56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio przeprowadził się do Toronto dosłownie przed chwilą. Jeszcze w Nowym Orleanie zaczął szukać pracy - zaraz po tym, jak dowiedział się od Salazara, że ten zamierza się tu przeprowadzić, bo jego nieznośny braciszek jednak żyje (Martinez miał ochotę obić mu mordę i nie zrobił tego do tej pory z dwóch powodów: po pierwsze się z nim nie spotkał, a po drugie zdawał sobie sprawę z tego, że jako psychologowi mu po prostu nie wypada). Tym niemniej natychmiast rozesłał CV, gdzie tylko się dało i niedługo po przylocie został zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną w dwóch miejscach, z których wybrał właśnie to: Centre for Addiction and Mental Health; a teraz czekał na swojego pierwszego pacjenta. Czy raczej - pacjentkę.
Dziewczyna - zdaje się - jeszcze nie korzystała z pomocy psychologicznej, bo w systemie nie widniała żadna jej dokumentacja (a może po prostu jeszcze jej tu nie dostarczyła, a wcześniej zgłosiła się po pomoc gdzie indziej?). Tak czy inaczej, póki co Sergio nie wiedział o niej nic poza tym, że miała dwadzieścia jeden lat (co wskazywało na to, że raczej jeszcze z psychologa nie korzystała - rodzice często nie prowadzą swoich dzieci do ludzi "od głowy" uważając, że "przecież nie są nienormalne", a z takiej pomocy korzystają tylko "szaleńcy") i nazywała się Wilma Brackenborough.
Trochę się stresował, bo to było nowe miejsce, nowi ludzie, wszystko tu było nowe - a on nienawidził zmian. Ale cóż zrobić: będzie musiał się przyzwyczaić, osiąść tutaj, zapuścić znów korzenie. Nie była to pierwsza przeprowadzka w jego życiu, nie pierwsza zmiana, a ostatecznie też - po to zawczasu wyrobił licencję na pracę w Kanadzie, żeby w razie potrzeby móc się tu przeprowadzić. I teraz nastąpiła takaż potrzeba.
Kręcił się chwilę po gabinecie, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku, czy stoi w odpowiednim miejscu i czy nic tu nie brakuje. Chusteczki - są. Stoją w zasięgu ręki pacjenta. Kubek z kawą odstawił na regał - nie będzie przecież popijał w trakcie sesji (słodka kapibara uśmiechała się z nadruku na ceramice).
Przygładził koszulę, poprawił ciemny krawat, ale po chwili namysłu zdjął go - uznał, że może być za bardzo deprymujący i wprowadzający zbyt oficjalny nastrój. Upchnął go w kieszeni i podszedł w końcu do drzwi. Powiódł ostatnim taksującym spojrzeniem po pomieszczeniu, z dłonią na klamce, i w końcu otworzył.
- Wilma...? - zapytał, patrząc z łagodnym uśmiechem na dziewczynę siedzącą na krzesełku w poczekalni - Zapraszam.
Poprawił na nosie okulary w złotych drucianych oprawkach i wpuścił pacjentkę. Wskazał jej miejsce na kanapie, a sam usadowił się naprzeciw niej w fotelu, zakładając nogę na nogę.
- Nazywam się Sergio Martinez, bardzo mi miło. W czym mogę pomóc?

Billie Brackenborough
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
21 y/o
For good luck!
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od dłuższego czasu zastanawiała się nad terapią, co również doradzała jej trenerka uniwersyteckiej drużyny piłkarskiej, rzekomo dostrzegając u Billie zachowania, różniące się od tych, które przejawiała większość osób w jej wieku. Była bardziej wycofana, a jej codzienność przypominała obserwowanie życia zza grubej, dźwiękoszczelnej szyby. Podczas gdy jej rówieśnicy spalali się w emocjach, kłótniach i pierwszych poważnych wyborach, Brackenborough zdawała się trwać w zawieszeniu, jakby każda próba nawiązania głębszej relacji kosztowała ją zbyt wiele energii. Sprawiała wrażenie osoby, która poza futbolem nie potrafiła czerpać z życia żadnej radości i tak właściwie, taka właśnie była.
Gdy miała zaledwie dwanaście lat straciła matkę - najbliższą jej sercu osobę, której odejście negatywnie wpłynęło na jej rozwój. I nie, nie chodziło o samą kwestię śmierci, a raczej wiążące się z nią następstwa. Teoretycznie nie została na świecie sama, miała ojca, który powinien ją kochać i dbać o to, by wyrosła na dobrego człowieka. Zamiast tego, zaoferował jej jedynie bolesne ciosy, piekące rany i złamane serce. Była przecież tylko dzieckiem i potrzebowała wsparcia rodzica oraz odrobiny miłości, na które niestety nie mogła liczyć. Jedyne co jej pozostawało, to nauczyć się żyć z agresywnym ojcem i przetrwać w świecie, w którym nikomu nie była potrzebna. Na szczęście miała sport, który ukochała sobie w dniu, w którym matka po raz pierwszy zabrała ją na mecz miejscowej drużyny. Od tamtego momentu wiedziała, że w przyszłości zostanie piłkarką i trzymała się tego nawet po śmierci rodzicielki. Ciężko trenowała i choć niemal przed każdym treningiem czy ważnym meczem zmuszona była zakrywać siniaki (co ostatecznie opanowała do perfekcji), nie zniechęciło jej to i ostatecznie uzyskała stypendium sportowe i przeniosła się właśnie tutaj, do Toronto. Uznała więc, że nadeszła odpowiednia pora, by uporać się z własnymi demonami i poznać życie, które odebrał jej ojciec.
