ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
168 cm
tłumacz sądowy w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
When life gives you lemons, make sure you know whose eyes you need to squeeze them in.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
Już z samego rana do uszu Frostine docierały informacje o pożarze w pobliżu jednego z większych miejskich szpitali. Akurat w dniu dzisiejszym miała parę dokumentów oraz rozprawę, w której miała uczestniczyć osobiście, więc punktualnie stawiła się w budynku sądu. Tam uderzyła w nią kolejna fala informacji, niemalże z samego Mount Sinai Hospital. Ponoć na miejscu było obecnych kilka wozów straży pożarnej, co oznaczało, że nie był to jedynie niewinny, łatwy do ugaszenia pożar. Zwiastowało to parę rzeczy, a przede wszystkim utrudniony dojazd do szpitala, lub też w drugą stronę. Paradis nie miała jednak w planach wizyty w tej instytucji, a przynajmniej tak było przed rozprawą.
Gdy załatwiła już wszystko i mogła opuścić sądowy gmach, na jednym z pięter napotkała staruszkę, która wyglądała bardziej jak duch niż jak żywa osoba. Choć jej niczym niewzruszona twarz nie pokazała ani krzty emocji, coś w jej wewnętrzu sprawiło, że nieco zaniepokoił ją taki widok. Choć kobiecina siedziała na ławce, wyglądała tak, jakby miała się zaraz na nią osunąć. To tknęło Frostine na tyle, by podejść i spróbować dowiedzieć się czegoś więcej.
Przepraszam bardzo, czy pani czuje się dobrze? Coś się stało? — przysiadła się do niej od razu, kładąc teczkę na bok i nie spuszczając babci z oczu. Ta jednak nie odpowiedziała nic, pokręciła głową i wskazała na swoją klatkę piersiową. Serce? Coś z oddechem? Niedobrze. Może też po prostu potrzebowała odpoczynku, bo kręciło jej się w głowie. Wolała jednak nie dmuchać na zimne. Od razu sięgnęła po telefon, by zadzwonić po karetkę. Ona mogła jej udzielić pierwszej pomocy, ale jeśli to coś poważniejszego... — Proszę pani, widzę że coś się ewidentnie dzieje. Zadzwonię pod numer alarmowy, dobrze? — oznajmiła jej, a ta jakby pokiwała jej głową. Reagowała, chociaż tyle dobrze. Wybrała numer alarmowy, robiąc to w ciszy i z absolutnym spokojem wymalowanym na twarzy, ale zerkała cały czas na starszą panią czy coś się nie pogarsza.
Dzień dobry, dzwonię z Superior Court of Justice. Jest tutaj starsza pani, na oko siedemdziesiąt lub więcej lat. Pani nie mówi, ale jest widocznie blada i osłabiona. Wskazuje na klatkę piersiową, natomiast nie do końca wiem, co jej dolega. Reaguje w miarę dobrze, jedynie nie jest w stanie nic powiedzieć. Jest przytomna. Oddech... Wydaje mi się, że jest trochę ciężki, ale miarowy. — przekazała dyspozytorce, gdy już połączyła się z pogotowiem. — Czy czuje pani ból w klatce piersiowej? Proszę pokiwać lub pokręcić głową jeśli się da. — zwróciła się tym razem do staruszki, a gdy tak pokręciła głową, przekazała tę odpowiedź dyspozytorce. Babcia jednak zaraz odezwała się do Frostine, słabym ale zrozumiałym głosem. Padło parę urwanych słów, ale była w stanie wyciągnąć z nich odpowiedni kontekst. Pani nie chciała karetki, że już jej troszkę lepiej. Mimo to Paradis nie wydawała się być przekonana. — Pani właśnie się odezwała, mówi że po prostu jej słabo i żeby na razie poczekać z karetką. Z pewnością macie państwo teraz problem przez ten pożar, więc nie wiem... może ewentualnie spróbować przywieźć panią samodzielnie? Skorzystać z jakiegoś objazdu? — wysłuchała odpowiedzi dyspozytorki, na którą pokiwała jedynie głową, decydując się w finale na przywiezienie starowinki własnym samochodem. Kobieta wyjaśniła jej, co robić w razie pogorszenia stanu kobiety oraz jak dotrzeć do szpitala. Przekazała też, że może być ciężko, ale oddział ratunkowy przyjmuje ludzi normalnie. Chociaż tyle.
