-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Za to z kolei nie pamiętała, żeby kiedykolwiek widziała w nim tak wiele emocji w ciągu krótkiej wypowiedzi. Jednak wtedy był młodym chłopakiem dopiero wchodzącym w dorosłość. Dzisiaj był mężczyzną z bagażem doświadczeń , który wrócił z wojny. Miał prawo teraz do przeżywania emocji po jej diagnozie tak jak tylko tego potrzebował. Nie przerywała mu, nie oceniała. Siedziała i słuchała w pełnym skupieniu. Jej wzrok był teraz pełen łagodności, ale już bez poczucia żalu i współczucia. - Ok, rozumiem. Nie musisz za to przepraszać- skomentowała to krótko nie ciągnąc tego w tym momencie. Wyrzucił z siebie to co miał, przeprosił i na koniec się jeszcze przyznał do jednego. Skoro nie jest gotowy, to nie będzie teraz go ciągnąć za język.
Tym bardziej, że z kolei kolejne pytanie było dla niej. Czy gdyby nie alkohol, który już rozgrzewał jej ciało i rozwiązywał język, odpowiedziałaby na nie tak szczerze? Prawdopodobnie nie. Z drugiej strony, może to był już ten moment, kiedy potrzebowała z siebie wyrzucić rzeczy, które gdzieś czuła i ją uwierały. Jak ta wkurzająca metka w ubraniu, której chcesz się pozbyć. Może alkohol nie był głównym czynnikiem, który przyczynił się do jej szczerości? Może do tego należy dorzucić jeszcze odpowiedni czas, a także osobę Michaela? W końcu nie był dla niej kimś całkowicie obcym - był mężczyzną, którego kiedyś naprawdę kochała. Był pierwszym mężczyzną, którego pokochała i to z nim zaczęła poznawać siebie, swoją seksualność i kobiecość. Miała z nim miłe wspomnienia. Z drugiej strony nie był jej szczególnie bliski, nie patrzył na nią tak jak rodzice i siostry przez pryzmat posiadania dziecka. Był idealną osobą do wysłuchania jej wyznania - tak szczerego i paskudnego, który w znaczący sposób wpłynął na to jak postrzegała teraz świat.
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy nazwał jej byłego kutasem. Mara nie potrzebowała słów wsparcia czy ramienia do wypłakania. Tym jednym stwierdzeniem Michael wystarczająco dał jej znać o tym, co myśli o całej sytuacji. Oczywiście walizki męża spakowała i go wyrzuciła z domu. Tak samo wiedziała, że są też inne metody na posiadanie dzieci, które ona brała pod uwagę. A raczej chciała wziąć zanim pewna blondynka nie pojawiła się w jej drzwiach.
Pytanie mężczyzny wywołało w niej głośne westchnięcie. Odchyliła głowę do tyłu zanurzając dłonie w rozpuszczonych włosach i spojrzała w sufit. - Chcę i nie chcę- odpowiedziała w końcu i powróciła spojrzeniem do niebieskich tęczówek, które były teraz wyżej niż jej własne. W tym momencie nie zwróciła uwagi, gdzie jego wzrok może uciekać, więc skrzyżowała ręce pod piersiami, nieco uwydatniając biust. W dodatku czy było się czego wstydzić? Widzieli już siebie nago, nie powinno być żadnych większych niespodzianek. - Przede wszystkim nie uważam, że szczęście zależy od tego czy posiadam dzieci czy nie. Powinniśmy mieć dzieci, bo chcemy im pokazać świat i stworzyć nowe życie. Nie uważam, że głównym celem powołania nowego życia na świat jest to, abym to ja była szczęśliwa. Moje szczęście powinno zależeć ode mnie samej - niezależnie czy jestem z kimś czy nie, czy mam dzieci czy nie. Muszę być szczęśliwa sama ze sobą- świadomie bądź nie, ale używała sformułowania muszę bądź powinnam, zamiast jestem. Znała zasady, gorzej było z praktyką. - Więc nie zależy mi teraz na relacji, gdzie facet koniecznie chce mieć dzieci bądź nie. Jeżeli poznam odpowiedniego mężczyznę, razem zdecydujemy czy tego chcemy czy nie. Mogę być szczęśliwa z dziećmi i bez- odpowiedziała jakby wręcz recytowała wcześniej przygotowany tekst. Mówiła to wiele razy pacjentom na sesjach. Ba, nawet w to wierzyła. Po prostu w tym momencie nie wierzyła już, żeby kiedyś ten pewien mężczyzna się pojawił. Egzystowała z dnia na dzień próbując się odnaleźć we własnych radach dla innych, których nie potrafiła przełożyć na własne życie.
Powoli już chyba pozycja siedząca przestawała być wygodna i próbowała znaleźć taką, żeby nie rozbolał jej tyłek od zbyt długiego siedzenia i picia w kuchni Grahama, do której podobno wcale tak często nie zagląda. Zabrała nogi z jego krzesła i założyła jedną nogę na drugą, a następnie obróciła się tak, by być trochę oparta o blat o który oparła jeden łokieć, a drugi o oparcie krzesła. Odpowiadając na jego pytanie patrzyła mu w oczy, ale teraz jej spojrzenie było intensywniejsze. Zawsze tak miała , gdy to ona zadawała własne.- A Ty nie jesteś gotowy na wyznanie prawdy? Czy po prostu nie chcesz jej wyznać?- zaryzykowała tym pytaniem, bo może nie był gotowy na nie odpowiedzieć? Nie musiał, uszanowałaby to. Jednak czuła teraz, że ta przestrzeń stała się ich taką bezpieczną strefą, gdzie mogli wyrzucić z siebie najbardziej skrywane obawy.- Nie myślałeś nigdy nad tym, że prawda, którą tylko Ty znasz, daje Ci poczucie władzy nad innymi?- i może te najbardziej brudne myśli?
