25 y/o
For good luck!
167 cm
zajmie się twoimi social mediami i asystuje reżyserom w Pinewood Studios
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— To będzie już oznaka kompletnej starości — stwierdziła, bo tak właśnie jej się to kojarzyło, z ludźmi po czterdziestce, którzy może nie raczkowali w internecie, ale znajdowali właśnie tego typu perełki. Swoją drogą, podziwiała swoją mamę; jeszcze kilka lat temu wzbraniała się od uczestnictwa w społeczności internetowej, a dzisiaj umiała już wstawiać zdjęcia na instagrama i zamawiać rzeczy przez internet. Mimo że nie była aż tak stara, to jednak była kompletnie innym pokoleniem. Camellia już zaczynała wychowywać się z elektroniką, ona tego wszystkiego musiała się nauczyć.
— Już przemowa nie będzie taka sama. Miałeś okazję wysłuchać premiery, drugi raz nie będzie to takie dobre — odpowiedziała z powagą godną wcześniejszej wypowiedzi. Niemniej jednak taka była prawda; pierwszy i ostatni raz wygłosiła tę przemowę, bo z pewnością nie znajdzie w sobie ani odrobiny pewności, aby przedstawić ją na jakimś spotkaniu rady osiedla.
— Trzeba się zapytać. Wybadam teren na świętach, chyba że będę mieć wcześniej okazję. Skomplementuję ozdoby i od razu w skowronkach wszystko mi opowie — przynajmniej tak uważała, bo dobrze wiedziała, że jej matka miewała swoje tajemnice, jednak mimo wszystko często dzieliła się z nimi po fakcie. A jeśli nie teraz to kiedy? Camellia musiała wiedzieć takie rzeczy, była jej jedyną córką i musiała wiedzieć, czy tradycja uczestniczenia w takich konkursach jest dziedziczna. Oczywiście, mogłaby to wyszpiegować, przejrzeć jej polubienia czy zerknąć przez ramię, gdy coś tam klikała na telefonie, jednak tym razem stawiała na szczerość z rodzicielką.
— Chciałoby się powiedzieć tak, ale nie mogę kłamać. Nawet jeśli by coś ponarzekali to wiem, że mogę na nich liczyć. Mimo to, nie odbiera mi to prawa nazywania ich gnomami ogrodowymi, wiek zobowiązuje. — Bo była najstarsza z rodzeństwa i czasami traktowała to jak przywilej, a innego razu jak najgorsze co ją spotkało. Miała gdzieś z tyłu głowy myśl, że w razie co musi być tą najbardziej odpowiedzialną, ogarniętą, ale… póki co nie było takiej potrzeby. Teraz wolała sprostować swoje słowa i nie stawiać ich niesłusznie w złym świetle. Nie zmienia to jednak faktu, że ona sama wolałaby, aby Connor przyszedł jej pomóc. Ganiła siebie w myślach, kiedy gdzieś z tyłu myślała o tym, że jej się podoba — w końcu był jej przyjacielem i tak właśnie na nią patrzył, prawda? Odbudowywali swój kontakt.
— Który był ćpunem? — zmrużyła oczy, próbując sobie przypomnieć szkolne lektury. Nie dziwiło jej pijaństwo i z tym się zgadzała, jednak druga kategoria nieco ją zaciekawiła. — Mam nadzieję, że nasze matki ograniczają się jedynie do wina i likieru karmelowego — parsknęła, choć nie podejrzewałaby ich o stawianie kresek na stole jadalnianym czy wyspie kuchennej. — I też zgadzam się z tą teorią, bo niezbyt trzeźwe myślenie sprzyja do wymyślania najbardziej odklejonych pomysłów. — Dwumetrowy święty mikołaj? To musiała być robota tylko i wyłącznie domowego likieru.
— Jeszcze pociągnęłyby własną serię na youtube z komentowaniem swojego programu — zaśmiała się cicho. To były mądre kobiety, rekiny biznesu, była wręcz przekonana, że zwłaszcza na emeryturę znajdą sobie jakieś godne zajęcie.
— Wymierzanie proporcji najwyraźniej jest rodzinne — parsknęła, bo jej mama zawsze robiła dużo i potem narzekała, że nie jedzą; w skrajnych przypadkach, bo co jak co, ale pod ich dachem była przewaga chłopaków. Zwłaszcza gdy jej bracia byli w wieku dojrzewania, pani Stones nie mogła na to narzekać. — Ale to dobrze. Ty weźmiesz, zawieziesz też mamie, ja dam braciom. Rozejdą się i to jeszcze nie wiadomo kiedy. — Mieli dużo bliskich osób, którym mogli wręczyć świąteczny przysmak i każdy z pewnością by się ucieszył.
