ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Maddie Lennox

Nie interesowało go zdanie blondi. Nudziło mu się, a koledzy byli... nudni. Doskonale zdawał sobie sprawę, co mu powiedzą. Hera, koka, hasz, lsd. Co prawda nigdy nie narzekał na to w jakikolwiek sposób, ale chciał się zabawić. Może dlatego zaczął wypisywać SMS'y do Maddie. Blondi zawsze potrafiła się odszczekać. Czasami zastanawiał się, czy powinien odstawić ją do weterynarza, by zaszczepili ją przeciwko wścieklizny, no ale... zdecydowanie musiał przyznać fakt, że ją lubił. Miał do niej słabość, więc kiedy zaczynało mu się nudzić, wydawała się być najprostszym wyborem.
Prince mógł pytać, ale odpowiedź nigdy się dla niego nie liczyła. Wystarczył krótki sygnał, by znalazł się w jej klubie. Od razu na jego twarzy wymalował się uśmiech, zwłaszcza gdy usłyszał lecącą w tle piosenkę. Jego piosenkę. Tyle mu wystarczyło, by skierował kroki wpierw w stronę menadżera. Dla niego sprawa była jasna, jedna barmanka na jeden wieczór. Inną kwestią był fakt, że od razu wymagał jednej, konkretnej. Nie chciał jedynie wpatrywać się w nią całą noc, bo razem z nią chciał się bawić. Sowita zapłata, sowity napiwek zakończył nieistotną dla niego sprawę. Kroki skierował w jedyne miejsce, które naprawdę go interesowało. Do blond barmanki.
Bloooondi — krzyczy na cały głos, a na jego twarzy pojawia się charakterystyczny uśmiech — modżajto dla mojej świni — dodaje od razu, a w jego oczach pojawia się ten charakterystyczny błysk w oku. Tak, wkurwiał ją specjalnie. Lubił oglądać ten delikatnie zmarszczony nosek i oczy płonące ze wściekłości — znaczy dla Ciebie — poprawił się niemalże od razu, wybuchając głośnym śmiechem i drapiąc się krótko po karku. Tak, bawiła go ta cała sytuacja niemiłosiernie. Choć bardziej bawiła go mina Maddie.
A dla mnie to coś wymyśl — rzuca, machając dłonią i siadając przy krześle barowym. Jest cały zadowolony z siebie, nawet nie myśli o tym, że przeszkadza jej w pracy. Klient nasz pan, prawda? Prawda — rozmawiałem z menadżerem, spełniło się twoje marzenie — aż uśmiechnął się szerzej. Czy był na tyle bucowaty, by myśleć, że on jest jej marzeniem? Zdecydowanie i nigdy nie ulegało to żadnej wątpliwości. Kiedy już blondi schowa pazurki, zawsze było... bardzo przyjemnie.
Jesteś tylko do mojej dyspozycji — sam sobie przybił piąteczkę — cudownie, prawda? — dla niego na pewno, dla niej chyba właśnie rozpoczynał się prawdziwy koszmar. Cóż, przynajmniej oboje nie będą się nudzić.
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Williams był tą częścią jej życia o której próbowała zapomnieć, od której odcięła się jakiś czas temu. I szczerze? Na początku było...nudno, ale z czasem nauczyła się żyć na nowo, powoli wszystko wracało na właściwe tory, problemy znikały, a ona czuła się dobrze tak jak było. Szczególnie, że tym razem miała konkretny powód aby się postarać. Dzisiejszy dzień miał być taki jak każdy inny, drinki, może małe pyskówki z napalonymi gośćmi, kilka napiwków i koniec. Wtedy w tylnej kieszeni swoich dżinsów poczuła wibracje, kiedy wyciągnęła telefon i spojrzała na wyświetlacz widząc nazwę "dupek" przez chwilę wpatrywała się w jego wiadomość. Był ostatnią osobą od której spodziewała się wiadomości. Nie powinna odpisywać, powinna ją zignorować, ale nie umiała, odpisała tym samym robiąc błąd. Wymienili kilka wiadomości, nic się nie zmienił, a Mads znów poczuła się jakby wróciła do tamtego okresu swojego życia. Nie chciała go widzieć w klubie, nie miała ochoty go oglądać, bo jak i on Prince też wiedział, że Lennox zbyt długo nie umiała odmawiać. Bała się, że wcześniej czy później i tak znów dla się wciągnąć. Po kilku minutach straconego czasu na odpisywanie temu dupkowi schowała telefon do kieszeni i wróciła do pracy starając się nie myśleć o nim.
