ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
167 cm
landscape architect in her own office
Awatar użytkownika
I lost my heart under the bridge, to that little girl so much like me. I walked down to the water, I lay down in the sand. I’m never going back there, I’m never going home. I’ve found a new place where the river flows cold and the silence is gold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kochała swoją pracę, choć rzadko przyznawała się do tego na głos. Szczególnie te momenty, gdy mogła zamienić szpilki na ciężkie buty i pojawić się na placu budowy, by bezceremonialnie babrać się w mokrej ziemi. Było coś pierwotnego i oczyszczającego w dotyku surowego gruntu, zanim przykryły go warstwy zaplanowanej roślinności. Uwielbiała emocje jakie przepełniały ją od czubka głowy po koniuszki palców u stóp w momencie, gdy stała na środku pustego placu budowy i jako jedyna widziała tam już cienie drzew, które posadzą dopiero za miesiąc. Najważniejszy w tym wszystkim był fakt, że pozycję, jaką zajmowała w środowisku architektów i inżynierów, zawdzięczała tylko i wyłącznie ciężkiej pracy. Wyrobienie sobie nazwiska i założenie własnej firmy, która prosperowała na najwyższych obrotach w branży przesyconej testosteronem i męskim ego, było ogromnym wyzwaniem, które dla wielu kończyło się niepowodzeniem. Na szczęście jej własna determinacja — kierowana dumą i pragnieniem stworzenia dla swojego dziecka bezpiecznego świata, w którym niczego by mu nie zabrakło — doprowadziła ją niemal na sam szczyt. Jak w każdej pracy, istniały również aspekty, których szczerze nienawidziła. Ślęczenie nad stosem papierów, a w szczególności nad arkuszami kalkulacyjnymi, fakturami i rozliczeniami podatkowymi wysysało z niej całą kreatywną energię. Oczywiście, jako właścicielka zaglądała do nich raz na jakiś czas, by trzymać rękę na pulsie, ale ostatnio, przepełniona projektami i goniącymi terminami, nieco olała sprawę. Przesunęła priorytety na to, co widoczne gołym okiem, ufając, że zatrudnieni przez nią ludzie, którym płaciła niemałe pieniądze za pilnowanie porządku w finansach, wykonują swoją robotę rzetelnie. Dlatego też nie martwiła się tymi sprawami zbyt mocno i z pewnością to nie one były powodem bezsenności, z którą zmagała się od wielu lat.
Po zakończonej pracy, udała się do japońskiej restauracji, by odebrać zamówione wcześniej jedzenie, które przez wzgląd na panujące korki wystygło, nim zdążyła dotrzeć do domu. Zamieniła formalny strój, na coś bardziej wygodnego, odgrzała posiłek w mikrofalówce i w towarzystwie córki oraz wiecznie głodnego kota, spędziła kilka miłych chwil. Uwielbiała rozmowy z własnym dzieckiem. Cholernie jej się w życiu poszczęściło, bo nie tylko była w stanie oderwać się od przeszłości i spełnić zawodowo, ale także sprowadziła na świat wspaniałego człowieka, który każdego dnia motywował ją do tego by być lepszą. Niestety jak to u nastolatków bywało, większość wolnego czasu spędzali na spotkania ze znajomymi, którzy byli o wiele ciekawsi od zmęczonej i zapracowanej matki po trzydziestce. Dlatego też ostatecznie Niamh mogła cieszyć się jedynie towarzystwem Clovera. Nie narzekała z tego powodu, ale w głębi duszy tęskniła za swoją małą córeczką, dla której była całym światem. Po jakimś czasie po wnętrzu jej pięknego domu rozniósł się dźwięk dzwonka, dlatego leniwie podniosła się z kanapy, gdzie akurat oddawała się drzemce regeneracyjnej i udała wprost do drzwi.
- Hej Viv, coś się stało? - zapytała, gdy jej zaspanym oczom ukazała się twarz przyjaciółki. Była bardzo poważna, bardziej niż zazwyczaj, co wywołało u Kilroy niemiły uścisk w żołądku. Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.

Vivienne Morelisse
mashedpotato
32 y/o
For good luck!