— Oby napadało wystarczająco dużo śniegu, żeby iść na sanki — odpowiedziała, jednocześnie zgadzając się na jego propozycję. Zimy w Toronto potrafiły dać popalić, zwłaszcza jeśli chodziło o temperatury. Po przyjeździe z Europy miała niemały szok, jednak szybko się do tego zaadaptowała. Teraz słyszała od swoich dziadków, że i u nich w tym roku ma być zima stulecia.
Czy się zdziwiła? Zdecydowanie. Jej krok był śmiały i nie spodziewała się takiej odpowiedzi na gest, który wykonała. Cały czas wydawało jej się, że byli przyjaciółmi, a tymczasem przebili się przez mur, który oddzielał ich od czegoś innego, mocniejszego i głębszego. Lekki pocałunek wywołał w jej brzuchu stado motyli i mimo początkowego szoku, delikatnie go odwzajemniła. Nie chciała, żeby przestawał.
— Mózg mi odebrało, to jemioła — powiedziała cicho, krótko się śmiejąc i nie odsuwając się od niego na krok. — Ale najważniejsze że działa — dodała, zanim przyciągnęła go do siebie, złączając ich usta w kolejnym pocałunku; bardziej czułym, dłuższym, wręcz zabierającym tchu. Ciepło jego ust było wręcz uzależniające i jeśli kiedykolwiek myślała o tej chwili, to z pewnością jej nie doceniła. Było o wiele lepiej, serce biło jej z prędkością światła i w tym momencie czuła się przeogromnie szczęśliwa. Chciała go zatrzymać przy sobie, a dzisiejszy wieczór zasiał w niej nieco nadziei, że ich wzajemne przyciąganie nie było tylko jej urojeniem.

Connor Walker
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Ratownik medyczny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
911 what's your emergency?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- To prawda. - skinął głową. - A wtedy to my będziemy pośmiewiskiem dla młodzieży. - stwierdził, parskając śmiechem, bo wyobraził sobie, jak robi sobie selfie telefonem z jakimś fancy filtrem który np. wsadzał gołębia na głowę lub po prostu było napisane “hej”, bez żadnych konkretnych efektów.
Connor pstryknął palcami i wykonał ruch ręką w dół.
- A niech to. Tyle przegrać. - odparł, wzdychając i żałując, że nie nagrał słów Camellii. Pewnie nie puściłby ich sąsiadom lecz puszczałby je dla samego siebie, byleby tylko posłuchać głosu Camci. Nie raz i nie dwa gdy siedział w karetce, czekając na zgłoszenie, przeglądał ich tj. jego i Camy wspólne zdjęcia, odtwarzał wideo, a gdy słyszał śmiech Stonesówny, to sam też się śmiał albo po prostu uśmiechał. Czego jak czego, ale śmiechu Camelii mógł słuchać bez przerwy, od rana do wieczora.
- Okej. - skinął głową. - Ja też spróbuję się czegoś dowiedzieć od mojej mamy, choć coś czuję, że to Tobie się uda dowiedzieć czegokolwiek jako pierwszej. - odparł, bo naprawdę tak czuł. Jego mama była nieco… trudniejsza jeżeli chodziło o wyciągnięcie jakichś ciekawych informacji - co innego, jeśli poczęstowało się ją procentowym trunkiem, lub wyłożyło Asa w postaci pomocy w ogarnięciu domu (lub jakiejś jego części) lub sprezentowanie czegoś typu odzież, biżuteria lub buty - oj Pani Walker bardzo lubiła wydawać pieniądze na buty i miała ich naprawdę ładną kolekcję. Connor to w ogóle zastanawiał się, ile by zarobiła gdyby postanowiła sprzedać jakieś stare, w których już praktycznie nie chodziła.
Parsknął śmiechem, kiedy usłyszał o gnomach ogrodowych.
- Jasne, zrozumiałe. A co do poetów-ćpunów, to jednym z takich był np. Leonard Cohen, który w latach 60. i 70. eksperymentował z LSD i haszyszem. - rzucił zgodnie z tym, co ostatnio przeczytał w necie. Znaczy ostatnio… już od dawna o tym wiedział - takie rzeczy jakoś łatwo mu się zpamiętywało. Ach Ci artyści.
