-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To wcale nie oznacza, że możesz przestać mi o tym przypominać — zastrzegła z zawadiackim uśmiechem. W rzeczywistości jednak nie potrzebowała nieustannych komplementów ani wychwalania pod niebiosa. Evina doskonale o tym wiedziała. Zaylee znała umiar i potrafiła czerpać radość z tego, co jej oferowano, nie domagając się niczego więcej.
Musnęła jej usta w krótkim, delikatnym pocałunku, jednocześnie wędrując dłonią po materiale biustonosza. Nie było to jednak nic, co zmusiłoby je do zrywania z siebie ubrań. Miller mogłaby pozwolić sobie na dalszą namiętność, ale tym razem wolała powstrzymać się przed ucieczką w seks. Chciała zatrzymać tę chwilę taką, jaka była. Podobne momenty zdarzały się rzadko. Właściwie można byłoby policzyć je na palcach jednej ręki, bo zazwyczaj sprzeczki niwelowały pieprzeniem się gdzie popadnie. Także na tym blacie.
Przygryzła lekko płatek ucha narzeczonej, a kiedy ta rzuciła sugestię o poprawie komunikacji, Zaylee odchyliła się i spojrzała na nią trochę tak, jakby zobaczyła ją pierwszy raz w życiu. Okej, to już pewne. Ktoś podmienił jej kobietę. Swanson nigdy nie powiedziałaby czegoś takiego sama z siebie. A może po prostu nagle doznała oświecenia? W końcu obie powinny dojrzeć do rozmów, skoro wkrótce miały zostać matkami na pełen etap, a pod ich domem na stałe zamieszka dziewięcioletni chłopiec, który widział więcej niż im się wydawało.
— Już dawno powinnyśmy się tym zająć — odparła i uniosła wolną rękę, aby odgarnąć Evinie pojedynczy kosmyk włosów za ucho. — Od czego chcesz zacząć? — zapytała, bo dlaczego nie wdrożyć tych działań od razu? Miały ku temu świetną okazję.
Były ze sobą przeszło rok, planowały ślub i dopełniały formalności w kwestii adopcji, więc chyba najwyższa pora przestać udawać, że wszystko było w porządku. Obie wiedziały, że takie zwlekanie tylko pogorszy sprawę. A jeśli znów odłożą coś na później, to później nigdy nie nadejdzie i ponownie znajdą się w punkcie wyjścia, zamykając błędne koło. Żadna z nich nie potrzebowała kolejnej powtórki z rozrywki. Gdyby to zdarzyło się pierwszy raz, wtedy można byłoby przymknąć oko, ale seks nie mógł być bezustannie rozwiązaniem ich wszystkich problemów, które finalnie zostawały zamiecione pod dywan.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Przypominałabym, ale jeszcze dostałabyś przerostu ego - zaśmiała się, przynajmniej chwilowo wpadając w znajomy rytm zaczepek, którymi często się wzajemnie raczyły.
Nie miała problemu z tym, aby prawić narzeczonej komplementy. Czym innego było przyznawanie jej racji w momencie, gdy faktycznie okazywało się, że to ona miała rację a nie Swanson, ale na ogół potrafiła rzucić jej miłe słówko czy dwa. Nigdy nie były to peany gotowe zapełnić w całości tomiki poezji, ale na pewno była to garść dobrze brzmiących pochwał, które były warte o wiele więcej niż mogłoby się zdawać.
Przesunęła dłońmi wzdłuż ud Zayee i zatrzymała się tuż przy linii bioder. Tak łatwo byłoby przekroczyć tę linię i popaść w dobrze znany rytm, ale żadnej z nich nie było do tego spieszno. Nie miały na to ochoty. Inaczej podłoga w kuchni już dawno byłaby pokryta ich ubraniami, a blat służyłby jedynie do utrzymywania dogodnej pozycji podczas lubieżnego aktu. Nie były nigdy fankami przydługich gier wstępnych. Zamiast tego niemal od razu przechodziły do rzeczy. Tym razem jednak było inaczej... Był jedynie przyjemny dotyk i leniwe pocałunki, które wcale nie musiały do niczego prowadzić. Chodziło wyłącznie o pełną komfortu bliskość.
