze strony jego pracodawców wydawał się już być za nimi. Nie pamiętał, jak organizowało się randki, dlatego zamówił ich ulubione jedzenie z knajpki, a następnie, szykując w salonie wszystko, co potrzebne przed jej przyjściem, miał nadzieję, że uda mu się sprawić, by w końcu się do niego odezwała i przestała karać go milczeniem, które zaczęło się od momentu ich krótkiego wyjazdu.
Nawet nie zauważył momentu, w którym pojawiła się w ich mieszkaniu, gdzie od razu, w ciszy i bez słowa, skierowała się w stronę łazienki. Kiedy jednak usłyszał pierwsze dźwięki, od razu się tam wybrał, by skonfrontować się z Tadwell. - Serio? Długo jeszcze zamierzasz mnie tak karać? Lacey, nie jesteśmy w przedszkolu. - odparł lekko zażenowany zaistniałą sytuacją, chociaż wiedział, że w pełni na karę zasłużył. - Kurwa… możemy pierwszy raz prawdziwie porozmawiać? - zapytał, mając nadzieję, że te słowa nie wywołają dodatkowej i niepotrzebnej burzy w ich związku, który nawet nie wiadomo, czy dalej istniał.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Od samego początku wiedziała, że ich dwójka nie zdoła udźwignąć tego jako wielkiej, przepełnionej romantycznymi gestami miłości, co nie przeszkadzało jej, ponieważ nigdy czegoś takiego nie szukała. Nie potrzebowała osoby, która zapragnie stać się centrum jej wszechświata, ponieważ priorytety Tadwell ukierunkowane były nieco inaczej.
Skupiała się przede wszystkim na pracy oraz na rozwoju kariery, aby ostatecznie dotrzeć do miejsca, w którym teraz się znajdowała. Dotarła na szczyt, co było efektem jej ciężkiej pracy oraz swego rodzaju poświęcenia, które wynikało z tego, że nigdy na poważnie się nie z a a n g a ż o w a ł a. Nie z Devonem, choć nie sądziła, że to mogłoby mu przeszkadzać. Wydawało jej się, że podchodzili do tej relacji podobnie, zatem być może nie powinna być zaskoczona tym, że zdecydował się ją okłamać.
Nie była jednak w stanie uwierzyć w to, że tak beztrosko przyszło mu narażenie jej na niebezpieczeństwo.
O to była na niego wściekła i nie zamierzała udawać, że jest inaczej, dlatego nawet wtedy, kiedy łaskawie pojawił się w ich wspólnym domu, Lacey nie zaszczyciła go rozmową. Być może w ten sposób rzeczywiście serwowała mu swego rodzaju k a r ę, a może po prostu odpłacała mu pięknym za nadobne, ponieważ to on jako pierwszy wprowadził pomiędzy nich tę ciszę, nie mówiąc jej o czymś, o czym zdecydowanie powinna wiedzieć.
Dźwięk jego głosu usłyszała jeszcze zanim zdołała cokolwiek zrobić. Przymknęła powieki i wypuściła głośniej powietrze, w myślach szykując się na to, co miało nadejść, a tym prawdopodobnie miała być kolejna walka. Kiedy przekroczył próg łazienki, sięgnęła właśnie po jeden z wacików kosmetycznych, chwilę po tym przygotowując sobie także niezbędne kosmetyki.
Prychnęła, kiedy zaczął ją pouczać. — Nie wiedziałam, że jesteś takim hipokrytą — skomentowała, odwracając się w jego stronę po to, aby spojrzeć na niego ze sztucznym uśmiechem. Wylała na wacik nieco płynu do demakijażu i postanowiła w końcu zająć się tym, po co tutaj przyszła.