Michael Graham
-
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Od czasów wojska nabrał nie tyle temperamentu, co rozregulowania emocji. Zespół stresu pourazowego potrafił wywołać pobudzenie zmieszane z lękiem, popychając do reakcji, na jakie wcześniej nie było miejsca. W jednej chwili potrafił być spokojny i opanowany, skrajnie analityczny i odcięty od uczuć, by w drugiej gwałtownie wybuchnąć. Czy powinien był o tym wspomnieć na początku ich spotkania? Może byłoby łatwiej, lecz Mara zdawała się doskonale wiedzieć, co robi. Zaskoczyło go łagodne, acz niewyprane z emocji przytaknięcie. Nie było w nim współczucia, które tak bardzo go drażniło, nie było żalu, który wbijałby w poczucie beznadziei i słabości, jakie zamiast uspokajać, wyłącznie napędzały złość. Był mężczyzną o stabilnej pozycji, wojskowym w stopniu majora, wykwalifikowanym lekarzem i instruktorem ratownictwa w krytycznych warunkach. Identyfikowanie się ze słabością, to ostatnie, czego pożądał i z czym zamierzał się utożsamiać. Nie odpowiedział już, tylko trwał w milczeniu, pozwalając, by ciało z wolna zaczęło się rozluźniać, a oddech uspokajać.
Oboje mieli własne spojrzenie na to, jak oceniać otaczający ich świat i jak podchodzić do trudów skomplikowanego życia. Przeszła zażyłość, jak i dzisiejsza względna nieznajomość siebie nawzajem, były ich sprzymierzeńcami. Pozwalały badać się wzajemnie metodą prób i błędów, podrzucając kawałek ryzykownej prawdy, by zobaczyć, czy padnie na podatny grunt, w jaki sposób zostanie przyjęta, czy można zaryzykować i dać od siebie coś więcej. Mara go nie oceniała, a raczej nie wysuwała opinii, ani oskarżeń, które przekraczałyby granicę dobrego smaku. Był jej za to wdzięczny i to samo chciał jej oddać.
Opowieść o dzieciach i szczęściu mocno z nim rezonowała. Sam wychodził z podobnego założenia, nie widząc gorszego rozwiązania, jak decyzja o potomstwie z jakiegoś chorego przeświadczenia, że się powinno, czy że to lekarstwo na wszelkie problemy.
— Słusznie, to brzmi jak związek z gatunku tych pragmatycznych, gdzie łączy was cel, a nie potrzeba bycia razem. — Kiwał wolno głową, zgadzając się z jej myślą, omijając zbieżność z jego własną sytuacją. Małżeństwo z Danny także wynikało z pobudek praktycznych, lecz ich cel został osiągnięty, proces się domknął i należało obrać kolejną ścieżkę, zamiast stać na rozdrożu.
Ponownie wlepione w siebie wyczekujące spojrzenie miało w sobie ciekawość, a nie palące ponaglenie. Pomimo specyfiki pytania i powrotu do tego, co przed chwilą sprawiało mu problem, wywołując zgrzyt, teraz oblało ciało gorącem, jakiemu nie dał się ogarnąć. Odwrócił się, by ustawić się frontem do Mary i oprzeć łokcie na blacie.
— Coś w tym może być — stwierdził po pauzie, kiedy w głowie zakłębiła się plątanina myśli. Schylając się, ich twarze ponownie znalazły się niemal na równej linii i Graham bez skrępowania zajrzał w głąb ciemnych tęczówek. Pojawił się uśmiech z gatunku tych krnąbrnych i bezczelnych, lekko podchodzących do życia. — Lubię poczucie władzy, także nad innymi. Wiedza jest niewątpliwie jednym z narzędzi. Czy niechęć do wyznania prawdy nie łączy się z brakiem gotowości? Może nie jestem gotów na oddanie władzy, a dreszczyk emocji, który się z tym wiąże, jest z gatunku tych stresujących, a nie ekscytujących? — podsuwał dalej, gdybając wśród prawdopodobnych i bardzo bliskich mu prawd. To oczywiste, że wolał sięgać do tych drugich, starannie odpychając od siebie pierwsze. Uśmiechnął się nieco szerzej. — Lubię, jak tak na mnie patrzysz. Jakbyś chciała przebić się do wnętrza i wyciągnąć wszystkie sekrety. Nienachalnie, a jednak wyraźnie zdradzając, jak bardzo chcesz je poznać. — Przechylił lekko głowę na bok, jakby ten sposób miał pomóc w głębszym połączeniu. — Pomimo potrzeby kontroli, wiem, jak respektować autorytet. — Wyciągnął rękę po otwartą butelkę i uzupełnił oba kieliszki. Jego dłoń nadal operowała ze stabilnością, kiedy tequila znalazła się w szkle w idealnie równych ilościach, nie marnując ani kropli. — Zwłaszcza gdy można poczuć się pewnie pod czyjąś komendą. Tak wiesz, bezpiecznie. — Zmusiło go do tego wojsko, nauczyło dawać uznanie i szacunek bez poczucia utraty części siebie. — A ty? Jak sobie radzisz z wykonywaniem poleceń? Potrafisz je wykonać bez zawahania, czy jednak wolisz, by najpierw spytać cię o zdanie? — Jasna brew powędrowała do góry, bo to pytanie, choć z wierzchu mogło wyglądać na niewinne, podszyte wyłącznie ciekawością, to jednak przy szczerej odpowiedzi mogło podyktować ciąg dalszy spotkania.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
A przede wszystkim był interesującym człowiekiem. Wiedziała od rodziców, że był w wojsku, więc jako doświadczona terapeutka tym bardziej była przygotowana na taką reakcję. Obserwowała, słuchała i próbowała zrozumieć. Alkohol nie pozbawił jej empatii i pewnych wrodzonych cech, bo nie sposób było na niego teraz patrzeć z żalem i współczuciem, gdy stał przed nią mężczyzna w kwiecie wieku, który walczył na froncie o życie swoich przyjaciół, a po wszystkim wrócił do Toronto i znalazł w sobie siłę, aby dalej pracować pod presją w najbardziej wymagającym zawodzie świata. Do tego jeszcze potrafiąc się uśmiechnąć i zażartować. To mogła być maska, ale wymagająca siły, by ją nosić.
