-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- W tej kwestii najlepiej jest porozmawiać z przełożonymi. Mogę jedynie dodać od siebie, że opinia i wsparcie doktor Miller okazało się chociażby nieocenione w sprawie zabójstw dokonywanych przez Caleba Fostera. Bliższa współpraca z koronerem okazała się w tym przypadku nieoceniona ze względu na jego charakterystykę - odpowiedziała w miarę obojętnym tonem.
Była pewna, że Sloan by ich nie sprzedał. Owszem, działały mu często na nerwy, ale takim manewrem przysporzyłby sobie jedynie jeszcze więcej problemów. Lepiej było grać z resztą do tej samej bramki. Charles nie był wcale taki zły chociaż jako ich przełożony często się z nimi ścierał w pewnych istotnych kwestiach związanych z potencjalnymi działaniami jakie podejmowali.
- To co myślę w tej sprawie nie ma żadnego znaczenia - odparowała, gdy tylko została spytana o opinię odnośnie zaangażowania Zaylee w sprawy kryminalne. - Pewne jest, że to nie ona podejmuje istotne decyzje. Wykazuje się jednak wystarczającą bystrością oraz spostrzegawczością, aby służyć za konsultanta.
Powiedziała mu już i tak za dużo niż chciała. Nie powinna wdawać się z nim w dyskusję. Mogła jeszcze wydać z siebie pełen niezadowolenia dźwięk, gdy tylko mężczyzna przedstawić kolejną zbyt daleko idącą teorię. Jak długo jeszcze będą musiały znosić coś podobnego?
- Ile jeszcze będziemy ciągnąć ten cyrk? - zapytała, opierając się łokciami o stół przed sobą. - Macie jakieś konkretne dowody czy nawet poszlaki, które wskazywałyby na to, że którakolwiek z nas ma jakieś powiązania ze światem przestępczym czy po prostu chcecie zająć się teoriami wyjętymi z dupy?
- Detektyw Swanson, ostrzegam, że... - zaczął Thompson, ale Evina od razu mu ostro przerwała.
- Że co? Wyłożyłam wam już jasno jakie było moje zaangażowanie w sprawę. Zajmijcie się może wpierw weryfikacją tego i dopiero potem wróćcie, gdy już stwierdzicie, że jest coś jeszcze, co mogłabym wam powiedzieć lub rozjaśnić - stwierdziła twardo. - Idźcie spełniać gdzie indziej swój zasrany obowiązek, a w tym czasie skontaktuję się ze swoim prawnikiem jeśli nie macie mnie dosyć.
To chyba było najlepsze, co mogła zrobić w tym momencie. Nie sądziła, aby szybko odpuścili, więc wolała mieć zabezpieczenie na wszelki wypadek, gdyby ta sprawa miała się za nią ciągnąć. Miała też nadzieję, że Miller zostanie zdjęta z celownika, bo sama nie miała dostępu do tak wrażliwych informacji. Chyba, że zakładali iż wyciągała je ze swojej narzeczonej w łóżku zgodnie z tym, czego uczyły stare filmy szpiegowskie.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Widząc wzburzenie nie tylko na twarzy Eviny, ale również w jej ruchach, Miller automatycznie sięgnęła do jej kolana i ostrzegawczo zacisnęła na nim palce. Ile razy to ona uspakajała ją w podobny sposób? Zwykle to właśnie Zaylee była tą bardziej porywczą i łatwo było ją wyprowadzić z równowagi w podobnych sytuacjach. Samymi oczami próbowała dać jej do zrozumienia, że takim zachowaniem niczego nie wskóra. Musiały trzymać nerwy na wodzy, czy im się to podobało, czy nie.
— Najpierw chcemy zebrać wszystkie informacje, zanim zaczniemy je weryfikować — wtrąciła agentka Moore. — Rozumiemy, że wiedza doktor Miller była nieoceniona w schwytaniu seryjnego mordercy, ale chyba nie była aż tak niezbędna w sprawie wspólnoty chrześcijańskiej. Swoją drogą, chyba nie była ona prowadzona zgodnie z wytycznymi? — kobieta uniosła wysoko brwi i cmoknęła z wyraźnym niezadowoleniem.
