ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
182 cm
Chirurg dziecięcy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Let me know which stars you prefer. The ones above you or the ones I make you see.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poranki w Mount Sinai nie należały do ulubionych Juliana. Idąc korytarzem słyszał mieszaninę przytłumionych rozmów, pospiesznych kroków innych lekarzy, gdy biegli ratować czyjeś życie i to przeklęte piknięcie aparatury z różnych sal, które z czasem przestawało być słyszalne – tego nienawidził bardziej. Chociaż nauczył się w tym funkcjonować, wiedział, że te dźwięki są lepsze niż grobowa cisza.
Zmierzał w kierunku oddziału dziecięcego, w jednej dłoni trzymając kawę, a w drugiej pod pachą grube akta dokumentacji medycznej. Ktoś rzucił mu krótkie “dobry wieczór”, a on jedynie skinął głową, nie zwracając uwagi kto to właściwie nawet był. Nie był tutaj od budowania relacji. Był od podejmowania decyzji, niestety często takich, od których zależało czyjeś życie.
Zatrzymał się dopiero przy sali numer dwanaście. Przez wąskie okno w drzwiach widać było małą sylwetkę niemal ginącą w szpitalnej pościeli, brązowe kosmyki włosów jedynie dawały znać, że ktoś tam naprawdę leży. Aparatura pracowała spokojnie i miarowo – przynajmniej to na dziś było dobrą wiadomością.
Holly Tyler, siedem lat, przyjęta została na oddział dwa dni wcześniej. Objawy, które tłumaczyli jej rodzice, kompletnie nie układały się w schemat, którego oczekiwał. Epizody dezorientacji, krótkotrwałe zaburzenia czucia, momentami problemy z koordynacją, epizody również przypominające czasami padaczkę. Badania mówiły jedno, obserwacje drugie, a Julian nie znosił medycznych zagadek, które wymykały się logice i sprawiały, że czuł się jak idiota.
Wszedł do środka tylko na moment, poprawił koc zsuwający się z ramienia dziewczynki i upewnił się, że kroplówka działa prawidłowo. Nie obudziła się, a to akurat bardzo dobrze. Sen był dla niej teraz bardzo ważny, musiała odpocząć.
Rozwiążę to. — powiedział cicho, bardziej do siebie niż do niej. Obiecał, a więc musiał teraz dać z siebie wszystko. Powolnym krokiem wyszedł, zamykając cicho drzwi i ruszył dalej. Gabinet do którego gnał jak poparzony był mu aż za dobrze znany, dlatego nawet nie zapukał. Po prostu wszedł do środka jak do siebie i rzucił plik dokumentów Ezequielowi na biurko.
Mam pojebany przypadek. Dziewczynka, siedem lat. Objawy neurologiczne, ale obraz nie jest wystarczająco czysty, żeby stawiać pewne diagnozy, a ja nie zamierzam zgadywać. — przesunął leniwie dłonią po twarzy, zdradzając swoje zmęczenie, którego normalnie pilnował aby nie było widać. — Zleciłem już rozszerzone badania, ale chcę drugiej opinii zanim ktoś zacznie rzucać wielkimi słowami przy jej matce. Może zobaczysz coś, co ja przeoczyłem. Oszczędziłoby mi to bardzo długiego dnia.
Na jego twarzy pojawił się cień czegoś, co przypominało uśmiech, ale przecież doktor Kerr nigdy szczerze się nie uśmiechał. Było to bardziej coś na wzór sarkastycznego grymasu. — I zanim odmówisz przypominam Ci, że jesteś w pracy, więc wypadałoby być trochę użytecznym.
Po tych słowach zamilkł, siadając ociężale na krześle naprzeciwko biurko Garcii. W tle słychać było pchnięcia wózka, śmiechy pielęgniarek i komunikaty z głośników, z których bez natężenia zmysłu słuchu za nic nie dało się zrozumieć. Oby tylko Eze się przydał. Nie potrafiłby spojrzeć dziewczynce prosto w oczy i powiedzieć, że nie umie jej pomóc.
derek
muge
nie zabijać i nie współżyć bez zgody
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzisiejsza zmiana była dla Ezequiela wyjątkowo irytująca. Konsultacja za konsultacją - nie miał dosłownie chwili, by odetchnąć. A wszystko przez to, że nowa kobieta na rejestracji kompletnie pogubiła się w kwestii umawiania wizyt i wstawiała mu pacjentów jednego po drugim, zostawiając zaledwie pięciominutowe okienka między nimi. Ezequiel był jednak zbyt miłym człowiekiem by zwrócić jej o to uwagę. Postanowił porozmawiać z nią na spokojnie jak będzie wracał do domu, żeby upewnić się, ze nie odstawi mu takiego teatrzyku za każdym razem, gdy będzie pracować. Ostatnio męczył się szybciej niż zwykle. Coraz częściej dopadały go bóle głowy, które musiał maskować lekami przeciwbólowymi. Momentami nawet rozważał, żeby po pracy po prostu zapalić trawkę - w towarzystwie Sofii - i powiedzieć jej, że dawno tego nie robił. Nie był tylko pewien, kiedy miałby to zrobić. Ukrywanie takiego sądu ostatecznego - guza mózgu - nie było niczym dobrym i sam doskonale zdawał sobie z tego sprawę. W końcu nie raz powtarzał pacjentom, że muszą otoczyć się przyjaciółmi, rodziną, partnerami - byle mieli jakiekolwiek wsparcie. A tymczasem on robił dokładnie coś odwrotnego. Zamiast szukać wsparcia, odcinał się od wszystkich po kolei, jakby izolacja mogła w jakikolwiek sposób zmniejszyć ciężar tej cholernej diagnozy.