- Również mam taką nadzieję. Wolałbym by nie bawiły się w nic mocniejszego. - Chociaż one też czasami są dobrymi agentkami. A już szczególnie, kiedy wchodzi faza pt. Mieszamy i nie oceniamy, tj. wlewają to, co im się do ręki napatoczy. No ale niech już lepiej tylko przy piciu pozostaną.
- Ej, to by było całkiem ciekawe. Kanał pt. Dwie matki, Pat i Mat wersja kobieca z wdziękiem. - zaczął sugerować nazwy, choć było to niepotrzebne, bo raczej żadne z nich nie zostanie nigdy wykorzystane - nigdy nie ujrzy światła dziennego.
- Lepiej zrobić za dużo niż za mało. - tak właśnie uważał Connor. Niby jakby wyszło tych pierniczków mniej, to zwyczajnie nie byłyby rozdawane ale w sumie to było miłe, że Cama starała się, by również i on zgarnął jakąś część za równo dla siebie, jak i całej rodzinki.
- Myślę, że spokojnie tyle napada ale na wszelki będę trzymał kciuki. Czy to oznacza… że wkrótce idziemy pozjeżdżać? - spytał całkowicie poważnie. Nie przyjmował ani nie akceptował przeczącej odpowiedzi - przyjmował lecz nie brał jej na poważnie. Chciał iść na sanki z Camą i ulepić z nią bałwana. A na koniec rzucić śnieżką, ot tak, dla zabawy.
No ale zaraz przestał myśleć o lepieniu bałwana i sankach, ponieważ aktualnie żaden bałwan wewnątrz jego organizmu, by zwyczajnie nie wytrzymał. Serce zaczęło mu walić jak szalone a jemu zaczęło się robić bardzo ciepło.
Zaśmiał się, kiedy usłyszał, że Camci odebrało mózg.
- Oj prawda. Bardzo dobrze działa. - poprawił dziewczynę i choć bał się, że Cama zaraz odskoczy i ucieknie, tak zaskoczyła go, gdy ponownie złączyła ich usta w pocałunku. Chciał by ten pocałunek trwał jak najdłużej, dlatego go przeciągał, dłońmi sunąc po plecach dziewczyny - po koszulce dokładniej, choć jedną rękę wsunął tak, że wylądowała stricte na plecach Camy. Czuł, jakby był uzależniony. Jakby właśnie otrzymał bardzo wartościową nagrodę lub coś, o czym marzył. Oczywiście odwzajemnił pocałunek, a ręką, która nie znajdowała się na plecach dziewczyny, przyłożył sobie do serca tak, jakby chciał, by czuła jak bije. Cholernie szybko bije. Nagle postanowił zaryzykować - zszedł ustami niżej tj. tak, że złożył lekki pocałunek na szyi Camellii, by następnie powrócić do jej ust. Mam nadzieję, że to nie jest sen… Niby pili wino przed chwilą, lecz czy właśnie na nie można było zwalić to, co się właśnie działo? I to, że Connor miał ochotę przenieść się na kanapę?

Camellia Stones
25 y/o
For good luck!
167 cm
zajmie się twoimi social mediami i asystuje reżyserom w Pinewood Studios
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Brakowało kilku lat, aby rzeczywiście różnice między nimi a nowym, młodym pokoleniem stały się znaczące. Już teraz Camellia czuła się stara, co będzie za kilka lat, kiedy przestanie ogarniać nowopowstałe słowa lub kiedy nowinki elektroniczne staną się zbytnio skomplikowane.
— Bardzo prawdopodobne. Ale mała informacja nadal jest dobrą informacją — stwierdziła, bo nawet jeśli pani Walker puści minimalnie parę z ust, to będą w stanie połączyć jakieś fakty ze sobą. Obecnie nie mieli nic, jednak Stones za swój honor wzięła, aby jej mama wszystko jej wyćwierkała. Zawsze istniała opcja przekupienia rodzicielki prezentem bez okazji, choć podejrzliwa bestia mogłaby wyczuć ewentualny podstęp w sprawie.
