Tak, oczekiwał tego, że w końcu - prędzej czy później - usłyszy, że ma się zwracać do pacjentki na "ty". Wielu tego próbowało - im bardziej zalęknieni i zestresowani byli, tym szybciej tego próbowali, a on wiedział, że nie powinien się na to zgadzać, bo to było skracaniem dystansu, którego skracać nie wolno. Należało zdobyć zaufanie pacjenta, nawiązać z nim relacje, pokazać, że się go słucha, interesuje się tym, co mówi; należało przekazać, że można (i wręcz należy) powiedzieć mu wszystko, ale nie wolno było skracać dystansu, żeby mimo wszystko nie zaburzyć relacji pacjent-psycholog, by nie stała się ona zbyt osobista. Były pewne granice, których przekraczać absolutnie nie wolno - i których przekraczać Sergio nie chciał.
Czasami jednak - przynajmniej po jakimś czasie, zwłaszcza kiedy widział, że innej drogi nie ma i nie nawiąże porozumienia z pacjentem - zgadzał się na takie skrócenie dystansu, zgadzał się na mówienie mu na "ty". W tym wypadku jednak nie był pewien, czy już nadszedł taki moment i czy bez tego dziewczyna się przed nim nie otworzy - zbyt mało czasu ze sobą spędzili, by był w stanie to ocenić.
-
Nie mogę mówić pacjentom po imieniu - powiedział, wciąż pozostając przy tym łagodnym tonie, mającym stworzyć dziewczynie przestrzeń do tego, żeby mogła się poczuć swobodniej -
Musimy zachować pewien dystans, bo mimo, że chciałbym zdobyć zaufanie i pokazać, że można mi powiedzieć absolutnie o wszystkim, a ja nie będę tego w żaden sposób oceniał - nie po to tu jestem, tylko po to, żeby pomóc i żeby znaleźć rozwiązanie dla pani problemów, żeby dać narzędzia do radzenia sobie z demonami; to jednak musimy zachować pewien dystans miedzy mną jako psychologiem, a panią jako moją pacjentką. Mam nadzieję, że mimo wszystko nam się to uda i zyskam to zaufanie. Wiem jednak, że to jest trudne, zwłaszcza na początku, kiedy pierwszy raz jest się u psychologa i nie miało wcześniej takich doświadczeń. Zgaduję, że mamy właśnie do czynienia z taką sytuacją?
Dał jej czas na odpowiedź, zanim odniósł się do tego, co mówiła potem - zauważył, że wcześniej być może zadał zbyt dużo pytań na raz, nawet jeśli de facto dotyczyły jednej sprawy i odpowiedź na jedno wiązała się z odpowiedzią na kolejne z nich. Niektórzy jednak nie byli w stanie - zwłaszcza w nerwowej sytuacji - ogarnąć wszystkiego, co słyszeli i potrzebowali więcej przestrzeni, co również było całkowicie zrozumiałe.
-
To zrozumiałe, że opowiadanie o sobie nie przychodzi z łatwością - odezwał się, gdy już dziewczyna wypowiedziała się na poprzedni temat. Starał się nie używać form osobowych, skoro nie zdecydował się (być może jeszcze) na owo skrócenie dystansu, a jednocześnie widział, że "paniowanie" stresuje Billie -
Mnie też było trudno za pierwszym razem, kiedy poszedłem do psychologa; ciężko mi się mówiło o moich problemach i przeżyciach, tym bardziej, że przecież nie ze wszystkich od razu zdawałem sobie sprawę. Do wielu musiałem dojść dzięki pomocy psychologa, dzięki właśnie temu, że w końcu się przełamałem i opowiedziałem o różnych rzeczach, analizowałem je razem z nim i dzięki jego pytaniom otworzyły mi się oczy na to, czego nie potrafiłem sam rozłożyć na czynniki pierwsze - uśmiechnął się nieco szerzej -
Uprzedzając ewentualne domysły: każdy psycholog musi przejść co najmniej jedną własną terapię i uważam, że to bardzo dobre, bo po pierwsze możemy się dzięki temu postawić w sytuacji naszych pacjentów, a po drugie nie możemy wchodzić do gabinetu, mając na ramionach własne potwory. W gabinetach jesteśmy dla pacjentów.
Tak, to, co powiedział, również było skracaniem dystansu i Sergio doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale miał nadzieję, że ten krótki wtręt na temat jego własnych doświadczeń pokaże dziewczynie, że po pierwsze on również jest człowiekiem, a po drugie - że rozumie stres, który w tym momencie odczuwała. Może to jej pomoże się trochę rozluźnić.
Słysząc o tym, że ojciec Billie "nie jest dobrym człowiekiem" pokiwał głową z troską. Mimowolnie przyszły mu do głowy naprawdę najróżniejsze rzeczy, które mogły się wiązać z tymi słowami, ale odpędził je od siebie, bo te domysły mogły nie mieć nic wspólnego z prawdą.
-
Mogę posłuchać o tym ojcu? - zapytał cicho, próbując jej nie spłoszyć. Miał wielką ochotę sięgnąć po notatnik i zapisać sobie tę informację, ale od samego początku położył go daleko od siebie na biurku, żeby najpierw sprawdzić, jak Billie będzie się zachowywać w gabinecie i żeby móc ocenić, czy na tym etapie może swobodnie notować, czy będzie ja to deprymowało jeszcze bardziej. Obecnie był przekonany, że notowanie zupełnie wybiłoby ją z rytmu, więc powstrzymał się przed podobnymi rzeczami. Po wyjściu pacjentki zapisze w jej karcie najważniejsze informacje. Miał ochotę zadać więcej pytań, by naprowadzić ją na opowieść, ale przed tym również się powstrzymał, mając w pamięci spostrzeżenie, że wiele pytań może ją również zamykać, zamiast otwierać.
Billie Brackenborough