Przed wyborem odpowiedniego terapeuty, przejrzała chyba cały Internet (a tak przynajmniej jej się wydawało), chcąc odnaleźć kogoś, kto nie tylko posiadałby odpowiednie kwalifikacje, ale również nie brał sobie milionów za jedną sesję. Była tylko biedną studentką, a na domiar złego, nie tak dawno skradziono jej torbę z korkami i strojem sportowym, a podczas napadu jej elektryczna hulajnoga uległa uszkodzeniu. Jak widać nie miała wiele szczęścia, a mimo to wciąż pozytywnie była nastawiona do świata i z pełną świadomością, podjęła decyzję o poprawieniu jakości własnego życia, właśnie poprzez udanie się na terapię. O pieniądze poprosiła trenerkę, która w końcu namawiała ją do porozmawiania z kimś, kto były w stanie jej pomóc. Kobieta nie odmówiła, a Billie nie miała już żadnych wymówek i musiała zrobić to, do czego zrobienia się zobowiązała.
Siedziała w poczekalni, przyciskając do klatki piersiowej puchową kurtkę, którą zdjęła zaraz po przybyciu na miejsce – jakby ta miała uchronić ją przed wszystkim tym, co wiązało się z terapią psychologiczną. Nie wiedziała czego się spodziewać, bo nigdy w niczym podobnym nie brała udziału, a to przerażało ją jeszcze bardziej. W myślach wymieniała nazwiska wszystkich zawodniczek Arsenalu - swojego ulubionego klubu piłkarskiego, żeby nieco się uspokoić, gdy nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi, a jej oczom ukazał się podstarzały mężczyzna. Na dźwięk swojego imienia, podniosła się z miejsca i podążyła za terapeutą do wnętrza pomieszczenia, po czym zajęła miejsce na wskazanej przez niego kanapie.
- Dzień dobry. Wolę jak ludzie mówią do mnie Billie - przywitała się i poprawiła go niepewnie, bo nie czułaby się komfortowo, gdyby mężczyzna zwracał się do niej pełnym imieniem, którego i tak nie używała. - Przyszłam, bo chyba przestałam sobie radzić, ale szczerze mówiąc, nie przygotowałam żadnego scenariusza. Nie wiem, jak to ma wyglądać. To pan jest tu ekspertem, prawda? - splotła dłonie na kolanach i wlepiła wzrok w czubki własnych butów. Czuła się nieswojo.

Sergio Martinez
mashedpotato
posty pisane w pierwszej osobie
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Billie - kiwnął głową, wciąż z łagodnym uśmiechem - Niech będzie, nie ma problemu.
Prawdę mówiąc, ucieszyło go, że dziewczyna od razu o tym powiedziała - z doświadczenia wiedział, że nie każdy natychmiast komunikował takie rzeczy, bojąc się, że może nie powinien, może to nieodpowiednie, może nie ma do tego prawa. Każdy je miał, jak najbardziej. Billie również wyglądała na nieco zestresowaną samym faktem, że "ośmieliła się" zakomunikować, jak woli, żeby się do niej zwracano - ale jednak to zrobiła. Punkt dla niej.
Dobrze jednak, że nie wyraziła na głos myśli o tym, że ma go za podstarzałego: wieku tych pięćdziesięciu sześciu lat Sergio wciąż widział siebie jako młodego i mającego całe życie przed sobą, mimo przejścia na emeryturę już prawie pół życia temu. Ale przecież sportowcy zawsze szli na emeryturę dość wcześnie w porównaniu do innych zawodów, więc to na niego nie wpływało w żaden sposób poza tym, że jeszcze nieraz tęsknił za zawodami, ich zgiełkiem i całą tą adrenaliną rywalizacji. Fakt jednak był taki, że on w jej wieku również na pięćdziesięciolatków patrzył jak na starych dziadów, więc gdyby nawet to od niej usłyszał, to po namyśle by się temu szczególnie nie dziwił.
- Ekspertem - jego uśmiech się poszerzył, a Sergio na chwilę opuścił wzrok i poprawił się w fotelu - Cóż, możliwe - nie negował w ten sposób swoich umiejętności ani doświadczenia i miał nadzieję, że nie zostanie tak odebrany - Mam parę... naście lat doświadczenia, tak. A więc sprawa wygląda tak, że pani przychodzi do mnie i opowiada, z czym ma problem. Później to analizujemy, ja zadaję pytania, a na podstawie odpowiedzi powoli dochodzimy do tego, jak możemy sobie z tym poradzić. Nie ma tu scenariusza ani mniej lub bardziej prawidłowych odpowiedzi. Proszę mi więc powiedzieć, jaki to jest problem. Co się dzieje?
