Julian parsknął cicho pod nosem słysząc komentarz Ezequiela o jego ulubionych przypadkach. Nie odrywał wzroku od parkingu, na którym światła samochodów rozmywały się w długich smugach, jakby ktoś próbował rozmazać kompletnie rzeczywistość równie skutecznie jak wyniki badań Holly. Przeklęte wyniki, które doprowadzały go powoli do szału i nie wiedział jak się kompletnie za to zabrać.
—
Wersja hardcore, co? — prychnął z nutą ironii. Typowy Kerr. —
Świetnie, już dawno nie miałem okazji udowodnić światu jak bardzo lubię cierpieć z wyboru.
Kącik jego ust drgnął nieznacznie, choć w spojrzeniu wciąż czaiło się zmęczenie. Spędził na tym przypadkiem już trochę czasu, a końca nie było widać. Im dłużej starał się opanować całą sytuację tym bardziej miał wrażenie, że wszystko wymyka się spod kontroli i jest tylko gorzej. Eh…
—
MRI z kontrastem załatwię jeszcze dziś. Jeśli trzeba obudzę pół radiologii, oni i tak wiecznie się nudzą. A EEG ustawimy na czterdzieści osiem godzin. Skoro to coś bawi się z nami w chowanego to niech lepiej nauczy się spierdalać. — jego ton głosu był spokojny, ale słychać było w nim determinację.
Przez chwilę milczał wsłuchując się w odległy szum szpitala. Dopiero gdy Ezequiel spojrzał mu prosto w oczy i kazał przestać się zadręczać, Julian odwrócił głowę.
—
Nie zadręczam się. — odpowiedział takim tonem, jakby było to cholernie oczywiste. Cóż… z jednej strony było, ale nie powiedziałby tego wprost. —
Po prostu nienawidzę nie wiedzieć.
Na klepnięcie w ramię uniósł brew, a w jego oczach rozświetliło się rozbawienie. Kiedy Ezequiel wtrącił coś po hiszpańsku, Kerr zrobił dość dziwną minę i przewrócił oczami.
—
Mógłbyś jednak odpuścić sobie pierdolenie po Hiszpańsku, tym bardziej gdy za cholerę nie wiem o co chodzi. — mruknął z udawaną irytacją. W rzeczywistości brzmiało to bardziej jak zaczepka niż skarga. —
Trzy butelki to była oferta wyjściowa, Garcia. Nie moja wina, że od razu ją odrzuciłeś. Ale dobra… — dodał po chwili i wyciągnął rękę. —
Umowa stoi. Najpierw ratujemy Holly a potem zobaczymy co się wydarzy. Ale tylko przez jeden wieczór, nie przyzwyczajaj się.
Puścił jego dłoń po chwili i odetchnął, wycierając dłoń w lekarski kitel.
—
I spokojnie, Eze. Nie gram samotnego bohatera. Po prostu wybieram sobie godnych wspólników. — wypuścił powoli powietrze, jakby wraz z nim uchodziło napięcie ostatnich godzin. Odsunął się od okna i skinął głową w stronę drzwi.
—
Czas zobaczyć się z Holly. — ruszył pierwszy, nie czekając aż Eze dotrzyma mu kroku. Przechodzili powoli przez korytarz szpitala, a sztuczne światło jarzeniówek
(musiałam) nadawało przestrzeni chłodny sterylny charakter, a w powietrzu unosił się zapach środków dezynfekujących. Z oddali dobiegały przytłumione rozmowy personelu i jednostajne piknięcia aparatury, tworząc znajomą szpitalną atmosferę.
Zatrzymali się przed właściwą salą… Julian zapukał w końcu, po czym nacisnął klamkę i uchylił drzwi. W środku panowała cisza. Holly siedziała na łóżku z podkulonymi nogami, pochłonięta lekturą książki. Z tej odległości ciężko było stwierdzić co dokładnie czytała, ale okładka była podobna do nowego wydania Kubusia Puchatka. Jasne światło lampki nocnej miękko oświetlało jej twarz i rozsypane na ramionach włosy. Gdy tylko podniosła wzrok, jej oczy rozjaśniły się natychmiast na widok Juliana.
— Hej Julek! — zawołała radośnie, odkładając książkę na kołdrę. Ta urocza pacjentka była jedyną osobą, która mogła nazywać tak Juliana i nie dostać tony oskarżeń, że przecież on sobie nie życzy aby ktokolwiek tak do niego mówił.
Surowe rysy mężczyzny złagodniały niemal natychmiast.
—
Hej księżniczko. — odpowiedział ciepło, wchodząc do środka. —
Widzę, że przyłapałem cię na czymś ważnym. — zatrzymał się przy łóżku i wskazał na stojącego obok Ezequiela. —
Przyprowadziłem dobrego kolegę, który bardzo chciał cię poznać. To doktor Garcia. Jeden z najlepszych lekarzy jakich znam. Pomoże nam rozwiązać twoją małą zagadkę.
Na jego ustach pojawił się subtelny i uspokajający uśmiech. —
Masz dziś siłę na chwilę rozmowy? — w takich chwilach dało się zauważyć, że Kerr mimo swojego ironicznego gadania i spojrzenia, które zawsze rozdzierało ludzi na pół – naprawdę kochał swoją pracę i oddawał całego siebie dla najmłodszych pacjentów.
— Pewnie! A czy pan doktor Garcia lubi Puchatka? — wskazała palcem na swoją książkę. — Dla mnie Julek to trochę Kłapouchy. A pan do kogo by się porównał?
tigger from winnie the pooh or rabbit?