#później_sprawdzę
Connor miał nadzieję, że to będzie miły dzień, który szybko zleci, bo już mu wystarczyło, że rano wylał na siebie kawę oraz stłukł talerz - bo się spieszył - i nie miał czasu go posprzątać (potłuczone szkło czekało na jego powrót, aczkolwiek Walker wolałby, by to się samo posprzątało). Mógłby uruchomić robota sprzątającego, lecz raczej nie było dla niego dobre sprzątanie szkła, ponieważ najprawdopodobniej doszłoby do uszkodzenia, a co jak co, a nie uśmiechało mu się jeżdżenie za serwisem lub kupowanie nowego gdyż z tego był naprawdę zadowolony.
Po dotarciu do roboty zrobił to, co zawsze - przebrał się w służbowy strój i spytał o wezwania. Dostał na kartce informacje o najświeższej sprawie z adresem, na który postanowił czym prędzej się udać, ponieważ chodziło o dwie osoby poszkodowane w wypadku. Schował kartkę do kieszeni i wraz z zespołem ratowników, udał się do karetki, by następnie opuścić na sygnale parking szpitala.
Po dotarciu na miejsce, nie zaszczycił go miły widok - oczywiście policja z kimś przeprowadzała rozmowę, ale Connor nie tracił czasu na rozglądanie się za szczegółami. Wyskoczył z karetki i w biegu zarzucił na ramiona torbę medyczną. Zapach spalonej gumy i benzyny wisiał w powietrzu. Drzwi od strony pasażera były wgniecione niemal do połowy. Szyba roztrzaskana, karoseria zagięta jak puszka po napoju. Samochód stał przekrzywiony, oparty bokiem o drzewo. W środku ktoś jęczał. Connor podszedł pierwszy. Przez wybite okno zobaczył młodą kobietę na miejscu pasażera - przytomną, ale wyraźnie w szoku. Jej oddech był szybki, nierówny. Connor zaczął mówić do kobiety, lecz ta nie była w stanie nic odpowiedzieć.
- Proszę na mnie spojrzeć. Słyszy mnie pani? - spytał spokojnie, pochylając się bliżej, by lepiej było go słychać. Jej oczy były szeroko otwarte, ale nieobecne. Wpatrywała się gdzieś przed siebie, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
- W porządku. Nie musi pani mówić. Proszę tylko mrugnąć, jeśli mnie pani słyszy. - dodał po chwili. Po kilku sekundach nastąpiło mrugnięcie, które Walker uznał za odpowiedź.
Czyli kontakt jest.
Connor delikatnie ustabilizował jej głowę, starając się nie poruszyć szyją.
- Oddycha pani. To najważniejsze. - odparł, a następnie krzyknął:
- Kołnierz! - rozkaz by podać mu kołnierz był skierowany do jednego z ratowników.
- Trzeba sprawdźcie saturację. - dodał, a kątem oka dostrzegł, że jej prawa noga była nienaturalnie ułożona, przygnieciona zdeformowaną częścią deski rozdzielczej. Metal wbił się głęboko do środka kabiny. Bez sprzętu hydraulicznego nie było szans jej wydostać.
- Straż już pracuje. - usłyszał za plecami. Metal wydał charakterystyczny dźwięk, gdy narzędzie zaczęło rozginać wgniecioną konstrukcję. Connor znów spróbował złapać z nią kontakt.
- Proszę się skupić na moim głosie. Jest pani bezpieczna. Wyciągniemy panią stąd. - Klatka piersiowa kobiety unosiła się zbyt szybko, dłonie były lodowate a oczy powoli się zamykały. W tej samej chwili z drugiej strony auta rozległo się:
- Kierowca traci przytomność! - Cholera.... Na szczęście strażakom udało się powiększyć otwór i dali znak, że można działać. Connor podszedł do kierowcy i zaczął go wyciągać i gdy mężczyzna znajdował się poza autem, został umieszczony na noszach i zaniesiony do karetki. Wciąż jeszcze pozostawała kwestia kobiety. Czym prędzej obszedł samochód i zapytał:
- Jak saturacja? -
- Spada. Dziewięćdziesiąt dwa… dziewięćdziesiąt… - odpowiedział ratownik, poprawiając maskę z tlenem. Connor wsunął dłoń pod jej żuchwę, stabilizując głowę.
- Proszę zostać ze mną. Słyszy mnie pani? Proszę otworzyć oczy. -
Powieki drgnęły, lecz spojrzenie było mgliste.
- Mamy dostęp do nóg! - krzyknął strażak.
Connor szybko ocenił sytuację. Metal został odgięty na tyle, by można było spróbować ją wysunąć, ale każdy nieostrożny ruch mógł pogorszyć ewentualne obrażenia kręgosłupa czy miednicy.
- Na mój sygnał. Raz… dwa… trzy! - Connor wraz ze swoim kompanem ostrożnie wysunęli ją z wnętrza pojazdu. Kobieta jęknęła słabo, gdy uwolniona noga poruszyła się nienaturalnie.
- Złamanie. Bardzo możliwe, że wieloodłamowe - mruknął Connor, przykładając rękę do tętnicy udowej, by sprawdzić krążenie. Słysząc, że nosze były gotowe, przenieśli ją płynnie, zabezpieczając pasami i stabilizując szyję.
- Nie ma czasu do stracenia. Jedziemy. - rozkazał, a drzwi karetki zatrzasnęły się z głuchym hukiem. Karetka z kierowcą odjechała wcześniej, a sprawca wypadku został przewieziony do szpitala wcześniej, choć nie miał tak poważnych urazów jak ci, w których wjechano.
Nie spodziewał się, że po dojechaniu na miejsce, zobaczy dym unoszący się za szpitalem. Z impetem otworzył drzwi i z ratownikami pobiegli do wejścia, bo kobietę prawdopodobnie było trzeba operować. Przed wejściem dostrzegł starszą Panią oraz prowadzącą ją kobietę i planował do nich wrócić, jak tylko dokończy sprawę z poszkodowaną w wypadku. Przekazał lekarzowi wszystkie ważne informacje i kiedy już więcej nie mógł nic zrobić, szybkim krokiem poszedł by pomóc prowadzić panią do drzwi.
- Coś się stało? - spytał, bo skoro obie tutaj były, to na pewno którejś coś dolegało - oczywiście obstawiał panią starzą, ale mógł się mylić.
- Już praktycznie jesteśmy. - rzucił i gdy faktycznie przeszli przez drzwi szpitala, Connor usadowił panią na jednym z krzesełek. Podszedł do baniaka z wodą, by napełnić (ciepłą wodą), dwa papierowe kubki, które wręczył obu paniom. Oczywiście nie musiały wszystkiego od razu wypijać - mogły to zrobić później.
Frostine Paradis