Gdy zakończyła rozmowę, wrzucając telefon do torebki, zatrzymała znajomego prawnika by pomógł jej odprowadzić kobiecinę do jej samochodu. Nie było łatwo, bo pani ewidentnie dalej czuła się słabo, ale przynajmniej była przytomna, odpowiadała na pytania i reagowała na komendy. Frostine przekonała ją jednak do tego, by dla pewności odwieźć ją do szpitala i sprawdzić jej stan zdrowia, czy na pewno nie działo się nic poważniejszego.
Po kilkunastu minutach były na miejscu, a Frostine od razu zobaczyła gęste kłęby dymu unoszące się zza szpitala i kilka wcześniej wspomnianych wozów strażackich oraz karetki pogotowia. Nic dziwnego, że dojazd potrwał zdecydowanie dłużej niż zwykła droga do szpitala. Przez to wszystko nie miała również możliwości zaparkować bliżej wejścia, więc musiała się w myślach naszykować na doprowadzenie babci kawałek do wejścia na izbę przyjęć. Może po drodze pomoże jej jakaś dusza, albo jakaś sama da radę ją podprowadzić.

Connor Walker
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Ratownik medyczny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
All I want for Christmas is Youuu
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#później_sprawdzę

Connor miał nadzieję, że to będzie miły dzień, który szybko zleci, bo już mu wystarczyło, że rano wylał na siebie kawę oraz stłukł talerz - bo się spieszył - i nie miał czasu go posprzątać (potłuczone szkło czekało na jego powrót, aczkolwiek Walker wolałby, by to się samo posprzątało). Mógłby uruchomić robota sprzątającego, lecz raczej nie było dla niego dobre sprzątanie szkła, ponieważ najprawdopodobniej doszłoby do uszkodzenia, a co jak co, a nie uśmiechało mu się jeżdżenie za serwisem lub kupowanie nowego gdyż z tego był naprawdę zadowolony.
Po dotarciu do roboty zrobił to, co zawsze - przebrał się w służbowy strój i spytał o wezwania. Dostał na kartce informacje o najświeższej sprawie z adresem, na który postanowił czym prędzej się udać, ponieważ chodziło o dwie osoby poszkodowane w wypadku. Schował kartkę do kieszeni i wraz z zespołem ratowników, udał się do karetki, by następnie opuścić na sygnale parking szpitala.
Po dotarciu na miejsce, nie zaszczycił go miły widok - oczywiście policja z kimś przeprowadzała rozmowę, ale Connor nie tracił czasu na rozglądanie się za szczegółami. Wyskoczył z karetki i w biegu zarzucił na ramiona torbę medyczną. Zapach spalonej gumy i benzyny wisiał w powietrzu. Drzwi od strony pasażera były wgniecione niemal do połowy. Szyba roztrzaskana, karoseria zagięta jak puszka po napoju. Samochód stał przekrzywiony, oparty bokiem o drzewo. W środku ktoś jęczał. Connor podszedł pierwszy. Przez wybite okno zobaczył młodą kobietę na miejscu pasażera - przytomną, ale wyraźnie w szoku. Jej oddech był szybki, nierówny. Connor zaczął mówić do kobiety, lecz ta nie była w stanie nic odpowiedzieć.
- Proszę na mnie spojrzeć. Słyszy mnie pani? - spytał spokojnie, pochylając się bliżej, by lepiej było go słychać. Jej oczy były szeroko otwarte, ale nieobecne. Wpatrywała się gdzieś przed siebie, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
- W porządku. Nie musi pani mówić. Proszę tylko mrugnąć, jeśli mnie pani słyszy. - dodał po chwili. Po kilku sekundach nastąpiło mrugnięcie, które Walker uznał za odpowiedź. Czyli kontakt jest.
Connor delikatnie ustabilizował jej głowę, starając się nie poruszyć szyją.
- Oddycha pani. To najważniejsze. - odparł, a następnie krzyknął:
- Kołnierz! - rozkaz by podać mu kołnierz był skierowany do jednego z ratowników.
- Trzeba sprawdźcie saturację. - dodał, a kątem oka dostrzegł, że jej prawa noga była nienaturalnie ułożona, przygnieciona zdeformowaną częścią deski rozdzielczej. Metal wbił się głęboko do środka kabiny. Bez sprzętu hydraulicznego nie było szans jej wydostać.