— Ah, on. Nigdy zbytnio nie lubiłam przerabiać jego utworów. Może to ma ze sobą połączenie — rzuciła, przypominając sobie zmorę swojej edukacji, czyli kanadyjską poezję. Przyjeżdżając tu jako dziesięciolatka, Camellia wyjątkowo nie lubiła chodzić na angielski. Wcześniej chodziła dla grupy dla obcokrajowców, jednak umiała angielski na tyle płynnie, że nie mogła tkwić tam na zawsze. Musiała dalej się rozwijać w tym zakresie i dobrze pamięta, że pierwszą lekturą, jaką przyszło jej przerabiać na zajęciach, był właśnie wspomniany Cohen. Nawet jeśli utworów nie miał złych, tak niestety napatoczył się na pierwszy ogień, gwarantując dziewczynie niezbyt miłe wspomnienia.
— Z jednej strony, nie nam to oceniać. W końcu są dorosłe. — Z jednej strony nie mieli co pilnować swoich rodziców, a z drugiej, przy okazji jakiegoś nieszczęśliwego zdarzenia, zawsze byłyby wyrzuty sumienia, że można było być o krok szybszym i coś odwlec albo przewidzieć. Nawet jeśli powstrzymanie matek przed mocniejszymi używkami byłoby praktycznie że niemożliwe, to Cama i tak wzięłaby to do siebie, mając wyrzuty sumienia.
— Trzeba podsunąć im ten pomysł na emeryturze — zasugerowała, bo teraz wiedziała, że byłyby wymówki; w końcu praca nie poczeka, a po niej były zarobione. W tym wieku, Camellia już nie wnikała, jak spędzają popołudnia, choć zawsze zastanawiała się, co robią i czym są takie zapracowane.
— Tak, pójdziemy — odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie. Chciała iść z nim na sanki, ulepić bałwana i zrobić aniołka na śniegu. Chciała natrzeć go śniegiem albo wrzucić w jakąś zaspę. Tęskniła za ich wspólnym spędzaniem czasu, bez zależności, jaka była to pora roku, choć podczas zimy zawsze potrafili znaleźć sobie milion zadań, przy tym bawiąc się jak dzieci.
Miał to być niepozorny pocałunek pod jemiołą, a zdarzenia przybrały nieoczekiwany obrót spraw. Czy było jej z tym źle? Pod żadnym pozorem, choć obawiała się, że zemdlała z wrażenia na widok śniegu i zaraz się obudzi, jednocześnie dowiadując się, że to wszystko było dziwnym wyobrażeniem, mało znaczącym snem, który nijak odzwierciedlał się w rzeczywistości. Przyciągnęła go do siebie bliżej, zaciskając palce na jego koszulce, chcąc zatrzymać tę chwilę na dłużej, żeby od niej nie uciekł, nagle uważając ją za wariatkę, bo przecież byli przyjaciółmi — ale przyjaciele nie reagowali w ten sposób na siebie. Do żadnego kumpla nie żywiła takich emocji, żaden nie przyspieszał bicia jej serca i nie dawał takiej potrzeby bycia blisko. Tylko czy to wszystko nie działo się zbyt szybko? Przez chwilę nie myślała o tym, oddając pocałunki, samej pragnąc dostawać jeszcze więcej, a krótkie przeniesienie ich na szyję sprawiło, że odchyliła automatycznie głowę, dając mu ku temu ciche przyzwolenie. Nie oponowała ku ręce, która wślizgnęła się pod jej bluzkę, nie narzekała na nic. Wplątała palce w jego włosy i stanęła bardziej na palcach, pogłębiając pocałunek i po chwili nieznacznie się odsunęła — nadal mając jego usta na wyciągnięcie swoich i dalej mając lekko przymknięte oczy, jakby obawiała się, że otworzenie ich skutkuje natychmiastowym przełączeniem sceny. — Nie chciałabym, żebyś o tym zapomniał — wyszeptała, czując potrzebę, aby to doprecyzować; bo bała się, że później lub na drugi dzień, będą zachowywać się, jakby nic się nie stało. Jednak miała już dość ignorowania własnych uczuć. — Jeśli masz mi dać kosza to zrób to teraz i nie dawaj mi nadziei — dodała po chwili, otwierając niepewnie oczy i spoglądając w jego ciemne tęczówki. Czy to impuls, czy rzeczywiste uczucia? Camellia musiała wiedzieć, bo jeśli nadal byli przyjaciółmi... będzie potrzebowała kilku dni na przepracowanie tematu i jednocześnie sposobów na skuteczne unikanie.