— Nie mam ochoty z tobą rozmawiać, Devon. Byłam tu przez cały ten czas, kiedy bawiłeś się w gangstera, więc miałeś niezliczoną ilość okazji, żeby przyjść tutaj i ze mną porozmawiać, ale po co? Dopiero, kiedy twoje kłamstwa wychodzą na jaw, ty przychodzisz do mnie i masz pretensje o to, że to ja nie chcę rozmawiać z tobą — nie miała problemu z tym, aby wyrecytować mu wszystko to, co jej zdaniem zrobił w sposób niewłaściwy. W gruncie rzeczy dlatego, że tym razem sobie nie miała nic do zarzucenia. — Jesteś pewien, że to mi chcesz przypominać o tym, że nie jesteśmy w przedszkolu? — dodała przekornie.
Mógł być pewien, że ona nie traktowała tego jako zabawy. Prawdę powiedziawszy, biorąc pod uwagę powagę sytuacji, w ogóle nie było jej do śmiechu.
Devon Koncecny
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
To samo przeżywał w obecnym związku, w którym nawet nigdy nie ukrywał, że związał się z kobietą wyłącznie po to, by wygłuszyć własne wyrzuty, które pojawiały mu się po rozstaniu z Harrison. Nigdy nie poczuł do Lacey tego, co sądził, że jest jej w stanie dać. Za zasłoną maski idealnego chłopaka wierzył, że potrafi kupić jej miłość pieniędzmi, które, jak się teraz okazało, mogły stać się powodem krzywdy, jaka jej groziła.. W końcu wszyscy którym podpadł rozumieli, że największą krzywdę można było mu wyrządzić, raniąc kobietę, wobec której coraz bardziej czuł potrzebę odpłacenia się za te wszystkie lata, kiedy traktował ją jedynie jak ozdobę u swojego boku, zamiast jak partnerkę, z którą powinien budować relację opartą na prawdziwym uczuciu, a nie na jednym wielkim… fałszu.
I w sumie największą weryfikacją ich związku okazał się fakt, że Devon tak naprawdę nic nie wiedział na temat kobiety z którą żył. Zdarzało mu się słyszeć o niej takie rzeczy, o których sam nie miał pojęcia, a mimo wszystko udawał, że wszystko się zgadzało. Pamiętał sytuacje, w których prywatnie ktoś próbował podpytać się go na temat kobiety, a on nawet nie potrafił powiedzieć nic poza tym, że zajmuje wysokie stanowisko dyrektorki finansowej w Northex Industries i że praca jest jej największym powodem do dumy. Było to w jego przypadku poniżające, zwłaszcza że nie byli oni parą od paru dni, tygodni czy nawet miesięcy; tylko od paru lat, gdzie mogli nawet pochwalić wspólnym mieszkaniem i tym, że każdy ich widział jako idealną i ułożoną parę.
Czy oczekiwał, że jakby nigdy nic spędzi z nim romantyczny wieczór? Absolutnie nie. Chciał jedynie, by w końcu mogli normalnie porozmawiać, by mógł jej wreszcie wytłumaczyć, że wszystkie jego ruchy związane z brudnymi interesami nigdy nie miały na celu wyrządzenia jej krzywdy. Odkąd tylko pamiętał, temat jego partnerki był przez niego ściśle unikany ograniczając go do absolutnego minimum. Nie był na tyle głupi, by ryzykować jej zdrowiem dla własnych korzyści. I chociaż każdy z kim zadarł mógł mieć odwrotne wrażenie, tak Lacey była ostatnią kobietą która miała być z tym jakkolwiek powiązana. Gdy usłyszał, że była już w domu po raz pierwszy poczuł lęk przed jakąkolwiek rozmową. Tak naprawdę żaden z jego argumentów nie był na tyle przekonujący, by upewnić ją, że nic jej nie groziło, że mogła czuć się bezpieczna, nie obawiając się, że ktoś mógł się czaić nawet pod i drzwiami ich mieszkania.