- Straż już pracuje. - usłyszał za plecami. Metal wydał charakterystyczny dźwięk, gdy narzędzie zaczęło rozginać wgniecioną konstrukcję. Connor znów spróbował złapać z nią kontakt.
- Proszę się skupić na moim głosie. Jest pani bezpieczna. Wyciągniemy panią stąd. - Klatka piersiowa kobiety unosiła się zbyt szybko, dłonie były lodowate a oczy powoli się zamykały. W tej samej chwili z drugiej strony auta rozległo się:
- Kierowca traci przytomność! - Cholera.... Na szczęście strażakom udało się powiększyć otwór i dali znak, że można działać. Connor podszedł do kierowcy i zaczął go wyciągać i gdy mężczyzna znajdował się poza autem, został umieszczony na noszach i zaniesiony do karetki. Wciąż jeszcze pozostawała kwestia kobiety. Czym prędzej obszedł samochód i zapytał:
- Jak saturacja? -
- Spada. Dziewięćdziesiąt dwa… dziewięćdziesiąt… - odpowiedział ratownik, poprawiając maskę z tlenem. Connor wsunął dłoń pod jej żuchwę, stabilizując głowę.
- Proszę zostać ze mną. Słyszy mnie pani? Proszę otworzyć oczy. -
Powieki drgnęły, lecz spojrzenie było mgliste.
- Mamy dostęp do nóg! - krzyknął strażak.
Connor szybko ocenił sytuację. Metal został odgięty na tyle, by można było spróbować ją wysunąć, ale każdy nieostrożny ruch mógł pogorszyć ewentualne obrażenia kręgosłupa czy miednicy.
- Na mój sygnał. Raz… dwa… trzy! - Connor wraz ze swoim kompanem ostrożnie wysunęli ją z wnętrza pojazdu. Kobieta jęknęła słabo, gdy uwolniona noga poruszyła się nienaturalnie.
- Złamanie. Bardzo możliwe, że wieloodłamowe - mruknął Connor, przykładając rękę do tętnicy udowej, by sprawdzić krążenie. Słysząc, że nosze były gotowe, przenieśli ją płynnie, zabezpieczając pasami i stabilizując szyję.
- Nie ma czasu do stracenia. Jedziemy. - rozkazał, a drzwi karetki zatrzasnęły się z głuchym hukiem. Karetka z kierowcą odjechała wcześniej, a sprawca wypadku został przewieziony do szpitala wcześniej, choć nie miał tak poważnych urazów jak ci, w których wjechano.
Nie spodziewał się, że po dojechaniu na miejsce, zobaczy dym unoszący się za szpitalem. Z impetem otworzył drzwi i z ratownikami pobiegli do wejścia, bo kobietę prawdopodobnie było trzeba operować. Przed wejściem dostrzegł starszą Panią oraz prowadzącą ją kobietę i planował do nich wrócić, jak tylko dokończy sprawę z poszkodowaną w wypadku. Przekazał lekarzowi wszystkie ważne informacje i kiedy już więcej nie mógł nic zrobić, szybkim krokiem poszedł by pomóc prowadzić panią do drzwi.
- Coś się stało? - spytał, bo skoro obie tutaj były, to na pewno którejś coś dolegało - oczywiście obstawiał panią starzą, ale mógł się mylić.
- Już praktycznie jesteśmy. - rzucił i gdy faktycznie przeszli przez drzwi szpitala, Connor usadowił panią na jednym z krzesełek. Podszedł do baniaka z wodą, by napełnić (ciepłą wodą), dwa papierowe kubki, które wręczył obu paniom. Oczywiście nie musiały wszystkiego od razu wypijać - mogły to zrobić później.

Frostine Paradis
26 y/o
For good luck!