A więc jednak dokładnie przetrzepali ich akta i wiedzieli znacznie więcej, niż na początku można było przypuszczać. Dotarli do szczegółów, które wydawały się dawno zapomniane, połączyli fakty rozrzucone w różnych dokumentach i wyciągnęli wnioski. Szkoda tylko, że na całą sprawę patrzyli wyłącznie przez pryzmat własnych założeń i uprzedzeń. Zamiast spróbować zrozumieć szerszy kontekst, trzymali się jednej, wygodnej dla siebie interpretacji, ignorując wszystko, co nie pasowało do przyjętej narracji. W efekcie ich wiedza była jednostronna, a ocena sytuacji bardziej surowa niż sprawiedliwa.
— W takim razie wiecie już również, że dzięki naszemu zaangażowaniu i konsekwentnej pracy śledztwo dotyczące Nowego Początku zostało doprowadzone do końca i ostatecznie zamknięte — odezwała się Zaylee, wrzucając niedopałek papierosa do popielniczki. — Dokładaliśmy wszelkich starań, aby sprawa została rzetelnie wyjaśniona. Nie wiem, co chcielibyście jeszcze od nas usłyszeć — westchnęła ciężko, coraz bardziej przytłoczona tym przesłuchaniem.
Dlaczego, kiedy wszystko zaczynało się układać, znowu coś musiało się wyjebać? Niby Miller powinna dawno do tego przywyknąć, a jednak za każdym razem zastanawiała się, jak to jest możliwe, że ich życie było jakimś przeklętym pasmem nieporozumień? Albo tragedii? Gdyby tylko wierzyła w takie rzeczy, to tkwiłaby w przekonaniu, że wisi nad nimi jakieś zasrane fatum.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spięła się mimowolnie, gdy tylko poczuła palce zaciskające się na jej kolanie. Zwykle w takich momentach nadchodziło oczekiwane rozluźnienie, ale tym razem Evina siedziała na krześle prosta jak struna, sprawiając wrażenie jakby w każdej chwili była gotowa rzucić się do ataku. Powinna być tą rozsądniejszą, ale trudno było jej nad sobą panować w pełni.
- Podałam wszystkie niezbędne informacje jakich ode mnie wymagaliście. Nie mam nic więcej do powiedzenia w tej sprawie, a cała reszta to jedynie wasze domysły - powtórzyła, bo dla niej nie było wątpliwości, co do tego jak wyglądała cała ta sprawa.
Od samego początku Swanson przypuszczała, że wiedzą naprawdę wszystko. Nie było sensu w tym, by starać się kłamać lub coś przed nimi zataić. Mogły, co najwyżej postarać się przedstawić wszystko w jak najbardziej pozytywnym świetle, aby faktycznie wszystko zaczęło przemawiać choć po trosze na ich korzyść.
- Odkryłyśmy coś, co wykraczało zdecydowanie poza skale prowadzonego wcześniej śledztwa, a nasz udział w jego finałowym etapie wynikał z wyraźnej prośby przełożonych, co zapewne również zostało odnotowane - sprostowała, bo nie miała wątpliwości, że taki szczegół znalazł się w aktach.
Nie prosiły się o to. To zastępcy komendanta zadecydowali o tym, aby przywrócić je do służby i zaciągnąć do dalszego badania niemal w pełni rozwiązanej sprawy, gdyż były najlepiej zorientowanymi w temacie osobami. Może i dwójka funkcjonariuszy ucierpiała w trakcie działania pod przykrywką, ale to już nie była ich wina.
- Macie wszystko, czego potrzeba, aby działać dalej. Daty, dane oraz wnioski wysnute przez grupę zadaniową. Skupcie się na tym oraz na zweryfikowaniu tego, co udało nam się ustalić.