- To nie tak. To nie była gangsterka… przynajmniej nie z mojej strony. Z samej pensji adwokata nigdy nie zdobyłbym tego, co mamy teraz. Myślałem, że pozałatwiam dla kilku osób parę interesów i skończę, zanim wszystko się rozwinie. Ale sprawy wymknęły się spod kontroli. I to nie z mojej winy wydarzyło się coś, co rozłościło tych ludzi… a winnym nagle stałem się ja - odparł, przełykając ślinę. Oczywiście jak to miał w zamiaru, nie powiedział jej wszystkiego od początku tylko do końca, tylko starał się o wszystkim powiedzieć tak, by nie zawierać faktów które dla kobiety mogłyby się zdawać zbyt ciężkie do zrozumienia - Musisz mnie zrozumieć, że nigdy nie chciałem by cokolwiek się tobie stało. Możesz mnie nazwać największym chujem jakiego spotkałaś w swoim życiu, ale musisz znać prawdę, że robiłem wszystko by nie odbiło się to na… - nie dokończył, bo nawet nie potrafił wykrztuszać z siebie słowa nas.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Lacey nie sposób było tego zarzucić, ponieważ na wszystko to, co miała, zapracowała sobie sama. Włożyła w to tak wiele pracy, iż mogła pozwolić sobie na drobne przyjemności, nie zastanawiając się nad tym, jak wiele będzie ją to kosztować. Cokolwiek więc próbował osiągnąć Devon, bez wątpienia nie robił tego dla niej.
Ona przecież o nic takiego go nigdy nie poprosiła.
Teraz zaś o n i c nie miała ochoty go prosić. Prawdę powiedziawszy, odkąd tylko dowiedziała się o tym, jak wyglądały jego interesy, Lacey miała nieodpartą ochotę tak po prostu wycofać się i zapomnieć o tym, co przez długie lata próbowali ze sobą zbudować. To nie musiało być dla niej trudne, bo przecież uczucia, które do niego żywiła, były czymś, z czym ostatecznie mogłaby sobie poradzić. To nie one stanowiły powód, dla którego nadal przy nim trwała.
Za to odpowiadała przede wszystkim obawa o to, że w którymś momencie zostanie kompletnie sama. Tyle tylko, czy trwanie przy osobie, która ewidentnie stanowiła źródło zagrożenia, było aby na pewno lepsze?
Roześmiała się, kiedy usłyszała jego tłumaczenia. Nie była w stanie uwierzyć w to, że on sam wierzył we własne słowa. Do tej pory miała go za faceta, który miał do zaoferowania więcej, niż tylko ładna buzia, ale może wcale nie był tak inteligentny, za jakiego go miała? Albo, nie pierwszy raz zresztą, próbował po prostu udawać.
— A czyja to niby wina? Ktoś kazał ci się babrać w brudnych interesach? Ja? Nie. Więc nie pieprz mi tu teraz, że tego nie chciałeś, bo dokonałeś wyboru i powinieneś był być świadomy konsekwencji — warknęła, złoszcząc się jeszcze bardziej za każdym razem, kiedy wmawiał jej, że tego nie chciał. Nie miał prawa grać ofiary, kiedy to on był tym, który wpakował się w takie bagno. Mało tego, był tym, który pośrednio wciągnął w to także ją, bo co z tego, że starał się o niej nie rozmawiać? Ludzie, którzy porwali się na wyrządzenie mu fizycznej krzywdy na pewno wiedzieli o jej istnieniu. Nie mogli być na tyle głupi, aby kogoś za nim nie wysłać.
Nie rozumiała tylko, dlaczego on tego nie zauważał.
— Gówno mnie to obchodzi, Devon — rzuciła, odwracając się w końcu w jego stronę. Najpierw spiorunowała go spojrzeniem, a później utkwiła je w jego oczach. — I niczego też nie muszę — przypomniała mu, ponieważ w chwili obecnej był o s t a t n i ą osobą, która mogła stawiać przed nią jakiekolwiek oczekiwania. Prawo do tego stracił w momencie, w którym zaczął ukrywać przed nią tak poważne kwestie.
— Wiele jestem w stanie zrozumieć, ale to? To za dużo — dodała nieco spokojniej. Mógł myśleć cokolwiek chciał, jednak Lacey nie miała zamiaru tego tolerować. Nie miała zamiaru żyć w ten sposób i obawiać się, że któregoś razu to ona skończy tak, jak on przed kilkoma tygodniami.
To zwyczajnie ją przerastało.