172 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Zajechała swoim mercedesem pod piękną posiadłość Niamh i zaparkowała na podjeździe. Przez całą drogę tutaj toczyła sama ze sobą wewnętrzną walkę między tym co dobre, a tym co słuszne i nawet droga z York Mills przy popołudniowych korkach okazała się zbyt krótka, by doprowadzić tę bitwę do końca.
Zgasiła silnik, ale nie wysiadła od razu. Jeszcze przez dłuższą chwilę siedziała w aucie i niespokojnie stukała palcami o kierownice, przygryzając wnętrze policzka. To był ostatni moment, w którym mogła odpuścić. Albo po prostu zmienić cel swojej wizyty, powiedzieć przyjaciółce, że po prostu wpadła na kawę i po sprawie. W końcu to normalne, że czasami odwiedzało się znajomych bez wcześniejszego zapowiedzenia się. Mogła przecież znaleźć się w okolicy przejazdem.
Pokręciła głową i ciężko westchnęła.
Nadal nie podjęła decyzji, ale zrobiła ku temu mały kroczek, otwierając drzwi. Zaraz po ośnieżonej kostce rozległ się głuchy stukot obcasów, a Vivienne szczelniej otuliła się płaszczem, który aktualnie miała na sobie. Szybkim krokiem przemierzyła dystans do drzwi wejściowych i strzepnęła palcami płatki śniegu, które zdążyły osiąść na jej blond włosach. Nienawidziła tej pogody. Nienawidziła tego, że było ślisko, że musiała opatulać się w dziesięć warstw i nienawidziła też tego, że śnieg psuł jej starannie ułożoną fryzurę. Na szczęście poza wizytą u Niamh nie planowała już dzisiaj nigdzie jeździć, więc mogła w pełni skupić się na rzeczach ważnych, a nie na tym, czy jej loki nadal dobrze wyglądają.
Nacisnęła dzwonek do drzwi i zrobiła niewielki krok w tył. Spojrzała w bok i cierpliwie czekając, przeskakiwała spojrzeniem po przysypanej śniegiem roślinności, jakby była czymś szczególnie ciekawym. Nie była, tylko Viv denerwowała się na samą myśl, że zamierzała zrobić coś, czego absolutnie nie powinna.
Po dłuższej chwili, podczas której przeszło jej przez myśl, że Kilroy nie ma w domu, drzwi się otworzyły. Vivienne automatycznie przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę, a jej uwadze nie umknęły jej zaspane oczy. Nieznacznie się skrzywiła.
- Hej, nic się nie stało - zaprzeczyła, bo w rzeczy samej tak właśnie było. Nic jeszcze się nie stało. - Ale widzę, że cię obudziłam? - zapytała, trochę retorycznie, bo twarz Niamh mówiła sama za siebie. Trudno, nawet jeśli przerwała jej drzemkę, to miała ku temu pobudki ważniejsze, niż spanie po pracy.
- Mogę wejść? - zapytała po chwili, bo robiło jej się coraz zimniej, a i nie zamierzała o tym gadać, stojąc pod drzwiami. W międzyczasie przelotnie popatrzyła nad ramieniem blondynki. Zastanawiała się, czy jej córka była w domu i szczerze powiedziawszy, miała nadzieję, że nie.

Niamh R. Kilroy
35 y/o
For good luck!
167 cm
landscape architect in her own office
Awatar użytkownika
I lost my heart under the bridge, to that little girl so much like me. I walked down to the water, I lay down in the sand. I’m never going back there, I’m never going home. I’ve found a new place where the river flows cold and the silence is gold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez chwilę przyglądała się przyjaciółce wciąż zaspanymi oczami i trochę potrwało, nim zaczęła ogarniać, co tak naprawdę działo się dookoła niej. Wraz ze słowami Viv poczuła nieprzyjemny chłód, będący potwierdzeniem, że zdecydowanie nie była pogrążona w śnie. Naciągnęła rękawy luźnego swetra, by choć odrobinę uchronić się przed docierającą z zewnątrz aurą.