Wydała z siebie przyjemny pomruk, który jednak nie trał zbyt długo, bo zaraz narzeczona zamarła na chwilę, aby spojrzeć na nią tak jakby oszalała. Może i tak było. W normalnych okolicznościach zapewne nigdy podobne słowa nie przeszłyby detektywce przez gardło, ale chyba była wystarczająco zmęczona tym dziwnym napięciem oraz zaburzoną gospodarką hormonalną, która ją dobijała od ostatnich kilku dni.
- Powinnyśmy, ale nie umiemy rozmawiać o takich rzeczach... - mruknęła i na chwilę jeszcze uśmiechnęła się do niej zawadiacko. - I za bardzo lubimy jednać się pieprzeniem w całym domu.
To był ostatni żart na jaki sobie pozwoliła nim spoważniała i zastanowiła się uważnie. To był właśnie największy problem, bo nie miała pojęcia jak właściwie powinny się do tego zabrać. Inaczej pewnie już dawno by coś wspólnie wymyśliły.
- Na pewno powinnyśmy więcej mówić... O tym jak się z czymś czujemy. Mówić kiedy coś nam się nie podoba i nie zostawiać miejsca na domysły - rzuciła, ale zdawała sobie sprawę z tego, że był to jedynie frazes, który pewnie gdzieś zasłyszała.
Westchnęła ciężko. Intencje były. Gorzej było z działaniem, bo przez kilkadziesiąt lat działała w pewien określony sposób, a teraz chciała to kompletnie zmienić. Wszystko dla swojej przyszłej żony i syna.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z czasem wytworzyły więź, która opierała się na wzajemnym testowaniu granic, ale też na rosnącym, niechętnie przyznawanym szacunku. Z biegiem czasu ich przepychanki przestały być czystą wrogością. Stały się rytuałem. Ostre dialogi na sali sekcyjnej, ironiczne komentarze rzucane na miejscu zbrodni, wymowne spojrzenia i krótkie wymiany zdań, gdy sprawa zaczynała się komplikować. Coraz częściej rozumiały się bez słów. Coraz rzadziej musiały coś tłumaczyć. Żadna z nich nie potrafiła przyznać tego na głos, ale nauczyły się na sobie polegać. Nawet jeśli wciąż udawały, że to tylko kolejna zawodowa potyczka.
A potem? Potem okazało się, że stanowią naprawdę zgrany duet. Taki, w którym tarcia nie niszczą, a napędzają. W którym różnice nie dzielą, ale uzupełniają się w najbardziej nieoczywisty sposób. I tak zostało do dzisiaj.
— To ty nie potrafisz rozmawiać o takich rzeczach — mruknęła, składając pocałunek w kąciku ust narzeczonej. — Wiecznie trzeba ciągnąć cię za język — powiedziawszy to, złapała zębami za jej dolną wargę, jakby chciała to zaprezentować. — Ja mogę się pieprzyć i rozmawiać jednocześnie. Mam podzielność uwagi i jestem wielofunkcyjna — dodała z lekkim rozbawieniem w oczach, kiedy wyprostowała się i zsunęła Swanson ramiączko od stanika.
Powinny więcej mówić? Zaylee przechyliła głowę i spojrzała pobłażliwie na narzeczoną. No shit, Sherlock. Zabrała ręce i wyciągnęła je do tyłu, zapierając się o blat. Cały czas jednak oplatała nogami biodra Eviny, nie pozwalając jej odsunąć się ani o centymetr.