I wtedy zastygła bez ruchu kiedy z głośników poleciała jego piosenka, skrzywiła się tak jakby właśnie ktoś do buzi wsadził jej kawałek cytryny. Japierdole, świat chyba wystawiał ją na jakąś dziwną próbę. Wywróciła oczami nalewając kolejnego drinka jakiemuś gościowi, który od dobrej godziny bezczelnie gapił się na jej cycki. Normalnie zwróciłaby mu na to uwagę, ale wtedy usłyszała znajomy krzyk i doskonale wiedziała kto to, bo tylko jedna osoba się tak do niej zwracała.
Powoli odwróciła się w jego stronę, widziała ten charakterystyczny uśmiech, a kiedy jej spojrzenie spotkało się z jego...w jej głowie nagle przeleciało milion wspomnień, nie były jakoś wyraźnie bo w tamtych czasach bawili się zdecydowanie więcej niż przeciętny człowiek. - Kto do cholery Cię tutaj wpuścił? - zapytała zbliżając się do tej części baru przy której zdecydował się usiąść. Nie kryła swojego wkurwienia bo zdradzał ją ton głosu jak i mina. - Nie pije w pracy. - rzuciła gładko kłamstwo, Maddie zawsze piła w pracy, ale w dobrym towarzystwie, a nie byle jakim. Poprawiła kosmyk blond włosów za ucho i chwyciła jedną z czystych szklanek. - Woda z kibla może być? Czy wolisz Domestos z nutką cytryny? - uniosła brew w górę posyłając w jego stronę uroczy uśmiech, zbyt mocno uroczy. Przygotowała mu drinka, chociaż to za duże słowo, wrzuciła do szklanki lód, dolała wódki i zalała wszystko colą i trochę agresywnie położyła przed nim szklankę. Już chciała się ładnie i kulturalnie pożegnać kiedy rzucił tekst o tym, że jest tylko do jego dyspozycji. - Pojebało Cię, prawda? Nie będę Twoją osobistą barmanką, zapomnij, Williams. - warknęła, czuła jak jej policzki zaczynają zmieniać kolor na bardziej czerwony, ciśnienie jej skoczyło. Za kogo on się kurwa niby miał? Mózg to chyba zostawiła przed wejściem, dupek.
Prince Williams
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Maddie Lennox

Musiał strzelić oczyma? Pewnie mógłby jej zaśpiewać na mieście wołają na mnie rich bitch, wszystkie drzwi otwierają dla Prince. Tyle że nie był randomową dziunią, a szanowanym raperem. Ludzie bujali się do jego muzyki, a jakieś latawice właśnie krzyczały na jego widok. Tyle że on nie przyszedł tu dla nich a dla swojej blondi.

Sam sobie sterem, czy jakoś tak to leciało, Lennox — prychnął Prince, uśmiechając się jeszcze sterem. Czy jej butność robiła na nim wrażenie? Nie, nawet uważał ją za słodką, kiedy tak się na niego wkurwiała. Maddie mogła, bo kiedy wchodzili w ciąg melanżowy, świat przestawał istnieć. On tego potrzebował, by świat jeszcze raz roztrzaskał się na milion kawałeczków.
Już nie zgrywaj cnotki, tylko zrób sobie coś dobrego — rzuca niemalże od razu. Aniołka w niej nie widział, prędzej diablicę. Znał doskonale jej możliwości, na to procent piła w pracy, a on zdawał nie był głupi. Chciał, by ten wieczór był tylko ich i miał zamiar do tego doprowadzić — blondi zasłużyłaś — rzucił, kręcąc głową. Widział to w jej oczach, chciała tego samego co on. Miał zamiar jej to dać, ten jeden wieczór bez żadnych zmartwień.
