-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Alvaro wiedział o przyjeździe Salazara, ale to też nie było tak, że celowo wymyślił sobie, że zostanie dłużej, żeby dać im w spokoju porozmawiać. Naprawdę chciał dłużej zostać w pracy, bo miał projekt do skończenia - ważny projekt, który po weekendzie miał przedstawić na spotkaniu z inwestorami. Postanowił więc sobie, że zostanie w pracy do wieczora, żeby wszystko skończyć i żeby w poniedziałek już po prostu przyjść i zaprezentować swoje dzieło; nie chciał musieć wracać do firmy jeszcze w weekend, bo miał plan, żeby odwiedzić swojego synka i może zabrać go na weekend do domu (do domu Santiago, oczywiście, bo w swoim praktycznie nie bywał). Więc tak, faktycznie miał robotę, a że przy okazji mógł zagwarantować wolną chatę Santiago i Salazarowi, to tylko dodatkowy atut.
Miał wyrzuty sumienia, że wsypał swojego faceta, ale pod naciskiem pytać Martineza tracił umiejętności wymyślania na miejscu przekonywujących wymówek. Prawdopodobnie gdyby ten w końcu nie zaczął go wypytywać o powrót do uzależnienia i o to, czy nie potrzebuje przypadkiem pomocy, udałoby mu się jednak jakoś wytrzymać ten grad pytań, ale traf chciał, że było inaczej. Miał nadzieję, że Santiago go za to nie zje, chociaż szczerze mówiąc wcale by się nie zdziwił; Palermo wiedział przecież, że ten nie chciał mówić swojemu rodzeństwu z konkretnych powodów i te powody rozumiał. To, czy je popierał, to zupełnie inna kwestia.
Do domu wrócił wieczorem, tak jak zapowiadał wcześniej. Od razu po wejściu z zaskoczeniem odkrył, że w środku unosi się zapach, który rozpoznałby wszędzie - pieczony ser. Założył, że nie tylko ser, ale to on najbardziej wwiercał mu się w mózg swoim zapachem, pewnie dlatego, że po prostu uwielbiał ser...
- Santi? - zawołał od progu, nieco niepewnie, zdejmując przy drzwiach płaszcz i buty i ruszył w głąb domu, intuicyjnie wiedziony zapachem jedzenia. Skoro czekało na niego żarcie, to może Santiago nie był jednak tak śmiertelnie obrażony...? Byłoby miło.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na dźwięk swojego imienia, które tylko Alvaro w ten sposób zdrabniał, uśmiechnął się i spojrzał w stronę drzwi od kuchni, czekając, aż pojawi się w nich jego partner.
- Mhm...? - odezwał się niskim, wibrującym głosem. Nie było po nim w ogóle widać, że dzisiaj miał zaskakujące i bardzo emocjonalne spotkanie, że oberwał w twarz (najwyżej był lekko opuchnięty po tej stronie) - Hola, mi amor. ¿Cómo va tu proyecto? ¿Ya lo terminaste?
Obszedł wyspę kuchenną i podszedł do Alvaro, by go uściskać i ucałować, a kiedy już się przywitał, wrócił do przygotowywania jedzenia.
- Desnúdate con calma y te invito a la sala - powiedział ciepło. Wyjął zapiekankę z pieca i zaniósł na stół.
Sam nie do końca wiedział, jak i czy w ogóle nawiązywać do tego, że widział się z Salazarem. Nie był pewien, czy jest o to zły na Alvaro - trochę chyba tak, ale nie tak znów bardzo. Cieszył się, że mógł zobaczyć brata, bo rzeczywiście za nim tęsknił; choć jednocześnie stresowało go to, że coraz więcej osób wiedziało, że jednak przeżył - a to oznaczało coraz więcej osób, które będą chciały się nim zajmować, kiedy już nie będzie mógł stanąć na nogi o własnych siłach. Nie był pewien, jak się z tym wszystkim czuje.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Si, terminé el proyecto. - odpowiedział po chwili cicho, patrząc na niego jak zahipnotyzowany, z niezdrowo iskrzącymi oczami, z drżeniem na ciele, które coraz trudniej było mu opanować. Nie był gotowy na to, co właśnie do niego dotarło: że nie jest w stanie żyć z człowiekiem, którego kocha, bo ten człowiek nigdy nie jest tak naprawdę tym, którego pokochał. Cały czas jest kimś innym, cały czas gra, nawet jeśli czasami bywają przebłyski prawdziwego Santiago, którego Palermo tak bardzo kochał. Tego czułego, troskliwego, gotowego oddać życie za swoich ludzi, ale tylko człowieka, więc bywającego także słabym, rozbitym, zestresowanym, wystraszonym... Ludzkim, po prostu.