— W porządku — przytaknęła skinięciem głowy. — W takim razie zacznijmy od tego, że jak nie będziesz miała nastroju na szybki numerek w prosektorium, to najpierw wyjaśnij mi, dlaczego, bo zwykłe nie mam ochoty jakoś do mnie nie przemawia — wyrzuciła z siebie w końcu to, co od kilku dni nie dawało jej spokoju. Dotychczas Swanson mogła snuć tylko domysły, chociaż musiała podejrzewać, o co chodziło Miller. Nie była aż tak skomplikowana i miała dość proste potrzeby.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wielu z ich spotkań nie dało się określić inaczej niż tylko próbą charakterów. Zaylee starała się wykazać, że była kompetentna oraz odmawiała podporządkowania się starszej detektywce, która chciała jak najszybciej uzyskać od niej wyniki sekcji oraz wnioski, które mogła wyciągnąć z oględzin ciała. Swanson wiedziała, że takie rzeczy nie trwają kilku minut, ale zawsze podkreślała, że chciała mieć informacje koronera tak szybko jak tylko było to możliwe. Tylko, że Miller nie tolerowała pewnych odzywek, do których starsi koronerzy już dawno przywykli, żyjąc w dobrej komitywie z policjantką. Właśnie dlatego ścierały się ze sobą raz za razem.
Obopólna niechęć prowadziła do częstych złośliwości i przepychanek słonych, które stały się ich zwyczajem. Często starały się sobie uprzykrzać pobyt w pracy. Evina już wtedy miała w zwyczaju nachodzić koronerkę, gdy tylko miała na to ochotę jedynie dlatego, że miała jakieś niezwykle istotne pytanie, które wymagało od niej konsultacji z lekarzem medycyny sądowej. Po dłuższej współpracy z koronerką wiedziała już, że ta naprawdę posiadała wiedzę oraz umiejętności, które zasługiwały z pewnością na szacunek. Nawet nie zauważyła kiedy w zaczepkach i drobnych złośliwostkach, które sobie rzucały pojawił się lekki i niemal niewyczuwalny flirt.
Teraz z kolei znajdowały się właśnie w tym punkcie. Ponad rok od momentu, gdy pozwoliły na to, aby między nimi pojawiło się coś więcej. Nie żałowały tego choć na samym początku z pewnością pojawiały się wątpliwości. Zwłaszcza po stronie Swanson, która nie była pewna tego czy dużo starsza rozwódka z bagażem życiowym w pewnym momencie nie stanie się dla niej dużo mniej atrakcyjną opcją. Wyglądało jednak na to, że obie bezpowrotnie przepadły, gdy pozwoliły sobie na to, aby się w pełni oddać swoim uczuciom.
- Dobra. Nie potrafię - przyznała i z trudem powstrzymała się od tego by nie wpić się namiętniej w usta Zaylee, co skutecznie utrudniłoby im prowadzenie dalszej rozmowy. - Nie wątpię w to, że masz podzielność uwagi, ale chyba nieco się przeceniasz. Widziałam wielokrotnie jak nie byłaś w stanie sformułować jakiegokolwiek sensownego zdania, gdy robiło się bardziej intensywnie...
Sama nie była lepsza. Wcale nie zamierzała temu zaprzeczać. Zresztą miały wtedy o wiele lepsze zajęcia niż prowadzenie jakiegokolwiek dialogu i to właśnie na nich Evina wolała się skupić w pełni.
Zahaczyła jednym z kciuków o szlufkę spodni narzeczonej. Druga dłoń z kolei wsunęła się lekko pod materiał koszulki koronerki. Delikatnie przejechała paznokciami po skórze tuż nad biodrem. Na tyle lekko, że nie pozostał po tym nawet najmniejszy ślad po czym wydała z siebie niezbyt zadowolone mruknięcie, bo oczywiście musiały wrócić do tej kwestii, która ostatnio je męczyła.