Samo to, że dziewczyna czuła się teraz nieswojo, nic mu jeszcze nie mówił: to była dość częsta reakcja na nowe otoczenie i nową sytuację.

Billie Brackenborough
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
21 y/o
For good luck!
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była zestresowana tylko z powodu zwrócenia uwagi na preferowany sposób zwracania się do niej, samo przebywanie w pomieszczeniu z nieznajomym mężczyzną, przed którym miała zwierzać się z własnych problemów, jakoś nie napełniało jej optymizmem oraz radością. Nigdy jeszcze nie rozmawiała z nikim o tym, co działo się w jej życiu po śmierci matki. Tak naprawdę nawet o niej nie opowiadała ludziom i gdy ktoś pytał ją o rodzicielkę, szybko zmieniała temat zaraz po tym, jak informowała, że tej nie ma już między żywymi. Nie chciała, by jej życie skupiało się na tym wszystkim, na co nie miała żadnego wpływu. Nie tak jak teraz, bo chociaż to trenerka namówiła ją na rozmowę z terapeutą, ona sama podjęła ostateczną decyzję i dobrowolnie weszła do jego gabinetu.
Wysłuchała tego, co mężczyzna miał do powiedzenia i szczerze mówiąc, nie przyniosło jej to żadnej ulgi i nie rozjaśniło sytuacji. Nie wiedziała jak się zachować i o czym rozmawiać. Była zagubiona i przepełniona strachem, chociaż ten różnił się od tego, jaki odczuwała podczas kontaktów z ojcem, czy nawet w momencie, gdy została napadnięta i zepchnięta z hulajnogi, którą zazwyczaj się przemieszczała. Terapeuta napełniał ją strachem przed tym, czego nie znała, co chyba w zaistniałej sytuacji było rzeczą normalną. Tak jej się przynajmniej wydawało.
- Jestem po prostu... potwornie zmęczona - powiedziała cicho, ledwo słyszalnie jednocześnie mocniej zaciskając palce na materiale puchowej kurtki. - Nie fizycznie, bo na boisku mam siłę, żeby biegać przez dziewięćdziesiąt minut - głos jej drżał, ale starała się nad nim panować tak samo, jak panowała nad piłką podczas najważniejszych meczów. Nie zwróciła nawet uwagi na to, że mężczyzna nie miał pojęcia o tym, czym zajmowała się na co dzień. - Chodzi o to, co dzieje się potem. Każda rozmowa, każde pytanie o to, co u mnie słychać, przypomina mi, że nie potrafię być tak lekka i beztroska jak oni. Jakbym próbowała biec w tym samym tempie co reszta drużyny, ale z niewidzialnym plecakiem pełnym kamieni, który z każdym krokiem ciągnie mnie w stronę tego, co zostawiłam za sobą - westchnęła, cały czas wpatrując się w czubki swoich butów. Nie miała pojęcia, czy to co mówiła, w ogóle miało jakikolwiek sens. Miała jednak nadzieję, że w przyszłości uda jej się nieco bardziej przyzwyczaić do obecności mężczyzny, bo przecież nie była w stanie wyobrazić sobie tego inaczej. Jak mogłaby opowiadać o najgorszych momentach swojego życia komuś, z kim obawia się wymienić spojrzenia?
Nie zdecydowała się powiedzieć nic więcej, nie wspomniała o śmierci matki czy agresywnym ojcu, jakby obawiała się, że gdy podzieli się tym z drugą osobą, wszystkie te wspomnienia staną się nagle zbyt prawdziwe, by mogła dalej udawać przed samą sobą, że ma nad nimi jakąkolwiek kontrolę.

Sergio Martinez
mashedpotato
posty pisane w pierwszej osobie
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchał jej uważnie, jednocześnie obserwując zachowanie - mowa ciała była co najmniej równie ważna, jak słowa wypowiadane przez pacjentów, o ile nie ważniejsza. Zauważył, że dziewczyna nadal jest mocno spięta, ale to rzeczywiście było dość normalne w trakcie pierwszej lub kilku pierwszych sesji, zwłaszcza jeśli ktoś jeszcze nie był u psychologa w swoim życiu: to nowa sytuacja, obce środowisko, niezbyt naturalna sytuacja, w której przychodzi się do obcej osoby po to, żeby wywlekać najgorsze brudy ze swojego życia. Sergio nieraz w myślach porównywał to do wyrzygiwania własnych flaków prosto na stół po to, żeby ktoś inny mógł w nich pogrzebać palcami, wyciągnąć najsmakowitsze kąski i podetknąć je właścicielowi pod nos ze słowami "o, tu mamy raka, a teraz go będziemy wycinać". Przynajmniej on sam tak się czuł w trakcie swoich sesji, których już wiele w swoim życiu zaliczył, choćby na studiach, a później w trakcie własnej terapii, którą musiał obowiązkowo przejść, żeby wiedzieć, jak będą się czuli jego pacjenci i żeby poradzić sobie ze swoimi demonami - a przecież każdy jakieś miał. On swoich też miał całkiem sporo.