Jak dla niej rozmowa powinna zostać już zamknięta Nie miała nad czym się rozwodzić. Chyba, że miałaby im lepiej wyłożyć wszystko do czego udało im się dojść podczas śledztwa. Choć na pewno ktoś inny zrobiłby to lepiej, bo przez swoją nieobecność Swanson mogła mieć pewne zaległości, których jeszcze nie nadrobiła.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Evina miała dobre intencje, kiedy napomknęła o sprawie zabójstw koronerów. Foster był jej osobistym, najwyraźniej wciąż nieprzepracowanym problemem.
— Mhm — mruknął agent Thompson. Sięgnął po długopis i znów zapisał kilka zdań w notatkach, zupełnie niewzruszony tym, co miała do powiedzenia Swanson. — Pozwoli pani, że to my zadecydujemy, kiedy zakończyć przesłuchanie— łypnął na detektywkę spode łba. Najwyraźniej chciał dać jej do zrozumienia, że to nie ona stawia tutaj warunki.
— Daj już spokój, Ralph — jego partnerka położyła mu rękę na ramieniu. — To na razie musi wystarczyć. Musimy jeszcze porozmawiać z kilkoma innymi osobami, pamiętasz? W tym z zastępcą komendanta, Charlesem Sloanem — w tym miejscu wymownie zerknęła na siedzące naprzeciwko kobiety, jakby spodziewała się jakiejś nerwowej reakcji, ale żadna z nich nawet nie mrugnęła.
Miller naprawdę miała nadzieję, że Sloan będzie po ich stronie i nie wpadnie w panikę przy pierwszym trudniejszym pytaniu. Niby pełnił istotną funkcję, ale czasami zachowywał się jak kompletny idiotа. Nie był jednak na tyle głupi, żeby celowo im zaszkodzić. Mógł nie przepadać za Miller i Swanson, w końcu zwiastowały kłopoty niemal wszędzie, gdzie się pojawiały, ale nigdy nie mógł zarzucić im, że źle wykonują swoją pracę. A przynajmniej nigdy w kwestiach, które były w ich zasięgu. Wyjątkiem był Nowy Początek, gdzie działały bez wiedzy i zgody przełożonych, ryzykując sporo (w tym własne życie), żeby zdobyć potrzebne informacje.
— W porządku — odezwał się w końcu Thompson, zamykając notatnik. Jego spojrzenie było chłodne, ale nie bez reszty pozbawione uprzejmości. — W takim razie będziemy się z panią kontaktować. Albo z pani prawnikiem — dodał, przypominając, że Evina wyraźnie zaznaczyła wcześniej zamiar skorzystania z porady prawnej. — Gdyby jednak przypomniała sobie pani cokolwiek jeszcze w związku z informatorem w policji, albo jakiekolwiek inne informacje powiązane z rosyjską mafią działającą w mieście, proszę dać nam znać — dodał, podając im wizytówkę.
Zaylee spojrzała lekceważąco na kartonik z nadrukowanymi danymi, ale w końcu wcisnęła ją do kieszeni marynarki. Nie czekała na grzecznościowe uściski dłoni ani czułe pożegnania. Z impetem odsunęła krzesło, podniosła się z miejsca i pchnęła drzwi, wychodząc na korytarz.
Poczekała, aż narzeczona do niej dołączy, a kiedy już stanęły naprzeciwko siebie, Miller złapała wcisnęła palce za jej szlufki od spodni i przyciągnęła ją bliżej.
— Wszystko dobrze? — upewniła się, wychwytując jej wyraźnie poirytowane spojrzenie. Nie chciała, żeby niepotrzebnie się wkurwiała. To nie było konieczne.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Napięcie w tej chwili naprawdę można byłoby kroić nożem. Przez moment Evina miała wrażenie, że jeszcze chwila, a skoczą sobie z Thompsonem do gardeł, gdy tylko ten postanowił pokazać jej kto w tym momencie kontroluje sytuację, ale interwencja Moore zdecydowanie zapobiegła rozlewowi krwi.
Swanson nie zareagowała w żaden sposób na wspomnienie nazwiska Sloana. Właściwie to od samego początku chciała, aby agenci z nim porozmawiali. Liczyła na to, że zeznania przełożonego odniosą nieco lepszy skutek niż jej własne. Było jej to zatem jak najbardziej na rękę, ale nie zamierzała tego po sobie poznać.