Devon Koncecny
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Sam Devon nigdy tego nie negował. Czasem miał jednak wrażenie, że wszyscy z jego zawodowego otoczenia próbowali wmówić mu, że takie kobiety jak ona nie wiążą się z kimś wyłącznie z samego uczucia. Doskonale wiedział, że jego ukochana należała do kobiet, które na własne nazwisko zapracowały swoją ciężką pracą. A on nie potrafił tego obronić, ponieważ zbyt często interesował się ich prywatnym życiem jedynie powierzchownie.
Było to naprawdę interesujące. Jakby wyglądałoby ich dzisiejsze życie… gdyby od początku uczucie byłoby widoczne z obu stron.. Może dzisiaj byliby szczęśliwą rodzinką… może nawet mieliby już dziecko. A może i tak wszystko skończyłoby się tak jak teraz , ponieważ od początku było widać, że byli ludźmi stworzonymi do zakładania rodziny. Jednak wszystko i tak mogło pozostać jedynie w kwestii rozważań, ponieważ dzisiaj tkwili w momencie… w którym nawet nie wiedzieli czy naprawdę są jeszcze w związku, czy tylko okłamywali się, że dało się to wszystko naprawić.
To interesowało go najbardziej; dlaczego tak właściwie wciąż z nim była? Większość kobiet na jej miejscu, zaraz po dowiedzeniu się prawdy, od razu porzuciłaby go, grożąc następnie dodatkowymi konsekwencjami, gdyby druga strona nalegała na kontakt. Sam Devon w głębi czuł się dziwnie, przychodząc i prosząc o kolejne rozmowy. Gdyby postanowiła go wyrzucić, ostatecznie by to zrozumiał, choć i tak nalegałby na spotkanie, po to, by wyjaśnić to, czego wcześniej nie potrafił dopowiedzieć.
Zdziwił się, kiedy po jego tłumaczeniach ujrzał jej reakcję. Śmiech? Było to dziwne, ponieważ przeczuwał, że górę weźmie jedynie złość połączona z brakiem jakiejkolwiek chęci do wysłuchiwania wyjaśnień. W końcu jego nierozważne decyzje doprowadziły ich do momentu, w którym oboje musieli drżeć o własne życie. Najgorsze jednak było to, że Lacey znajdowała się w tym wszystkim w jeszcze trudniejszej sytuacji niż on. Tacy ludzie nie pozbywali się ofiar od razu, ponieważ woleli działać powoli, uderzając w tych, na których najbardziej mu zależało. A choć między nimi było już i tak tragicznie, wciąż nazywał ją swoją partnerką, więc logicznym było, że stała na pierwszej linii możliwej zemsty.
- Tylko, to sięga jeszcze czasów, kiedy się nie znaliśmy. Gdybym wiedział co z tego wyjdzie, to nigdy bym się nawet tym nie zainteresował. Rozumiesz? Byłem młody i głupi, bo tak łatwo dałem się przekupić wizji łatwych pieniędzy. Nie miałem pojęcia, że to się tak rozwinie… - nie dokończył, ponieważ po chwili przełkną ślinę i ponownie skierował swoje spojrzenie wprost na kobietę - A to nie jest najgorsze. Istnieje ryzyko, że wszystko to na co tak ciężko pracowałaś, może zostać zaprzepaszczone. Oczywiście postaram się, aby tak się nie stało. Ale w tej chwil, to marne pocieszenie. Wiem - dodał, nie chciał by jakkolwiek to mogło ruszyć kobietę. Od początku starał się, by jego zawodowe sprawy nie dotykały nikogo z bliskich ani znajomych. Nie przypuszczał, że po tylu latach, kiedy wszystko tak dobrze udawało się ukrywać, nagle się posypie i że przez jedną znajomą prawniczkę wszystko runie, wciągając w to osoby, na których zależało mu najbardziej.