168 cm
tłumacz sądowy w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
When life gives you lemons, make sure you know whose eyes you need to squeeze them in.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby przyszło co do czego, Frostine chyba nie umiałaby wyobrazić siebie w pozycji takiego ratownika, który nigdy nie mógł być pewien, z czym tak naprawdę się mierzył. Jedyne, co mogło za nią przemówić w takim wypadku, to względnie chłodna głowa i podejście do ludzi z dystansem. Brak widocznej empatii mógł być natomiast równie dużym minusem. Dodatkowo, udźwignięcie takiego ciężaru jak odpowiedzialność za drugiego człowieka zdecydowanie nie było czymś, co powinno się testować przy przebytych przez nią traumach. Zwłaszcza w takim ekstremum. Innymi słowy - z pewnością nie do tego została stworzona. Był to zawód dla ludzi silniejszych, zarówno fizycznie, jak i umysłowo. Tina była raczej jedną z tych, która w pierwszej kolejności powinna pomagać przede wszystkim sobie, zwłaszcza przy schorzeniach, które raczej będą jej towarzyszyć do końca życia.
W sumie to nawet nie była pewna, co skłoniło ją do pomocy starszej pani w sądzie. Staruszka trochę przypominała jej sąsiadkę w podeszłym wieku, na którą zawsze mogła liczyć w razie gdyby nie zdążyła na czas do domu żeby nakarmić swoje kocie pociechy. Dodatkowo, w pamięci zawsze miała swoją kochaną babcię, która razem z dziadkiem starali się zastępować jej rodziców. Może nie przekazali jej wszystkiego co mogli, ale przynajmniej przyczynili się do tego, że nie skończyła jak własna matka, z uzależnieniami i wypalonym umysłem. Może tym samym chciała się im odwdzięczyć, interesując się losem starszej pani w sądzie.
Teraz starała się ją przeprowadzić przez parking i o ile babcia szła raczej stabilnie, tak ciężar jej ciała trochę jej doskwierał, gdy ta zawieszała się na jej ramieniu z każdym kolejnym krokiem. Odzwyczaiła się już od prowadzenia kogokolwiek, ale nie narzekała. Los był dla niej ostatnio wyjątkowo łaskawy, więc mogła dla odmiany się trochę bardziej wysilić. A że elegancki ubiór i buty na obcasie niekoniecznie sprzyjały temu zadaniu to już mniejsza.
Zdziwiła się zatem, gdy z pomocą przyszedł jej... Ratownik medyczny. Tak przynajmniej skojarzyła po jego specyficznym ubiorze. Trochę się zdziwiła, ale nie oponowała. Może jednak szpital radził sobie całkiem dobrze z tym całym pożarem, skoro nie wszyscy ratownicy byli oddelegowywani do pomocy w miejscu, skąd wydobywała się chmura z dymu.
Pani zrobiło się słabo. Pokazywała mi na klatkę piersiową, więc dla pewności ją tutaj ją przywiozłam. Co prawda pani twierdzi, że już jej trochę lepiej, ale lepiej dmuchać na zimne. — przedstawiła sytuację ratownikowi jak podchodzili bliżej szpitala, ostatecznie zbliżając się do wejścia. Gdy wchodzili do środka, Tina postanowiła przemówić ponownie. — Nie wiem co się tutaj stało, w sensie pożar i te sprawy, ale dyżur działa normalnie, prawda? — upewniła się, żeby nie było. Była gotowa ją zabrać nawet do innego pobliskiego szpitala, gdyby była taka potrzeba.

Connor Walker
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Ratownik medyczny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
All I want for Christmas is Youuu
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Connor miał ogromną nadzieję, że zarówno kierowca jak i jego pasażerka przeżyją - choć coś czuł, że jeżeli chodził o życie pasażerki, to wisiało ono na włosku. Nie potrafił pozbyć się obrazu jej nieruchomej sylwetki, spojrzenia mówiącego ratunku ani dźwięku odginania blachy, który wciąż dzwonił mu w uszach. Niby nie pierwszy raz uczestniczył i próbował ratować ludzi po wypadku, lecz obraz zawsze jeszcze przez jakiś czas pozostawał w jego głowie. Pewnie gdyby dostał farby i pędzel, to przelałby to wszystko, co mu utkwiło. Poza tym zastanawiał się, czy istniał jakikolwiek sposób, by uniknąć tego wypadku. Jedna sekunda wcześniej lub dokonanie całkowicie innego wybór tj. by jechać inną drogą. Czasami Walker żałował, że nie posiadał mocy, dzięki którym mógłby odtworzyć poszczególny wypadek i jakoś go zniwelować lub całkowicie powstrzymać.
No ale zaraz musiał pomóc nieznajomej kobiecie albo raczej starszej pani, która twierdziła, że czuje się już lepiej, choć Connor doskonale znał te teksty, polegające na tym, by powiedzieć jedno, kiedy w rzeczywistości czuło się co innego.