Podobnie jak nie zamierzała sięgać po wyciągniętą wizytówkę, ale w tym akurat wyprzedziła ją Zaylee. Być może skorzystają, ale nie sądziła aby cokolwiek sobie przypomniały lub żeby kret nagle zaczął popełniać błędy, które go zdradzą. Nie sądziła, aby był to ktoś kto będzie działał w panice.
Przez moment jeszcze mierzyła się spojrzeniem z nieszczęsnym Ralphem, ale w końcu podniosła się z krzesła, gdy tylko jasne stało się, że została zwolniona z pokoju przesłuchań i wyszła z pomieszczenia. Niemal od razu dostrzegła czekającą pod drzwiami Miller, która ją do siebie przyciągnęła. Nareszcie mogła głęboko odetchnąć, czując przy sobie jej obecność. Wzięła głęboki oddech, który miał ją uspokoić, ale nie zdał się na zbyt wiele.
- Wszystko zajebiście - odparła, ale jej przesycony sarkazmem warkliwy ton oraz siła z jaką zacisnęła palce na ramieniu koronerki, gdy tylko ją objęła twierdziły zupełnie co innego. - Nie wierzę, że próbowali w to wciągnąć ciebie i Sama...
Powinna być na to gotowa. Wiedziała jak paskudne bywały podobne przesłuchania oraz miała świadomość wszelkich brudnych trików, których funkcjonariusze mogli się łapać byle tylko zdobyć odpowiednie zeznania, ale wybrali na to zły moment.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To OCPC — zaczęła nadzwyczaj spokojnie, po czym uniosła rękę i pogładziła Evinę po policzku wierzchem dłoni. — Nie można było spodziewać się po nich niczego lepszego. Zawsze sięgają po najcięższy kaliber, jeśli nie mają sensownego argumentu. W ogóle się tym nie przejmuj — nachyliła się, żeby musnąć jej usta w przelotnym pocałunku.
Odsunęła się nieznacznie, tak by móc lepiej przyjrzeć się jej twarzy i zajrzeć prosto w błękitne tęczówki. Przez krótką chwilę wahała się, czy w ogóle powinna wracać do tego tematu. Mogłaby przecież odpuścić i po prostu wrócić do wcześniejszych obowiązków. A jednak coś nie pozwalało jej do końca odpuścić.
Przechyliła lekko głowę, wciąż nie spuszczając wzroku ze Swanson, jakby próbowała wyczytać jej twarzy odpowiedź, zanim padną jakiekolwiek słowa.
— Powiesz mi, dlaczego aż tak cię maglowali? — zapytała z pobrzmiewającą w głosie ciekawością. — Wiesz coś więcej, niż reszta wydziałów? — dodała, zaglądając przez jej ramię, bo w tle mignęły jej sylwetki przechadzających się korytarzem funkcjonariuszy. Może nie powinny rozmawiać o tym tutaj i przenieść się w ustronniejsze miejsce?
Przez moment próbowała sobie przypomnieć, czy Swanson kiedykolwiek mówiła jej o tym coś więcej. I faktycznie, kiedyś o tym wspomniała. Ale tylko przelotnie, bez wchodzenia w szczegóły. Wtedy Miller przyjęła to po prostu do wiadomości. W natłoku spraw, raportów i sekcji nie miała ani czasu, ani szczególnej potrzeby, żeby drążyć temat. Teraz jednak, patrząc na nią z tak bliska, zaczynała mieć wrażenie, że tamta krótka wzmianka była jedynie fragmentem znacznie większej historii.
