To prawda, mężczyzna zwykle w jej obecności kontrolował swoje emocje, słowa i gesty, często niepostrzeżenie nadając im pewnych dwuznaczności, by jego intencje pozostawiały złudzenie całkiem niewinnych. W rzeczywistości jednak podczas ostatniego roku podświadomie podchodził do wyznaczonej przez przyjaźń granicy, wiedziony skrytymi pragnieniami, z czasem stając się coraz mniej rozważnym. Raz już przy niej poddał się emocjom, ale teraz było nieporównywalnie inaczej. Tym razem dotyczyło to znacznie bardziej przerażających uczuć, które przytłaczały go tak, że nie potrafił już z nimi walczyć. Nigdy wcześniej przy niej się tak nie zachowywał, ale i nie miał ku temu powodów. Nigdy też nikogo nie potrzebował tak, jak jej teraz. Dlatego chłonął bijące od niej ciepło i czułe gesty niczym gąbka, starając się nabrać mentalnych sił i uspokoić skołatane nerwy. I z każdą chwilą rzeczywiście tak się stawało.
Choć łatwo można było mu zarzucić, że wspomnienie o Słońcu spowodował krążący w nim alkohol, ale świadczący o poważnym podejściu głos wskazywał, że bynajmniej nie traktował tego jak brednie. Wydawało mu się, że to rozumiała, nosząc na sobie złoty wisiorek od niego, więc łatwiej było mu się do tego otwarcie przyznać. A może to jej bliskość i dotyk sprawiał, że takie słowa łatwiej wymykały mu się z ust? Z resztą, nie myślał teraz o tym, jak to wszystko interpretowała. Ważne, że tu była.
Jej słodka obietnica otwierała mu drzwi do krainy marzeń. Miała dla niego ogromną wartość, bo właśnie to miał nadzieję od zawsze od niej usłyszeć. Widział siebie przy niej - w pracy, ślęcząc wspólnie nad ważnym projektem, w restauracji, w której świętowali ich rocznicę, w kuchni podczas przygotowywanych przez niego śniadań, i w łóżku, spędzając w jej objęciach całe weekendy. Bardzo egoistycznie pragnął, żeby w końcu naprawdę przy nim była. W każdym aspekcie jego życia. Żeby to jego naprawdę wybrała. Jednak czy rzeczywiście mógł jej wierzyć? Przecież wychodząc za jego najlepszego przyjaciela, musiała tę obietnicę złamać.
Z żalem puścił ją, kiedy się od niego odsunęła, bo kiedy już miał ją tak blisko, nie miał najmniejszej ochoty jej wypuszczać z rąk. Jednak zauważywszy, że dziewczyna tylko zmieniała pozycję, poprawił się na kanapie, robiąc jej miejsce i oferując jej swoje ramię, na którym mogła bezpiecznie położyć głowę. Następnie przysunął się do jej drobnego ciała, nie pozostawiając między nimi przestrzeni, i położył jej dłoń na lędźwiach tak, by mieć choć złudne wrażenie, że należała do niego.
Upłynęło raptem kilka sekund bez niej, a już zdążył się za nią stęsknić, toteż odetchnął głęboko, gdy jej dłoń ogrzała jego policzek i również przymknął oczy, sycąc się ogarniającym go idyllicznym spokojem.
Nigdzie się nie wybieram zabrzmiało w jego uszach niczym najpiękniejsza melodia, w którą pragnął uwierzyć. W połączeniu z jej wargami, które delikatnie muskały jego, wabiąc go największą rozkoszą, jakiej mógł doznać, znów zaczął podawać swoją moralność w zwątpienie. Tylko cichy głosik w jego głowie przywołał wspomnienie, że poprzednio też tego chciała, a później zniknęła, zanim nadszedł świt, ostatecznie wybierając Josha. Nie mógł się powstrzymać przed ściągnięciem brwi i chwilowym zaciśnięciem szczęk, które z pewnością Skye wyczuła.
—
Na pewno? - w jego cichym głosie dało się usłyszeć nutę niedowierzania. Ostatnio zostawiła go bez słowa, a później przywitał go Josh. Pięścią. Jej wybór zabolał go bardziej, niż bójka z najlepszym przyjacielem. To nie był odpowiedni czas na powtórkę, bo i tak miał już wystarczająco wiele na głowie. Nie zniósłby kolejnego ciosu w serce. Dlatego też westchnął ciężko i pokręcił głową, jednocześnie w akcie czułości ocierając swój nos o jej. -
Nie mogę pozwolić sobie teraz na kolejne komplikacje - wyznał z trudem, choć te słowa rozdzierały mu serce. Skye musiała mu wystarczyć w takiej formie, w jakiej ją miał. -
Poza tym też coś komuś obiecałem - przypomniał, mając na myśli rozmowę z Helene. Nie tylko tę, podczas której obiecał dobrze się zachowywać względem Skye, ale także i tę, w trakcie której wręczyła mu pierścionek. Temat dziewczyny musiał gdzieś w międzyczasie przemknąć, lecz wtedy też mama wyznała mu swoją dezaprobatę względem życia, które prowadził. Nie chciał już więcej nikogo zawieść.
Aczkolwiek nie potrafił pozostać wobec Skye całkiem obojętny. Dlatego sięgnął dłonią do jej twarzy, by odgarnąć jej kosmyk włosów za ucho, w ten sposób uwydatniając drogę, którą miał ochotę przemierzyć ustami. Pod wpływem impulsu ostatni raz musnął ją nosem, po czym nieznacznie podniósł głowę i pochylił nad jej policzkiem, by złożyć na nim długi, pełen czułości pocałunek. Następny wyznaczył na jej odsłoniętej szyi, a widząc błysk złotego łańcuszka, zerknął na znajdujące się tuż nad jej piersiami słońce i delikatnie wyznaczył do niego linię palcami, by je musnąć. Niedbały dotyk załaskotał jej skórę, ale widząc reakcję dziewczyny, zatrzymał się. Pragnął jej. Całej. Dla siebie. I nie mógł jej mieć. Ostatecznie przymknął więc oczy i stosownie musnął wargami jej skórę tuż nad wisiorkiem, po czym ułożył policzek w jej wgłębieniu i ponownie mocno ją objął. Dzięki temu uniknął jej wzroku, bo wiedział, że gdyby teraz na nią spojrzał, całkowicie by przepadł. -
Tylko proszę, dotrzymaj swojej - szepnął, wypuszczając gorące powietrze na jej dekolt, ignorując fakt, że zniżył się do takiego poziomu, by ją o to prosić, jednak teraz tak naprawdę tylko to się dla niego liczyło.
Skye Murray