- Klatka piersiowa. - powtórzył to co uznał za kluczowe.
- Dopóki nie ma ewakuacji, działamy. Gdy nagle zaczną nas wyganiać lub na korytarzach zacznie wyć alarm, to wtedy będziemy się martwić. - powiedział, kierując starszą panią wraz z kobietą do oddalonego od skrzydła pochłoniętego przez ogień gabinetu. Oczywiście staruszka w pewnym momencie stanęła i Connor myślał, że zacznie się buntować, lecz ona zaczęła… tracić przytomność.
- O nie… - rzucił, podchwytując staruszkę, nim osunęła się całkiem na ziemię. Wziął ją na ręce i niemal biegiem ruszył w stronę gabinetu. Doktor właśnie z kimś rozmawiał, lecz gdy zauważył ratownika z bezwładnym ciałem kobiety, natychmiast otworzył szerzej drzwi. Connor położył ją ostrożnie na łóżku i powiedział wszystko, co do tej pory wiedział. Lekarz skinął głową i praktycznie od razu przystąpił do działania.
Walker opuścił gabinet, bo nie było potrzeby w nim dalej przebywać - doktor miał pomoc w postaci pielęgniarek oraz jeszcze jednego doktora.
- A z Panią wszystko okej? Nie chce się Pani pić? - spytał, bo jemu się chciało ale wpierw musiał zadbać o innych. Zastanawiało go, czy kobieta będzie chciała poczekać, czy planowała wyjść.

Connor Walker
Ostatnio zmieniony pt mar 06, 2026 11:48 pm przez Connor Walker, łącznie zmieniany 1 raz.
26 y/o
For good luck!
168 cm
tłumacz sądowy w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
When life gives you lemons, make sure you know whose eyes you need to squeeze them in.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nic dziwnego, że jako porządny ratownik przejmował się tym, czy ktoś ostatecznie przeżyje ratunek. Los nie zawsze sprzyjał takim sytuacjom, czasami pozwalając komuś ujść z życiem tylko po to, by kolejna osoba odeszła nawet mimo wrażenia, że wszystko miało być już dobrze. Świat nie był sprawiedliwy i nigdy nie będzie. Frostine było zdecydowanie bliżej do takiego podejścia, zwłaszcza po swoich życiowych lekcjach. Owszem, spotkał ją też cud, ale on też wiązał się z całą siatką rzeczy, które mogły wciąż potencjalnie eskalować. Co do ludzkiego życia, to również było dla niej cholernie niesprawiedliwe. Ktoś taki jak jej matka, która prawie że całkowicie zniszczyła jej życie, wciąż chodził po tej ziemi. Ledwo, co prawda, ale wciąż. W międzyczasie jej dziadek, złoty człowiek, odszedł z tego świata dużo wcześniej niż powinien. Może to zabrzmi źle, ale gdyby to Paradis miała taką moc sprawczą, życie traciłyby tylko osoby, które wyrządziły zdecydowanie za wiele szkód. Trochę takie myślenie a’la Thanos, ale dobrze było zachować balans, pozwalając na utratę życia tym, którzy swoje życie poświęcali na krzywdę innych.
To miejmy nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. Widziałam sporo straży pożarnej, może uda im się z tym poradzić. — mogła brzmieć niczym pozbawiony emocji sopel lodu, natomiast terapia nauczyła ją być bardziej życzliwą poprzez same słowa. Lepsze to niż nic, szczerze powiedziawszy.
Paradis również zauważyła zmianę w zachowaniu starszej pani, która mimowolnie zwróciła jej uwagę w jej kierunku. Już otwierała usta z zamiarem spytania czy wszystko dobrze, gdy babcia po prostu osunęła się na ziemię. Przez moment aż nie wiedziała co powiedzieć, co zrobić, bo kompletnie się tego nie spodziewała. Dziękowała zatem w duchu ratownikowi, który zareagował z prędkością światła i w dość szybkim czasie trafiła ona pod pieczę lekarza, który odpowiednio się nią zajmie. To też nie polski SOR, gdzie musiałaby czekać na taką reakcję co najmniej z trzy godziny.
Wszystko dobrze? Co się w ogóle stało... — gdy ratownik opuścił gabinet, Tina stała w tym samym miejscu i choć jej twarz nie wyrażała wiele, tak we wnętrzu czuła się zaniepokojona, a wręcz zmartwiona.
