Właściwie skąd Dominic zawsze wiedział, co zrobić, powiedzieć czy doradzić, żeby Logan dobrze wyszedł w oczach Skye? Nie można się było spodziewać doświadczenia po kimś, kto ewidentnie unikał poważnych związków. A jednak blondyn nie był głupi, bo potrafił słuchać, a w dodatku miał wspaniałe wzorce. Na pewno duży wpływ na to miała również przyjaźń ze Skye, której różnych reakcji i upodobań zwyczajnie wyuczył się przez ostatni rok. Ale dużo zawdzięczał też odpowiedniemu wychowaniu, bo to jego rodzice samą historią ich znajomości wpajali mu zasady i dobre maniery, które tak szczodrze okazywał wobec płci pięknej. Nic dziwnego, że mimo własnych poglądów względem związków, których nigdy nie ukrywał, z czasem kobiety zaczynały dostrzegać w nim więcej, niż tego chciał. Swoim zachowaniem dawał im złudną nadzieję, że mogło przerodzić się to w coś poważnego, tymczasem on zdając sobie sprawę z problemu, zaczynał usuwać się w cień.
Tym razem wiedział, że relacja ze Skye była zbyt ważna, żeby mógł tak po prostu odpuścić i rzucić to w niepamięć. Co więcej, nie chciał ani odpuścić ani o niej zapomnieć. A teraz, kiedy coraz bardziej stawało się jasnym, że nic już nie stanowiło dla nich przeszkody, uświadamiał sobie, że naprawdę chciał spróbować.
Wraz z każdą upływającą chwilą w towarzystwie Logana wszystko zaczęło mu się klarować w głowie. Kiedy mierzył się z tym sam, odczuwał mętlik, bo nie potrafił zapanować nad tysiącem myśli i obaw, które teraz ulatywały gdzieś w dal. Rozmowa z człowiekiem, który znał go od dawna, lepiej niż ktokolwiek inny, przyniosła mu potrzebny spokój i kontrolę nad tym, co czuł. Bo po wypowiedzeniu tych magicznych słów na głos, wysłuchaniu przez Logana, a nawet spotkaniu się z czymś w rodzaju aprobaty z jego strony, utwierdziło go w przekonaniu, jak cholernie poważna była to sprawa. I jak cholernie chciał się tego podjąć ze Skye.
—
Pamiętasz, jak Ci wysłałem tego mema z klęczącą parą w kościele i napisem HELP ME na jego butach? Teraz widzę, że rzeczywiście mógłbyś coś takiego odjebać. Z tym, że byłoby to prawdziwe wołanie o pomoc? O, a może tamtego typa też było? - starał się zabrzmieć poważnie, ale zaraz parsknął śmiechem, widząc w głowie obraz zrozpaczonego Logana. Do tej pory nigdy nie potrafił sobie siebie wyobrazić na miejscu pana młodego, więc rozumiał jego przerażenie. A teraz nie pozostało im nic innego, jak zacząć się z tego śmiać. -
O kurwa, teraz to pozamiatałeś - stwierdził w rozbawieniu i przytknął szkło do ust, by opróżnić szklankę, bo przecież otwarcie nie przyzna mu racji. Gdy odstawił ją na blat i rozsiadł się wygodniej w fotelu, naszła go myśl, że cholernie brakowało mu kumpla. Pozostali byli niczego sobie, ale to z Loganem zawsze trzymał sztamę i się rozumieli bez zbędnego pierdolenia.
Nie oczekiwał po nim ani współczucia, ani zrozumienia. Wciąż nie lubił obarczać swoimi problemami innych, a zwłaszcza poruszać tak delikatnych spraw, i to z kumplem, z którego dziewczyną się przespał. Z drugiej strony miał wrażenie, że tylko z nim mógł pogadać od serca. Potrzebował się z nim napić i powiedzieć, co mu ciążyło. Na jego radę pokiwał głową, przyjmując ją do nieco mętnej świadomości i postanowił, że powie jej o wszystkim po powrocie do pracy.
Niezwykle dobrze było ją zobaczyć. Dopiero jej postać pozwoliła mu zorientować się, że musiało upłynąć już trochę czasu, odkąd zniknął innym z oczu i poczuł pewne wyrzuty sumienia, że zostawił
ją samą ich samych. -
Przyłapani - mruknął z rozbawieniem, zerkając na Logana, a gdy ten sięgnął po wspomniane kanapeczki, pokręcił głową. -
To jedna z niewielu potraw, które Skye mogłaby zrobić samodzielnie. Pod warunkiem, że miałaby dość tępy nóż, żeby nie zrobić sobie krzywdy. - Jego łobuzerski uśmiech rozbłysnął na jego twarzy, kiedy spojrzał na dziewczynę spod zmrużonych powiek. Wprost nie potrafił oprzeć się przed rzuceniem jej nieco złośliwej uwagi. Uwielbiał się z nią droczyć i każde z nich w tym pomieszczeniu o tym wiedziało. Na pytanie o Angelę, przekrzywił nieco głowę. -
Bardzo Ci się naprzykrzała? - dopytał z pewnym niepokojem, bo teraz w głowie wyrzucał sobie, że zostawił ją na pożarcie lwa. Na szczęście, odnalazła ich. -
Siadaj, Piękna - wstał z własnego fotela, by ustąpić jej miejsca, po czym podszedł do barku po nową szklankę i napełnił wszystkie szkła bursztynową cieczą, by następnie wziąć własną i upić łyk. Jedną z dłoni schował do kieszeni spodni, ewidentnie migając się od jedzenia. Nie był pewien, czy to dobry pomysł. Niemniej, kiedy patrzył na całą ich trójkę, wydawało mu się, że było jak dawniej. Z tym, że teraz Skye przyciągała go jak magnes. Gdyby nie Logan, już dawno znalazłby się przy niej, a tak postanowił nieco trzymać się na dystans. -
Jak radzi sobie Anthony? - przygryzł nieco wargę. Może powinien wrócić?
Skye Murray Łoś Superktoś