- Yo... discúlpeme un momento. Vuelvo enseguida. - wyszeptał, oddając się od kuchni na drżących nogach, z wirującym mu przed oczami obrazem, z rozsuwającą się pod jego stopami podłogą. i z sercem trzepoczącym mu w piersi tak mocno, że nie słyszał niczego innego poza jego biciem. Dotarł w końcu od łazienki, wszedł do środka i gdy tylko zamknął za sobą drzwi jego kolana uderzyły o kafelki, a z gardła wydarł mu się drżący, pełen rozpaczy szloch, który z całych sił próbował stłumić, ale bezskutecznie. Zwinął się w kłębek przy ścianie, obejmując ramionami swoje podkulone nogi i chowając twarz w przedramionach.
Czuł, że jego świat stracił jakikolwiek sens i kolory; ostatni raz czuł się tak w momencie, gdy tuż przed jego nosem zawalił się tunel, oddzielając go od przyjaciela. I może to dziwne, ale w tej chwili czuł porównywalny ból. Jakby już nigdy nic miało nie mieć sensu.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Alvaro...? - zapytał, podchodząc powoli pod drzwi i nasłuchując - ¿Está todo bien? ¿Pasó algo?
Przełknął nerwowo ślinę, zastanawiając się gorączkowo, co się mogło wydarzyć, tym bardziej, że przecież jeszcze chwilę temu, kiedy jego chłopak wrócił, nie wyglądał jakoś bardzo źle. Chyba był zestresowany, być może bojąc się reakcji Tiago na to, że powiedział Salowi o tym, gdzie jest jego młodszy brat, ale przecież Kocur nie był zły, nie objechał go, nie zmył mu głowy i nie odżegnał od czci i wiary. Nie mogło więc chodzić o to.
- ¿Puedo entrar? - zapytał po chwili niepewnie, trochę obawiając się, co takiego mogło się stać. Nie przyszło mu jednak do głowy, że Alvaro mógłby nagle zechcieć odejść, tym bardziej, że do tej pory nic na to nie wskazywało.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Z drugiej strony - nigdy nie należał do ludzi, którzy tak łatwo się poddają. Jeśli w szkole mówili mu, że radzi sobie z czymś kiepsko, to na koniec roku miał z tego najwyższe oceny. Jeśli Salazar mówił, że czegoś nie da się zrobić i że dobrze wygląda to tylko na papierze, to Palermo robił tak, żeby potem wszystkim opadły szczęki. Zresztą, na Boga, kochał człowieka, którego po prostu nie dało się kochać, bo robił wszystko, żeby absolutnie wszystkich do siebie zniechęcić - jeśli to nie było postępowanie wbrew logice i wszystkiemu dookoła, to nie wiem co nim było.
Drgnął lekko, słysząc głos Santiago za drzwiami. Nie spodziewał się, że ten przyjdzie, bo nie wiedział, że mężczyzna go usłyszy - najwidoczniej jednak płakał głośniej, niż zakładał. Podniósł się z podłogi nieco chwiejnie, wytarł nos rękawem marynarki i otworzył drzwi, niemal od razu przytulając się do - zapewne zaskoczonego - ukochanego. Objął go jedną ręką za szyję, drugą natomiast zacisnął rozpaczliwie na jego koszuli i przez chwilę po prostu tulił twarz do jego ramienia, zanim w końcu podniósł nieco głowę i - wciąż łamiącym się głosem - wyszeptał:
- No te soporto cuando pretendes que todo está bien. Te odio cuando intentas dar la impresión de que nada te molesta y que todo está bien. Odio cuando me tratas como a todos los demás y te pones máscaras, tratando de ser fuerte. Pero te amo demasiado para dejarte.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W końcu objął mężczyznę niepewnie, wciąż trzymając w jednej ręce butelkę wina, a w drugiej kieliszki. Jeszcze przez chwilę się nie odzywał, kalkulując w głowie, co zrobić z ta sytuacją: czy udawać nadal, że absolutnie nic się dzisiaj nie wydarzyło w jego życiu, że nie wie, o czym Alvaro mówi; czy próbować dyskutować z jego zarzutami; czy od razu przejść do sedna.
- ¿Debería joderte? - zapytał w końcu - ¿Eso es lo que esperas? ¿Que te regañe y te parezca tan real? ¿Así es como debo comportarme, eh?
Poczuł, że zaczyna mu rosnąć ciśnienie. W miarę, jak mówił, narastała w nim irytacja o to, co właśnie usłyszał i o to, że Alvaro po pierwsze oczekiwał wyraźnie, że Santiago nagle się zmieni o sto osiemdziesiąt stopni, a po drugie - że zarzucał mu teraz kłamstwo, kiedy tak naprawdę wcale tego kłamstwa nie było.
- ¿Has pensado en dejarme por quien soy?
W tym momencie - gdy to sobie uświadomił, gdy dotarło do niego w pełni, co usłyszał, ręce mu opadły. Miał ochotę wykręcić się z jego objęć i odejść gdzieś, gdziekolwiek - choćby na taras, wypalić całą paczkę na raz i dać Alvaro robić, co sobie zechce. Jeśli chciałby zostać - niech zostanie. Jeśli chciałby odejść - niech idzie. Santiago próbował stłumić narastającą złość, ale przytulony do jego ramienia Salvatierra zapewne poczuł, że krew zaczęła szybciej i mocniej płynąć w tętnicach Kocura.