- Nie oczekuje, byś mi wybaczyła. Nie oczekuje, byś mnie zrozumiała. Chciałbym żebyś mnie wysłuchała i w obliczu takiego dramatu ze mną współpracowała. Nie dla mnie czy dla nas. Tylko dla siebie. Po wszystkim zniknę z twojego życia raz na zawsze. Nie zasługujesz na to, by taki skurwiel jak ja cię tylko ranił - dodał, nawet nie myśląc już o tym, że chciał urządzić dla niej romantyczne spotkanie tylko we dwoje. Nie mógł jej tego zrobić. Byłby ostatnim i najbardziej fałszywym partnerem, gdyby w takiej chwili chciał spędzić z nią romantyczne chwile. Pragnął, by do wyjaśnienia sprawy utrzymywali ze sobą kontakt. Potem? Samemu wycofa się z jej życia… z szacunku za te wszystkie lata spędzone razem.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Będąc z drugą osobą potrzebowała przede wszystkim własnej przestrzeni.
Mimo to ciężko było jej uwierzyć w to, jak wielkim kretynem się okazał. Wcześniej wydawało jej się bowiem, że byli do siebie całkiem podobni, a w życiu kierowali się identycznymi zasadami, dzięki czemu ten związek działał pomimo tego, że wcale aż tak bardzo się nie angażowali. Odkąd jednak ostatnim razem posprzeczali się ze sobą, Lacey coraz częściej dochodziła do wniosku, że w rzeczywistości wcale aż tak dobrze nie znała mężczyzny, z którym próbowała budować swoją codzienność. I może to wcale nie było dla niej bezpieczne.
Jakaś jej część lekceważyła jednak zagrożenie, co mogło mieć związek z tym, że wciąż postrzegała ich jako odrębne jednostki. Prawdę powiedziawszy od pewnego czasu nie wychodzili już nawet razem, bo kiedy ktoś z ich znajomych coś organizował, temu drugiemu zwykle wypadało coś w a ż n i e j s z e g o. Lacey nigdy nie miała o to do niego pretensji, a jednak nie mogła pozostać obojętna wobec tego, co ostatnio nawyprawiał.
To nie był mężczyzna, z którym się związała, a na takich warunkach nie miała ochoty tego kontynuować.
— Trochę lat ci przybyło, a wcale nie sprawiasz wrażenia mądrzejszego — mruknęła i odruchowo już jakby strzeliła oczami ku niebu. Naprawdę ciężko się go teraz słuchało, ponieważ Tadwell miała wrażenie, że plótł większe głupoty, niż kiedykolwiek. Znów łapała się na myśli o tym, że chyba nie wiedziała o nim nic. Było to o tyle zadziwiające, że jednak przez kilka lat udało im się dość stabilnie utrzymać ten związek.
Wypuściła głośniej powietrze i palcami jednej dłoni potarła skroń. Kiedy wspomniał o jej pracy, w jej oczach ponownie zapłonęła wściekłość. Wtedy też obróciła się gwałtownie w jego stronę, wbijając palec wskazujący w klatkę piersiową Devona. — Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, ale masz trzymać to z dala od mojej pracy — warknęła, po czym zacisnęła ciasno szczękę. Jej spojrzenie nie znosiło sprzeciwu, a wynikało to z tego, że brunet dosięgnął czegoś, na czym naprawdę zależało jej najbardziej.
Gdyby jej to zepsuł, własnoręcznie by go zabiła.
Prychnęła, po raz kolejny wywracając oczami. — Daruj sobie takie teksty, Devon. Jeszcze pomyślę, że naprawdę cię to obchodzi — wymamrotała, a później cofnęła się o krok. Omiotła jego sylwetkę spojrzeniem, zastanawiając się nad tym, dlaczego wcześniej umknęło jej to, jaki był naprawdę. — Powinieneś się wyprowadzić — stwierdziła, wzruszając nieznacznie ramionami. — I mówiłam poważnie. Wpakowałeś się w to gówno sam, więc sam się z niego wyplącz. Mnie i moją pracę trzymaj od tego z daleka — to przecież nie była jej sprawa, a proszenie jej o to, aby nosiła na swoich barkach taki ciężar zwyczajnie nie było w porządku.
Szkoda tylko, że mogło to też w ogóle od nich nie zależeć.
Devon Koncecny