- Zaylee... - zaczęła dosyć niepewnie, nie bardzo wiedząc jak właściwie powinna dalej poprowadzić rozmowę. - Czasami może się zdarzyć, że nie będę do końca w nastroju i to nie będzie w żadnym stopniu twoją winą ani nie będzie świadczyło o tym, że nie działasz już na mnie tak samo.
Nie chciała, aby tak to wyglądało. Miller nie miała powodów do tego, aby jej myśli zmierzały w podobnym kierunku. W końcu nie potrafiła sobie wyobrazić scenariusza, w którym koronerka nagle przestałaby dla niej być atrakcyjna.
- Mogę nie być w nastroju... Być zmęczona, nie mieć energii lub być zirytowana i nie mieć ochoty na cokolwiek - wyjaśniła powoli, ale miała nadzieję, że Zaylee faktycznie zrozumie, co miała na myśli.
Miller powinna zrozumieć. Wiedziała dokładnie z kim się związuje i jakie wyzwania może w ich przypadku przynieść różnica wieku. Największym wyzwaniem w ich życiu wydawało się właśnie to, że Evina znajdowała się w momencie, gdy przechodziła przez niezbyt chwalebny etap przekwitania, który wiązał się między innymi z wahaniami nastrojów oraz niebezpiecznym rozdrażnieniem.
- Byłam wykończona, a myśl o tym, że miałabym się znowu przeciskać przez cały budynek pełen ludzi, którzy mieliby mi zawracać dupę sprawiała, że się skręcałam - wyjaśniła w końcu, bo nie mogła dłużej trzymać jej w niepewności.
Zasługiwała na pełną odpowiedź. Nie chciała jej dłużej zwodzić, a i powinny w końcu zamknąć ten temat, aby nie mógł już więcej namieszać w ich związku.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słuchała jej uważnie, patrząc prosto w oczy i nie dając rozproszyć się dotykiem. W innym wypadku już dawno siedziałaby na tym blacie całkiem naga.
— Evina — zaczęła podobnym, spokojnym tonem. — Nawet nie przyszłoby mi do głowy, że mogłabym nie działać na ciebie w taki sam sposób — oznajmiła, bo wcale się tego nie obawiała. A może powinna? Świetnie, teraz będzie o tym myśleć. Dobra robota, Swanson, oby tak dalej.
Zawsze była przekonana, że Evina nie znalazłby nikogo tak wyjątkowego jak ona,. Ale czy naprawdę była taka niezastąpiona? Czuła, jak w jej wnętrzu rodzi się nieznana dotąd mieszanka ciekawości i niepewności, jakby nagle świat, który dotąd wydawał się prosty i przewidywalny, zaczął układać się w nowe, nieznane wzory. Potrząsnęła głową, próbując pozbyć się tych pojebanych myśli.
Dalsza część wypowiedzi narzeczonej miała już znacznie więcej sensu. Oczywiście, że Miller wszystko rozumiała. Nie śmiałaby mieć nawet żadnych pretensji. Doskonale zdawała sobie sprawę z dzielącej ich różnicy wieku i jak to wszystko może wyglądać w przyszłości. Potrzebowała jednak jasnych komunikatów. W teorii była domyślna, ale w praktyce górowały nad nią emocje.
Uniosła dłoń i przycisnęła ją sobie do nasady nosa.
— Właśnie dlatego musisz mówić mi o takich rzeczach — powiedziała, znowu wpatrując się w błękitne tęczówki narzeczonej. Kochała te oczy. — Nie siedzę w twojej głowie. Od początku naszego związku próbuję ci uświadomić, że im więcej będziemy ze sobą rozmawiać, tym łatwiej unikniemy takich sytuacji. Nie byłam na ciebie zła. No dobrze, trochę byłam, bo jak w ogóle mogłaś mnie zbyć. Ale to, co teraz powiedziałaś, brzmi o wiele lepiej niż zwykłe nie mam ochoty — ujęła twarz Swanson w dłonie, delikatnie gładząc jej policzki kciukami.