Po kurewsko długim dniu w końcu dotarł do ostatniej konsultacji. Ostatniej- przynajmniej teoretycznie. Potem musiał jeszcze tylko przeczekać kilka godzin na dyżurze, na wypadek gdyby trafiła się jakaś nagła operacja. Te 'tylko kilka godzin' brzmiało jak kiepski żart. Usiadł przy biurku i odetchnął głęboko, zastanawiając się, czy nie powinien czegoś zjeść, gdy drzwi nagle się otworzyły, a do gabinetu wparował pieprzony Kerr... jak do siebie! - Kerr, do cholery jasnej! - rzucił, przewracając oczami, jednak po chwili jego rysy złagodniały, gdy zorientował się, że tamten przyszedł w jakiejś konkretnej sprawie - wyglądał dosłownie jak rasowy maniak, któremu właśnie pali się grunt pod nogami. Ezequiel obrócił się na krześle i oparł rękę o blat, słuchając go uważnie. Zmarszczył brwi, słysząc o dziewczynce i jej dolegliwościach. To cholerstwo nigdy nie było fair - nie atakowało tylko starszych, takich jak on, ale i młodszych. Jednak nie mógł jeszcze niczego stwierdzić bez obejrzenia wyników i samej pacjentki. Julian był jednym z najlepszych chirurgów dziecięcych, z jakimi przyszło mu pracować - w kraju, a może i na świecie. Nie tylko podchodził do każdej sprawy z sercem, ale też analizował ją z każdej możliwej strony, nie zostawiając miejsca na przypadek. A przy tym zawsze - bez wyjątku - upewniał się, że dzieci czują się bardziej jak na placu zabaw niż w szpitalnej sali. Ezequiel wiedział, że jeśli Julian przyszedł do niego z tym przypadkiem, to sprawa była poważna. I właśnie dlatego nie mógł mu odmówić. Wstał z krzesła i podszedł do Juliana, wybuchając śmiechem. - Użyteczny? - prychnął. - Człowieku, dopiero teraz odetchnąłem, bo nowa recepcjonistka uwaliła mnie konsultacjami, które wypełniły mi cały cholerny dzień. Za przeproszeniem, nawet pierdnąć nie mogłem. A kiedy już myślałem, że dam sobie chwilę spokoju, ty wparowałeś jak cholerny król do swojego zamku. - Pokręcił głową z niedowierzaniem i objął przyjaciela ramieniem. - Dobra, dawaj te skany i dokładnie opisz mi te neurologiczne objawy. Z chęcią pomogę. Ale w zamian - po zmianie stawiasz mi whisky. I to nie jedną.

kerrmit
34 y/o
For good luck!
182 cm
Chirurg dziecięcy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Let me know which stars you prefer. The ones above you or the ones I make you see.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Julian obserwował reakcję Ezequiela z tą charakterystyczną, prawie nieruchomą miną, która dla większości ludzi wyglądała jak kompletny brak emocji. W rzeczywistości oznaczała tylko jedno – jego mózg pracował na najwyższych obrotach, analizując wszystko co właśnie usłyszał i wszystko co jeszcze zamierzał powiedzieć. Nie miał zamiaru bawić się w półśrodki, na pewno nie teraz gdy obawiał się, że na szali było życie jego jednej z ulubionych pacjentek. Nie wyglądał na kogoś, kto otaczał się aurą tęczy i troskliwych misiów, ale naprawdę kochał dzieci. I jego serce krajało się za każdym razem, gdy musiał przekazywać im złe informacje.
Kiedy Garcia wybuchnął śmiechem, Kerr uniósł jedynie jedną brew. — Och wybacz. — rzucił sucho. — Nie wiedziałem, że muszę się wcześniej zapowiedzieć u wielkiego doktora Garcii. — oparł się ciężej na krześle pozwalając sobie na chwilę ciszy, gdy tamten jeszcze narzekał na recepcjonistkę i dzień pełen konsultacji. Gdyby sytuacja była inna może nawet by go to rozbawiło. Może.