Nie odważyłby się jednak użyć podobnego porównania przy swoim pacjencie - a już na pewno nie w czasie pierwszego spotkania. Z niektórymi w ogóle by się nie odważył na malowanie podobnych obrazków.
- Dlaczego nie może pani być beztroska i lekka? - zapytał ciepłym głosem - Rozumiem, że czuje się pani zmęczona interakcjami z ludźmi, tak? Rozmowami z nimi? Dlaczego? Czy same rozmowy sprawiają pani trudność? Nie potrafi pani znaleźć odpowiednich słów, czy słowa nie są problemem, tylko samo to, że nie chce pani mówić, co u niej słychać? Jak się pani czuje, kiedy ktoś o to pyta?
Na tym etapie jeszcze nie miał żadnych wniosków na jej temat poza tym, że musiała uprawiać jakiś sport, skoro mówiła, że może biegać dziewięćdziesiąt minut po boisku. A więc w pewnym sensie byli kolegami po fachu.
- Co takiego zostawiła pani za sobą?
Nie oczekiwał jasnej, prostej i sprecyzowanej odpowiedzi: z jednej strony niełatwo się mówiło o trudnych przeżyciach, a z drugiej dziewczyna sama mogła nie być pewna, co takiego się wydarzyło, co sprawiało jej trudność. Wielu ludzi sądziło, że poradziło sobie ze swoimi demonami i że obecnie to, co było dla nich trudne, teraz już nie sprawia im problemu. Albo - że jeśli coś, co działo się w przeszłości, ale obecnie nie występuje, to nie jest problemem, bo przecież teraz tego już w ich życiu nie ma.

Billie Brackenborough
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
21 y/o
For good luck!
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie zbyt wiele pytań było rzucanych w jej kierunku. Nim w ogóle zdążyła zastanowić się nad odpowiedzią na jedno z nich, do jej uszu docierało kolejne, choć niekoniecznie była w stanie je zapamiętać. Tym, na czym skupiła całą swoją uwagę był fakt, że terapeuta zwracał się do niej per pani, co jej zdaniem nie pomagało w tworzeniu relacji, a bez niej chyba nie była w stanie całkowicie się otworzyć. Tak naprawdę nie wiedziała, czy w ogóle uda jej się otwarcie rozmawiać o własnych problemach, ale mimo wszystko obiecała zarówno sobie, jak i trenerce, że nawet jeśli początkowo terapia wyda jej się bezsensowna, nie odpuści przy pierwszej próbie. Tak też nie zamierzała robić. Jeszcze nie.
- Wystarczy Billie, żadna ze mnie pani - powiedziała odrobinę pewniej, choć w jej głosie wciąż można było doszukać się drżenia. - Emmm... - dosłownie milion myśli przewijało się przez jej głowę i nie wiedziała, w jaki sposób skupić się na tych najważniejszych. Czekała, aż ten natrętny szum w jej uszach choć trochę ucichnie, dając jej szansę na sformułowanie jakiegokolwiek sensownego zdania. Liczyła w duchu, że mężczyzna nie będzie jej poganiał i w razie potrzeby sam przejmie inicjatywę i nakieruje ją na właściwy tor. - Opowiadanie o sobie nie przychodzi mi z łatwością - powiedziała w końcu i na moment uniosła głowę, by spojrzeć w twarz terapeuty. Szybko jednak spuściła wzrok na czubki własnych butów, jakby obawiając się, że spoglądanie w oczy nieznajomego człowieka, jedynie utrudni całą sprawę i nie będzie w stanie niczego więcej z siebie wydobyć. Miała nadzieję, że ostatecznie przestanie skupiać swoją uwagę na odzieniu własnych stóp i odważy się na prowadzenie normalnej konwersacji z terapeutą. Po to przecież tutaj przyszła.
Lewą dłoń wciąż zaciskała na materiale puchowej kurtki, znów paznokciami prawej nerwowo skubała dolną wargę. Denerwowała się i nie była w stanie tego ukryć.
- Wszystko to, co znam. Dom, znajomych i ojca, który... - urwała, nie potrafiąc odnaleźć odpowiednich słów na określenie rodzica, który przez osiem lat znęcał się nad nią nie tylko psychicznie, ale również fizycznie. - Który nie jest dobrym człowiekiem - wydusiła w końcu i choć oczekiwała, że powiedzenie tego na głos przyniesie jej pewnego rodzaju ulgę, nic takiego nie miało miejsca.
Nie wspomniała niczego o matce, nie wiedząc, w jaki sposób powinna poruszyć jej temat. Poza tym nie chciała otwierać zbyt wielu drzwi na raz, bo pewnie tylko pogubiłaby się w tym wszystkim.