Czasami odnosiła wrażenie, że ich dziewięcioletni syn lepiej komunikował swoje potrzeby, potrafił jasno wyrazić, czego chce i czego mu brakuje, niż sama Swanson. To było nie tylko zabawne, ale i trochę przygnębiające, że potrzeba było ponad roku, żeby wreszcie zaczęły ze sobą rozmawiać, zamiast znów uciekać w fizyczną bliskość, która dotąd pełniła rolę zastępczego języka uczuć.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Evina nie zamierzała się wykłócać. Każda z nich żyła w swojej fantazji. Nie było to jednak coś, co musiały definitywnie rozstrzygnąć, a coś podpowiadało Swanson, że nawet jeśli podjęłaby się szlachetnej próby nagrania materiału dowodowego to jej misja zapewne i tak okazałaby się porażką, bo zapomniałaby kompletnie w kluczowym momencie o tym, że miała włączyć gdzieś nagrywanie lub przygotować sprzęt.
Wiedziała jak poważnie Miller podchodziła do tej rozmowy. To nie był pierwszy raz, gdy dotykały podobnych tematów. Detektywka już miewała różne wątpliwości i chociaż wydawało się, że miały już za sobą wszelkie rozmowy na temat różnicy wieku i problemów z nią związanych to mimo wszystko to była kwestia w pewien sposób właśnie z tym związana.
- Wiem, że jesteś świadoma tego jak cholernie atrakcyjną kobietą jesteś, ale... Na pewno nie miałabyś takiej myśli, gdybym nagle przestała mieć ochotę na seks zawsze lub wszędzie? Albo gdybym nie reagowała tak jak wcześniej? - dopytała, chcąc, aby obie zdecydowały się na szczerość.
Evina wiedziała, co mogło ją czekać. Oczywiście nie było powiedziane, że wszystkie objawy przekwitania będzie musiała odhaczyć niczym listę rzeczy do zrobienia. Wciąż jednak obawiała się tego, że w pewnym momencie ich seks nie będzie taki jak do tej pory i czy Zaylee w związku z tym nie dojdzie do wniosku, że może nie ma już w sobie tego samego uroku lub powinna starać się bardziej. Takie irracjonalne myśli często nachodziły człowieka nawet jeśli zdawał sobie sprawę z tego, że coś nie jest jego winą.
Ciężko było jej mówić o tym wszystkim, bo mimo wszystko nie chciała często dopuszczać do siebie myśli o tym, że miała już swoje lata i wiązały się z tym pewne konsekwencje oraz ograniczenia. Coraz bardziej jednak uświadamiała sobie, że choćby tego naprawdę chciała to pewnych rzeczy nie była w stanie przeskoczyć.
Nie chciała teraz w żaden sposób dobijać Zaylee i sprawiać, że zaczęłaby myśleć o sobie gorzej, ale musiały o tym porozmawiać, aby później uniknąć podobnych wątpliwości oraz odczuć.
- To wszystko brzmi dobrze w teorii - westchnęła i zatrzymała jedną z dłoni tuż pod żebrami narzeczonej, muskając jedynie najniższe z nich kciukiem. - Niby wiem to wszystko, ale gdy przychodzi co do czego to nie potrafię o tym myśleć. To te momenty, gdy chcę po prostu świętego spokoju.
Bo kiedy wszystko wokół irytowało lub wywoływało nieznośne zmęczenie to nie potrafiła ułożyć dłuższej wypowiedzi. Zaczynała być bardziej mrucząca i marząca o tym, aby każdy poszedł w cholerę.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale żeby od razu mieć myśli, że mogłaby stać się w oczach Eviny mniej pociągająca? To była przesada. Właśnie dlatego, że Zaylee znała swoją wartość, do tej pory nawet się przemknęło jej to przez głowę. Nie podejrzewałaby, że pewnym momencie po prostu jej się znudziła. To nie był ten etap znajomości. Ona sama nie szukała niczego innego i miała z nią wszystko, czego potrzebowała. W porządku, seks w życiu Miller był dość istotnym aspektem, ale jeśli będzie go mniej, nie rzuci się natychmiast w ramionach kogoś innego. Z wiekiem ukochana nie zrobi się dla mniej mniej atrakcyjna, bo to tak nie działało. Kochała ją za wiele rzeczy, nie tylko za wygląd.