- Oczywiście - odpowiedziała i przesunęła się w drzwiach, robiąc wystarczająco miejsca, by blondynka mogła wsunąć się do środka. - Wybacz, gdybym wiedziała, że przyjdziesz, odpuściłabym sobie drzemkę - uśmiechnęła się, odrobinę skrępowana tym, w jaki sposób się prezentowała. Aczkolwiek nie każdego dnia mogła wyglądać jak gwiazda filmowa, ten etap życia już dawno miała za sobą.
Udały się wprost do salonu wypełnionego dobiegającym z elektrycznego kominka ciepłem.
- Napijesz się czegoś? - zapytała, nim zdecydowała się usiąść. Nie wiedziała, czy przyjaciółka wpadła tylko na chwilę, czy może zamierzała zatrzymać się na nieco dłużej. - Zamówiłam herbatę z Irlandii, wczoraj przyszła, więc sama nie miałam jeszcze okazji próbować - zarekomendowała nowy zakup, który może nie wydawał się zbyt ekscytujący, ale dla niej miał znaczenie sentymentalne. Była w połowie Irlandką i choć tę część genów odziedziczyła po ojcu, o którym nie była w stanie powiedzieć niczego dobrego, nie wypierała się tego. Była dumna ze swojego pochodzenia i z chęcią próbowała rzeczy i potraw, charakterystycznych dla kraju, który w przyszłości planowała odwiedzić.
- Czym zasłużyłam sobie na tę wizytę? - uśmiechnęła się, nawet jeśli sposób, w jaki Morelisse na nią patrzyła, nie sugerował, by przynosiła dobre wieści. - Wyglądasz, jakbyś niosła na ramionach co najmniej wyrok śmierci. Stało się coś strasznego? - zapytała i gestem ręki zasugerowała, by przyjaciółka podała jej płaszcz, licząc na to, że jej wizyta jednak nie skończy się na wymianie kilku zdań. Tym bardziej że w pustym domu, pod nieobecność córki, samotność doskwierała jej mocniej niż zmęczenie.
Z powodu pracy nie miała zazwyczaj wiele wolnego czasu, dlatego też nie widywała znajomych i przyjaciół tak często, jak by tego chciała. Planowała popracować nad tym w przyszłości, choć wiadomo - bycie kobietą biznesu, zobowiązywało do poświęceń. Wystarczyło już, że robiła wszystko, co mogła, by własnemu dziecku poświęcać wystarczającą ilość czasu.

Vivienne Morelisse
mashedpotato
32 y/o
For good luck!
172 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Gdy Niamh zrobiła jej miejsce w przejściu, Vivienne od razu weszła do środka i omiotła pomieszczenie spojrzeniem. Zaraz jednak odnalazła wzrokiem przyjaciółkę i zaczęła rozpinać guziki płaszcza. 
- Racja, powinnam była się zapowiedzieć - przytaknęła głową. Zazwyczaj to robiła. Prawie zawsze. Sama również nie lubiła niespodziewanych gości, zakłócających jej starannie ułożony plan dnia. Tutaj jednak cel uświęcał środki, więc w myślach sama siebie rozgrzeszyła. I przyjaciółka też ją pewnie rozgrzeszy, gdy dowie się o prawdziwym powodzie jej wizyty. Ale jeszcze nie teraz. Viv chciała to załatwić na spokojnie, bez siania paniki i nakręcania afery.
Przeszły do salonu, a Morelisse zawiesiła spojrzenie na przyjaciółce, wsłuchując się w jej słowa o herbacie z Irlandii. Szybko pokręciła jednak głową w odpowiedzi, bo ani nie chciała zawracać Niamh głowy, ani nie miała ochoty na herbatę. Przydałaby się tutaj lampka dobrego wina, ale niestety prowadziła, więc to również odpadało.
- Wystarczy niegazowana woda - odpowiedziała, a gdy ta po nią poszła, Viv w tym czasie dokończyła rozpinanie płaszcza i rozejrzała się po wnętrzu salonu, zawieszając wzrok na kominku elektrycznym. Dopiero słysząc głos Niamh, przeniosła na nią błękitne tęczówki i podała jej płaszcz, następnie zajmując miejsce na kanapie. 