Sergio Martinez
mashedpotato
posty pisane w pierwszej osobie
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak, oczekiwał tego, że w końcu - prędzej czy później - usłyszy, że ma się zwracać do pacjentki na "ty". Wielu tego próbowało - im bardziej zalęknieni i zestresowani byli, tym szybciej tego próbowali, a on wiedział, że nie powinien się na to zgadzać, bo to było skracaniem dystansu, którego skracać nie wolno. Należało zdobyć zaufanie pacjenta, nawiązać z nim relacje, pokazać, że się go słucha, interesuje się tym, co mówi; należało przekazać, że można (i wręcz należy) powiedzieć mu wszystko, ale nie wolno było skracać dystansu, żeby mimo wszystko nie zaburzyć relacji pacjent-psycholog, by nie stała się ona zbyt osobista. Były pewne granice, których przekraczać absolutnie nie wolno - i których przekraczać Sergio nie chciał.
Czasami jednak - przynajmniej po jakimś czasie, zwłaszcza kiedy widział, że innej drogi nie ma i nie nawiąże porozumienia z pacjentem - zgadzał się na takie skrócenie dystansu, zgadzał się na mówienie mu na "ty". W tym wypadku jednak nie był pewien, czy już nadszedł taki moment i czy bez tego dziewczyna się przed nim nie otworzy - zbyt mało czasu ze sobą spędzili, by był w stanie to ocenić.
- Nie mogę mówić pacjentom po imieniu - powiedział, wciąż pozostając przy tym łagodnym tonie, mającym stworzyć dziewczynie przestrzeń do tego, żeby mogła się poczuć swobodniej - Musimy zachować pewien dystans, bo mimo, że chciałbym zdobyć zaufanie i pokazać, że można mi powiedzieć absolutnie o wszystkim, a ja nie będę tego w żaden sposób oceniał - nie po to tu jestem, tylko po to, żeby pomóc i żeby znaleźć rozwiązanie dla pani problemów, żeby dać narzędzia do radzenia sobie z demonami; to jednak musimy zachować pewien dystans miedzy mną jako psychologiem, a panią jako moją pacjentką. Mam nadzieję, że mimo wszystko nam się to uda i zyskam to zaufanie. Wiem jednak, że to jest trudne, zwłaszcza na początku, kiedy pierwszy raz jest się u psychologa i nie miało wcześniej takich doświadczeń. Zgaduję, że mamy właśnie do czynienia z taką sytuacją?
Dał jej czas na odpowiedź, zanim odniósł się do tego, co mówiła potem - zauważył, że wcześniej być może zadał zbyt dużo pytań na raz, nawet jeśli de facto dotyczyły jednej sprawy i odpowiedź na jedno wiązała się z odpowiedzią na kolejne z nich. Niektórzy jednak nie byli w stanie - zwłaszcza w nerwowej sytuacji - ogarnąć wszystkiego, co słyszeli i potrzebowali więcej przestrzeni, co również było całkowicie zrozumiałe.
- To zrozumiałe, że opowiadanie o sobie nie przychodzi z łatwością - odezwał się, gdy już dziewczyna wypowiedziała się na poprzedni temat. Starał się nie używać form osobowych, skoro nie zdecydował się (być może jeszcze) na owo skrócenie dystansu, a jednocześnie widział, że "paniowanie" stresuje Billie - Mnie też było trudno za pierwszym razem, kiedy poszedłem do psychologa; ciężko mi się mówiło o moich problemach i przeżyciach, tym bardziej, że przecież nie ze wszystkich od razu zdawałem sobie sprawę. Do wielu musiałem dojść dzięki pomocy psychologa, dzięki właśnie temu, że w końcu się przełamałem i opowiedziałem o różnych rzeczach, analizowałem je razem z nim i dzięki jego pytaniom otworzyły mi się oczy na to, czego nie potrafiłem sam rozłożyć na czynniki pierwsze - uśmiechnął się nieco szerzej - Uprzedzając ewentualne domysły: każdy psycholog musi przejść co najmniej jedną własną terapię i uważam, że to bardzo dobre, bo po pierwsze możemy się dzięki temu postawić w sytuacji naszych pacjentów, a po drugie nie możemy wchodzić do gabinetu, mając na ramionach własne potwory. W gabinetach jesteśmy dla pacjentów.
Tak, to, co powiedział, również było skracaniem dystansu i Sergio doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale miał nadzieję, że ten krótki wtręt na temat jego własnych doświadczeń pokaże dziewczynie, że po pierwsze on również jest człowiekiem, a po drugie - że rozumie stres, który w tym momencie odczuwała. Może to jej pomoże się trochę rozluźnić.
Słysząc o tym, że ojciec Billie "nie jest dobrym człowiekiem" pokiwał głową z troską. Mimowolnie przyszły mu do głowy naprawdę najróżniejsze rzeczy, które mogły się wiązać z tymi słowami, ale odpędził je od siebie, bo te domysły mogły nie mieć nic wspólnego z prawdą.
