ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wciąż nie potrafił się ogarnąć i uspokoić po wydarzeniach z ostatnich tygodni. Niby plotki o rzekomym zabójstwie zaczęły ucichać, ale wciąż miał wrażenie, że ludzie, patrząc na niego, widzą człowieka, który dokonał rzezi na biednych żołnierzach. Spodziewał się tego. Nawet sam psycholog uświadomił mu, że w oczach opinii publicznej już do końca swojego życia będzie uznawany za winnego, nawet jeśli prawnie udowodni swoją niewinność. Sam Prim coraz wyraźniej rozumiał, że jeśli się nie uspokoi i będzie krążył wciąż wokół tego jednego tematu, to w końcu zwariuje i już nigdy nie zazna spokoju; nawet w życiu miłosnym, które zaczęło się powoli układać.
Jego relacja z Riley była specyficzna i rozwijała się we własnym, powolnym dla siebie tempie. Oboje dobrze wiedzieli, że są dla siebie najważniejszymi osobami i dlatego żadne z nich nie naciskało, by stawiać poważniejsze kroki i na siłę utwierdzać się w przekonaniu, że są w sobie zakochani. Quinn był typem mężczyzny, który nie potrzebował papierów ani oficjalnych deklaracji, by wierzyć, że dla kobiety jest najważniejszym mężczyzną w jej życiu. Po długiej i niefortunnej relacji z wciąż obecną małżonką daleko mu było do tego, by ponownie tak szybko, pchać się w zobowiązania, zwłaszcza że to właśnie one były teraz główną przeszkodą, by finalnie wymazać Florence ze swojej pamięci. Dodatkowo doskonale widział, że każda wzmianka o jego małżeństwie drażni Riley i że ona sama bardzo chciałaby, aby ten etap został już w końcu zamknięty. Mimo tego wciąż miał wrażenie, że między dwojgiem tak szaleńczo zakochanych w sobie ludzi zaczęły pojawiać się momenty, w których oboje akceptowali i godzili się na trudności jakie mogą ich jeszcze spotkać.
Na szczęście oprócz kobiety miał jeszcze jednego przyjaciela, który po skandalu się od niego nie odwrócił. Dla młodego żołnierza było to jednocześnie pocieszające i bolesne. ponieważ wciąż nie potrafił zrozumieć jak ludzie, którzy przez lata byli mu tak bliscy, mogli tak łatwo się odsunąć, a potem publicznie go tak atakować. Najbardziej i tak rozbolał go przykład przyjaciółki, która dla chwili rozgłosu zaczęła udzielać tak absurdalnych wywiadów, w których opowiadała tak zmyślone historyjki, próbując ewidentnie zdobyć przy tym rozgłos dla siebie. Dlatego tak bardzo cieszył się na dzisiejsze wieczorne spotkanie w pubie z przyjacielem, u którego nocował po powrocie. Wciąż miał jednak wrażenie, że dla Riley wspólne mieszkanie było tematem tak mocno odległym, że postanowił się nie wychylać, zostawiając ten temat na później. Będąc już w barze czuł, jakby wszystkie spojrzenia były skierowane na niego, a nawet sam barman nie był zbytnio przychylny by odebrać od niego zamówienie. - Też widzisz, jak się na mnie wszyscy patrzą? Czy to już ja jestem przewrażliwiony - zapytał się, czując narastający niepokój. Może i była to już paranoja, ale w przypadku Prima mogło to być w swój sposób usprawiedliwione.