— Nie — odparła zgodnie z prawdą. Nawet pokręciła głową, żeby jej słowa miały jeszcze większy wydźwięk. — Absolutnie. Ale teraz już nie jestem pewna, bo podstawiłaś mnie pod ścianą i wszystko, co powiedziałaś będzie kazało mi się nad tym zastanawiać. Ale spokojnie, nie potrzebuję zapewnień — uniosła rękę, żeby przypadkiem Swanson nie weszła jej w słowo. Sama musiała sobie to rozłożyć na czynniki pierwsze i odpowiednio przetrawić.
Nie potrafiła do końca postawić się w jej sytuacji. Minie jeszcze kilka lat, zanim hormony zaczną jej odpierdalać takie dzikie bansy, a przecież Zaylee już teraz była wystarczająco wybuchowa. Aż strach pomyśleć, co będzie wtedy! Mimo wszystko, chciała być dla Eviny w tych trudnych momentach i stawać się lepszą wersją siebie, a nie dąsać się jak małolata, bo miała takie widzimisię i załączał jej się tumiwisizm.
— To musisz się postarać — stwierdziła i złapała za materiał jej koszulki, który podciągnęła do góry, zmuszając Swanson do uniesienia rąk. Rozmawiały, ale zawsze mogły to robić w przyjemniejszym otoczeniu. — Nie odpychaj mnie, tylko spróbuj wyjaśnić na tyle, na ile będziesz potrafiła. Bez burknięć pod nosem. A ja nie będę naciskać, odwracać się na pięcie i milczeć przez następne dni — nachyliła się i musnęła jej usta w krótkim, ale słodkim pocałunku.
Ten układ wydawał się uczciwy. Obie nad sobą popracować i mieć na uwadze, że wkrótce zamieszka z nimi bystry dziewięciolatek, który potrafił wyczuwać emocje lepiej, niż niejeden dorosły. Sammy od razu rozpoznawał ich nastroje, a potem obwiniał się za coś, co w ogóle go nie dotyczyło. Nie mogły pozwolić, żeby ich nastroje zaczynały się na nim jakkolwiek odbijać. Dzieciak potrzebował normalności, a nie dodatkowego stresu.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie podejrzewałaby z pewnością Zaylee o to, że mogłaby szukać dodatkowych wrażeń w ramionach kogoś innego. Wiedziała jednak, że Miller miała swoje potrzeby i chciała je w pełni zaspokajać, aby mieć pewność, że narzeczona ma wszystko, co najlepsze. Nie chciała, aby czegokolwiek jej zabrakło.
- Wybacz... Nie chciałam cię tak przypierać do muru - zapewniła ją, gdy już tylko koronerka dała jej w końcu dojść do słowa.
Może to właśnie hormony przez nią przemawiały. Zaczynała niepotrzebnie analizować oraz układać w głowie czarne scenariusze, które w zasadzie nie miały większej zasadności. Sama siebie czasami nie rozumiała. Niemniej była pewna, że jeśli tylko coś trwałoby wystarczająco długo to mogłoby doprowadzić do pewnych frustracji.
Dała się przyciągnąć bliżej i nie protestowała w momencie, gdy Miller postanowiła pozbyć się jej koszulki. Miała ochotę ją pocałować, ale wiedziała, że kobieta jeszcze nie skończyła. Musiała zatem pozwolić jej się wypowiedzieć w pełni. W końcu miały porozmawiać i znaleźć jakiś nowy sposób na to, aby naprawiać te wszystkie problemy, które pojawiały się dlatego, że nie potrafiły dobrze ze sobą rozmawiać.