- Mogę posłuchać o tym ojcu? - zapytał cicho, próbując jej nie spłoszyć. Miał wielką ochotę sięgnąć po notatnik i zapisać sobie tę informację, ale od samego początku położył go daleko od siebie na biurku, żeby najpierw sprawdzić, jak Billie będzie się zachowywać w gabinecie i żeby móc ocenić, czy na tym etapie może swobodnie notować, czy będzie ja to deprymowało jeszcze bardziej. Obecnie był przekonany, że notowanie zupełnie wybiłoby ją z rytmu, więc powstrzymał się przed podobnymi rzeczami. Po wyjściu pacjentki zapisze w jej karcie najważniejsze informacje. Miał ochotę zadać więcej pytań, by naprowadzić ją na opowieść, ale przed tym również się powstrzymał, mając w pamięci spostrzeżenie, że wiele pytań może ją również zamykać, zamiast otwierać.

Billie Brackenborough
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
21 y/o
For good luck!
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, że istnieją tu jakieś odgórne zasady, których nie wolno łamać. Kiedy terapeuta powiedział jej, że nie może zwracać się do niej po imieniu, poczuła się po prostu głupio. Nigdy wcześniej nie była u psychologa, a te kilka scen z filmów, które widziała, nie przygotowało jej na tak oficjalną atmosferę. W tym momencie poczuła, że popełniła błąd już na samym starcie. Chciała, żeby było jej choć trochę lżej, a zamiast tego ten dystans stał się jeszcze bardziej odczuwalny. Nie mogła przecież wyciągnąć telefonu i sprawdzić w internecie, czy mężczyzna mówi prawdę, czy po prostu trzyma ją na dystans, bo jej nie polubił. Nie miała wyboru – musiała mu uwierzyć na słowo, bo to on tu rządził, a ona nie miała żadnego doświadczenia. Przez to wszystko poczuła się jeszcze mniejsza i bardziej obca niż zanim w ogóle postawiła stopy w gabinecie.
- Rozumiem - powiedziała bardzo cicho, mocno mijając się z prawdą. Nie rozumiała, ale nie chciała pytać o to, w jaki sposób zmniejszenie dystansu miało negatywnie wpłynąć na terapię. Nie ona była specjalistką od pomagania ludziom z problemami i nie chciała nalegać na coś, czego najwidoczniej mężczyzna nie mógł jej zaoferować.
Wysłuchała tego, co miał do powiedzenia na temat zasad prowadzenia terapii, choć z każdą sekundą wierzyła mu coraz mniej. Wszystko to wyobrażała sobie zupełnie inaczej. Myślała, że terapeuta będzie kimś, kto umiejętnie otworzy w niej odpowiednie zapadki i sprawi, że słowa o tym, z czym męczyła się od lat, same zaczną płynąć. Czekała na kogoś, kto ułatwi jej zadanie, a nie kogoś, kto już na wstępie postawi pomiędzy nimi mur. Zamiast poczuć ulgę, zapragnęła po prostu zamilknąć. Przez chwilę jedyną rzeczą, o której marzyła, to podnieść się z kanapy, wyjść z pomieszczenia i nigdy więcej do niego nie wracać. Czuła, że każda kolejna minuta w tym gabinecie będzie tylko stratą czasu. Nie wiedziała, jak ma się bronić przed tym chłodem, ani co właściwie powinna odpowiedzieć na te jego wyjaśnienia. Ostatecznie zdecydowała się jedynie na krótkie, sztywne skinienie głową. To było prostsze niż próba wydobycia z siebie głosu, który i tak pewnie by jej teraz zadrżał.
Pytanie o ojca nagle wyrwało ją z analizowania sztywnych zasad terapeuty i zastanawiania się, co ona właściwie tu robi. W jednej chwili poczuła, że to nie gabinet lub mężczyzna są problemem, tylko cień człowieka, który wciąż nie pozwalał jej normalnie oddychać.
- Mój ojciec jest powodem... - zaczęła powoli, odsuwając dłoń od ust i ponownie położyła ją na materiale kurtki. Tym razem jednak nie zdecydowała się zacisnąć na nim palców, tylko pozwoliła jej leżeć bezwładnie, zupełnie jakby wraz ze wspomnieniem ojca uszła z niej cała wola walki i chęć utrzymywania jakichkolwiek pozorów. - Powodem, dla którego przestałam czuć się bezpiecznie i dlaczego w ogóle tutaj siedzę - dokończyła myśl, nie decydując się na powiedzenie niczego więcej. Może gdyby terapeuta nie stworzył między nimi tej niewidzialnej bariery, już teraz opowiadałaby mu o śmierci matki i wszystkim tym, co było z nią powiązane. Niestety w zaistniałych okolicznościach zmuszeni byli uzbroić się w cierpliwość.

Sergio Martinez
mashedpotato
posty pisane w pierwszej osobie
56 y/o
For good luck!