Dlatego w pełnym zrozumieniu zamknęła ten temat, przynajmniej chwilowo i pozwoliła mu wypytać o jej brudne sekrety. Zawsze obawiała się zrzucenia z siebie tego ciężaru, jakby to miało sprawić, że poczuje się goła i bezbronna. Lecz Michael świadomie bądź nie, zadał jej bardzo odpowiednie pytanie. Nie, najlepsze jakie mógł w tym momencie - czy ona w ogóle chce mieć dzieci. Nie współczuł jej braku możliwości w naturalnym ich poczęciu ani nie litował się nad nią, że jej mąż ją zdradzał. Nie oczekiwała, że ją zrozumie czy pocieszy, lecz potrzebowała po prostu wysłuchania i tego od niego otrzymała. Tak naprawdę odkąd przekroczyła próg jego domu czuła się wysłuchiwana - oczywiście w standardowym dla nich żartobliwym tonie i kąśliwymi uwagami, ale jak widać teraz - pomimo procentów we krwi, potrafili też jeszcze dojrzałej podejść do tematu.
- Dokładnie. Wystarczająco już dużo jest par na terapiach, które wierzyły, że dziecko rozwiąże ich problemy, z którymi zmierzali się w związku już od dawna- aż nie mogła się powstrzymać przed przewróceniem oczami z zażenowania. Nie powinna pewnie tak reagować, ale miała dosyć, gdy za błędy rodziców odpowiadali dorośli, którzy liczyli, że potomstwo będzie niczym plaster na ogromnej ranie w ich relacji.
Z kolei jego odpowiedź ją zaintrygowała. Nie spodziewała się, że się do tego przyzna już teraz. Z ciekawości aż pochyliła się do przodu, również opierając się na przedramionach tuż przed nim , zostawiając miejsce tylko na kieliszki między ich dłońmi. Mimowolnie uśmiechnęła się delikatnie , gdy powiedział, że lubi poczucie władzy. Był to uśmiech wymieszany dumą w stosunku do samej siebie, że trafiła, ale i uznaniem wobec niego, że się przed nią otworzył coraz bardziej. Lubiła to. Odkrywać go kawałek po kawałku. Bez pośpiechu i nachalności, dając mu to poczucie władzy, którego potrzebował.
- Poczucie władzy daje raczej dreszczyk ekscytujący- rzuciła posyłając mu znaczące spojrzenie, które stawało się coraz intensywniejsze. I najwyraźniej również dla niego już znajome i całe szczęście akceptowalne.- Może chcę poznać wszystkie Twoje sekrety, by mieć nad Tobą władzę?- przechyliła głowę na ten sam bok co on i szybko omiotła jego twarz spojrzeniem jakby ją poddawała ocenie.- Czy to byś lubił?- zanim zadała to pytanie, powróciła wzrokiem do jego tęczówek będąc ciekawą jego reakcji, bo nad tym zapanować ciężej aniżeli nad słowami.
- To zależy- jak wiele rzeczy, które dzisiaj poruszali. Nie spuszczała już z niego spojrzenia, nawet gdy polewał alkohol do kieliszków. Czuła, że jej już go wystarczy na dzisiaj. - Nie wykonuję poleceń na ślepo z czystej ideologii. Jeżeli są choć trochę zgodne z moimi przekonaniami? To tak, jestem skłonna je wykonać. Jeżeli też ufam danej osobie, to również nie mam problemu z ich wykonaniem bez konieczności pytania o zdanie - odpowiedziała mając na myśli znacznie więcej niż mogłoby się na pozór z boku wydawać. A może to było dla niego oczywiste?
Michael Graham
-
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
W głębi serca jej współczuł, mógł próbować łączyć się w bólu, który nie był jego, lecz gdy stwierdziła, że sama idea posiadania dzieci zależy od większej liczby czynników, niż zwyczajnej chęci, wiedział, że nie tu tkwi sedno.