Blebleble... — rzucił, intonując głos jak Maddie — nie zesraj się, blondi — ten głupi uśmiech w ogóle nie schodził mu z twarzy. On, bar i piękna kobieta. Tyle potrzebował, nawet jeśli Mads momentami traktował jak kumpla. Bardzo dobrze całującego kumpla — zrób mi dobrze — śmieje się głośno i patrzy na jej poczynania. Potrafiła być prawdziwą magiczką, jeśli chodziło o przygotowywanie drinków, a on chciał z tej magii skorzystać — wódka z colą? — spytał, gdy podstawiła mu szklankę. Bardzo tani drink. Nawet cytrynki mu jędza nie wcisnęła — czyli staczam się na twój poziom, ehh — dodał dość głośno. Podniebienie Williamsa było iście królewskie. Tylko czy będzie wybrzydzał? Nie. Dlatego od razu wypił parę głębszych łyków.
Słyszał to paplanie, ale bardziej zwrócił uwagę na coś innego. Na jej policzki, które wydawały się coraz bardziej nabierać barw. Normalnie nie zwróciłby na to uwagi, byli w głośnym klubie w tle leciała muzyka, a jedyne na co zwracał uwagę to te rumieńce Lennox pod bladym światłem oświetlającym bar.
OHO, panienka się zarumieniła — i nie, nie mógł zostawić tego bez komentarza — jezu, blondi skończ pierdolić — wzdycha ciężko, jakby spotkał go najgorszy koszmar na całym świecie. Po części tak było. Maddie zrobiła się nudziarą? To było takie typowe — masz się ze mną bawić, robiąc NAM przy okazji drinki — przecież nie robił z niej jakieś dziwki. Chyba nie — czego nie rozumiesz? — spytał, unosząc do góry jedną brew — zapłacą Ci tyle samo, a nawet więcej — przecież zostawiłby jej napiwek. Tylko czy wtedy nie zostałaby faktycznie jego panienką do towarzystwa? Cóż, to już wybory Mads, a nie jego. Na pewno nie jego słowa.
Po prostu się ze mną zabaw — rzuca finalnie, wbijając w nią intensywne spojrzenie, które miało wszystko zmienić. Zawsze zmieniało, kobiety je uwielbiały — wiem, że się stęskniłaś — dodaje spokojniejszym tonem, unosząc ku górze kąciki obu ust — popatrz w te oczy i powiedz, że jest inaczej — przekręca delikatnie głowę i po chwili dodaje — blondi, nie każ się prosić. Oboje wiemy, że tego chcesz — on chciał na pewno. Mogła rzucać w niego bluzgami, a i tak niczego by to nie zmieniło. Lubił się przy niej bawić.
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To ją zaszczyt spotkał, że wielki i uwielbiany przez wielu - a najbardziej przez samego siebie - Prince Williams zdecydował się, że ten dzisiejszy wieczór spędzi w towarzystwie Maddie. Nie, czekaj, wrócić...to raczej ona powinna mu być wdzięczna za jego obecność, przecież wybrał ją z tłumu wielu innych dziewczyn. - To z łaski swojej przekieruj ten ster, najlepiej w stronę wyjścia i spływaj wraz z falą fanek. - rzuciła przez zaciśnięte zęby. Wkurwiała się nie dla tego aby sprawić mu przyjemność, wkurwiała się bo o wiele łatwiej jej było go nienawidzić niż pozwolić mu zbliżyć się do niej. A on bardzo dobrze ją znał i to ją odrobinę przerażało. Kiedyś lubiła balansować na tej granicy, lubiła kiedy nic dookoła nie miało znaczenia i jak wolna wtedy była, z nim. Chociaż minął rok i trochę ponad to Mads nie czuła się już jak tamta osoba, przynajmniej do momentu kiedy Prince nie pojawił się w jej otoczeniu. - Nie udaje cnotki, Williams. Po prostu nie pasuje mi Twoje towarzystwo dzisiejszego wieczoru i każdego innego. - mruknęła wzruszając obojętnie ramionami. Był jak natrętna mucha, która za cholerę nie chciała się odczepić, a ona bez sensu machała rękami aby ją odgonić, bo wracała i brzęczenie stawało się coraz głośniejsze. Najzwyczajniej w świecie mogła pzyjebać mu szklanką, zabrać swoje rzeczy i wyjść, przecież nie potrzebowała tej pracy, nie była biedną dziewczynką, siedziała w tym klubie tylko po to aby dobrze się bawić. Nie zależało jej na pracy... Skoro to było takie proste dlaczego tego nie zrobiła? Bo wiedziała, że wtedy on wygra, a ona nie mogła na to pozwolić.