Nie, po prostu… Nie spodziewałam się, że coś może się stać. Jednak dobrze zrobiłam, że ją tu przywiozłam. — najpierw pokręciła głową, by ostatecznie westchnąć ciężko. — Chyba muszę się napić kawy. — zakomunikowała, dochodząc do wniosku, że zastrzyk kofeiny mógł ją nieco uspokoić. Kawa nie działała na nią tak, jak na innych ludzi. Co prawda czasami czuła się pobudzona, ale dość często właśnie relaksowała się po jej napiciu. I tak nigdzie się nie wybierała, bo chciała dowiedzieć się, co ze staruszką. I czy czegoś jej nie potrzeba.

Connor Walker
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Ratownik medyczny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
All I want for Christmas is Youuu
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Connor naprawdę miał nadzieję, że wkrótce usłyszy dobre wieści co do pożaru. Zastanawiało go, co mogło być jego przyczyną, bo aktualnie wiedział tyle co nic.
- Też trzymam za nich kciuki. Dobrze by było opanować ten ogień, bo no... nie możemy zamknąć szpitala. - stwierdził, bo o ile taki sklep można było zamknąć, tak szpital musiał funkcjonować biorąc pod uwagę, że trafiali do niego ludzie z różnymi objawami lub urazami. Karetki przyjeżdżały i odjeżdżały. Syreny tworzyły tło muzyczne - jedne należały do straży pożarnej, drugie do karetek.
- Nie będę pani okłamywał. Wolałbym powiedzieć, że wszystko jest dobrze, ale na razie wiele zależy między innymi od badań i diagnostyki. Ból w klatce piersiowej oraz utrata przytomności mogą być oznaką zawału, zaburzeń rytmu serca albo… zatorowości płucnej. - wyjaśnił krótko, starając się mówić spokojnie.
- Ale może być Pani z siebie dumna, bo gdyby nie reakcja i zabranie jej do szpitala, mogłoby to się źle skończyć. - dodał, posyłając kobiecie lekki uśmiech i chcąc ją nieco pokrzepić, by się nie smuciła. Connor doskonale zdawał sobie sprawę z panowania znieczulicy i niejednokrotnie czytał artykuły w internecie, gdzie często przyczyną jakiegoś wydarzenia był brak reakcji lub zbyt późna reakcja, dlatego stojąca obok niego kobieta, zasłużyła na medal, szczególnie, że postanowiła pomóc komuś, kogo nie znała.
- To zapraszam za mną do szpitalnej kawiarenki. Poza kawą, zachęcam do skosztowania dzisiejszego ciasta, a jest nim szarlotka i jest wręcz przepyszna. Sam dziś zjadłem ze dwa kawałki i może nawet skuszę się na trzeci.... - odparł, naprawdę uważając dzisiejszą szarlotkę za jedną z lepszych jakie jadł. Oczywiście najlepszą robiła jego mama ale ta tu była lepsza niż w niejednej kawiarni. Ilość jabłek była idealna a ciasto nie było za grube.
Kawiarenka znajdowała się niedaleko wejścia, więc musieli się wrócić. W kawiarence było kilka wolnych miejsc ale Connor nie wiedział, czy kobieta będzie chciała usiąść przy stoliku. Skinął głową na znak, iż kobieta mogła pierwsza złożyć zamówienie i zapłacić. Poza kawą i ciastkami, szpitalna kawiarenka oferowała także herbaty, gorącą czekoladę, kanapki oraz rogaliki (tzw. croissanty).
Gdy nadeszła jego kolej, poprosił o kawałek szarlotki. Ciasta były wydawane od razu, tylko na napoje trzeba było chwilę poczekać, lecz biorąc pod uwagę, że aktualnie nie było tłumów, to pani za ladą przyniosła nie tylko ciasto dla Connora lecz także kawę (o ile rzecz jasna nieznajoma ją wcześniej zamówiła).
- Tak w ogóle, to jestem Connor. - przedstawił się, bo nie widział powodu, by zostać na stopie nieznajomych. A dopóki nie dostanie wezwania, mógł robić za towarzysza - no chyba, że kobieta wolała zostać sama, co oczywiście byłby w stanie zrozumieć.

Frostine Paradis
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”