Jak człowiek jest zdesperowany, to wszystkiego się potrafi chwycić, cisnęło się na usta w temacie par próbujących ratować swoje związki, ale ograniczył się już tylko do skinienia głową. Jeszcze tego brakowało, by zaczął doszukiwać się kolejnych zbieżności do swoich problemów — bo choć pomoc znajomej i wzięcie z nią ślubu do złych uczynków nie należało, to cała szopka, którą odstawili dla rodziny i przyjaciół, była już zbędna. Czy sam był tonącym, sięgającym po brzytwę? Nie, tak też nie chciał się postrzegać. Tkwił w kropce i rozmowa z Marą tylko utwierdziła go w przekonaniu, że dalsze losy zależą wyłącznie od tego, jaką decyzję podejmie. Miał pod ręką wszelkie potrzebne narzędzia — wiedział do kogo się zwrócić i jakich słów użyć, miał w sobie siłę do ścierania się z trudną rzeczywistością i jedyne, czego mu brak, to odwaga. Kiedy się na nią zbierze? Może wkrótce się dowiemy.
Mówienie o kontroli i potrzebie trzymania władzy wcale go nie krępowało. To nie powód do wstydu, który chowa się głęboko na dnie serca i ukrywa przed resztą świata. Spełnianie tej potrzeby — wiedzy, dającej szeroki wachlarz możliwości — było mu potrzebne do życia, niczym powietrze, lecz nie przejawiało się poprzez zagarnianie wszystkiego dla siebie. Nikogo nie śledził, nie przeglądał cudzych wiadomości, nie podsłuchiwał rozmów. Zamiast tego skupiał się na przeświadczeniu o własnej wyższości, na zbieraniu danych i wyciąganiu zeń istotnych wniosków. Niejeden nazwałby to próżnością, chęć dzielenia się modus operandi, bezczelną łatwością w zdradzaniu sekretów, które mogły pogrążyć, zwłaszcza w połączeniu z myślą, że wszystko ujdzie mu płazem. Bo co mogło się stać? Odwróci się od niego, uzna za zuchwałego i aroganckiego? Wyjdzie, trzaskając drzwiami i nigdy więcej nie odpowie na wiadomości? Nie była mu winna zrozumienia, ale skoro pytała, nie widział przeszkód, by odpowiadać szczerze.
— To zależy. — Czyżby to było ich ulubione hasło? Już nawet nie starał się powstrzymać unoszących się kącików ust. Z każdą chwilą bawił się coraz lepiej — czy to za sprawą alkoholu, a może wybornego towarzystwa? — Ekscytujący był już sam fakt zapraszania cię tutaj. Zresztą przyznaję, że równie fascynujące jest częstowanie cię tymi sekretami, zwłaszcza ze świadomością, że możesz się nimi powoli delektować. Czy to sprawia, że mamy symbiozę? — rozważał na głos, doszukując się zbieżności. — Ale co, kiedy dotrzemy do granicy? Czy twoja pełna władza nade mną będzie nadal elektryzująca? Nie wiem, ale jestem skłonny zaryzykować.
Dyplomatycznie wybrnięte, rozsądne, pozostawiające przestrzeń do dalszej interpretacji. Jak rozważnie dobierała swoje słowa? Od momentu przekroczenia progu domu numer dwadzieścia trzy, miała jego uwagę i podtrzymywała intrygującą ciekawość. Czy taki był cel? No cóż, trzeba przyznać, że został osiągnięty.
— To zapytam w ramach czystej przyzwoitości, bo nie wiem na ile mi ufasz. — Słowem wprowadzenia odsunął od nich nieco kieliszki, by otwartą dłonią pogładzić wierzch lakierowanych mebli. — Mam cię wziąć przy blacie w hołdzie dla starych dobrych czasów, czy życzysz sobie przejść do sypialni? — spytał tonem, który pomimo powagi, nie miał w sobie przytłaczającego ciężaru, za to spojrzenie, które w niej utkwił, wtórowało intensywności, jakim sama go częstowała, zadając pytania.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zdecydowanie wyrażenie To zależy jest ich hasłem. Może nawet motywem przewodnim relacji ich łączącej? Gdyby ktoś się zapytał Mary co ją łączy z Michaelem, odpowiedziałaby…. To zależy. To zależy czy mówimy o roku 2007, 2019 czy lutym 2026. Trzeba było im przyznać, że ich szerokie podejście do tak wielu tematów było dosyć dojrzałe i może nawet niekiedy pomocne, gdyby się nad tym głębiej zastanowić. Nie wszystko było czarno białe. Nie na wszystko była jasna, jedna odpowiedź. Prawdopodobnie to cecha charakteru, ale i niewykluczone, że mieli to nieco narzucone z uwagi na wykonywany zawód. Czy to psychiatra czy chirurg - trzeba było spojrzeć na pacjenta jako całościowy obraz, a nie skupiać pełną uwagę tylko na jednym elemencie. Mara robiła notatki po spotkaniach terapeutycznych, aby właśnie niczego nie pominąć. Jeżeli danego dnia poruszany był temat dzieciństwa, to na kolejnych wiedziała, żeby wrócić do obszarów, które były tylko wspomniane, ale warte poświęcenia większej ilości czasu. Podejrzewała, że podczas operacji bywa podobnie - nie można było się skupić tylko na wycięciu bądź zszyciu jednego organu. Trzeba było nadzorować również pracę pozostałych jak na przykład to czy ciśnienie nie wzrasta. Przynajmniej tak jej się wydawało, bo jej wiedza w tym zakresie zaczynała się i kończyła na oglądaniu Meredith Grey i Cristiny Yang na ekranie telewizora.