Ale w głowie Juliana wciąż siedziała mała dziewczynka z sali numer dwanaście. Kiedy Ezequiel w końcu poprosił o dokumentację, ten przesunął w jego stronę grubą teczkę z wynikami badań i kilkoma wydrukami skanów.
Holly Tyler. — powiedział już bardziej spokojnie, pozbywając się jadu ze swojego tonu głosu. — Siedem lat. Przyjęta dwa dni temu. — przez chwilę patrzył jak Garcia zaczyna przeglądać dokumenty zanim sam zaczął mówić dalej. — Rodzice zgłosili pierwsze objawy około trzech tygodni temu. Początkowo myśleli, że to zwykłe przemęczenie. Dziewczynka zaczęła mieć krótkie epizody dezorientacji, a momentami wyglądało to tak, jakby na kilka sekund kompletnie odpływała.
Przesunął palcem po jednej ze stron dokumentacji, a po chwili stuknął w nią dwoma palcami, jakby chciał żeby ten skupił na to szczególną uwagę. — Potem doszły zaburzenia czucia w lewej ręce. Czasami mówiła, że nie czuje palców. Do tego momenty problemów z koordynacją, kilka razy przewróciła się bez konkretnego powodu.
Z głośnym westchnieniem oparł się ponownie ociężale o krzesło, przesuwając dłonią po twarzy. Przejebany dzień. — Wczoraj w nocy mieliśmy epizod przypominający napad padaczkowy. Krótki, trwał może trzydzieści sekund. EEG jest… — skrzywił się lekko — niejednoznaczne. — jego spojrzenie na chwilę uciekło w stronę drzwi, jakby przez moment obawiał się, że ktoś wejdzie i podsłucha ich rozmowę. — MRI nie pokazuje niczego oczywistego. Brak wyraźnej zmiany ogniskowej, brak krwawienia, brak obrzęku który tłumaczyłby objawy. — w jego głosie było słychać narastającą frustrację, która tylko czekała na wybuch. Obawiał się, że mógłby nastąpić niedługo przy dziewczynce, a tego wolał uniknąć za wszelką cenę.
Julian Kerr nie należał do osób, które łatwo odpuszczają, a już zdecydowanie do takich, które z większa łatwością przychodzą do kogoś, aby prosić o pomoc i przysługę. Ale wiedział, że jeśli ktokolwiek miał mu pomóc w tej sprawie, to tylko Garcia.
Nie chcę strzelać diagnozami przed jej matką. — odezwał się po chwili, gdy zapadła między nimi kliniczna cisza. — Kobieta jest przerażona, a ja nie zamierzam rzucać hasłami typu guz albo choroba autoimmunologiczna tylko dlatego, że nie mamy jeszcze odpowiedzi. — na jego twarzy po chwili pojawił się złowieszczy uśmieszek, jakby nie mógł sobie darować, aby wbić mu szpilę. — Więc tak. — dodał. — Liczę na twoją genialną, wypoczętą i absolutnie nieprzemęczoną głowę.
Gdy Ezequiel wspomniał o whisky, Julian parsknął i pokręcił głową z niedowierzaniem. Ah no tak. Coś za coś. Nie chciał prawić mu morałów, że jako lekarz nie powinien pić, ale przecież nie był jego matką, prawda?
Jedną? — powtórzył z lekką drwiną. — Jeśli pomożesz mi rozgryźć ten przypadek postawię ci dwie albo i trzy butelki.
Chwila śmiechów i jego udawanego rozbawienia zniknęła w mgnieniu oka, gdy zmarszczył brwi z poważniejszą miną. — Ale najpierw powiedz mi coś, czego jeszcze nie zauważyłem. — czuł jak z nerwów drętwieją mu palce. — Bo jeśli ja czegoś nie widzę to znaczy że albo jestem przemęczony albo ta pierdolona choroba jest znacznie bardziej podstępna niż wygląda.
Wolał, aby okazało się to pierwsze. Może i trochę ucierpiałoby jego ego, ale życie Holly było ważniejsze niż jego racje.
A nie lubię przegrywać z czymś, czego nie rozumiem. dereczek
muge
nie zabijać i nie współżyć bez zgody
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ezequiel ucichł od razu, gdy Kerr przeszedł do konkretów. Całe to jego wcześniejsze narzekanie i rozbawienie zniknęły, jakby ktoś jednym ruchem je wyłączył. Oparł się o biurko i zaczął przeglądać dokumentację w pełnym skupieniu, przesuwając wzrokiem po kolejnych wynikach i skanach. Ja pierdole, ta teczka była przeogromna - prychnął do siebie w myślach. Słuchał Juliana, i nie przerywał mu nawet na moment. Mógł się na niego wkurwiac ile mógł i chciał, ale jednak byli przyjaciółmi na prywacie, ale również kolegami po fachu, a znajdowali się jeszcze w pracy. Czasem tylko marszczył brwi, czasem zatrzymywał palce na kartce na ułamek sekundy dłużej. Przy opisie dezorientacji jego spojrzenie się wyostrzyło. Przy zaburzeniach czucia lekko zmrużył oczy, przygryzając policzek od środka w ramach skupienia. Na samo wspomnienie o napadzie padaczkowym skwitował cichym westchnięciem, przejeżdżając dłonią po twarzy. Te świństwo wybierało każdego, bez względu na wiek lub doświadczenia życiowe. Był tego samym dowodem. Przy MRI zatrzymał się i zerknął na Kermita- …za czysto - mruknął pod nosem. Przerzucił jeszcze kilka stron, po czym zamknął teczkę i spojrzał na Kerra już całkiem poważnie.- Objawy są zbyt konkretne, żeby obraz był tak nijaki- powiedział spokojnie, splatając ręce na piersi. - To nie składa się w coś prostego, to musze ci przyznać.