Plotki na komisariacie rozchodziły się w zawrotnym tempie, jednak wciąż pozostawały tylko plotkami. Ktoś coś gdzieś usłyszał, ktoś inny coś dodał i przekręcił, a potem wychodziły takie klocki, że kretem w policji jest sam Charles Sloan. Zaylee zawsze starała się podchodzić do takich pogłosek z rezerwą, ale chcąc nie chcąc, niektóre informacji docierały nawet do prosektorium i tylko od niej zależało, jak na poważnie je potraktuje.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na przestrzeni całego swojego związku niejednokrotnie miały już do czynienia z sytuacjami wywołującymi bezbrzeżną irytację. Tylko, że zwykle to Miller znosiła gorzej podobne scenariusze. Teraz było na odwrót, a Evina raz jeszcze zastanawiała się czy u boku koronerki nie zaczyna zamieniać się w swoją nastoletnią wersję: szaleńczo zakochaną i żyjącą z przekonaniem, że wszyscy się na nią uwzięli, bo huśtawka nastrojów mogła ją zawsze doprowadzić do takich, a nie innych wniosków.
- Wiem, ale nie zmienia to faktu, że naprawdę mnie to wkurwia... - mruknęła z niezadowoleniem.
Z nią mogli robić, co chcieli, ale jednak nie podobało jej się wciąganie w to w jakikolwiek sposób jej rodziny. Było to mimo wszystko do przewidzenia. Zdawali sobie sprawę z tego, że mógł to być jej czuły punkt, w który najlepiej było uderzyć, aby wydrzeć z niej jakieś zadawalające zeznania. Oczywiście jeśli tylko wpadłaby w tą zmyślną pułapkę.
Powoli rozluźniała się pod jej dotykiem chociaż wciąż dalej było jej do stanu całkowitego spokoju. Miło wszystko czułe gesty w wykonaniu Zaylee zawsze potrafiły w końcu uwolnić ją od zbyt burzliwych emocji. Potrzebowała tego, aby w końcu odprężyć się i móc myśleć klarowniej. Zwłaszcza, że wpatrująca się w nią koronerka oczekiwała jakiejś odpowiedzi na niezwykle ważne pytanie.
- Pójdziemy na lunch? - zapytała, chcąc jej tym samym dać znać, że wolała jednak nie rozmawiać o tym wszystkim w tym miejscu.
Normalnie zaciągnęłaby ją do swojego gabinetu, ale nie była pewna czy był on bezpieczny. Może to była lekka paranoja, ale wolała nie znajdować się na ewentualnym podsłuchu. Dlatego wolała udać się w jakieś miejsce, gdzie mogła liczyć na odrobinę spokoju.
Ruszyła pewnym krokiem w stronę wyjścia, ale po drodze zatrzymała się jeszcze przy biurku znajomego starszego policjanta, który pracował w otwartej przestrzeni biurowej i położyła na blacie obok na wpół dojedzonej kanapki z ogromną ilością majonezu swojego smartfona.
- Jerry, idę z Zaylee na lunch. Zostawiam telefon, żeby nikt nie zawracał mi dupy. Jeśli ktoś będzie coś chciał to wrócę za jakieś czterdzieści minut - oświadczyła na co mężczyzna jedynie pokiwał głową.
Wiedziała, że może na niego liczyć. Będzie musiała mu jedynie kupić jakiś deser na wynos, aby podziękować za wyjątkową lojalność. Przynajmniej tyle mogła dla niego zrobić.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tym razem jednak sytuacja wyglądała inaczej. Sprawa, dla której je tu wezwano, nie dotyczyła bezpośrednio jej samej. A skoro Evinę ponosiły emocje, ktoś musiał pozornie zachować zimną krew. Ku zaskoczeniu wszystkich, a chyba najbardziej jej samej, padło właśnie na Miller.
— Masz prawo być wkurwiona — powiedziała łagodnie, ujmując jej podbródek w dłoń. — Doskonale wiesz, że to tylko taki straszak. Nie zawracaj sobie tym głowy — uśmiechnęła się pokrzepiająco. Kolejna seria zmartwień naprawdę nie była im potrzebna. Pewnie wszystko i tak rozejdzie się po kościach.