Patrzyła na jego twarz z delikatnie marszczonymi brwiami, widząc ten uśmiech chciała mu przywalić, cierpliwość jej się kończyła, naprawdę. - Dobrze to możesz sobie zrobić ręką, chuju. - warknęła, a w jej oczach pojawił się ten niebezpieczny blask. Skoro tak dobrze ją znał wiedział, że blondynka dochodziła do swojej granicy, igrał z ogniem, który lada moment wybuchnie i on będzie najbliżej. Nie skomentowała nawet przytyku o tym jak stacza się na jej poziom, chciałaby na nim być, do pięt jej nie dorastał.
Intensywnie myślała nad tym jak skutecznie się go pozbyć, ale każdy kolejny plan, który układała w głowie nie był na tyle skuteczny. Mogła wrócić do domu, ale on wiedział gdzie ona mieszka, a chować się jak dziecko też nie zamierzała. Zrobienie awantury też nie zrobiłoby na nim wrażenia. Westchnęła pod nosem. - Bo mnie wkurwiasz tym swoim skrzeczącym głosem i to Ty pierdolisz jak zacięta płyta. - tym razem nie miała zamiaru gryźć się w język, nabrała w płuca klubowego powietrza. - Przychodzisz tutaj i skomlisz jak pies, jesteś aż tak zdesperowany, że musiałeś dać w łapę aby dostać drinka. W dupie mam ile mi zapłacą, nie jestem Twoją dziwką do wynajęcia i nie masz prawa mi rozkazywać, Williams. - wyrzuciła z siebie na jednym oddechu, kolor jej policzków został dokładnie taki sam i nie była wcale zawstydzona. Zmrużyła swoje oczy kilka długich chwil patrząc w te jego, oparła ręce o ciemny blat baru przy którym siedział i nachyliła się w jego stronę, niezbyt blisko, zachowywała zdrową odległość. - To Ty napisałeś do mnie, to Ty przyszedłeś do klubu w którym pracuje i to Ty dalej siedzisz na tym pierdolonym krześle. I kto tutaj za kim tęsknił? I kto tutaj chce się zabawić? - syczała każde słowo jak mała rasowa żmija. Jeszcze kilka chwil mierzyła się z nim spojrzeniem, ale w końcu odpuściła pierwsza. Odwróciła się na pięcie i podeszła do całej wystawki z alkoholem zgarniając z niej jedną z butelek wódki czy whiskey a może tequili? Obojętnie, cholera wie co on tam pije. Wróciła na swoje miejsca i zgarnęła dwa kieliszki, a potem zrobiła coś czego sama się nie spodziewała. Wyszła za baru z przedmiotami i dłoni, usiadła na wolnym krześle obok niego, szkło postawiła na barze zbyt mocno. Chwyciła za butelkę i napełniła dwa kieliszki, jeden z nich podsunęła w stronę Williama. Butelkę odstawiła na blat, blisko siebie aby mieć ją pod ręką aby polać lub przyjebać mu, jeszcze musiała się zastanowić. Oparła trzy palce o kieliszek i uniosła ga. - Jedna butelka, kiedy ją skończymy grzecznie podziękujesz i wyjdziesz albo pójdziesz ruchać jedną ze swoich fanek w kiblu, nie obchodzi mnie to. - patrzyła na jego twarz, spojrzeniem wodziła po jego oczach, kościach policzkowych, a nawet i zahaczyła o usta, ale tylko na kilka sekund. - Co Ty na to, Williams? Taka zabawa Ci odpowiada? - zapytała miękko, nie spuszczała z niego wzroku, zagryzła delikatnie swoją dolną wargę i nachyliła się ponownie w jego stronę, tym razem bardziej, ale nie na tyle aby spierdolić się z tego krzesła. - Twój ruch. - mruknęła, a potem odsunęła się i przechyliła własny kieliszek. Alkohol grzał jej gardło, czuła szczypanie, ale nie skrzywiła się.