- Lubisz, gdy inni się delektują twoimi sekretami?- spytała chcąc początkowo inaczej sformułować to pytanie i zapytać się tylko o siebie. Jednak po co z marszu się ograniczać? - Myślisz, że jestem w stanie uzyskać pełną władzę nad Tobą? Poznać wszystkie Twoje sekrety?- przechyliła głowę w drugą stronę, a w jej oczach zabłysnęły zadziorne iskierki. Było coś ekscytującego w tym, że mogłaby mieć nad nim władzę. Dlaczego? Sama tego nie wiedziała. Przynajmniej na razie.
Musiała mu przyznać, że to pytanie zadanie w taki sposób bez nawet krzty zawahania w głosie i spojrzeniu, sprawiło, że nagle w pomieszczeniu zrobiło się o wiele cieplej. Poczuła przyjemne łaskotanie w podbrzuszu i początkowo kąciki jej ust już unosiły się do góry, ale zaraz jednak zmarszczyła czoło wyglądając na zawiedzioną.
- Bardzo bezpośrednie pytanie zważając na fakt, że przywitałeś mnie bez żadnych kwiatów, a o alkohol musiałam zadbać sama- aż przewróciła oczami, bo co z niego za dżentelmen?! Dobrze, że chociaż ją zapytał o preferowane miejsce. Bo o to czy w ogóle tego chce, to jak widać już sobie darował.- Nie jestem łatwa, Michael. Wymagam od facetów minimum jak chociażby kwiaty. Jednak wyjątkowo przymknę dzisiaj na to oko ze względu na stare dobre czasy- jej twarz na nowo się rozchmurzyła, a ona nachyliła się w jego kierunku o dodatkowe centymetry. Liczyła, że dobrze zrozumie jej odpowiedź. Nie miała pojęcia, gdzie w tym domu jest sypialnia, ale przecież dawniej wystarczyła im tylna kanapa w starym BMW, które Graham dostał od ojca (czy inne Audi bądź Toyota, które Mara rozróżniała tylko po kolorach blachy). - A Ty? Gdzie chcesz mnie wziąć?- uniosła znacząco brew ciekawa jego odpowiedzi. Przecież najważniejsza jest zgodność!
Michael Graham
-
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
No tak, jak mógł zapomnieć o kwiatach! Powstrzymał się przed wywróceniem oczu i głośnym śmiechem, bo kalejdoskop emocji, jakie biły od Lakefield, choć były łatwe do zinterpretowania, wymagały odpowiedniej, teatralnej oprawy, jaką zamierzał podtrzymać.
— Takie są uroki spontaniczności. Przygotowane kwiaty oznaczałyby, że to zaplanowałem, a ja po prostu poddaję się temu, na co właśnie mam ochotę. — Gdy tylko się nachyliła, nie potrafił powstrzymać wzroku uciekającego na ułamek sekundy w kierunku odsłoniętego dekoltu. W pierwszym odruchu zacmokał do siebie z niezadowoleniem, ale zaraz wrócił jasnym spojrzeniem do jej twarzy. Zrobił krótki przystanek na pełnych ustach i osadził się na oczach. — Niemniej cieszę się, że po raz kolejny dajesz dowód swojej wyrozumiałości. — To się nazywa pogoda ducha i niezachwiana wiara w dobroć drugiego człowieka!
Z zadowoleniem za to przyjął dalszą dyskusję, bo choć oczywiście wolał dostać od Mary konkretną odpowiedź zamiast dodatkowego pytania, to nie przekreślało ono ciekawego rozwoju wydarzeń.
— A widzisz, dobrze, że pytasz, bo nie potrafię się zdecydować. Obie opcje mają swoje wady i zalety. — Wyprostował się i wyciągnął rękę, tym razem prosząc Lakefield, by podniosła się z miejsca i ustawiła do niego plecami. Skoro już ich wzięło na analizę, to warto było omówić każdy z aspektów, a nie było lepszego sposobu, niż poprzez próbowanie. — Kuchnia jest odpowiednia na szybką akcję. — Stanął nieco bliżej i ułożył dłonie w jej talii, bez podwijania materiału miękkiego swetra. Dotyk należał do tych z pogranicza delikatności i zdecydowania. — Daje wygodne podparcie i stabilny chwyt. — Odgarnął burzę rudych włosów na jedno ramię i nachylił kark, by ustami znaleźć się na wysokości jej ucha i kontynuować ściszonym głosem. — Lubię patrzeć ci w oczy, więc ta pozycja będzie stanowić problem, ale nie chcę za bardzo wybrzydzać. — Omiótł ciepłym oddechem płatek ucha, po czym przesunął dłonią wzdłuż kobiecych pleców i zmusił ją do pochylenia i wsparcia się o blat, by zaraz mocniej zacisnąć palce w talii, celem oczywiście zaprezentowania dostępnych opcji. — Plusem i minusem jednocześnie może być widoczność. Sąsiadka lubi czasem zaglądać przez okno i nie jestem pewien, czy taki obraz ją zachęci, czy też zniechęci do częstszych odwiedzin. — Takich widoków jeszcze u niego nie uświadczyła, ale może będzie to jakaś nauczka, by szanować cudzą prywatność? Wydostał brzeg swetra spod linii dżinsów i wsunął ciepłą dłoń między materiał, ruszając do podbrzusza. Kusiło, by pójść o krok dalej, by zsunąć spodnie do kostek i nie czekać na omówienie drugiej możliwości. Tyle