- To, że wyglądam jakbym niosła na ramionach wyrok śmierci nie brzmi jak komplement - odpowiedziała i sięgnęła po szklankę z wodą, robiąc pauzę, by upić niewielki łyk. - Ale spokojnie, żadna egzekucja nie wisi w powietrzu. Wpadłam tylko porozmawiać - dodała, odstawiając szkło na blat stolika. Założyła nogę na nogę i opadła plecami na oparcie kanapy. Krótko westchnęła.
- Powiedz Niamh, co u ciebie słychać? W firmie… wszystko dobrze? - próbowała trochę rozluźnić atmosferę, ale ze swoim chłodnym spojrzeniem i poważną mimiką wyglądała bardziej, jakby przyszła przeprowadzić przesłuchanie. Potrząsnęła lekko głową i uśmiechnęła się kącikiem ust. - Przepraszam, zabrzmiałam bardziej jak pani prokurator, a nie przyjaciółka - poprawiła opadający na twarz kosmyk włosów, zakładając go za ucho. - Ale pytanie było przyjacielskie. Nie masz żadnych problemów? Nie wiem... Z pracownikami, klientami?


Niamh R. Kilroy
35 y/o
For good luck!
167 cm
landscape architect in her own office
Awatar użytkownika
I lost my heart under the bridge, to that little girl so much like me. I walked down to the water, I lay down in the sand. I’m never going back there, I’m never going home. I’ve found a new place where the river flows cold and the silence is gold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała ochotę, by spróbować irlandzkiej herbaty, ale nie miała Viv za złe, że zdecydowała się tylko na wodę. Nawet jeśli panująca za oknem pogoda zachęcała do raczenia się gorącymi trunkami, była w stanie również i sobie odmówić. Wróciła do salonu z dwiema, niemal wypełnionymi po brzegi szklankami wody i jedną z nich postawiła przed przyjaciółką, a drugą oplotła dłońmi.
- Tylko porozmawiać w twoim wykonaniu brzmi prawie jak groźba - zażartowała i zajęła miejsce w fotelu, zastanawiając się nad powodem, dla którego Viv uraczyła ją tą niezapowiedzianą wizytą. - Skoro tak, to zamieniam się w słuch. Tylko błagam, powiedz, że nie przebijałaś się przez te korki tylko po to, żeby pogadać o tym, jak bardzo nienawidzisz śniegu - dodała, próbując nieco rozluźnić atmosferę. Choć skoro przyjaciółka zapewniała, że nic poważnego się nie działo - wierzyła jej.
Upiła odrobinę zimnej wody, po czym również odstawiła szklankę na blat stolika.
- W firmie? Jak to w biznesie - ciągła walka o terminy i wieczne gaszenie pożarów, o których nikt inny nie ma pojęcia. Ale nie narzekam, wszystko idzie zgodnie z planem, o ile plan zakłada brak wolnych weekendów do końca roku - zaśmiała się krótko, uważnie przyglądając się blondynce. Kochała swoją pracę, więc próbowała nie narzekać na brak wolnego czasu, nawet jeśli nie zawsze mogła być przy córce, gdy ta tego potrzebowała. Założyła firmę, która rozrosła się o wiele bardziej, niż kiedykolwiek śmiała marzyć, gdy stawiała w tej branży pierwsze kroki. Sukces miał jednak swoją cenę, była tego świadoma. - Zaczynasz mnie niepokoić, Viv. Brzmisz, jakbyś wiedziała coś, o czym ja jeszcze nie mam pojęcia - odpowiedziała, a jej dotychczas radosny uśmiech nieco zbladł. - Problemy? Standardowe. Ktoś nie dowiezie towaru na czas, ktoś inny pomyli faktury. Ale to codzienna rutyna. Skąd to nagłe zainteresowanie? Zachowujesz się, jakbyś szukała dziury w całym, a ja naprawdę wolałabym skupić się na tej twojej tylko rozmowie - nie chciała być nieuprzejma, po prostu nie lubiła owijania w bawełnę i Morelisse doskonale powinna o tym wiedzieć. Nie rozumiała tego nagłego zainteresowania jej biznesem, tym bardziej że nieczęsto o nim rozmawiały. Od czasu do czasu Niamh wspominała o nowym projekcie, czy jakiejś wyróżniającej się spośród innych sytuacji, ale zazwyczaj w czasie wolnym od pracy wolała skupić się na rzeczach bardziej przyziemnych. W rzadkich chwilach wytchnienia wolała poświęcać uwagę bliskim, a nie temu, co pozostawiała w biurze czy na placu budowy. Od tego miała ludzi, którym płaciła niemałe pieniądze.