Connor Walker
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Ratownik medyczny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
911 what's your emergency?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- No w sumie racja. Lepszy rydz niż nic. - stwierdził, bo nawet jedna informacja była lepsza od żadnej. Aż się Connorowi przypomniały czasy, gdy zanim o coś poprosił, zrobił coś, o co zawsze był proszony a nie zawsze miał czas zrobić, jak np. pozmywanie albo odkurzenie (tak, to było za czasów gdy był nastolatkiem).
- Szczerze powiedziawszy to ja też nie. Ale ja to ogólnie bardzo mało lektur lubiłem. Wolałem czytać np. Wiedźmina albo Stephena Kinga. - odparł zgodnie z prawdą. Na półce stało kilka części Wiedźmina i czasami żałował, że nie miał więcej czasu, by wrócić do tej serii, choć wpierw też musiałby dokupić brakujące tomy. Był taki czas, że sam żałował, że nie mógł być takim Geraltem i walczyć z potworami ale na marzeniach się skończyło. Jasne, mógł bawić się w cosplay, tylko po pierwsze, na strój pewnie musiałby wydać całkiem sporo pieniędzy, a po drugie, pracując w szpitalu nie zawsze mógłby brać udział w konwentach.
- Oczywiście masz rację. Nie raz piły i jeszcze nie raz będą pić. Najwyżej będzie śmiesznie lub tragicznie. - odparł, wzruszając ramionami, bo ilekroć Pani Walker piła, tyle razy wracała w naprawdę różnych humorach - raz płakała, raz się śmiała, a raz naprzemiennie. Zobaczymy jak będzie teraz.
- Najwyżej sami je będziemy nagrywać i stworzymy profil na youtubie. - bo czemu nie? Niejednokrotnie artyści przed wybiciem wrzucali swoje nagrania do sieci (lub robili to ich bliscy), więc czemu duet Walker-Stones nie mógłby tego zrobić? Okej, może i by nie śpiewały, ale mogłyby rozbawić niejednego człeka. Aż sobie zaczął wyobrażać, jak Cama (jako reżyserka) ma wizję, a Connor robi za operatora kamery. To by było naprawdę ciekawe.
- Yesss! - powiedział radośnie, wykonując gest przyciągnięcia rąk do siebie. Naprawdę go cieszyła wizja, gdzie razem zjeżdżają z górki - jak za starych dobrych lat. Przy okazji Connor rzuciłby w Camę śnieżkami i oprócz bitwy, porobiliby to, co robiło się po wyjściu na śnieg, a poza zjeżdżaniem, istniały także inne aktywności. No ale zaraz przestał się cieszyć, ponieważ jego usta były zajęte czym (lub kimś) innym. Miał wrażenie jakby śnił i naprawdę nie chciał się obudzić. Nie protestował ani nie zapierał się, kiedy przyciągnęła go do siebie. Pragnął jej i zaczynał to sobie bardziej uświadamiać z każdym pocałunkiem. Zaskoczyła go, gdy pogłębiła pocałunek, a on trzymał dół koszulki Camy tak, jakby chciał ją zaraz zdjąć. Serce mu waliło jak szalone, lecz mimo to, starał się przelać to co czuł, najlepiej jak potrafił. Żeby Cama nie miała wątpliwości. Żeby wiedziała, że dla niego była naprawdę cholernie ważna. Dlatego nie muskał tylko lekko ust dziewczyny. Tylko całował ją naprawdę poważnie.
- Ja…. nigdy w taki sposób nie całkowałem przyjaciółki. - powiedział zgodnie z prawdą, kiedy Cama się odsunęła. Spojrzał na nią i lekko się uśmiechnął.
- Nie zapomnę. Możesz być spokojna. - odparł, biorąc dłoń Camy, by ją ucałować.
Uniósł brew, słysząc kolejne słowa dziewczyny.
- Camelio Stones myślę…. myślę, że powinniśmy…. zostać…. kimś więcej, znaczy…. - przez to co przed chwilą zaszło, zaczął mieć trudności z wysławianiem się.
- Nie chcę, żebyś zrozumiała mnie źle. Zależy mi na Tobie i to cholernie. Chciałbym, byśmy… byśmy zrobili ten krok do przodu. - wyjaśnił, próbując mówić tak sensownie, jak tylko potrafił. Teraz pałeczkę przekazał Camellii. Choć czy musiał, skoro chyba dała mu jasny znak?


Camellia Stones
25 y/o
For good luck!