że za bardzo podobała mu się ta cała zabawa w dorosłość, w badawcze podejście do sprawy i spotykanie się w połowie drogi. — Sypialnia zaś oferuje większą wygodę. Mieści się na piętrze, z okna jest widok na zamknięty ogród i bliżej stamtąd pod prysznic. Materac mam z gatunku tych twardszych, ale szybko się przyzwyczaisz i wprost nie będziesz się mogła oprzeć. — wymieniał kolejno, zachwalając zalety bardziej prywatnej przestrzeni. Pociągnął ją lekko ku sobie, by mogła się wyprostować i odwrócić przodem. Ręce nadal pozostawiał w jej talii i choć dawał jej wybór, możliwość wycofania się w każdym momencie, to ciało zdawało się mieć na ten temat inne zdanie. Jak jeszcze przed momentem w jego oczach tańczyły rozbawione ogniki, tak z każdą chwilą przybierały na intensywności. — Tam dochodzi jeszcze aspekt pewnej intymności. Nie zapraszam tu wielu osób, kochanek w ogóle, więc to dla mnie trochę krok ku zaangażowaniu, a na to nie wiem, czy jestem gotów. — Pominął obecność Jamie, bo gdy do niego przychodziła, planowali niby-randkę, która miała być pozbawiona podobnej bliskości. Tam też sytuacja zmieniła się dynamicznie, ale nawet wtedy ograniczali się do przestrzeni salonu, dlaczego teraz dopuszczał myśl, by miało być inaczej? — I jak, czy teraz coś bardziej do ciebie przemawia? — Uśmiech nadal błąkał się na jego twarzy, a wzrastająca w pomieszczeniu temperatura — to musiała być wina kominka, a nie alkoholu i gnającej przed siebie wyobraźni — sprawiła, że policzki zaczynały się czerwienić, jasno zdradzając ekscytację, która jeszcze przed momentem była wyłącznie motywem rozmowy.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
A tym było między innymi to, że jego wzrok wciąż uciekał w te same rejony co dawniej. Pewnie połączenie alkoholu i dawnej znajomości sprawiało, że to Marze niezbyt przeszkadzało, a nawet schlebiało. Tym bardziej, że pomimo upływu lat i widocznej siwizny, to jej były się całkiem nieźle zestarzał. - To byłoby okropne, gdybym ponownie przyznała Ci rację, więc uznajmy, że cieszę się będąc przez ciebie doceniana- może i nie użył dokładnie tych słów, ale rudowłosa poddała je własnej interpretacji, która chyba była dozwolona. Trochę się też z niego oczywiście zgrywała, bo skubany nieźle z tego wybrnął. Faktycznie lekarze są inteligentni.
Lekarze są też warci zaufania. Przynajmniej Michael według niej był i mu ufała tak bardzo, że nie musiał pytać. Natomiast dzisiejszy dzień pokazał im, że bawią się dosyć dobrze zadając sobie odpowiednie pytania, na które druga osoba niekoniecznie odpowie wprost. Nie spodziewała się jednak pewnej formy przedstawienia, ale kiedy poprosił ją, żeby wstała i podeszła, nie mogła odmówić. Żałowałaby, gdyby mu odmówiła. Momentalnie jej puls przyspieszył, gdy zgarnął jej włosy i poczuła jego gorący oddech na wrażliwej skórze na szyi. Każde kolejne słowa działały na nią coraz bardziej czując rosnące w niej pożądanie. Było ono już na takim poziomie, że stojąc pochylona z jego ręką na podbrzuszu miała ochotę mu przerwać i powiedzieć, że już wie, że wybiera kuchnię. Była jednak cierpliwa i potrafiła jeszcze panować nad sobą, chociaż gorący i przyjemny dotyk, którym obdarzał jej nagą skórę, powodował, że ta cierpliwość zanikała bardzo szybko, a jej miejsce zajmowała chęć przejęcia władzy nad nim. Byleby już mogła poczuć więcej.
Gdy w końcu stanęła z nim twarzą w twarz, mógł dostrzec jej zaróżowione policzki oraz pociemniałe spojrzenie. Nie było już zadziorne i rozbawione. Ich ciała już doskonale wiedziały dokąd to zmierza. Nawet jeśli żadne z nich tego nie planowało, skoro kwiatów zabrakło, to tylko dodawało wszystkiemu dreszczyk ekscytacji. Jej wyobraźnia szalała, gdy wyobrażała sobie też wszystkie miejsca i pozycje, które opisywał. Wiedziała już co wybrać, gdy wtedy powiedział coś, co ją powstrzymało przed tym wyborem.
- Hmm zdajesz sobie sprawę, że w sypialni wskazałeś znacznie więcej plusów?- spytała zanim zdążyła się ugryźć w język, ale nie pozwoliła mu na odpowiedź i kontynuowała. - Jednak po szybkiej analizie, nie skusiłabym się na żadne z tych miejsc- najbardziej przekonywała ją jego sypialnia w tym momencie, ale skoro sam przyznał wprost, że nie jest chyba na to gotów, nie chciała wywierać na niego presji. Oczywiście część jej było miło, że nie została wrzucona do worka o nazwie Kochanki, ale ostatnie czego teraz by chciała, to psuć nastrój, który zbudowali przez ostatnią godzinę.
