Obserwowała go, bo trudno było nie zauważyć tej rażącej zmiany jaka w nim zaszła. To nie był pierwszy raz, kiedy znalazł ciało w wannie. Nie był pierwszy raz, gdy na jego oczach krew mieszała się z wodą. Nie chodziło o samą reakcję, widywali przecież gorsze rzeczy. Oboje. Tym co sprawiło, że włączył jej się nieznośny tryb analizowania, było to jedno uderzenie ciszy przed jego ciężkim oddechem. Chodziło o tę sekundę, w której przestał być detektywem, a stał się kimś zupełnie innym.
Irracjonalna troska, tak zgodna z jej naturą, kazała jej szybko reagować, dzieląc swoją uwagę jednocześnie pomiędzy sprawę, która powinna być priorytetem a obcego człowieka sprawiającego, że pierwszy dzień na nowym stanowisku był znacznie trudniejszy niż faktycznie powinien.
Pozwoliła mu odejść kilka metrów w głąb salonu, dając iluzję dystansu od otaczającej ich scenerii. Zapach krwi był tu słabszy, rozrzedzony zimowym powietrzem wpadającym przez uchylone drzwi, ale wciąż obecny, wgryzający się w gardło.
- Kurwa - rzuciła do jego pleców, gdy w pośpiechu wychodził na zewnątrz, zostawiając ten syf na jej głowie. Tak po prostu. Wyszedł, wydał polecenia i zamierzał się ulotnić. Owszem, zza jego osobistego dramatu wyłaniała się jej szansa na wykazanie się już pierwszego dnia, ale...
Zawsze było jakieś
ale. To był jej pierwszy dzień. Pieprzony p i e r w s z y dzień. Miała działać, ale we współpracy z nim. Miała go obserwować, uzupełniać, wspierać. Nie potrzebowała, by prowadził ją za rękę, ale to wszystko znała tylko z teorii. Aby przekuć wiedzę w praktykę musiała się uczyć, nie było miejsca na popełnienia błędów; nie w sprawie, w której mieli dwa trupy, a ich śmierć ktoś za wszelką cenę próbował upozorować na samobójstwo.
Słyszała jego kroki, szybkie, ciężkie, brzmiące jak ucieczka. Wyszła za nim na mroźny dwór, rozkładając ręce:
- Jak to wrócisz do biura? - powtórzyła, jakby miało to sprawić, że wypowiedzenie tych słów na głos raz jeszcze, sprawi, że sam zrozumie ich absurdalność. I zaprzeczy.
- Słuchaj, jesteś mi potrzebny. To mój pierwszy dzień, kurwa - rozłożyła ręce, zauważając, jak te same dwie pary oczu spoglądające na nich przed paroma minutami, znowu to robiły. Mieli ciekawską widownię pośród sąsiadów, już nie tylko tych jednych, bo dołączali do nich kolejni.
- Jeśli widok tej kobiety w jakiś sposób...- urwała, nie znajdując odpowiednich słów. Przymknęła oczy, biorąc głęboki oddech:
uśmiech, spokój, empatia i wsparcie - powtórzyła.
- Możesz zająć się sprawdzeniem reszty domu, ja ogarnę ten bałagan w łazience i salonie - zaproponowała, słysząc w oddali dźwięk policyjnych syren. Ich wsparcie będzie tu lada chwila.
- Nie zostawiaj mnie samej - to nie była prośba, duma nie pozwoliłaby jej tego wyartykułować. Jej głos nie drżał, nie zająknęła się, nie brzmiała na przestraszoną.
Potrzebowała wsparcia. Została sama. Słowa, jak wszystkie wcześniejsze, odbiły się w próżni. W chwili, gdy pod domem pojawiły się patrole, Madden bez słowa wsiadł do auta i odjechał.
- Niewiarygodne - w jednej chwili odczuwana wcześniej troska - wyparowała. Zostawił ją samą, niech go szlag.
Potrzebowała dwóch minut, aby wejść w tryb zadaniowy, przekazać wszystkie niezbędne informacje przybyłym służbom i wrócić do środka. Dopiero teraz na spokojnie i z dokładnością przyglądała się salonowi. Na drzwiach i oknach nie było śladów włamania, poza stłuczoną wazą, na wpół opróżnionym kieliszkiem wina i poduszkami w nieładzie, dostrzegła na jasnym dywanie zabrudzenia od ziemi, które ktoś próbował rozetrzeć. Jeśli na podłodze znajdowały się jeszcze jakieś ślady - niestety zmyła je wdzierająca się do salonu woda zmieszana z krwią.
- Mieli kamery, zabezpieczcie obraz - poprosiła młodego chłopaka, który ją mijał.
- Przepytajcie też sąsiadów czy widzieli coś niepokojącego. Ci z naprzeciwka wydają się być bardzo zaciekawieni życiem innych, może będą coś dla nas mieć - wskazała na starsze małżeństwo, kierując się później do łazienki, w której pracowali koroner i technik.
- Nie żyje od co najmniej 72 godzin - przekazali. - I na pewno mogę powiedzieć, że to nie jest miejsce, w którym zmarła. Nienaturalna pozycja ciała, cięcie na nadgarstku jest szarpane i pod dziwnym kątem - wyjaśnili coś, co Mercer podejrzewała już po pierwszych oględzinach.
- Mamy też ślady krwi za wanną - wskazała na miejsce obok toalety, gdzie przelewająca się woda nie zdołała dotrzeć, a ten kto pomógł Veronice się tu znaleźć - nie posprzątał.
17:47.
Spędziła na miejscu ponad dwie godziny zanim poprosiła, aby jeden z patroli odwiózł ją na komisariat.
koniec
Rhys Madden