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zauważył, że dziewczyna spięła się po tym, jak powiedział, że nie może skrócić dystansu między nimi* i zrobiło mu się przykro z tego powodu, chociaż dokładnie takiej reakcji się spodziewał. Być może nie aż takiego zamknięcia w sobie, jakie teraz prezentowała Billie, ale podejrzewał, że ona może się poczuć źle z jego odpowiedzią, bo taka reakcja była normalna i przewidywalna: skoro prosiła o zwracanie się do niej po imieniu, to robiła to po coś - po to, żeby poczuć się lepiej, bezpieczniej, jak w rozmowie z kimś, kto jest jej bliższy, niż jakiś ktoś zupełnie obcy, komu ma opowiadać o najmroczniejszych szczegółach swojego życia. Zwrócił też uwagę na to, że jej odpowiedzią na jego wyjaśnienia było krótkie "rozumiem", skinienie głową i zakrycie ust dłonią, co w mowie ciała było wyraźnym sygnałem zamknięcia się, niechęci do mówienia lub próba powstrzymania się przed powiedzeniem czegoś, co nie powinno zostać wypowiedziane. W tej sytuacji chodziło raczej właśnie o zamknięcie się w sobie, zwiększenie niechęci do mówienia o sobie komuś, kto postawił granicę.
Sergio ponownie rozważył możliwość ugięcia się i zwracania do niej jednak po imieniu, skoro reakcja na tę granice była aż tak mocna - a przecież chciał zyskać jej zaufanie i dać jej choćby drobne poczucie bezpieczeństwa, czego - jak się zdawało - mógł nie zdołać osiągnąć w trakcie tej rozmowy, a kolejna mogła nie nastąpić, jeśli dziewczyna teraz będzie się przy nim źle czuła; na to wskazywał fakt, że ciężko jej było w ogóle cokolwiek powiedzieć i odpowiadała półsłówkami.
- Billie - powiedział łagodnie, pochylając się trochę w jej stronę i opierając łokcie o swoje kolana. Siedział jednak tak czy inaczej w odległości około półtora metra od niej: to też był celowy zabieg, żeby nie znaleźć się w obrębie jej przestrzeni osobistej, która w przypadku pacjentów psychologicznych potrafiła być naprawdę spora - chciałbym, żebyś mi zaufała. Wiem, że nie stanie się to na zawołanie, że do tego trzeba czasu i rozmów, że muszę sobie twoje zaufanie zyskać swoim zachowaniem, pokazaniem tego, że cię słucham, że twoje problemy są dla mnie bardzo ważne i w czasie, kiedy jesteśmy w gabinecie czy rozmawiamy w innych okolicznościach - bo liczę, że nie skończy się na tej jednej rozmowie, w trakcie której z całą pewnością nie rozwiążemy twoich kłopotów, bo to zwyczajnie niemożliwe - czyli na przykład przez telefon; to twoje problemy są jedynymi, które dla mnie istnieją. Że skupiam się wyłącznie na nich, a nie na tym, co być może sam usłyszałem, co złego ktoś mnie powiedział, czy radzę sobie w małżeństwie, czy może kawa dziś nie była źle przygotowana. Wierz mi, że kiedy z tobą rozmawiam, to istniejesz dla mnie tylko ty. Ale żeby choćby spróbować coś rozwiązać, żeby zacząć, muszę wiedzieć, gdzie leży problem; a żeby się tego dowiedzieć, potrzebuję rozmowy z tobą, potrzebuję odpowiedzi na swoje pytania. Niemożliwym jest, żebyś po wyjściu stąd dzisiaj poczuła się nagle silniejsza, zdolna do poradzenia sobie z tym, co cię męczy od razu, bo to zawsze jest proces, bo trzeba nad tym pracować - nie podam ci gotowych rozwiązań, bo one nie istnieją. Podam ci narzędzia do radzenia sobie. Część z nich może być nietrafiona, bo to też normalne: każdy sposób poradzenia sobie będzie dla jednego odpowiedni, ale dla innego już nie. Jednak żeby dać ci te narzędzia, sam muszę wiedzieć, które w ogóle wybrać z szuflady, bo jeśli zaproponuję ci ćwiczenie silnej woli, żeby nie rzucać się na słodycze, to raczej nie zadziała na problemy ze strasznym ojcem, prawda?
Możliwe, że znów za dużo gadał, że Billie poczuje się przytłoczona, ale miał nadzieję, że zamiast skupiać się na ilości słów Sergio, raczej skupi się na ich treści, na tym, że próbował do niej dotrzeć, co w tym momencie zdawało się jeszcze być murem nie do przebicia. Szukał w nim jakiejś szczerby, wyłomu, który mógłby poszerzyć.
- Nie zmuszę cię do mówienia i nie mam takiego zamiaru - opowiesz mi to, co sama będziesz chciała powiedzieć, z czym na dany moment będziesz się czuła bezpiecznie. Nie wierzę, że na tym jednym spotkaniu opowiesz mi całe swoje życie, ze wszystkimi szczegółami i z wyłuszczeniem dokładnego problemu, z podaniem mi go na tacy - dotarcie do niego razem z tobą to moje zadanie. Jeżeli wolisz, możemy teraz pomilczeć, posiedzieć tu wspólnie, możesz oswoić się z gabinetem, przejść się po nim, obejrzeć książki, bibeloty... Ale kiedy już poczujesz się bezpieczniej, chciałbym jednak, żebyś powiedziała coś więcej. Czy tak możemy zrobić? Chcesz teraz posiedzieć i pomilczeć? Albo może chciałabyś, żebym zamiast tego ja coś mówił, zanim będziesz gotowa na dalszą rozmowę o sobie?