Tym bardziej, że jej ciało do niego lgnęło. Czując jego dłonie na swojej talii, nie mogła się dłużej powstrzymywać, by własnymi nie wsunąć pod jego koszulkę na znajome, gorące ciało.- Co za to myślisz o łazience?- spytała unosząc znacząco brew, gdy palcami wodziła po boku wzdłuż jego brzucha. - Kuchnia zdecydowanie jest dobrym wyborem do szybkiej akcji, ale na piętro tak daleko nie jest. Chyba jeszcze dasz radę wejść po schodach staruszku?- nie mogła się powstrzymać, by nie rzucić jeszcze żartem. W tym czasie przesunęła dłonie na jego plecy, które zaczęła (jeszcze) delikatnie naznaczać paznokciami. - Tam też moglibyśmy zadbać o stabilny chwyt, a gdybyś chciał spojrzeć w moje oczy to stamtąd jest niedaleko do sypialni na ewentualną drugą rundę- początkowo utrzymywała wzrok tylko na jego oczach, ale coraz częściej uciekał też na jego wilgotne wargi. Czy wciąż smakują tak samo? Zsunęła dłonie w dół, aż napotkała krawędź spodni. Przejechała dłonią wzdłuż nich, aż jej palce znowu znalazły się z przodu. Wtedy pozwoliła sobie , by wsadzić dłonie kilka centymetrów wgłąb w spodnie. Tylko na tyle, aby móc musnąć go po podbrzuszu.- Poza tym w łazience mamy też intymność, a nasza obustronna otwartość do zmiennych czynników nie wyklucza chyba pozycji z patrzeniem w oczy także pod prysznicem?- i chociaż o oczach teraz była mowa, to jej wzrok coraz częściej uciekał na usta, a dłońmi w końcu chwyciła materiał spodni, aby przycisnąć jego uda jeszcze bardziej do własnych. Tak, oczywiście to tylko wina alkoholu i kominka, że jej ciało zaczynało pomału płonąć. Tylko, że teraz płonęło z pożądania, które udało mu się skutecznie w niej rozpalić.
Michael Graham
-
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Brew drgnęła w wątpliwości, gdy padło zastrzeżenie wobec obu proponowanych miejsc, ale twarz prędko pozbyła się ich, ustępując uśmiechowi. Cenił sobie proaktywną postawę i wysunięcie własnej propozycji, choć sama łazienka była mniej spodziewanym miejscem, zdecydował się przyjąć bez zawahania.
— Doskonały pomysł. W łazience jest dość spore lustro, sądzę, że będzie pewnym substytutem patrzenia w oczy. — I nie tylko w oczy, biorąc pod uwagę, że tafla obejmowała połowę ściany nad umywalką, dając możliwość obejrzenia się z więcej, niż jednej strony. Poza tym wspomniana druga runda brzmiała już jak marzenie, którego spełnienie czekało na wyciągnięcie ręki. Kim był, aby się temu sprzeciwiać? — Kiedy nadejdzie dzień, w którym nie będę w stanie wejść po schodach, zrób mi tę przysługę i mnie dobij. — Może niekoniecznie w wirusówce, która przykuje go do łóżka, ale wszelka niedołężność i utrata panowania nad własnym ciałem przerażały go do tego stopnia, że wolał opuścić ludzki padół, zamiast być dla kogoś ciężarem. Teraz rzucone słowa brzmiały ironicznie, ale obawa była w nim głęboko zakorzeniona, stanowiąc nieprzyjemne widmo, chociażby wtedy, gdy postrzelony na misji był odcięty od życia.
Paznokcie znaczące tył pleców okazały się przyjemnie elektryzujące i nie sposób powstrzymać biegnącego przez ciało dreszczy, czy wydostającego się spomiędzy ust pomruku. Wyobraźnia gnała przed siebie, roztaczając przed Grahamem przyjemne kuszące wizje. Nie opierał się przyciąganiu, tylko skorzystał z okazji, by wpleść palce między rude włosy i pociągnąć lekko, zmuszając Marę do mocniejszego zadarcia brody. Bez dalszych rozważań złączył ze sobą ich wargi, całując bez większego pośpiechu, za to głęboko i dojrzale, jakby towarzyszące podobnym spotkaniom skrępowanie wcale go nie dotyczyło. To wtedy uderzyło go, że kiedy po raz ostatni smakował jej ust na pożegnanie, nadal ją kochał — ba, kochał ją później jeszcze przez dłuższy czas, łudząc się, że rozłąka wcale nie okaże się dla ich związku śmiercionośna. Tęsknił za nią, póki rzeczywistość nie rozluźniła kontaktu, brutalnie sprowadzając na ziemię i zmuszając do zapomnienia o tym, co trzymało go w przeszłości. Myśl ta nie okazała się jednak przytłaczająca, czy zniechęcająca, a wręcz przeciwnie — zapragnął jej jeszcze bardziej, jakby popychała go chęć ponownego poczucia się w ten sam sposób.
— Wobec tego zapraszam na górę — wymruczał, odsuwając się o krok, ale nie oderwał się całkowicie, ujmując jej dłoń własną i zaprowadził terapeutkę po schodach na piętro.
