-
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Zwłaszcza, że nadrabiała swoją nieobecność… jak już była obecna.
Kąciki ust drgnęły jej wyżej, w szerszym, nieco rozbawionym uśmiechu. Nie była urażona jego ironią, zwłaszcza, że z jakiegoś powodu była zdania, że ostatecznie dobrze by się z nimi bawił. W końcu osobiście chciałaby o to zadbać, aby nie żałował takiego wyjścia. Zwłaszcza jak miał takie nastawienie. Nie byłaby sobą, jakby nie chciała mu udowodnić, że jednak nie jest tak źle.
Kiedyś przecież na pewno imprezował. Albo miał znajomych, których mógł zabrać.
— Możesz potańczyć ze mną. Wyglądasz jak osoba, która wie jak tańczyć. — Co prawda nie miała pojęcia czy miał jakiekolwiek pojęcie o rytmie, ale w klubach też nie o to chodziło. Nikt się nie popisywał krokami. Tam ludzie skakali, wariowali lub się o siebie ocierali, gdy już byli podpici, więc nawet jeśli nie umiał tańczyć, to nic nie znaczyło.
Gorzej jak przyprowadzi takiego Huntera, który się zacznie popisywać.
Obserwowała drogę, czując, że czuje się lepiej wraz z kolejnymi mijanymi metrami. Wiatr, który uderzał ją w twarz przez otwarte okno robił jednak robotę orzeźwiającą. Nawet nie zorientowała się, kiedy dotarli do jej rodzinnego domu. Tak samo cichego i ciemnego, jak go zostawili, gdy wychodzili do klubu.
Obejrzała się na trenera, gdy pytał czy ma wszystko.
— Mam wszystko, tato. — Przynajmniej nie powiedziała daddy.
Spojrzała jednak raz jeszcze do swojej torby, którą miała, aby pobieżnie rzucić okiem na telefon, portfel i klucze, które musiała wygrzebać z dna, bo oczywiście to właśnie tam się zawieruszyły. Wyciągnęła je i podniosła wzrok raz jeszcze na mężczyznę, gdy zadał jej pytanie. Usta same jej się wykrzywiły w rozbawionym uśmiechu,
— A co, chcesz mnie odprowadzić? — spytała. Wcale nie miała niczego złego na myśli. W końcu był tylko jej trenerem, w dodatku zajętym, a ona była grzeczną podopieczną. Koleżanką.
To, że był przystojny niczego nie zmieniało.
Prychnęła pod nosem, zabierając swoje rzeczy jeszcze zanim zdołał jej odpowiedzieć.
— Nie ucieknę, a po drodze nikt mnie nie napadnie. To dziesięć metrów. Możesz wracać do domu — powiedziała, przekładając torbę przez ramię.
Odpięła pasy i otworzyła drzwi. Obejrzała się na niego jeszcze zanim wysiadła.
— Dzięki, Soren. Wybacz za kłopot — rzuciła, bo przecież co złego to nie ona. — Wracaj bezpiecznie — krzyknęła, zanim zatrzasnęła za sobą drzwi.
Ruszyła w kierunku domu i zanim przekroczyła próg, obejrzała się ostatni raz w kierunku zaparkowanego auta, uśmiechając się pod nosem. Pogoniła go gestem ręki i wlazła do środka, zamykając za sobą drzwi na klucz. Wolała nie ryzykować, że do środka też wejdzie ktoś, kto nie był zaproszony.
/eot
Soren Morningstar