167 cm
zajmie się twoimi social mediami i asystuje reżyserom w Pinewood Studios
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Wszystko co nie jest lekturą szkolną, jest lepsze — zauważyła, samej dzieląc podobne zdanie. Co prawda, z upływem lat żałowała, że niektóre lektury szkolne postanowiła po prostu odpuścić. Teraz czytała książki kiedy chciała i jakie chciała; a w międzyczasie zastanawiała się, czy nie powinna zrobić powrotu do przeszłości i sięgnąć po jedną z lektur, które kiedyś były dla niej mało atrakcyjne. Z wiekiem jej nastawienie uległo zmianie i podejrzewała, że może lepiej odebrać światowe dzieła… no, chyba że była to poezja, wobec której stosunek się nie zmienił.
— Oby tylko krzywdy sobie nie zrobiły. Już raz moja matka wywinęła numer. — Dobrze pamiętała, jak Connor musiał zawieźć je na oddział ratunkowy, a Camellia w panice przyjechała, bo jej rodzicielka robiła z tego wielką tajemnicę, mimo że finalnie było to tylko obicie. Sytuacja od tego czasu się zmieniła; wtedy ze sobą praktycznie nie rozmawiali, a teraz… robili razem pierniczki i podziwiali jarzębinę.
Może od tego powinna rozpocząć swoją karierę? Uśmiechnęła się na tę wizję i w gruncie rzeczy, mogłaby to dobrze zaplanować i zaaranżować. Miała już kilkuletnie doświadczenie w branży i kompletnie zapomniała, że równie dobrze mogłaby wyreżyserować ich program. Nawet jeśli na co dzień zajmowała się branżą reklamową, to duma jej podpowiadała, że dałaby radę zająć się czymś nowym… może jeszcze jej kierunek zawodowy nieco się zmieni?
Ta zima zapowiadała się wyjątkowo przyjemnie i ciepło. Wizja wspólnego spędzania czasu rozgrzewała jej serduszko i gdzieś w głębi duszy poruszała jej wewnętrzne dziecko, któremu nagle został odebrany przyjaciel. Ich zerwany kontakt nie był czymś głębszym — po prostu w pewnym momencie zaczęli obracać się w różnych środowiskach, wyniknęło między nimi kilka poróżnień. Obecnie dawały o sobie znać nawet długo skrywane emocje. To wszystko wydawało się być jak sen, a przecież wiadomo, że miały one tendencję kończyć się w najlepszych momentach. Dlatego trzymała się go kurczowo, nie chcąc przypadkiem sprawić, że nagle zniknie, jednak… musiała powiedzieć na głos to, co myślała. Nie mogła tłumić w sobie niepewności, bo robiła to już od lat. Jedno było pewne — przyjaciół się tak nie całowało.
— Ja też, ale… — ale co? Nie wiedziała do końca. Miała w sercu pewien niepokój, którego nie umiała wyjaśnić. Odetchnęła z nieznaczną ulgą na jego słowa i ciepło rozlało się po jej klatce piersiowej, słysząc te słowa i czując delikatny pocałunek na swojej dłoni. A może to motylki obijały się o jej podbrzusze, sprawiając, że jej całe ciało odczuwało skutki jego dotyku? Zwłaszcza jeśli następne słowa sprawiły, że na moment wstrzymała oddech. — Kimś więcej… — zaczęła, patrząc na niego w lekkim szoku; nie negatywnie, jednak będąc zaskoczoną, w jaki sposób potoczył się ten wieczór. — Też tak myślę. I chciałabym tego — przyznała, lekko zagryzając dolną wargę. — Nigdy nie sądziłam, że… ci się podobam. Raczej podejrzewałam, że jestem dla ciebie tylko tą koleżanką z sąsiedztwa, którą chlapało się w basenie i przepychało na drabinkach — dodała, spuszczając na chwilę spojrzenie, ale zaraz spoglądając na niego z nieco świecącymi oczami. Jej myśli jeszcze przed chwilą były skupione na piernikach… Pierniki! — Cholera, już po nich — rzuciła, wymijając go pospiesznie, aby wyjąć blaszkę z piekarnika i nie wkładając póki co jednej z ostatnich partii. Nie chciała, żeby podzieliły los obecnych. — Są… mocno przyrumienione — parsknęła, bo nie były zwęglone, ale zdecydowanie bardziej twarde niż mięciutkie. — Udaje ci się skutecznie odwrócić moją uwagę — stwierdziła z rozbawieniem, podchodząc do niego i stając na palcach, dała mu buziaka w policzek. — Spróbujmy. Co może pójść nie tak? — zagrożeniem mógł być ponownie urwany kontakt, tym razem już bezpowrotnie. Chociaż… czy groziło im to? Czy naprawdę w tym wieku musieli obawiać się okazywania większej ilości uczuć?