Przesunął dłonią po twarzy i zrobił kilka kroków po gabinecie, układając sobie wszystko w głowie.- Dezorientacja, krótkie odpływy, czucie w jednej ręce, problemy z koordynacją… - wyliczał ciszej. Zazwyczaj takie myśli na glos pomagały mu z ogólna perspektywa kejsa,- To wygląda na korę mózgowa. Albo coś, co ją drażni, ale jeszcze nie zostawia śladu.- Zatrzymał się i spojrzał na niego kątem oka.- Guz jest możliwy, ale za wcześnie, żeby coś pokazał. Albo nie tam, gdzie patrzymy.- uniósł lekko brew.- Szczerze? Naczyniowe na razie bym odpuścił.= Oparł dłonie o blat i pochylił się lekko.- Ja bym szedł w stronę zapalną albo autoimmunologiczną. Wczesne zapalenie mózgu potrafi wyglądać idealnie na początku. A objawy już ciągną się jeden po drugim. - Sięgnął z powrotem po teczkę i stuknął w nią palcem, marszcząc brwi w zamyśle- Powtórz MRI z kontrastem. Od razu, powołaj się na mnie. Do tego dłuższe EEG, nie takie wyrywkowe.- podniósł na niego wzrok.- I chcę ją zobaczyć, możemy pójść do niej razem.- zależało Garcii na tym by zobaczyć swoich pacjentów, sprawdzić jak się zachowują, czasami same wyniki badan nie pokazywały wszystkiego. Czasami wystarczyło spojrzeć na osobę by cos wykryć..Na chwilę zamilkł, przyglądając mu się uważnie.- To nie jest coś, co przeoczyłeś, Julian. - dodał spokojniej. - to coś, co dopiero się ujawnia, a ty to zauważyłeś. Kącik jego ust uniósł się delikatnie ku gorze,- A co do przegrywania…- prychnął cicho.-Masz pecha, że to przyszło teraz.- spojrzał na niego z determinacja- To coś ma kurwa jeszcze większego.

Odchylił się lekko, sięgając po teczkę jeszcze raz, ale tym razem bardziej odruchowo niż z potrzeby.- A whisky…- rzucił już lżej, unosząc brew.- nie wykręcisz się trzema butelkami. Jak to rozgryziemy, zabierasz mnie gdzieś, gdzie nie ma pagerów, pacjentów i tej przeklętej recepcji. - spojrzał na niego kątem oka.- I za cholerę nie przyjmuję odmowy.- Na moment jego spojrzenie zmiękło, choć zaraz przykrył to zwykłą, lekko ironiczną maską. Julian był jedną z niewielu osób, którym naprawdę ufał. Jedną z tych, przy których nie musiał niczego udowadniać. I może właśnie dlatego tak cholernie trudno było mu powiedzieć mu prawdę o sobie... o tym, co siedziało w jego własnej głowie i powoli odbierało mu kontrolę. Zamiast tego tylko klepnął teczkę i westchnął cicho.- Najpierw ratujemy twoją małą pacjentkę- dodał spokojnie.- A potem pójdziemy się napić. I spróbujesz mnie nie zanudzić swoim towarzystwem.

Kerrmit
34 y/o
For good luck!
182 cm
Chirurg dziecięcy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Let me know which stars you prefer. The ones above you or the ones I make you see.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Julian nie przerwał mu ani razu. Siedział na krześle, totalnie skupiony z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej, obserwując go z całkowitym zaciekawieniem. Wiedział, że kiedy Ezequiel zaczynał układać wszystko na głos, lepiej było mu nie przeszkadzać. To był ten moment, w którym chaos zaczynał mieć sens. Dopiero przy jego wnioskach uniósł lekko brew. Lecieli na tych samych falach dość mocno, jeśli chodziło o sposób ich pracy. Pewnie dlatego tak dobrze się dogadywali, mimo że Kerr potrafił być niezłym kawałem gnoja.
