Jej określenie sprawiło, że kącik jego ust zadrżał lekko - nie w wyrazie rozbawienia, ale w pozbawionym wesołości uśmiechu wywołanym błędem, w jakim się znalazła.
Błędem, który sam umocnił swoim zachowaniem.
Przekroczenie granicy wydawało się ł a t w e. Niczego bardziej nie pragnął wtedy, w pogrążonym półmroku biurze, które nawiedzali w środku nocy jak nienazwane duchy. Upojony jej bliskością, z trudem przywrócił własne myśli do porządku, dostrzegając czerwień ostrzegawczych lamp, która płonęła przez cały ten czas, skrzętnie przez niego ignorowana. Dostrzegł ją dopiero odbitą w jej ciemnych tęczówkach, w postaci zarysu własnej sylwetki, twarzy znajdującej się tuż obok.
Przekroczenie granicy przyniosłoby katastrofalne skutki - dla ich obojga. Granice wyznaczały jego teraźniejszość, zmuszając do lawirowania między jednym światem, a drugim. Między błyskiem odznaki w świetle dnia i ciężarem broni trzymanej przy sobie blisko pod osłoną zmroku. Margo należała wyłącznie do jednego z tych światów i, w przeciwieństwie do niego, jej barki nie uginały się pod wagą podjętych przez siebie wyborów.
Miała przyszłość, podczas gdy jego życie było ciągłym zastanawianiem się, za którym razem potknięcie wypchnie go z linii, na której z taką wprawą balansował.
I nie był pewien po której stronie wtedy wyląduje.
Ulotna chwila zapisała się w jego myślach, czy tego chciał, czy nie. Nie pozwalał im wypłynąć na zewnątrz następnego dnia, gdy dostrzegł ją siedzącą przy biurku. Cisza między nimi wydawała się naturalna, nie wymowna. Dotyk jej dłoni i pocałunek na jej skórze stały się wspomnieniem czegoś, czego żadne z nich nie zamierzało poruszać, ani nie zamierzało do tego wracać.
Niemal był w stanie uwierzyć, że przejdą z tym do normalności.
Niemal, ponieważ w głębi siebie nie wiedział, czy w ogóle tego c h c i a ł.
Dni w tygodniu zlały się w jeden, pozbawiony rewelacji odcinek czasu. Zgodnie z protokołem, zgłosił ich odkrycia wyżej - coś, czego nie musiał robić od razu, detektywi przeciągali takie sprawy nieustannie by nie odebrano im śledztwa. Szybko po tym morderstwo Elliota Mastersa i jego żony zostały przekazane w ręce wydziału od spraw przestępczości zorganizowanej. Rozpoznawał mężczyznę, któremu wręczał stertę akt. Widział jego czujne spojrzenie, cwany uśmieszek błąkający na ustach jak gdyby obydwoje rozumieli żart, którego nie pojmowała reszta społeństwa.
Widywał ten uśmieszek w Mimmo's. Nie mieszaj się w to, Madden. To nie twoja sprawa. Wkraczając w piątkowy ranek do komisariatu, odbębnił spotkanie wraz z resztą i zgarnął akta ich następnej sprawy z biurka przełożonego, nim stanął przy siedzącej na swoim miejscu Margo.
- Podwójne morderstwo, same ciekawe rzeczy - stwierdził krótko, pół żartem, pół serio, rzucając stertę dokumentów na jej blat. - Sprawca postanowił udokumentować wszystko w postaci listów. Mam nadzieję, że nie masz planów na wieczór.
Papierologia zajmie im cały wieczór.
A Margo, podobnie jak on, nigdy nie miała planów.
margo mercer