Prince Williams
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Maddie Lennox

Zaśmiał się krótko pod nosem. Maddie mogła pokazywać pazurki, a dla niego przypominała uroczego kotka. Małego z wielkimi zielonymi oczami, który nikogo by nie skrzywdził. Tak się jeżyła na jego słowa, że momentami bawiło go to niesamowicie. Miała w sobie jakiś czas, który sprawił, że jego nogi powędrowały do jej klubu. Nie, nie miał zamiaru odpuszczać. Uwielbiał się bawić z Mads.
Blondi, ile razy mam Ci powtarzać, że nie musisz być o nie zazdrosna? — uśmiechnął się jeszcze szerzej. Uwag o fankach nigdy nie brał na poważnie, podobnie jak wyjścia z klubu. Znał ją. Chwile ją pobajeruje z tym firmowym uśmiechem na twarzy i będzie sprawa załatwiona. Jak za dotknięciem magicznej różdżki. Lubił przechodzić przez jej granicę, kiedy przestawała bronić się przed jego zajebistością. Wtedy mogli w końcu popłynąć tym samym nurtem.
Za każdym razem to samo. Mogłabyś w końcu zmienić płytę? — pyta, wzdychając ciężko. Ile razy to już słyszał? Czasami miał wrażenie, że każde ich spotkanie zaczynało się w ten sam sposób. Namawianiem blond księżniczki na oderwanie się od codzienności, tak musiało być łatwiej, prawda? Wystarczyłoby jedynie przymknąć oczy, by odlecieć z pewnymi dodatkami w drinkach, lub kresce kreślonej w klubowej toalecie — obydwoje wiemy, że lubisz się ze mną bawić i zapomnieć o świecie — pewne rzeczy się nie zmieniały. Ciąg życia był zachowany. Wpierw bunt, a później euforia na parkiecie, albo na dachu klubu. Nie obchodziło go, gdzie skończą finalnie imprezę. Byle we dwoje, choć większe grono, by mu nie przeszkadzało.
A po co ta złość? — dopytuje, uśmiechając się jeszcze szerzej — nie wiesz, że piękności to szkodzi? — a to byłaby dla niego niewątpliwa szkoda. Może Mads przypominała wściekłą kicię, ale miała w sobie coś magnetyzującego. Nawet nie pamiętał, od kiedy się znali. Zawsze była, a dla niego było to wystarczające. Przy niej nie musiał udawać wielkiego gwiazdora, był po prostu sobą. Dalej wielkim bucem, za to czuł się przy niej swobodnie. Wolałaby zostać od niej uderzony butelką, niż patrzeć na kolejną laskę śliniącą się na jego widok.
Blablabla — porusza dłonią, imitując Mads kłapiącą dziobem — gdzie super zabawna blondi? Schowała się pod wariatką? — i strzela tymi swoimi brązowymi oczyma. Cały czas to samo jedno gadanie, ta sama paplanina — to ty nazwałeś się dziwką do wynajęcie, nie ja — i zaraz unosi wysoko dłonie. Był niewinny, chciał po prostu zrobić jej dzień — a czy ja zaprzeczam, że się stęskniłem? — pyta wprost, przechylając głowę — lubię pić modżajto z moją uroczą świnką — zacmokał i zaraz kontynuował — zwłaszcza jak tak się denerwujesz — aż parsknął cicho pod nosem, kręcąc przy tym delikatnie głową — jesteś słodka — z takim zirytowaniem na twarzy tym bardziej. Wbijał w nią wzrok, a widząc ruch, już wiedział. Wygrał. Na jego twarzy wymalował się jeszcze szerszy uśmiech. Osiągnął to, co chciał. Nie liczyła się dla niego butelka, ani jej zawartość. Za to bliskość Mads oraz ta chwila, kiedy w końcu zacznie być zabawna. Teraz była wkurwioną nudziarą, a powoli wybudzała się prawdziwa kocica.