Agenci dobrze wiedzieli, jak działać na ludzi, żeby wzbudzić w kimś niepokój. Właśnie na to liczyli. Chcieli, żeby Swanson zaczęła się denerwować, żeby sama zaczęła dopowiadać rzeczy, o które nawet nie zapytali. W rzeczywistości nie mogli zrobić niczego ani Zaylee, ani tym bardziej Samowi. Nie mieli do tego podstaw. Cała ta rozmowa była tylko próbą zamieszania. Grą nerwów. Chcieli wyciągnąć z detektywki coś, czego nawet nie mogła wyjawić, bo powiedziała im już dosłownie wszystko, co wiedziała.
— Właściwie, to umiera z głodu — stwierdziła, co akurat nie było żadną nowością. — O tej porze w The Last Alibi powinno być względnie cicho — dodała, ruszając na koniec korytarza.
Jerry spojrzał na nie trochę zdezorientowany, ale przyjął do wiadomości wszystkie polecenia i zasalutował im na odchodne. Miller puściła do niego oko i szybkim krokiem dołączyła do narzeczonej. Przez chwilę nawet zastanawiała się, czy nie zostawić mężczyźnie również swoje telefonu, ale w sumie żaden z jej denatów, których miała sekcjonować, raczej nie zechce nękać jej połączeniami. Zawsze istniało jeszcze prawdopodobieństwo, że będzie musiała pojechać na miejsce zdarzenia, żeby stwierdzić zgon, ale stamtąd też zwłoki nigdzie nie uciekną.
Tak, jak przypuszczała, lokal znajdujący się zaraz przy komisariacie, praktycznie świecił pustkami. Wstrzeliły się idealnie. Złożyły zmówienie i usiadły przy stoliku na końcu sali.
— Utwierdź mnie w przekonaniu, że nie masz z tym nic wspólnego — poprosiła, bo to, że wierzyła Swanson, nie podlegało dyskusji. Musiała jednak usłyszeć to od niej, aby nie wyjść przypadkiem na skończoną idiotkę.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wszystko było jasne i klarowne. Niemniej jednak ktoś najwyraźniej bardzo chciał uprzykrzyć jej życie. Musiała odpierać co raz kolejne ataki i pytania, które wyraźnie sugerowały, że musiała być jakoś w to wszystko zamieszana. Przynajmniej jednak miała później przy sobie kogoś kto był w stanie w jakiś sposób kontrolować wyrządzane przez nią samą obrażenia.
Wciąż było to za mało, aby wywołać jej uśmiech, ale przynajmniej odrobinę się rozluźniła. Odetchnęła głęboko, starając się spuścić z siebie chociaż odrobinę ciśnienia i ucałowała policzek narzeczonej przed zasugerowaniem wspólnego posiłku. Musiały z pewnością zjeść coś ciepłego, aby ukoić rozszalałe nerwy.
- To właśnie tam pójdziemy - stwierdziła, bo nie miała szczerze nastroju na to aby urządzać sobie gdzieś dłuższą wycieczkę.
Pomimo wszelkich swoich przywar jako policjant Jerry był naprawdę porządnym człowiekiem i jedną z najbardziej pomocnych osób na całej komendzie. Wiedziała, że zawsze mogła na niego liczyć, a drobna słodkość czy chociażby voucher do jakiejś pobliskiej knajpy są wszystkim czego potrzebowała, aby wciąż móc liczyć na jego niezmierną sympatię.
Droga do the Last Alibi nie była tak długa. Przebyły ją we względnej ciszy, wiedząc, że na bardziej szczegółową rozmowę będą mogły sobie pozwolić dopiero w momencie, gdy znajdą się w środku lokalu. Na razie żadna z nich nie starała się nawet poruszyć kwestii prowadzonego śledztwa póki nie zostały same przy położonym w kącie stoliku z dobrym widokiem na okolicę lokalu.
- Nie do końca... Chociaż na pewno nie sprzedaję mafii - odpowiedziała ściszonym głosem mimo tego, że przecież nikt nie kręcił się w pobliżu.
Oparła się łokciami o stolik i nachyliła się ku narzeczonej, aby móc kontynuować swobodnie rozmowę dosyć cichym tonem, bo mimo wszystko czuła się nieswojo poruszając takie kwestie w miejscu publicznym.