Vivienne Morelisse
mashedpotato
32 y/o
For good luck!
172 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Prychnęła z rozbawieniem w reakcji na słowa przyjaciółki, bo dobrze wiedziała, że potrafiła wzbudzać niepokój swoją chłodną aurą, czasami kompletnie niecelowo. Nie miała przecież w zamiarze jej zastraszyć, lecz bardziej ostrzec. Starała się ostrożnie dobierać słowa, ale najwyraźniej nie wychodziło jej to najlepiej.
- Kto jak kto, ale ty akurat możesz czuć się bezpieczna - odpowiedziała. Niamh miała ten rzadki przywilej, że Vivienne darzyła ją sympatią i nie miała najmniejszego interesu w tym, by wpakować ją w jakieś problemy. Co innego osoby, które zaszły jej jakkolwiek za skórę, szczególnie w pracy. Wtedy Viv nie miała najmniejszych skrupułów, by wykorzystać swoje znajomości, by postawić na swoje i uprzykrzyć komuś życiu.
- Nie mogę przebić się przez korki, tylko po to, by porozmawiać z przyjaciółką? - uniosła brew i popatrzyła na blondynkę z rozbawieniem majaczącym w oczach. Najwyraźniej ta znała ją na tyle dobrze, że doskonale wiedziała, że bez jakiegoś konkretnego powodu Morelisse nie fatygowałaby się tutaj o tej porze z drugiego końca miasta, bez zapowiedzi na dodatek. A o tym, jak bardzo nienawidziła zimy, wcale nie musiała głośno mówić, bo wyraz jej twarzy, gdy jeszcze stała pod drzwiami, mówił sam za siebie.
Na słowa Niamh o sytuacji w firmie pokiwała ze zrozumieniem głową. Brzmiało to… zwyczajnie. Nie zwiastowało tego, że Kilroy mogła mieć jakieś nadprogramowe problemy, oprócz tych, które działy się na porządku dziennym i były wpisane w prowadzenie własnej działalności. O ile oczywiście mówiła jej o wszystkim, bo tego Vivienne nie mogła być pewna. Nie ciągnęła jej jednak za język, nie dopytywała, nie chcąc jej ani dodatkowo straszyć, ani wyjść na zbyt nachalną.
Zaraz jednak Niamh zdecydowała się ukrócić jej nieudolne podchody. Może to i dobrze, bo prokuratorka kompletnie nie wiedziała, jak wgryźć się w temat. Nie lubiła owijać w bawełnę i zapewne gdyby chodziło o kogoś, kto był jej kompletnie obojętny, to byłaby zdecydowanie mniej delikatna. No cóż, przynajmniej próbowała.
- No dobrze - westchnęła i oderwała plecy od oparcia, prostując się. - Masz mnie, nie przyjechałam bez powodu - dodała, wlepiając błękitne spojrzenie w przyjaciółkę. Przeczesała palcami grzywkę, odgarniając opadające na twarz włosy do tyłu i oparła splecione dłonie o kolana.
- Właściwie, to w ogóle nie powinno mnie tutaj być w tej sprawię, więc liczę, że ta rozmowa zostanie między nami - zaznaczyła. Nie posądzała Niamh o to, że poniesie informacje, które zamierzała jej przekazać, w świat, ale wolała się o tym dodatkowo upewnić. Była ostrożna. A gdy otrzymała potwierdzenie, nabrała trochę powietrza w płuca.
- Ktoś wniósł zawiadomienie do prokuratury o przekrętach podatkowych w twojej firmie - powiedziała, nie odrywając wzroku od kobiety. - Nie posądzam cię o to, z mojej perspektywy wygląda to tak, jakbyś nadepnęła komuś na odcisk i teraz ten ktoś próbuje zrobić ci pod górkę. Dlatego pytałam, czy nie miałaś ostatnio jakichś problemów z pracownikami. Wiesz, ludziom nie chce się marnować energii na takie rzeczy bez powodu.