riley davis
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
the world was on fire, and no one could save me but you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez ostatnie tygodnie starała się być dobrą przyjaciółką. Dokładnie taką, na jaką zasługiwał. Żałowała swoich dziecinnych wyskoków i tego, że w chwili gdy Prim potrzebował jej najbardziej, przysporzyła mu jeszcze więcej zmartwień swoimi pretensjami. Oczywiście, że małżeństwo Quinna jej wadziło - tak, nadal - jednak dotarło do niej, być może trochę za późno, że nie był to dobry czas na takie wyrzuty. Oczekiwał wsparcia, ukojenia, zrozumienia, a tymczasem jedyne co od niej dostał to fochy i niewygodne pytania o Florence.
Od tamtego wieczora, kiedy pojawił się pobity w progu jej mieszkania, o nic już nie pytała. Po prostu była obok; otoczyła opieką, póki nie wydobrzał. Oboje mieli świadomość tego, że to tymczasowe, nawet jeśli Riley, pomimo początkowej niechęci do wspólnego zamieszkania, zdążyła przywyknąć do codziennej obecności przyjaciela w swoich czterech ścianach. Ba! Nawet opróżniła dla niego pół szafy, co jak na nią było bardzo dużym przejawem zaangażowania. Żadne z nich jednak nie podejmowało tego tematu - nie poruszali właściwie niczego co mogłoby dotyczyć ich nieoficjalnego związku, czy jakkolwiek inaczej można nazwać tę ich przedziwną relację.
Gdy tylko Primose poczuł się na siłach, wrócił do mieszkania kumpla, a strażaczka, z niewiadomych dla siebie powodów, nie mogła pozbyć się uczucia pustki. Nie potrafiła tego zrozumieć. Nie był to przecież pierwszy raz, kiedy się „rozstawali”. Będąc wojskowym, Prim znikał cały czas i nigdy nie stanowiło to takiego problemu.
A jednak teraz tęsknota powoli zjadała ją od środka.
Przyznanie się do tego wprost, nie wchodziło w grę. Była zbyt dumna i pewnie zbyt niedojrzała, by zachować się odpowiednio. By tak po prostu, odważnie powiedzieć „tęsknię za tobą” czy „potrzebuję mieć cię blisko”. W pracy, na szczęście trochę o tym zapominała, jednak samotne wieczory w domu, które dotychczas tak uwielbiała i wręcz celebrowała, teraz stawały się nie do zniesienia. Choć oczywiście nadal się widywali, to tęskniła za czasem, gdy mogła zasypiać i budzić się w jego ramionach.
Tego wieczoru pękła. Obiecała sobie, że tego nie zrobi, ale poddała się. Napisała do niego miłą wiadomość i zaprosiła do siebie, sugerując przy tym, że powinien zostać także na śniadanie. Czego się spodziewała? Otóż tego, że Primose z radością przybiegnie do niej, niczym wierny pies. Na pewno nie tego, co dostała w odpowiedzi.
Dziś odpada. Kumpel wyciąga mnie na miasto.
Nie odpowiedziała.
Po co w ogóle się do niego odzywała? Zbłaźniła się tylko. Miała wrażenie jakby była na straconej pozycji, jakby ich relacja była jakąś grą, w której przegranym jest ten, kto pierwszy zmięknie, kto pierwszy okaże jakiekolwiek głębsze uczucia i przywiązanie, wykraczające poza ich przyjaźń i seks.
Skoro on zamierzał się dobrze bawić, nie mogła gnić przez cały wieczór sama w domu. Spotkała się z kilkoma znajomymi w pierwszym lepszym barze na East End. Też chciała się zabawić… albo przynajmniej udawać, że tak jest. Prawdopodobnie zalałaby się w trupa. Prawdopodobnie wylądowałaby na tą jedną noc w ramionach jakiegoś przystojniaka albo ślicznotki, co pomogłoby jej odciągnąć myśli od Prima nieco lepiej niż praca. Prawdopodobnie zdałaby dokładną relację ze swojej szampańskiej zabawy na instagramie, tylko po to, by Quinn to zobaczył i zzieleniał z zazdrości.
Z tym że wcale nie musiała niczego relacjonować online.
Ry, patrz! Tam przy barze. To nie jest przypadkiem ten twój żołnierz?
No to obejrzy sobie wszystko na żywo.


Primose Quinn
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
ODPOWIEDZ

Wróć do „Eastbound Brewing Co.”