Billie Brackenborough

*Nawiasem - autor piszący Sergio przeżył dokładnie taką sytuację na swojej terapii: zapytał, czy psycholożka może się do niego zwracać po imieniu, bo tak byłoby mu o niebo łatwiej i usłyszał, że nie ma takiej możliwości, bo to byłoby zbytnie skracanie dystansu, ona nie może tego zrobić; a on poczuł się wtedy, jakby dostał w pysk, został odsunięty na bezpieczną odległość :x Różnica była taka, że on to zrobił po wielu spotkaniach, kiedy już miał do tej psycholożki zaufanie
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
21 y/o
For good luck!
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się tego, że terapeuta zmieni zdanie i zacznie zwracać się do niej bezpośrednio z imienia. Zaskoczyło ją to, choć nie potrafiła określić, czy było to coś pozytywnego czy może raczej odebrała to jako jedną z zagrywek, które mężczyzna na pewno wcześniej przygotował. Był psychoterapeutą, miał do czynienia z wieloma osobami i Billie nie mogła być odosobnionym przypadkiem. To trochę tak jak z piłką nożną i nagłą zmianą ustawienia u obrońcy, który do tej pory grał przewidywalnie. Jako napastniczka wiedziała, że kiedy przeciwnik nagle odpuszcza sztywne krycie, zazwyczaj robi to tylko po to, żeby sprowokować do błędu i łatwiej odebrać piłkę.
Nagła zmiana w zachowaniu Sergio postawiła ją w stan gotowości, choć paradoksalnie przyniosła też dziwne uspokojenie. Jako piłkarka wiedziała, że najbardziej skuteczne zagrywki to te korygowane na bieżąco, gdy pierwotny plan po prostu przestaje działać. Dotarło do niej, że terapeuta nie szukał podstępu, a jedynie nagiął własne zasady, by ułatwić jej ten pierwszy, najtrudniejszy krok. Doceniła ten gest. Postanowiła na moment porzucić defensywę i mimo tkwiącej w niej niepewności zaryzykować odrobinę zaufania, którego tak bardzo potrzebowała.
Wysłuchała go w skupieniu, a jego słowa o narzędziach i szufladach sprawiły, że poczuła się mniej jak pacjent, a bardziej jak ktoś, komu po prostu próbuje się pomóc. To, że nie obiecywał cudów i przyznał, że niektóre rozwiązania mogą być nietrafione, brzmiało uczciwie. Bardziej uczciwie niż wszystko, czego spodziewała się jeszcze przed momentem. Przez chwilę patrzyła na swoje dłonie, trawiąc to, co usłyszała, po czym podniosła wzrok na mężczyznę.
- To ma sens - odezwała się w końcu, a jej głos nie był już tak napięty jak na początku. - Nie szukam cudów. Chcę tylko, żeby w mojej głowie przestało być tak głośno i żebym w końcu zaczęła sobie radzić z tym wszystkim, co dzieje się wokół mnie - powiedziała spokojnie, w dalszym ciągu nie spuszczając wzroku, co w pewnym sensie można było uznać za sukces. Prawda? - Skoro potrzebuje pan odpowiedzi, to spróbuję ich udzielić. Po prostu nie wiem, od czego powinnam zacząć i w jaki sposób powiedzenie tego co spotkało mnie w życiu, ma pomóc mi w uporaniu się ze wszystkimi problemami - przyznała szczerze, po raz pierwszy pozwalając sobie na nieco dłuższą wypowiedź. To nie tak, że nagle poczuła się swobodnie, ale słowa mężczyzny zdecydowanie trochę ją uspokoiły i przypomniały o powodzie, dla którego w ogóle zdecydowała się na terapię.
Słowa o możliwości milczenia dały jej przestrzeń, której potrzebowała, ale siedzenie w miejscu stało się nagle fizycznie nie do zniesienia. Podniosła się i podeszła do regału. Przez moment przyglądała się tytułom książek, ostatecznie sięgając po Pułapkę szczęścia Harrisa. Przez chwilę obracała tom w dłoniach, skupiając się na ciężarze twardej oprawy. Ostatecznie jednak zdecydowała się zabrać głos, chociaż wiąż stała plecami do terapeuty.
- Miałam dwanaście lat, kiedy moja mama zginęła w wypadku - rzuciła krótko, jakby czytała suchy raport. - Ojciec obwinił mnie o wszystko i przez lata upewniał się, żebym w to wierzyła - kontynuowała, nie wiedząc jak wiele była w stanie powiedzieć. Nigdy wcześniej nie opowiadała nikomu o tym jak wyglądało jej życie, a raczej piekło, które zgotował jej ojciec. - Nie kończyło się jedynie na słowach - dodała nieco ciszej, z hukiem zamykając książkę i odstawiła ją z powrotem na regał, dokładnie w to samo miejsce, po czym zastygła z dłonią na jej grzbiecie, czekając na jakąkolwiek reakcję.

Sergio Martinez
mashedpotato
posty pisane w pierwszej osobie
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”