Za czysto, co? — powtórzył cicho, bardziej do siebie niż do niego. Nie wyglądał na zaskoczonego. Raczej… utwierdzonego w tym przeklętym przekonaniu, że ta walka nie będzie łatwa. Ja pierdole. Nic nigdy nie było proste, a to oznaczało tylko jedno – kolejne nieprzespane noce i kawa na śniadanie, obiad, kolacje i każdego możliwego snacka. Przesunął dłonią po szczęce, odwracając na chwilę wzrok w stronę okna, jakby układał w głowie wszystkie elementy które właśnie dostał. Dezorientacja. Odpływy. Jedna ręka. Koordynacja. Napad.
Nie lubił takich układanek. Za dużo niewiadomych, za mało odpowiedzi.
Zapalne albo autoimmunologiczne… — powtórzył wolniej, mrucząc te słowa, jakby sprawdzał czy nie brzmią surrealistycznie na przypadek Holly. Ale jej przypadek był tak porąbany, że wszystko mogło się wydarzyć. Dosłownie.
Westchnął cicho, wracając spojrzeniem do Ezequiela. — Czyli mamy coś co wygląda źle, zachowuje się gorzej a na papierze udaje, że nie istnieje. Świetnie. Moje ulubione przypadki. — na jego twarzy pojawił się zmęczony uśmiech, jakby pragnął już wrócić do domu. — MRI z kontrastem już załatwię. Jeśli ktoś będzie miał problem, powołam się na ciebie i zrobię z tego ich problem. — rzucił sucho.
Wstał nagle z krzesła wkurzony i przeszedł kilka kroków, zatrzymując się dopiero przy oknie. Palce na moment oparł na parapecie jakby potrzebował tej jednej sekundy, żeby zebrać myśli. Patrzył na rozświetlony parking przed szpitalem, na którym stało zapewne setki samochodów, należących do pielęgniarek, lekarzy, recepcjonistek, pacjentów i ich zmartwionych rodzin.
EEG też ogarnę. Dłuższe. Takie, które faktycznie coś pokaże a nie tylko uspokoi wszystkich dookoła. — odezwał się ponownie po chwili.
Na jego kolejne słowa aż spojrzał w jego stronę, czując dziwny ucisk w klatce piersiowej.
To nie jest coś, co przeoczyłeś.

Wiem. — odpowiedział w końcu krótko, ale jego ton miał cichszy niż wcześniej. Nie wiedział czy czuł wdzięczność czy po prostu zwykłą radość. Może coś pomiędzy? Oczywiście za cholerę się do tego nie przyzna.
Odwrócił wzrok pierwszy po raz kolejny, jakby to nie miało większego znaczenia.
Możemy iść do niej razem. — dodał. — Zobaczysz ją na żywo. Może rzeczywiście coś nam umyka. — przesunął dłonią po karku i westchnął, jakby cały ciężar tego przypadku dopiero teraz zaczął się naprawdę układać.
I tak, masz rację. To się dopiero zaczyna. — mruknął bardziej do siebie niż do niego. Na wzmiankę o whisky prychnął cicho, kręcąc głową. — Już zaczynasz negocjacje, a nawet nie wiemy z czym walczymy. Ambitnie.
Cały Eze, bez tego nie byłby sobą. Choć ostatnio Julian odnosił wrażenie, że coś go gnębi, ale nie chciał naciskać. W końcu są dorosłymi facetami, sam mu powie jak będzie chciał, prawda?
Trzy butelki to była oferta wyjściowa. Nie moja wina, że od razu ją odrzuciłeś. Ale dobra, jeśli to rozgryziemy i nie zniszczymy wszystkiego po drodze zabiorę cię gdzieś, gdzie naprawdę nie ma pagerów. I będziesz mógł udawać, że moje towarzystwo jest znośne. — kącik jego ust uniósł się minimalnie. — Nie obiecuję, że będzie. dereczek
muge
nie zabijać i nie współżyć bez zgody
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ezequiel parsknął cicho, słysząc komentarz Juliana o ulubionych przypadkach.- No właśnie. Jakbyśmy mieli za mało ciężkich przypadków na oddziale, to los postanowił dorzucić nam jeszcze jeden w wersji hardcore - mruknął, kręcąc głową. - Zapalne, autoimmunologiczne… albo coś, co jeszcze nawet nie ma swojej nazwy. Uwielbiam takie zagadki. - Uwielbiam. Jasne. To właśnie mówił zawsze, kiedy coś zaczynało wymykać się prostym schematom. Kiedy przypadek zamiast grzecznie układać się w objawy, wyniki i rozpoznanie, robił z nich wszystkich idiotów. A on nienawidził czuć się jak idiota. Jeszcze bardziej nienawidził momentów, w których organizm pacjenta ewidentnie krzyczał, że dzieje się coś złego, a papier uparcie twierdził, że wszystko jest w normie. Szlag by to trafił!