Oj blondi, na jednej butelce się nie skończy, ale pasuje — rzuca pewnym siebie tonem i od razu pije pierwszy kieliszek. Oto właśnie mu chodziło, kiedy Maddie przestaje być złośnicą, zaczyna być cudownym kompanem. Doskonale wiedział, że na jednej butelce się nie skończy i on oto zadba — cudownie, lej od razu drugiego na drugą nóżkę — uśmiecha się szerzej i zaraz dodaje — chyba chcemy chodzić prosto, co? — on chciał. Może wtedy ruszyłby prosto do własnego apartamentu. Zamiast tego wolał delektować się jej obecnością. Schylił się delikatnie, by włożyć jej niesforny kosmyk włosów za ucho. Nie dbał o coś takiego jak granice cielesności, a Lennox powinna być do tego przyzwyczajona.
Powiedz Mads... po chuja właściwie tu robisz? — wzrusza ramionami, spoglądając po klubie. Dobre miejsce, muzyka też niczego sobie (w końcu puszczali go w tle, co nie?), dupy też. Mads pewnie robiła dobre drinki. Tylko po co ta szopka? Powinna żyć bogatym życiem, a nie polewać jakimś dupkom jak on alkohol.
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Skłamała by mówiąc, że miała z nim same najgorsze wspomnienia. Prince był jej imprezowym kumplem, niegdyś przewodnikiem, który pod swoje ciemne skrzydła wziął grzeczną księżniczkę i pokazał jej jak wygląda życie i jak dobrze można się bawić. Ten okres był najlepszym, ale również i najgorszym czasem w jej życiu. Wraz z nim balansowała na granicy, nikt nigdy nie mógł im dorównać, kiedy imprezowali nic się nie liczyło dookoła. Potem Prince zniknął, a Mads imprezowała dalej, przestała tylko balansować, bo bez niego granica przestała być tak kusząca. - Nigdy nie byłam zazdrosna. - westchnęła cicho wywracając oczami bo z żadną nie bawiłeś się tak dobrze jak ze mną. dokończyła w myślach, bo tych słów bała się wypowiedzieć na głos. Broniła się przed nim, przed jego urokiem, był jak diabeł który wodził ją na pokuszenie, ale nie mogła się dać, tym razem miała do stracenia wiele, zbyt wiele. - Będę to powtarzać do momentu aż nie zrozumiesz. - nie miała zamiaru się poddawać, bo jeśli da mu chociaż cień swojego zwątpienia to wygra, a tego nie chciała. - Lubiłam, Williams. Wiele się zmieniło od naszego ostatniego spotkania, ja się zmieniłam. - tak przynajmniej sobie wmawiała, chciała aby była to prawda. Silna wola to nie była jej mocna strona, a z każdym kolejnym słowem czy uporem pogrążała się coraz bardziej. Kolejny raz z jej ust wyrwało się westchnienie, zacisnęła usta w wąską kreskę i patrzyła na jego twarz, ten uśmiech w dalszym ciągu jakoś dziwnie na nią działał, wywoływał dreszcze na jej karku. - Kusi mnie aby zetrzeć Ci ten uśmiech z twarzy. - to nie była groźba, raczej dziwnego rodzaju ostrzeżenie, kiedyś pewnie kazała by mu się zamknąć albo inaczej... sama zamknęłaby mu tą buzię, swoimi ustami.