- Spróbuję - mruknęła, obejmując ją w pasie i przysunęła się jeszcze bliżej, aby wtulić twarz w zagłębienie jej szyi. - Może nie od razu to się stanie i czasem będziesz musiała mnie przycisnąć, ale... Postara się.
Nie miała pojęcia na ile uda jej się dotrzymać tej obietnicy. Obie jednak się do czegoś zobowiązały i musiały myśleć przy tym jaki dom chciały zbudować dla swojego dziecka. W końcu chciały, aby wyrósł na odpowiedzialnego i dobrego człowieka. Powinny zatem z pewnością świecić mu przykładem jak powinien się zachowywać. Tylko, że wymagało to od nich naprawdę ogromnej pracy.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie przejmuj się tym — uśmiechnęła się do niej, odrzucając koszulkę na blat i pogładziła narzeczoną po policzku wierzchem dłoni. — Dla ciebie to też nie jest łatwe, ale wszystko będzie dobrze — zapewniła, bo przecież to na ogół Miller była od pisania czarnych scenariuszy i wyolbrzymiania bez powodu. Wszędzie doszukiwała się problemów, nawet jeśli ich nie było.
Tym razem jednak nic takiego się nie działo. To nie była żadna walka o przetrwanie. A przecież niejednokrotnie przechodziły przez prawdziwe piekło, a przy tym menopauza wydawała się ledwie drobną niedogodnością. Nie dało się tego nawet porównać z momentami, gdy dosłownie stały jedną nogą w grobie, balansując na granicy życia i śmierci. Miały za sobą starcia z sekciarskimi świrami, polowania na seryjnych morderców, sytuacje, w których każdy błąd mógł kosztować je wszystko. Skoro potrafiły wyjść z tego cało, to poradzą sobie również z huśtawką nastrojów Swanson. Zaylee wiedziała jednak, że to dla niej również lekcja. Musiała nauczyć się nie stawiać własnych potrzeb ponad cudze, nawet jeśli czasem przychodziło jej to z trudem. Odkąd były razem, zrobiła już ogromny postęp. Nauczyła się słuchać, ustępować, brać pod uwagę emocje drugiej osoby. Mimo to czuła, że wciąż może dać z siebie więcej. Nie chodziło o poświęcenie czy rezygnację z samej siebie, tylko o uważność. O to, żeby w porę dostrzec zmęczenie, napięcie czy bezradność, zanim przerodzą się w coś trudniejszego. Chciała się postarać nie dlatego, że musiała, ale dlatego, że jej zależało.
— Jasne, od czasu do czasu mogę cię przycisnąć — zgodziła się, przejeżdżając paznokciami wzdłuż jej nagich ramion. — Ale wolałabym, żeby to wychodziło od ciebie. Doskonale wiem, jak się wkurwiasz, kiedy próbuję coś z ciebie wyciągnąć. I wiemy, że to przeważnie nie działa. Sama najlepiej wiesz, co i jak dużo możesz mi powiedzieć. Nie będę stać nad tobą z batem. No chyba, że akurat tego zapragniesz — uniosła figlarnie jedną brew i uśmiechnęła się łobuzersko. Może i prowadziły poważną rozmowę, ale to wcale nie oznaczało, że muszą rezygnować z charakterystycznych dla nich żartów.
Mimo to zamilkła na moment, zastanawiając się nad odpowiednim doborem kolejnych słów. W końcu westchnęła i znów spojrzała na nią łagodnie.