Niamh R. Kilroy
35 y/o
For good luck!
167 cm
landscape architect in her own office
Awatar użytkownika
I lost my heart under the bridge, to that little girl so much like me. I walked down to the water, I lay down in the sand. I’m never going back there, I’m never going home. I’ve found a new place where the river flows cold and the silence is gold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była ufna względem ludzi, dlatego też znajomych dobierała sobie z wyjątkową skrupulatnością. Jeśli jednak chodziło o Vivienne, było odrobinę inaczej. Ta niemal od razu przypadła jej do gustu i miała względem niej dobre przeczucie, które z czasem okazało się być słusznym. I choć nie bardzo radziła sobie z okazywaniem uczuć, traktowała ją jak młodszą siostrę, której nigdy nie miała.
- Całe szczęście, bo już zaczynałam się obawiać - zażartowała, bo nawet jeśli prokuratorka brzmiała nad wyraz poważnie, Kilroy po prostu założyła, że nie wyszła jeszcze z trybu pracy. Jej samej również się to zdarzało i czasami potrzebowała kilku chwil, by całkowicie zrzucić z siebie zawodową maskę. - Oczywiście, że możesz. Tylko jakoś nie pasuje mi to do mojej zapracowanej przyjaciółki - podzieliła się spostrzeżeniem, jednocześnie zapewniając, że nie ma nic przeciwko niezaplanowanym wizytom. Tak naprawdę, pomimo zmęczenia, dobrze było gościć ją u siebie. Przez wzgląd na wykonywane przez nie zawody, najczęściej pozwalały sobie na spotkania na mieście, by nie marnować czasu na przebijanie się przez wspomniane wcześniej korki.
Nie była zaskoczona, gdy Morelisse przyznała, że wizyta nie była przypadkowa. Znała ją na tyle, by odgadnąć to w chwili, w której ta pojawiła się na progu jej domu.
- Cóż za niespodzianka - odparła z widocznym sarkazmem, ale tak naprawdę nie miała w planach być nieuprzejma, samo jakoś tak wyszło.
Z uwagą wysłuchała tego, co blondynka miała jej do powiedzenia. Była w szoku i przez dłuższą chwilę nie wiedziała jak powinna zareagować. Ostatecznie jednak pochyliła się nieco do przodu i wlepiła chłodne spojrzenie w twarz Viv.
- Dziękuję, że mi o tym mówisz, wiem jak wiele w tym momencie poświęcasz. Możesz liczyć na pełną dyskrecję - zapewniła. Nawet jeśli zamierzała uważnie przyjrzeć się temu, co działo się w jej firmie, nie miała zamiaru nikomu wspominać o nabytej przed momentem wiedzy. Informacje te objęte były tajemnicą służbową, a zapewne i śledczą. Gdyby ten fakt wyszedł na jaw, obie znalazłyby się w ogromnych tarapatach. W świecie zawodowym i prawnym konsekwencje byłyby dewastujące. Niamh wiedziała, że bardziej odbiłoby się to na Viv, i zrobiłaby wszystko, by w żaden sposób nie przyczynić się do jej upadku. - Przekręty podatkowe? - powtórzyła, a jej głos choć spokojny, stał się nienaturalnie chłodny. - Ktoś próbuje zniszczyć wszystko, co zbudowałam. Płacę ogromne pieniądze za to, by każdy dokument był nieskazitelny, więc jeśli prokuratura widzi tam nieprawidłowości, to znaczy, że problem siedzi znacznie głębiej, niż sądziłam - wstała gwałtownie, a spokój, który jeszcze przed chwilą bił z jej postawy, ustąpił miejsca nerwowemu krzątaniu się po salonie. - Będę musiała przyjrzeć się mojemu księgowemu. To on ma dostęp do wszystkich moich finansów i to on jako pierwszy powinien wyłapać każdą próbę sabotażu - mówiła na głos, choć tak naprawdę słowa te kierowała do siebie samej. - Chyba, że on sam za tym stoi - zatrzymała się w miejscu i z przerażeniem spojrzała na przyjaciółkę. Nie spodziewała się tego, że ktoś mógł próbować zrujnować jej firmę lub zwyczajnie dorobić się na jej koszt. Była rozczarowana własną naiwnością, ale jako właścicielka dobrze prosperującego biznesu, nie miała zwyczajnie czasu na to, by sama zajmować się finansami firmy.