Podszedł bliżej okna i stanął obok Juliana, również patrząc na parking. Przez chwilę milczał, próbując poukładać sobie myśli. Nienawidził tej części. Tego momentu pomiędzy przeczuciem a pewnością. Medycyna miała dawać odpowiedzi, a nie zostawiać człowieka w pół kroku, zawieszonego między możliwościami. - MRI z kontrastem zrób jak najszybciej. Najlepiej jeszcze dzisiaj albo jutro rano. Jak będą marudzić, mów, że Garcia osobiście tego żąda. W razie czego sam zadzwonię do radiologii i im przypomnę, że nie mają co ze mną pogrywać. - Przesunął dłonią po karku i ciężko westchnął.- EEG też musi być dłuższe. Minimum dwadzieścia cztery godziny, najlepiej czterdzieści osiem. Chcę zobaczyć, czy te jej odpływy to tylko dezorientacja, czy kryje się pod tym coś więcej. I tak, pójdziemy do niej razem. Chcę zobaczyć, jak się zachowuje, jak mówi, jak reaguje na bodźce. Czasem wystarczy pięć minut rozmowy, żeby coś wyczuć.

Bo ciało kłamało inaczej niż ludzie. Ludzie ucinali zdania, odwracali wzrok, zaciskali szczękę. Ciało zdradzało się drobiazgami... zbyt długą pauzą przed odpowiedzią, drgnięciem palców, spojrzeniem uciekającym nie tam, gdzie trzeba, zawahaniem, które lekarzowi potrafiło rozświetlić pół diagnozy. Ezequiel nauczył się to widzieć dawno temu. Czasem miał wrażenie, że łatwiej odczytywał mikroruchy obcych ludzi niż własne myśli. Odwrócił się w stronę Juliana i spojrzał mu prosto w oczy, - Słuchaj Kerr… to nie jest twoja wina, że obraz jest czysty, a objawy tak konkretne. Czasem choroba po prostu lubi bawić się w chowanego. A ty i tak wyłapałeś to wcześniej, niż większość by wyłapała. Więc przestań się, kurwa, zadręczać, bo to nic nie da. - Dobrze znał ten rodzaj frustracji. Za dobrze. To uczucie, kiedy rozum podpowiadał jedno, instynkt drugie, a odpowiedzialność wbijała się między żebra jak ostry nóż. Każdy dobry lekarz miał w sobie choć odrobinę obsesji. Musiał mieć. Inaczej nie szukałby dalej, gdy wyniki niczego nie potwierdzały.

Chwilkę później kącik jego ust drgnął lekko ku górze. - A co do whisky… - prychnął. - Trzy butelki to była żałosna oferta i dobrze o tym wiesz. I nie przyjmuję żadnych 'może', 'jeśli' ani 'zobaczymy'.Umowa stoi? - Wyciągnął rękę w jego stronę, chcąc przypieczętować układ, ale w ostatniej chwili zamiast uścisku klepnął Juliana mocno w ramię. - Najpierw ratujemy Holly. Potem idziemy się napić. A ty spróbuj chociaż raz nie być takim un capullo de mal rollo przez cały wieczór - dodał z szerokim, odrobinę złośliwym uśmiechem. Jeszcze przez chwilę patrzył na niego w milczeniu, tym razem już całkiem poważnie. - Damy radę, Julian. Tylko nie rób z siebie samotnego bohatera, bo to mnie wkurwia najbardziej. - Zabawne, jak łatwo przyszły Garcii te słowa, zwłaszcza gdy sam ukrywał w sobie tak ogromny sekret. Bo prawda była taka, że to właśnie on od dawna próbował grać bohatera i bez dopuszczania kogokolwiek do tego, z czym naprawdę się mierzył. Jakby samotne dźwiganie wszystkiego było jakimś pieprzonym dowodem siły. Zabawne, huh?

Kerrmit
34 y/o
For good luck!
182 cm
Chirurg dziecięcy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Let me know which stars you prefer. The ones above you or the ones I make you see.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Julian parsknął cicho pod nosem słysząc komentarz Ezequiela o jego ulubionych przypadkach. Nie odrywał wzroku od parkingu, na którym światła samochodów rozmywały się w długich smugach, jakby ktoś próbował rozmazać kompletnie rzeczywistość równie skutecznie jak wyniki badań Holly. Przeklęte wyniki, które doprowadzały go powoli do szału i nie wiedział jak się kompletnie za to zabrać.
Wersja hardcore, co? — prychnął z nutą ironii. Typowy Kerr. — Świetnie, już dawno nie miałem okazji udowodnić światu jak bardzo lubię cierpieć z wyboru.
Kącik jego ust drgnął nieznacznie, choć w spojrzeniu wciąż czaiło się zmęczenie. Spędził na tym przypadkiem już trochę czasu, a końca nie było widać. Im dłużej starał się opanować całą sytuację tym bardziej miał wrażenie, że wszystko wymyka się spod kontroli i jest tylko gorzej. Eh…
MRI z kontrastem załatwię jeszcze dziś. Jeśli trzeba obudzę pół radiologii, oni i tak wiecznie się nudzą. A EEG ustawimy na czterdzieści osiem godzin. Skoro to coś bawi się z nami w chowanego to niech lepiej nauczy się spierdalać. — jego ton głosu był spokojny, ale słychać było w nim determinację.