Ona też nie pamiętała ich pierwszego spotkania, nie pamiętała ile czasu ze sobą spędzili, ale każdy dzień w jego towarzystwie był intensywny, nawet bardzo. Przy nim wszystko wydawało się takie proste, łatwe i mało skomplikowane. Czuła wolność, jak ptak, który został wypuszczony ze złotej klatki. - Proszę Cię, lubiłeś we mnie tą wariatkę. - spojrzała na niego z lekko uniesionymi brwiami. Gadał, dużo gadał i głowa trochę zaczynała ją boleć, szczególnie teraz kiedy z głośników leciała kolejna jego piosenka, boże już chyba bardziej łechtać ego Williamsa nie można. - Jedyną świnią jaką widzę jesteś Ty, nic się nie zmieniłeś. Dalej ego top, zakochany w sobie i najlepszy na świecie. Codziennie powtarzasz to sobie w lustrze? - rzuciła dość obojętnie. Tekstu o dziwce nie miała zamiaru komentować bo dyskusja z Prince Polo była bezsensu, jak całe to spotkanie.
Wiedziała, że wychodząc za tego baru popełnia kolejny największy błąd, ale powtarzała sobie w głowie, że ma nad wszystkim kontrolę, że to ona jest mistrzem całej tej gry. I teraz najlepsze pytanie: okłamywała siebie czy może jego? Nie wiedziała, przynajmniej w tym momencie. - Twoja pewność siebie jest naprawdę urocza. - skomentowała posyłając mu naprawdę słodki uśmieszek, taki, że cukier skacze do 500 i od razu człowiek wpada w śpiączkę. Kiedy odstawiła swój kieliszek na blat chwyciła za butelkę i znów napełniła ich szkła. Tempo było zdecydowanie zbyt szybkie jak na jej słabą głowę, ale co tam. W tej chwili chciała mu pokazać i udowodnić, że bawić może się na swoich własnych zasadach, a nie jego. - Jak można chodzić prosto z tak wykrzywionym kręgosłupem moralnym, co? - uniosła brwii w górę, patrzyła na jego twarz, a kiedy zbliżył się do niej nie drgnęła nawet na sekundę. Zastygła niczym kamień w momencie, w którym chwycił w palce jej kosmyk włosów i schował za uchem. Nieświadomie na kilka sekund wstrzymała oddech czując jak jego ciepłe palce dotykają jej delikatniej skóry. Zacisnęła mocniej palce na kieliszku, który trzymała w drugiej dłoni. Szybko jednak się ogarnęła, licząc, że zapatrzony w siebie ciemnowłosy nie zwróci na to uwagi. - Co? - zaskoczenie w jej głosie było prawdziwe, naturalne. Nie spodziewała się takiego pytania, szczególnie z jego ust. - Kiedyś trzeba dorosnąć z resztą lepsza taka praca niż korporacja. Alkohol bez ograniczeń, wieczna impreza, czego chcieć więcej. - wzruszyła delikatnie ramionami i rozejrzała się dookoła. Lubiła to miejsce i uważała, że lepsza praca barmanki niż bycie marionetką w rękach swojego ojca. Praca jaką miała nie była szczytem marzeń, ale wybrała ją sobie sama. I to była tylko wyłącznie jej decyzja.
Prince Williams
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Maddie Lennox

Bujać to my, ale nie nas! — rzucił od razu, kręcąc głową. Kiedy chciał, potrafił być czarujący. Zresztą popatrzcie tylko na te brązowe oczy, potrafił robić dobrą minę do złej gry. Tak teraz miał sprawić, że Mads przestanie mieć jakiekolwiek ograniczenia. Nie obchodziły go fanki, ani inni ludzie, tylko czysta potrzeba zabawy, z kimś kto nie będzie go oceniał. Okej, Lennox go oceniała, ale też znała go od podszewki jak mało, która laska.