- Pamiętasz jak wspominałam ci, że Scott poprosił mnie o pomoc w śledztwie? - przypomniała jej, bo jednak odbyły tę rozmowę dawno temu, a w międzyczasie zdążyło się zadziać naprawdę wiele. - W tajemnicy staraliśmy się ustalić kto jest wtyką. Przeprowadziliśmy też kontrolowany wyciek informacji na terenie TPSH, aby postarać się ustalić kto może nas sprzedawać, ale jak na razie nie ustaliliśmy żadnych konkretów... Zresztą wypadłam na długi czas z obiegu przez sprawę z Blythe'em...
Nie było to coś czym mogła zajmować się z domu czy szpitalnego łóżka, więc siłą rzeczy została na jakiś czas odsunięta od przedsięwzięcia. Jeśli ktoś miał mieć w miarę świeże informacje na temat rozwoju tego wszystkiego to na pewno nie była ona. Przynajmniej nie wiedziała o żadnych postępach.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaylee mniej więcej pamiętała, że Scott poprosił Evinę o pomoc w śledztwie. Wtedy jednak była przekonana, że chodzi o coś zupełnie innego. O jakąś sprawę poza murami komisariatu. Kolejne dochodzenie, z którym przełożeni nie potrafili sobie poradzić, więc postanowili sięgnąć po pomoc doświadczonej detektywki. To byłoby logiczne. Sensowne. Ale kiedy wyszło na jaw, że chodziło o namierzenie informatora ukrywającego się wśród funkcjonariuszy, Miller skrzywiła się ostentacyjnie. To było grzebanie we własnym gnieździe. Przez chwilę milczała, próbując poukładać myśli. W końcu przycisnęła palce do nasady nosa i powoli wypuściła powietrze.
— Och, Swanson — mruknęła i pokręciła lekko głową z wyraźnym niedowierzaniem. — Po co ty się tam w ogóle pchałaś? — wysyczała cicho, ściągając brwi. — Sama wdepnęłaś w środek bagna. Nic dziwnego, że OCPC zaczęło się tobą interesować i podejrzewają, że możesz wiedzieć coś więcej. Musiałaś się wychylać? Mało mamy własnych problemów? — westchnęła, modulując głos w taki sposób, żeby go przypadkiem nie podnieść, chociaż miała ochotę warknąć.
Nie mówiła tylko o tej jednej sytuacji. Chodziło o wszystko. O ostatnie tygodnie i miesiące. O sprawy, które nigdy nie kończyły się wtedy, kiedy powinny i o kłopoty, które zawsze pojawiały się dokładnie wtedy, gdy najmniej ich potrzebowały. W ich życiu ciągle coś się działo. Jeśli akurat nie pierdoliło się coś w sferze prywatnej, to pierdoliło się w tej zawodowej. A czasami oba światy zderzały się z impetem, nakładając na siebie kilka spraw, które potem ciągnęły się to za nimi, jak smród po gaciach. Teraz na dodatek miały na karku agentów, którzy najwyraźniej desperacko próbowali znaleźć kogoś, na kogo można będzie zrzucić winę. W teorii chcieli dopaść tego, który sprzedaje informacje rosyjskiej mafii, ale równie dobrze mogli chcieć zrobić ze Swanson kozła ofiarnego.
Evina nie była konfidentką, to pewne. Znała ją wystarczająco długo, żeby nie mieć co do tego żadnych wątpliwości. Problem polegał jednak na tym, że OCPC wcale nie musiało podzielać tej pewności.
— Wybacz — zreflektowała się po chwili, zaczesując do tyłu włosy palcami. — Naprawdę nie przewidziałaś, że może zrobić się taki syf? — nachyliła się w jej stronę i ujmując jej dłoń w swoją. Zaylee znała swoją narzeczona. Wiedziała, jak działała i że zawsze starała działaś się zapobiegawczo, prognozując, co może się wydarzyć. Skoro zadawała sobie sprawę z tego, że w TPSH urzęduje szpicel, też wiedzieć, że kiedyś to może się wyjebać, a całą sytuacją zainteresuj się zespół związany z przestępczością zorganizowaną.
Evina J. Swanson