Przez chwilę milczał wsłuchując się w odległy szum szpitala. Dopiero gdy Ezequiel spojrzał mu prosto w oczy i kazał przestać się zadręczać, Julian odwrócił głowę.
Nie zadręczam się. — odpowiedział takim tonem, jakby było to cholernie oczywiste. Cóż… z jednej strony było, ale nie powiedziałby tego wprost. — Po prostu nienawidzę nie wiedzieć.
Na klepnięcie w ramię uniósł brew, a w jego oczach rozświetliło się rozbawienie. Kiedy Ezequiel wtrącił coś po hiszpańsku, Kerr zrobił dość dziwną minę i przewrócił oczami.
Mógłbyś jednak odpuścić sobie pierdolenie po Hiszpańsku, tym bardziej gdy za cholerę nie wiem o co chodzi. — mruknął z udawaną irytacją. W rzeczywistości brzmiało to bardziej jak zaczepka niż skarga. — Trzy butelki to była oferta wyjściowa, Garcia. Nie moja wina, że od razu ją odrzuciłeś. Ale dobra… — dodał po chwili i wyciągnął rękę. — Umowa stoi. Najpierw ratujemy Holly a potem zobaczymy co się wydarzy. Ale tylko przez jeden wieczór, nie przyzwyczajaj się.
Puścił jego dłoń po chwili i odetchnął, wycierając dłoń w lekarski kitel.
I spokojnie, Eze. Nie gram samotnego bohatera. Po prostu wybieram sobie godnych wspólników. — wypuścił powoli powietrze, jakby wraz z nim uchodziło napięcie ostatnich godzin. Odsunął się od okna i skinął głową w stronę drzwi.
Czas zobaczyć się z Holly. — ruszył pierwszy, nie czekając aż Eze dotrzyma mu kroku. Przechodzili powoli przez korytarz szpitala, a sztuczne światło jarzeniówek (musiałam) nadawało przestrzeni chłodny sterylny charakter, a w powietrzu unosił się zapach środków dezynfekujących. Z oddali dobiegały przytłumione rozmowy personelu i jednostajne piknięcia aparatury, tworząc znajomą szpitalną atmosferę.
Zatrzymali się przed właściwą salą… Julian zapukał w końcu, po czym nacisnął klamkę i uchylił drzwi. W środku panowała cisza. Holly siedziała na łóżku z podkulonymi nogami, pochłonięta lekturą książki. Z tej odległości ciężko było stwierdzić co dokładnie czytała, ale okładka była podobna do nowego wydania Kubusia Puchatka. Jasne światło lampki nocnej miękko oświetlało jej twarz i rozsypane na ramionach włosy. Gdy tylko podniosła wzrok, jej oczy rozjaśniły się natychmiast na widok Juliana.
— Hej Julek! — zawołała radośnie, odkładając książkę na kołdrę. Ta urocza pacjentka była jedyną osobą, która mogła nazywać tak Juliana i nie dostać tony oskarżeń, że przecież on sobie nie życzy aby ktokolwiek tak do niego mówił.
Surowe rysy mężczyzny złagodniały niemal natychmiast.
Hej księżniczko. — odpowiedział ciepło, wchodząc do środka. — Widzę, że przyłapałem cię na czymś ważnym. — zatrzymał się przy łóżku i wskazał na stojącego obok Ezequiela. — Przyprowadziłem dobrego kolegę, który bardzo chciał cię poznać. To doktor Garcia. Jeden z najlepszych lekarzy jakich znam. Pomoże nam rozwiązać twoją małą zagadkę.
Na jego ustach pojawił się subtelny i uspokajający uśmiech. — Masz dziś siłę na chwilę rozmowy? — w takich chwilach dało się zauważyć, że Kerr mimo swojego ironicznego gadania i spojrzenia, które zawsze rozdzierało ludzi na pół – naprawdę kochał swoją pracę i oddawał całego siebie dla najmłodszych pacjentów.
— Pewnie! A czy pan doktor Garcia lubi Puchatka? — wskazała palcem na swoją książkę. — Dla mnie Julek to trochę Kłapouchy. A pan do kogo by się porównał? tigger from winnie the pooh or rabbit?
muge
nie zabijać i nie współżyć bez zgody
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W momencie, kiedy Julian bez większego wahania przejął temat MRI i EEG, Ezequiel skinął głową powoli, z wyraźnym uznaniem. Właśnie tego się po nim spodziewał. Zero zbędnego jęczenia, zero teatralnych westchnień… tylko konkret, plan i gotowość, żeby w środku nocy postawić na nogi pół szpitala, jeśli zajdzie taka potrzeba. - No i o to chodzi - rzucił krótko. - Obudź ich wszystkich, jeśli będzie trzeba. - Skinął głową i się uśmiechnął - w razie czego pomogę ci ich obudzić, Kerr. - garcia spojrzał w kierunku drzwi i zerknął o moment za długo na Juliana, kiedy powiedział że się nie zadręcza, tylko nienawidzi nie wiedzieć.