Connor Walker
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Ratownik medyczny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
911 what's your emergency?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Prawda. - skinął głową. 
- Chociaż teraz tak sobie myślę... że już dawno nic nie przeczytałem. W sensie książki. Bo czytać to czytam różne rzeczy każdego dnia. -   aż wrócił pamięcią do dnia, kiedy ostatni raz trzymał w rękach książkę i było to... co najmniej ze dwa lata temu - usprawiedliwiał to brakiem czasu. Chyba aż po powrocie do domu zrobi szybki przegląd by zobaczyć co miał i jak się uda, to regularnie będzie czytał? Albo postanowi sobie to od przyszłego roku? Pewnie to przemyśli. Choć czuł, że prędzej będzie regularnie rozwiązywał krzyżówki, niż czytał, bo po prostu... lubił krzyżówki. Nawet pobrał sobie apkę z krzyżówkami na telefon. 
Connor parsknął śmiechem, przypominając sobie wspomnianą przez Camę sytuację, która miała miejsce już jakiś czas temu. 
- Ale moja też nie była lepsza. Bo zamiast załagodzić sytuację, to tylko dolała oliwy do ognia. Agentki kuźwa. - odparł, doskonale pamiętając, jak jego rodzicielka, próbowała wszystko zwalić na panią Stones - pech chciał, że wszystko doskonale słyszał, bo robił coś w garażu, a drzwi garażowe były otwarte na oścież. Ogólnie obie panie dużo ze sobą przeżyły ale Connor cieszył się z faktu, że jego mama miała przyjaciółkę, do której mogła przyjść kiedy chciała, mogła pożyczyć cukier kiedy chciała i napić się razem wina (lub czegoś mocniejszego). Walker bardzo lubił słuchać rozmów obu pań, które potrafiły poruszyć przeróżne tematy: od pogody, po to, z kim ostatnio widziały syna lub córkę sąsiadki. O, temat sąsiadów też był bardzo często poruszany i Connor był pod wrażeniem wiedzy obu pań. 
- Też tak teraz pomyślałem, że nasze matki mogłyby stworzyć książkę o sąsiadach bo tyle, ile one wiedzą... to nikt chyba nie wie. - odparł, parskając śmiechem. 
- Zmieniłyby tylko imiona i voila. Bestseller 2026 roku. - dodał, wykonując gest rękami tak, jakby właśnie odkrywał słowo bestseller 2026. No także gdyby zarówno pani Walker i pani Stones miałyby dość swoich prac, to Connor był gotów podać im propozycje tego, czym mogłyby się zajmować. Mógłby im nawet zrobić prezentację w PowerPoincie. 
Zaraz jednak przestał myśleć... praktycznie o wszystkim, ponieważ nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nie spodziewał się, że po latach znajomości, akcji z brakiem kontaktu oraz po wznowieniu go, usłyszy od Camellii słowa, które spowodują, że będzie miał wrażenie, jakby wypił kilka puszek energetyków lub  nagle podłączono go do źródła prądu - serce przyspieszyło, myśli zaczęły pędzić w każdym możliwym kierunku. Słowa Camellii wciąż odbijały się echem w jego głowie, jakby umysł próbował upewnić się, że naprawdę je usłyszał. Przełknął ślinę, kiedy usłyszał “ale” bo obawiał się nagłej zmiany zdania lecz gdy usłyszał kontynuację, korciło go, by zacząć śpiewać lecz ostatecznie tylko szeroko się uśmiechnął, czując pewnego rodzaju ulgę.
- Ja... ja po prostu się bałem. Bałem się, że gdy się dowiesz, to uciekniesz, wyśmiejesz mnie albo powiesz, że wolisz kogoś innego. - wyjaśnił zgodnie z prawdą. Nie wiedział która opcja zabolałaby go najbardziej ale na pewno każdą by przeżywał. 
Szczerze? Sam zapomniał o pierniczkach i faktycznie jeszcze chwila, a wyciągaliby z piekarnika pyszny węgielek. Parsknął śmiechem, ponieważ Camellia bardzo ładnie określiła ich stan.
