ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
178 cm
dziennikarz, reporter śledczy CBC Toronto
Awatar użytkownika
This was not about failure or success. This was always going to be horror. I should not have suggested it, and you should not have listened to me.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

The Spoke Club, 2024 rok


Lazare wystawił go do wiatru – świadomość ta dojrzewała w nim powoli, opornie, jakby z trudem przychodziło mu wyobrażenie sobie, że mógłby to zrobić, mimo że zrobił to już wiele razy wcześniej, nie pojawiał się i nie odbierał telefonu, a później mówił, że zapomniał, choć nigdy o niczym nie zapominał. W końcu musiał zrozumieć – choć przez dwie godziny powtarzał sobie, że jeszcze nie teraz, zaczeka jeszcze chwilę, może jeszcze przyjdzie, pewnie coś wypadło mu po drodze – że był naiwny i potencjalnie bardzo głupi, bo wciąż mu wierzył, a potem zawsze mu wybaczał. Nie zależało mu nawet tego bardzo, nigdy nie zależało mu bardzo, ale tym razem czuł, jak rozczarowanie zaczynało przesuwać się bolesnym napięciem w stronę żuchwy – przypominało lekki ból, taki, który zaciska się w gardle, a potem powoli rośnie, aż oczy stają się wilgotne i ciepłe. Roztarł dłońmi powieki, jakby spodziewał się łez, lecz te nie nadeszły – czuł jedynie rosnący zawód, tym dotkliwiej, bo uświadomił sobie, że nie było go stać na klub w Finantial District, a Lazare mógłby, przy odpowiedniej zachęcie, zapłacić za kilka drinków, tymczasem wyglądało na to, że nie zamierzał stawiać mu ani trzech negroni, które zamówił, kiedy czekał na niego przy barze, ani stawiać siebie w umówionym miejscu. A on specjalnie dla niego założył dziś swoją najlepszą koszulę i ułożył przed lustrem włosy, używając mocnej pomady, która sprawiała, że kosmyki, które zazwyczaj opadały mu niedbale na czoło, wciąż leżały schludnie zaczesane do tyłu i połyskiwały w intensywnym, neonowym świetle klubu.

Nigdy nie był skłonny do cierpliwej bezczynności – powinien był wrócić do domu, kiedy stało się jasne, że nie spotkają się w The Spoke, ale był już trochę pijany, a do tego bardzo samotny, nie chciał wracać do pustej sypialni, gdzie przez cały wieczór przyglądałby się swojej twarzy w lustrze, z bliska, z wyraźną naganą w oczach, dopóki nie zasnąłby na kanapie w przedpokoju lub nie osunął się na podłogę, oparty plecami o ścianę. Przede wszystkim – nie chciał być sam i chyba dlatego, zamiast na chodniku przed blokiem, znalazł się w pokoju na piętrze, jednym z tych, które wyposażono jedynie w łóżko i szerokie, ozdobne lustro, a ściany zostały pomalowane farbą w kolorze czerwonego wina. Nie znał stojącego przed nim mężczyzny, choć widział go wcześniej w klubie, przelotnie – był wysoki i przystojny, wyglądał, jakby nie był stąd, a on pomyślał, że musiał przyjechać z południa, z jakiegoś ciepłego i głośnego miejsca, które kiedyś nazywał domem. Nie zamierzał zgadywać – sam nigdy nie był dalej niż czterdzieści kilometrów na zachód od Toronto. Usiadł na brzegu łóżka, nawet nie rozpiął guzików koszuli. Przez chwilę wyobrażał sobie, że nieznajomy go wyśmieje, nie był typowym klientem – nawet kiedy starał się dobrze wyglądać, ubrania leżały na nim niedbale, a tania woda kolońska, której użył przed wyjściem z domu, dawno odparowała, zastąpiona przez zapach potu i nikotyny. Był nerwowy, drżały mu dłonie, nie potrafił spojrzeć mu prosto w oczy.

Jak to zazwyczaj wygląda?

Salvador Menendez
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Jackrabbit
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit


Salvador w tamtym okresie nie miał tego problemu co Johnny z prostej przyczyny - nie spotykał się z nikim, z nikim nie randkował, nie pakował się w żadne związki, więc nie było szans, że ktokolwiek go wystawi. Nie był zainteresowany nikim poza jednym facetem, Saulem, którego znał od wielu lat - poznali się w Meksyku, gdy obaj byli jeszcze młodzi i właściwie z miejsca Salva przepadł. Nie przyznał się jednak przyjacielowi do swoich uczuć, bo najzwyczajniej w świecie nie sądził, że ten może je odwzajemniać. Nadal się przyjaźnili, a ich relacja była teraz silniejsza, niż do tej pory, bo mieszkali w jednym mieście i mogli się bez przeszkód widywać, jednak Salva nie miał odwagi przyznać mu się do tego, co czuł. Jak się okaże dwa lata później - i vice versa.
Spotykał się z różnymi osobami, które akurat wpadły mu w oko, ale zwykle - jeśli chodziło o facetów do numerków, z którymi nie chciał się przyjaźnić, tylko jedynie podobało mu się ich ciało - te spotkania kończyły się po jednym, dwóch, może maksymalnie trzech. Nie chciał od nich niczego poważniejszego, nie szukał związku, nie szukał żadnej długofalowej relacji.
Jeśli natomiast chodziło o klientów, to sprawa miała się nieco inaczej. Miał takich, którzy przychodzili głównie do niego: bo lubili spędzać z nim czas, bo im się podobał, bo go pożądali, bo lubili z nim rozmawiać, z różnych powodów tak naprawdę i raczej nie odmawiał im swojego towarzystwa i swoich usług, ale to było trochę co innego, niż regularne spotykanie się z kimś, tak prywatnie. To była przede wszystkim jego praca, a że niektórzy klienci byli przystojni i całkiem nieźli w łóżku, to można było to uznać za dodatkową wartość. Praca pozostawała jednak pracą.
Ten klient, który zamówił go dla siebie tego wieczora, nie był jednym ze stałych. Prawdę mówiąc Meksykanin nie znał mężczyzny i nawet ciężko było powiedzieć, że widział go kiedyś w lokalu, bo przewijało się tam całkiem sporo osób i najzwyczajniej w świecie nie wszystkie sposób było spamiętać. Był jednak przystojny, choć wyglądał na raczej nieśmiałego. Sposób, w jaki usiadł na łóżku i pytanie, które zadał, jedynie to potwierdziły.
- Bueno... - zawahał się chwilę nad odpowiedzią, bo w sumie nie było jednej właściwej, więc i odpowiedź nie przychodziła mu z oczywistością. Po chwili wahania usiadł na łóżku, przodem do niego, z jedną nogą wciągniętą na materac (stopę oparł w pobliżu uda mężczyzny), a drugą pozostawił na podłodze. - Chyba nie ma jednego wzorca tego, jak to "zwykle" wygląda. To zależy od tego, czego oczekuje klient. - odpowiedział szczerze, sięgając palcami do jego podbródka i muskając kciukiem jego dolną wargę. - Czego ty potrzebujesz, przystojny nieznajomy? Co mogę dla ciebie zrobić?

Johnny Grainier
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”