No, zaczęłaś udawać, że mnie nie lubisz, blondi — zaraz jego usta ułożyły się w smutną podkówkę. Jak to tak? Księcia ranić, przecież on przyszedł tu specjalnie dla niej. Wykupił jej czas, okej, bywał dupkiem, okej, ale... lubił też z nią spędzać czas. Nawet jeśli czasem ginął w grubym melanżu — wróć wspomnieniami — o ile jakieś były, pewnie niewiele pamiętał z ich wspólnych imprez — do tamtych nocy i powiedz, że nie tęsknisz za smakiem dopaminy, który Ci gwarantowałem — dodał już z czarującym uśmiechem. Lubił przekraczanie granic, lubił głośną muzykę i dźwięk lejącego się alkoholu. Przede wszystkim lubił mieć dobrego, sprawdzonego kompana, a Lennox do takich się zaliczała, zwłaszcza kiedy zdejmowała kask i odpalała wrotki.
On jest po to, by Cię zarażać — stwierdził, uśmiechając się jeszcze szerzej — zaraża dobrą energią, poczuj to blondi — oto chodziło. Dobry vibe, tryb impreza, by zapomnieć o trudach życia codziennego. Prosta sprawa. Zdejmujesz mentalny kask i idziesz wraz z nurtem. Prince często z nim szedł, chciał móc zapomnieć o trudach dnia codziennego oraz o tym, co paplała mu wytwórnia.
I dalej lubię, daj się jej uwolnić — wierzył w to, że jego zabawna kompanka dalej była w środku niej. Przecież, ile powinien on zwlekać, co jeszcze jej powiedzieć? Nie obchodziło go, że zrobiła się nudziarą. Każdy nudziarz finalnie odpalał worki i on chciał to poczuć. Usłyszeć raz jeszcze jej głośny śmiech chwilę przed wymiotami, zobaczyć szeroki uśmiech, kiedy zaczynała bujać biodrami. Przepiękny widok, na który liczył tej nocy — to inwektywa, czy stwierdzenie faktu? — ego top, zakochany w sobie, najlepszy na świecie. Taa, zdawał sobie z tego sprawę. Nigdy mu to na co dzień nie przeszkadzało. W końcu trzeba mieć prawdziwą pewność siebie i jaja, żeby móc wejść na scenę.
Za nią tęskniłaś najbardziej — rzucił, strzelając oczyma. Ile ona miała zamiaru się jeszcze bronić? Przecież był miły, nie rzucał przekleństwami i rzucał na nią prawdziwy urok. Tego właśnie chciała, prawda? Żeby okazał się na tak dużym dupkiem, jakim był. Zresztą jak czegoś naprawdę chciał, to potrafił być naprawdę uciążliwy.
Bardzo dobrze — parsknął, uśmiechając się jeszcze szerzej — mój fizyczny kręgosłup za to trzyma się zajebiście — trenował, chodził na siłownię, między kolejnymi melanżami. Sylwetka boga nie powstaje od picia browara, z tego to powstaje bojler — teraz czarnobylska — mruknął, przysuwając kolejny kieliszek. Po trzecim zawsze zwalniał. Taka tradycja. Jedna, druga, a na koniec czarnobylska, choć niektórzy nazywali trzecią kolejkę kutasową. W końcu faceci mieli coś między nogami.
Co tutaj robisz? — powtórzył, jakby jednak nie usłyszała jego pytania. Wraz z każdym jej słowem brwi zaczynały szybować mu coraz wyżej, a jednak mała diablica jeszcze się chowała — czyli jednak lubisz się bawić? — parsknął krótko pod nosem, tak złapał ją za słówka — ehh, ja to chyba potrzebowałbym większego szczęścia — albo milszych blondynek w moim życiu, dodał już w myślach. Jak niejedna szalona, to druga obrażona. Każdą musiał ugłaskiwać, a ile można? No ile? Przecież chciał tylko poczuć zabawę.
Czy chciałabyś pójść ze mną na parkiet? — spytał niczym prawdziwy dżentelmen, nawet wyciągnął w jej stronę rękę — ale przed tym jeszcze jeden — mruknął, podsuwając kieliszek. Tak, doskonale wiedział, że szybkie tempo było jego sprzymierzeńcem i miał zamiar to wykorzystać.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”