— Nie chcę wyjść na jakąś niewyżytą dupę, której tylko jedno w głowie. Nie chcę, żebyś kiedykolwiek musiała się dla mnie do czegoś zmuszać i to, co teraz robimy — w tym miejscu Miller wskazała najpierw na siebie, a potem na Evinę. — Ma pomóc nam to ogarnąć. Potrzebuję lepiej zrozumieć, co czujesz i jak się czujesz, żebym mogła się w tym odnaleźć — wyjaśniła na tyle, na ile umiała. Trudno było przejść z seksu, podczas którego zwykle wyładowywały wszystkie frustracje na długie konwersacje, które czasem pewnie będą trudne i niewygodne.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Mruknęła coś niezrozumiale i bez przekonania, ale Miller miała rację. To nie było łatwe dla żadnej z nich. Zdążyły jednak już udowodnić, że razem dadzą radę każdemu możliwemu zagrożeniu oraz piętrzących się na ich drodze trudnościom. W końcu nie mogły liczyć na spokój.
Zdawałoby się, że cały ten stres, kłótnie i wybuchy, które pojawiały się przy okazji tych spraw o kryminalnym zabarwieniu będą czymś, co sprawi, że tak przyziemne sprawy staną się nagle błahe, ale trudno było je ze sobą porównać. Po części dlatego, że nie dało się od nich uciec i mogły ciągnąć się całymi latami. Dodatkowo Swanson zawsze twierdziła, że zna doskonale swoje ciało i to jak funkcjonuje. To z kolei miało ulec pewnej zmianie, która ją przerażała. Już i tak wystarczających frustracji dostarczał jej fakt, że wciąż borykała się ze skutkami postrzelenia przez Blythe'a. Może i były one coraz mniej dokuczliwe, ale wciąż występowały i potrafiły jej uprzykrzyć życie.
Od samego początku ten związek wydawał się stanowić dla nich swoistą okazję do samorozwoju, aby mogły być razem i tworzyć zgrany duet. Udało im się zmienić już wiele w swojej postawie, ale wciąż znajdowała się jeszcze przed nimi daleka droga. Zresztą zapewne nigdy nie dojdą do punktu, gdzie zabraknie im już rzeczy, nad którymi mogłyby pracować. Najważniejsze jednak było to, że faktycznie chciały się dla siebie starać zamiast odpuszczać i pozwalać na to, aby rosły między nimi konflikty lub różnice nie do pogodzenia.
- Wiem... Zmiana dekad przyzwyczajeń nie będzie lekka i na pewno będę potrzebowała czasami w tym pewnej pomocy - przyznała bez bicia, bo o ile teraz deklarowała, że zacznie lepiej wyrażać na głos swoje myśli i uczucia tak jednak praktyka była czymś zupełnie innym.
Mogła się jedynie cieszyć z tego, że miała przy sobie niezwykle wyrozumiałą kobietę, która była w niej zakochana na zabój. Niewiele osób byłoby w stanie wytrzymać z kimś takim jak Swanson na dłuższą metę, ale Zaylee dawała sobie z tym świetnie radę.
- Nie jesteś niewyżyta - zaprotestowała, prostując się, aby spojrzeć koronerce w oczy. - Obie lubimy seks. Uprawiamy go... zapewne częściej niż większość ludzi, ale to nic złego. Gdyby tylko on był ci w głowie to nie planowałybyśmy ślubu i adopcji dziecka.
Nie dało się zaprzeczyć temu, że od samego początku były niezwykle aktywne seksualnie, ale zdążyły się upewnić już wielokrotnie, że w całym ich związku nie chodziło wyłącznie o aspekt fizyczny i to jak bardzo się do siebie przyciągały. Było w tym zdecydowanie coś więcej.
- Chcę, żebyś była ze mną szczęśliwa - przyznała szczerze i szarpnęła za skraj koszulki koronerki. - Pewnie zajmie nam to nieco czasu, ale możliwe, że dojdziemy do jakiegoś nowego porozumienia. Może czasami będę jedynie zajmowała się tobą bez otrzymywania czegokolwiek w zamian poza twoim rozkosznym widokiem.
Opcji było naprawdę wiele. Zapewne w odpowiednim czasie coś wypracują. Coś, co dla obu będzie naturalne i pasujące do aktualnej sytuacji.
zaylee miller