- No trudno. Następne wyjdą lepsze. - powiedział pokrzepiająco, posyłając dziewczynie szeroki uśmiech i ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Automatycznie dotknął dłonią policzka, którego chwilę wcześniej musnęły usta Camy. 
- Przekonajmy się. Powiem Ci, że dzisiaj dałaś mi wspaniały prezent na święta. Nie potrzebuje niczego innego. Ani nikogo innego. - powiedział, przytulając Camę i głaszcząc jej włosy. Oby tylko to nie był sen.

Camellia Stones
25 y/o
For good luck!
167 cm
zajmie się twoimi social mediami i asystuje reżyserom w Pinewood Studios
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Czasami ciężko znaleźć czas. A jak już się coś zacznie, to czasami ciężko jest się oderwać — doszła do tego wniosku. Książki miały już tę swoją specyfikę, że jeśli były fajne, to pochłaniały w całości. Ona miała z tym problem i jeśli wiedziała, że coś wyjątkowo przypadnie jej do gustu, to odwlekała to w czasie. Najbezpieczniej na wakacje lub jakiekolwiek dłuższe wolne, kiedy codziennie obowiązki nie będą jej tego przerywać. Sama częściej też sięgała po krzyżówki. W paczkach od babci dostawała również te litewskie i zawsze sprawiały jej one największą radość, bo miała okazję ćwiczyć swój język ojczysty w nieco mniej codziennych słowach.
Pokiwała z rozbawieniem głową. Prawda, były agentkami i znaleźć dwie takie kolejne to mogło być nielada wyzwanie. Mimo jakichkolwiek ich “kłótni”, sprzeczek czy odmienności zdania, cała rodzina Walkerów zdecydowanie sprawiła, że zaadaptowanie się po drugiej stronie świata było po prostu przyjemniejsze. Cóż, nie tylko jej matka zdobyła przyjaciółkę, bo sama Camellia miała nieodłącznego przez wiele lat kompana. Stare czasy całe szczęście wracały i mieli zdecydowanie dużo do nadrobienia.
— Książkę? Myślę, że prędzej portal plotkarski — parsknęła. Już widziała, jak robią fanpage na facebooku i podpisują swoje wpisy wymyślonymi imionami, jakich nie ma na osiedlu. Byłyby w stanie to zrobić, zwłaszcza jak dosięgnie je emerytura… wtedy nic nie będzie blokowało ich kreatywności, a całe osiedle będzie się obawiać, co tym razem wymyślą.
Nie byłaby w stanie zmienić nagle swojego zdania. Dręczyłyby ją okropne wyrzuty sumienia, że nie decydowałaby zgodnie ze swoimi emocjami. Jej ale wynikało jedynie z ogromnej ilości nowych myśli i odnalezienia się w nowej rzeczywistości.
— Jezu, Connor — zaczęła, przenosząc dłoń na jego policzek. — Dlaczego miałabym cię wyśmiać? — zapytała, nie oczekując odpowiedzi. Zawsze istniała obawa związana z długo skrywanymi uczuciami, a ona… była w stanie to zrozumieć. — Znalazłabym jakiś miły sposób, żeby powiedzieć nie — rzuciła żartem, chcąc rozładować tę atmosferę. Nie wolała nikogo innego, ani nie miała zamiaru go odrzucić. W końcu właśnie spełniało się jej małe.. marzenie? Ukryte uczucia wychodziły na wierzch i miały one realną rację bytu.
Jedne pierniczki nie zając, w końcu mieli pozostałe w ilości hurtowej.
— O niee, to co mam zrobić z tym prezentem, co już mam? — zapytała w żartach. W takim razie, dostanie dwa. To co zaplanowała i siebie w kokardce.
To wszystko wyglądało jak sen, w który aż trudno było uwierzyć. Raz nawet uszczypnęła się, żeby wiedzieć, czy to rzeczywistość. Dokończyli te pierniki, zrobili gorącą czekoladę, a w tle leciał świąteczny film, który nie był dzisiaj szczególnie interesujący, skoro co rusz znajdował się jakiś temat, a Camellia zastanawiała się, jak to się stało, że nagle mogła bezkarnie się w niego wtulać i kraść buziaki. Cóż, życie bywa nieobliczalne!

/zt x2

Connor Walker
ODPOWIEDZ

Wróć do „#5”