Podrapał się po głowie i rzucił- A ja nie jestem kontrolującym skurwielem, tylko człowiekiem z wysokimi standardami. - Przesunął dłonią po karku i dopiero po chwili dodał już ciszej, poważniej - Wiem, o co ci chodzi. Ja też nienawidzę nie wiedzieć. To chyba najgorsza część tej roboty. Ten moment, kiedy wszystko w tobie krzyczy, że coś jest nie tak, ale nie możesz jeszcze złapać tego za gardło i nazwać po imieniu. - Kilka chwil później jednak Ezequiel parsknął śmiechem na reakcje młodszego lekarza na jego hiszpański. - Doktorze Kerr.. nauczę cię paru przydatnych słów na wyjściu. - uśmiechnął się, a sama myśl, że już możliwie za pare godzin będa siedzieć w barze i się smiać z tego wszystkiego… sprawiała, że jakoś było mu lepiej na serduchu, a po chwili uścisnął jego dłoń mocno przypieczętowując ich pijańską umówię.

‘’....Po prostu wybieram sobie godnych wspólników. ‘’

Spojrzał na Juliana przez moment, mrużąc lekko oczy, po czym kącik jego ust uniósł się odrobinę. - No popatrz. A już myślałem, że nie umiesz mówić niczego, co nie brzmi jak groźba albo diagnoza - mruknął. Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo Julian skinął głową w stronę drzwi i ruszył pierwszy. Ezequiel bez słowa dotrzymał mu kroku. Szli korytarzem wolno, wśród zapachu środków dezynfekujących, a Garcia przez krótką chwilę patrzył tylko na profil Kerra, który wydawał się mu być jakiś spięty... Zabawne, jak łatwo było zauważyć, komu naprawdę zależy. Jeszcze zabawniejsze, jak często tacy ludzie próbowali potem wmówić wszystkim wokół, że to tylko praca.
Gdy weszli do sali i Holly od razu rozjaśniła się na widok Juliana, Ezequiel zauważył tę zmianę w nim niemal natychmiast. To, jak zeszło z niego napięcie. Jak złagodniał mu głos. Jak surowe rysy momentalnie przestały wyglądać tak, jakby miał ochotę rozszarpać cały oddział za samą jego niekompetencję. I oczywiście, kiedy mała nazwała go Julkiem, Garcia musiał naprawdę się pilnować, żeby się nie roześmiać. Uniósł lekko brew i zerknął na Juliana z wyraźnie rozbawioną miną, ale na szczęście dla niego nic nie powiedział. Jeszcze. Dopiero kiedy Holly spytała o Puchatka i porównała Kerra do Kłapouchego, Ezequiel parsknął cicho i wreszcie podszedł odrobinę bliżej łóżka. - Czy lubię Puchatka? - powtórzył, udając, że się zastanawiał, ale po jego wyrazie twarzy krzzyczało DUHH!!- Oczywiście. Każdy szanujący się lekarz powinien lubić kogoś, kto przez pół życia chodzi za miodem i ignoruje zasady. - Przeniósł spojrzenie na Juliana, potem z powrotem na Holly, a w jego oczach błysnęło rozbawienie. - A co do tego tutaj… - wskazał lekko brodą na Kerra. - Tak, Kłapouchy to całkiem trafne. To taki typ, który wygląda, jakby codziennie budził się obrażony na cały świat, ale potem i tak łazi za wszystkimi i pilnuje, żeby nikt nie zrobił sobie krzywdy. Więc niestety, diagnoza wydaje się słuszna. - Potem pochylił głowę odrobinę, jakby sam nad sobą się zastanawiał. - A ja? Hm. Myślę, że trochę Tygrysek. - kącik jego ust drgnął ku górze. - Czasem za głośny, czasem mnie za dużo, czasem wchodzę tam, gdzie nikt mnie nie prosił, ale zwykle mam dobre intencje.- Po chwili dodał, już lżej - Chociaż jak nie wypiję kawy, to bliżej mi do Królika. I wtedy wszyscy powinni zachować szczególną ostrożność. - Spojrzał na książkę, potem znowu na Holly - A ty? - zapytał. - Skoro już tak ładnie wszystkich tutaj zaszufladkowałaś, to kim jesteś w tej historii? Puchatkiem, Prosiaczkiem, a może tak naprawdę to ty tu rządzisz całym Stumilowym Lasem i tylko sprawdzasz nas czy za tobą nadążamy???

kerrmit aka kłapouchy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”