Ludzie potrafili być okropni i dla pieniędzy mogli pozwolić sobie na wiele, dlatego tak bardzo doceniała przyjaźń z Vivienne, która zaryzykowała własną karierę i prawdopodobnie również wolność, tylko po to, by uprzedzić ją o tym, co działo się w jej firmie. Oczywiście będzie zmuszona zająć się wszystkim z dużą ostrożnością, by nikt nawet nie podejrzewał, że ta rozmowa w ogóle miała miejsce. Sprawa nie była łatwa.

Vivienne Morelisse
mashedpotato
32 y/o
For good luck!
172 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Racja, Vivienne była dość zapracowaną osobą i rzadko kiedy miała czas i ochotę, by jeszcze składać komuś niezapowiedziane wizyty. Ale dzisiaj była siła wyższa i choć Niamh jeszcze tego nie wiedziała, to Morelisse miała cel w swoich dzisiejszych odwiedzinach. To jednak szybko wyszło na jaw, a blondynka nawet nie zareagowała na sarkastyczny ton głosu przyjaciółki. Musiała jej przecież w końcu powiedzieć.
Skinęła głową w reakcji na zapewnienie o dyskrecji. Ufała Kilroy na tyle, by wiedzieć, że ta jej nie wsypie. Przecież, gdyby miała choć cień niepewności, to zostawiłaby sobie tę informację dla siebie, nie była głupia. Mimo wszystko jej słowa dodatkowo ukoiły Vivienne, bo teraz to miała już absolutną pewność, że ta rozmowa nie wypłynie poza mury tego pięknego domu.
Przyglądała się nerwowej reakcji przyjaciółki na jej słowa i właściwie, to nie była zaskoczona. Była to sprawa, która niejednemu podniosłaby ciśnienie. Wodziła błękitnymi oczami za kobietą, zaraz cicho wzdychając.
- Usiądź Niamh, bo mnie irytujesz, gdy tak chodzisz w kółko - powiedziała spokojnym, trochę chłodnym tonem głosu. Nie potrafiła się skupić, gdy Niamh snuła się po salonie, a przecież miały jeszcze trochę do przegadania.
- Póki co nie jesteś jeszcze o nic oskarżona, to tylko zawiadomienie - powiedziała, może trochę nawet próbując ją uspokoić. Sprawa była poważna, ale żaden wyrok śmierci nie wisiał jeszcze w powietrzu, więc w mniemaniu Vivienne dramatyzowanie było całkowicie zbędne. A już na pewno nie pomagało. - Prokuratura dopiero będzie badać sprawę i wtedy oceni, czy zawiadomienie było w ogóle słuszne, czy też nie - dodała i sięgnęła po szklankę wody, by zaraz się z niej napić.
- Wiesz ile takich zawiadomień wpływa każdego dnia? - zapytała, wlepiając spojrzenie w Niamh. - Dużo - dodała, bo spodziewała się, że blondynka nawet nie jest tego świadoma.
- Teraz najważniejsze jest to, żeby nic na ciebie nie znaleźli, rozumiesz? Nie mogą mieć do czego się przyczepić, bo jeśli znajdą choć jedną nieprawidłowość, to będą kopać tak długo, aż do czegoś się w końcu dokopią - doskonale wiedziała, jak to wszystko wyglądało od podszewki. Nie zajmowała się przekrętami podatkowymi, ale siłą rzeczy miała z tym styczność na codzień.
- No i musisz się zastanowić, kto mógł na ciebie donieść. I jaki ma w tym interes - upiła jeszcze jednego łyczka i znowu odstawiła szklankę na blat stolika.

Niamh R. Kilroy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#5”