Sypialnia, przez którą przeszli, była skąpana w półmroku. Ciemne, butelkowe ściany i głębokie drewno parkietu w połączeniu z ciężkimi zasłonami zdecydowanie dawały poczucie intymności, o którym wcześniej wspominał. Graham niemal nigdy ich nie rozsuwał, pozwalając, by słoneczne, czy księżycowe światło wpadało wyłącznie przez wąskie szpary w kotarach, bo kiedy trafiał tu po ciężkim dyżurze, wolał, aby żaden promień go nie rozpraszał. Łóżko było pościelone i przykryte granatową kołdrą, a wokół panował względny porządek. Na fotelu leżały spodnie do biegania, a na szafce nocnej szklanka z niedopitą wodą. Drzwi do garderoby były uchylone, a pomimo niezaświeconego w niej światła, można było dostrzec równo ułożone ubrania. Michael pomimo ciągłego zapracowania, lubił utrzymywać porządek, wszystkie ciuchy trzymając poskładane lub wyprasowane na wieszakach, ot, wojskowe przyzwyczajenie. Prowadząc ze sobą Marę, nie zatrzymał się w pokoju, tylko poprowadził dalej do połączonej z sypialnią łazienki. Oszczędził im obojgu mocnego, górnego światła, zamiast tego błysnął kinkiet przy lustrze, które w istocie miało pokaźny kształt, rozciągając się nad długim blatem z umywalką, najwidoczniej zaprojektowanym przez poprzednich właścicieli dla dwóch korzystających z łazienki osób. Tu, wśród ciepłych, beżowych kafli, również panowała czystość, także wokół przestronnej wanny, ewidentnie rzadko użytkowanej, co pod prysznicem przesłoniętym szklaną ścianką. Ta nosiła jeszcze ślady niknącej pary, co łączyło się w jedną całość z wilgotnymi włosami Michaela, z którymi przywitał Lakefield w drzwiach.
Puścił kobiecą dłoń, uruchomił prysznic i rozległ się trzask płynącej z deszczownicy wody. Posłał Marze pytające spojrzenie, jakby sprawdzając, czy takie warunki jej odpowiadają, po czym zdjął swój tshirt oraz spodnie i bokserki, odrzucając je na blat przy umywalce, prezentując się w całej swej okazałości, z siecią drobnych blizn na ciele i nabrzmiałą żądzą. Pragnął jej od momentu, gdy ich spojrzenia złączyły się przy prezentacji odpowiedniego picia tequili, z każdą chwilą coraz bardziej. Początkowo nie był pewien, gdzie leży granica między żartem a poważną zgodą, ale gdy tylko poczuł na sobie jej ciepłe dłonie, wiedział, że ciężko mu będzie odsunąć od siebie wizję spełnienia.
— Wolisz gorącą, czy chłodną wodę? — spytał, choć odruchowo puścił letnią dla łatwiejszej manipulacji. Pytanie padło ściszonym głosem, bo przysunął się do terapeutki i zaraz bez wahania wpił w jej wargi. Była w tym pasja, ale nie gorączkowo namiętna, a głęboka, jakby skrywana przez lata tęsknota wreszcie odnalazła źródło ujścia.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jednak ten plan jak na razie zszedł całkowicie na bok, gdy tylko mężczyzna zadał jej pytanie, gdzie ma ją wziąć. Teraz wybór miejsca stał się ich głównym celem do osiągnięcia, co jak widać poszło całkiem sprawnie, a jej własna propozycja przyjęta z entuzjazmem. - Oh doskonale- przytaknęła już z lekko rozmarzonym spojrzeniem, gdy oczami wyobraźni widziała to lustro i ich w odbiciu. - Możemy to gdzieś zapisać, żeby żadne z nas o tym nie zapomniało? Tak na wszelki wypadek- skomentowała pół żartem pół serio, bo akurat miała takie samo podejście co Graham. Szanowała wolę każdego człowieka i skoro takie byłoby jego życzenie, zrobiłaby wszystko, aby je spełnić. Ale to nie był teraz czas i miejsce na takie rozważenia.
Tym bardziej, gdy w końcu ją pocałował. Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust, a ciało momentalnie rozluźniło, jakby czekała na ten moment znacznie dłużej niż kilkadziesiąt minut. Mimo żartów sprzed chwili o starości, to jego wargi smakowały młodością, wolnością i nadzieją. Przypominały jej czasy szkoły średniej, gdy życie wydawało się prostsze i szczęśliwsze, a u jej boku był chłopak, w którym była zakochana bez pamięci. Minęło tak wiele lat, że przez chwilę sądziła, że ten pocałunek będzie całkowicie inny niż go zapamiętała, ale nagle poczuła się jakby cofnęła się do tych błogich, nastoletnich lat. Ten pocałunek przypomniał jej jak kiedyś razem byli szczęśliwi, ale nie w tej nostalgiczny sposób, a ten ciepły, przyjemny, namiętny.
Nie chciała się odsuwać, chciała więcej i przez ułamek sekundy już chciała zmienić zdanie, by zostać jednak w kuchni. Lecz przyhamowała swoje żądze i ruszyła z nim na górę. Nawet nie kryła się z tym, że rozglądała się wokół. Musiała ocenić jak urządził resztę domu, a widok przyciemnianej sypialni ją uderzył. Tak, tutaj bez wątpienia była intymnie, chociaż przez chwilę się zastanowiła czy nie za bardzo ponuro? Lecz co tam będzie narzekać. Najważniejsze, żeby łóżko miał duże i wygodne, bo tak - po tym pocałunku wiedziała, że będzie chciała i je przetestować. Kątem oka dostrzegła też porządek w garderobie, co akurat wywołało w niej chwilową konsternację- czy zawsze taki był? Ona miała bzika na punkcie czystości i segregowała czy to ubrania kolorami czy płyty kategoriami. Ale Michael? Nie mogła sobie przypomnieć jaki był dawniej.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Michael Graham