- O mejor aún: ¿querías dejarme porque imaginaste mi reacción diferente a tu lengua larga, así que me acusas de mentir sobre cómo me siento ahora mismo? ¿Y tu percepción de cómo me siento es la razón por la que quieres abandonarme?
Zacisnął zęby, naprawdę próbując nie wybuchnąć. I to właśnie był jeden z momentów, kiedy sam siebie zaskakiwał własnymi reakcjami na różne rzeczy: jeszcze chwilę temu po tym, gdy usłyszał słowa Alvaro sądził, że ta rozmowa potoczy się zupełnie inaczej, a nim nie targały żadne silne emocje, poza niepokojem o to, co się właściwie stało.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- No, Santiago. No quiero decir que tengas que comportarte de ninguna manera en particular. - odpowiedział cicho, puszczając go niechętnie; czuł jego spięte mięśnie, czuł bijące od niego gorąco i miał wrażenie, że jeśli się nie cofnie, to zaraz oberwie w pysk, a niekoniecznie chciał oberwać w pysk.
- Si crees que estoy enojado porque asumí que estarías enojado conmigo, no, eso no es lo que quise decir. - westchnął cicho, cofając się o krok i patrząc na niego niepewnie. Czuł się znowu jakby miał te czternaście lat i jakby właśnie szukał domu, chociażby na jedną noc, a przecież nie powinien się tak czuć. Problem w tym, że od jakiegoś czasu kłębiło mu się w głowie więcej myśli niż tylko ta o tym, że Santiago nie okazuje emocji, które powinien okazywać. Właśnie, powinien... czyżby to właśnie to miał na myśli teraz de la Serna mówiąc o postrzeganiu Palermo tego, co Tiago powinien czuć?
- Lo que quiero decir es que... me pareció que hacías lo de siempre: fingir que todo estaba bien, aunque en realidad no. No te gusta hablar de sentimientos, no quieres, ¿verdad? No me digas que me lo estoy inventando, porque sé que no. - westchnął cicho, po chwili wahania kładąc dłoń na jego piersi. - Lamento haber dicho que te odiaba y que quería dejarte. No quiero hacer eso en absoluto. Es que... no sé, no puedo explicarlo. Pensé que nunca estaría contigo de verdad, porque le ocultabas tu verdadero yo al mundo entero. Y eso me dolió. Y yo... amo a este Santiago, que no es perfecto y que tiene derecho a ser débil, porque todos lo somos.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Sabías desde el principio cómo era, cómo actuaba, porque siempre lo hice así. ¿Y ahora de repente te molesta tanto que quieres dejarme? - zapytał, siląc się na spokojniejszy ton, ale średnio mu to wychodziło. Ścisnął szyjkę butelki i nóżki kieliszków tak mocno, że pobielały mu knykcie - Normalmente sabes lo que siento, porque lo ves a pesar de cómo actúo. Sabes cuándo estoy molesta, cuándo me duele, cuándo sufro. Solo quieres que lo exprese, ¿y se te ha ocurrido que no quieres estar conmigo si no lo hago siempre?
Przesunął powoli koniuszkiem języka po swoich wargach, zastanawiając się, co z tym fantem zrobić. Poczuł się traktowany jak coś w rodzaju szczeniaczka, którym Alvaro chce się opiekować, bo jest biedny. Nie spodobała mu się ta myśl z dwóch powodów: po pierwsze - była paskudna i obrzydliwa sama w sobie i podejrzewał, że jednak nie o to Palermo chodzi. Po drugie - nie chciał być tak traktowany i zdecydowanie nie chciałby, żeby ta myśl okazała się kiedykolwiek prawdą.
Kotłowało mu się po głowie wiele odpowiedzi na jego słowa, które mógłby teraz wygłosić: od tego, że absolutnie nigdy nie będzie taki, jakim Alvaro go chce widzieć, bo jest stary, a poza tym jeśli się było z kimś, to było się z tym kimś, a nie ze swoim wyobrażeniem tej osoby, nie próbowało się jej usilnie zmieniać, przebudowywać całego jej charakteru; można było najwyżej negocjować zmianę jakichś drobnych cech, żeby się nawzajem dotrzeć. Coś takiego byłoby dużą zmianą w całym charakterze Kocura; którą on zresztą tak czy inaczej próbował wprowadzić, bo od ich spotkania po tej półtorarocznej rozłące, ale nie był pewien, czy kiedykolwiek całkowicie uda mu się zmienić i nie chciał tego robić całkowicie na siłę. Poza tym chciał powiedzieć też to, co przemknęło mu przez myśl o tym szczeniaczku - był jednak przekonany, że wtedy dostałby w mordę choćby słowami, jeśli nie pięścią, a Alvaro by wyszedł i nie wrócił.
- Bueno. Déjame decirte algo, me abriré - przy ostatnim słowie skłonił się w tym ironicznie "dorskim" stylu, krzyżując nogi za sobą i rozkładając ręce; po czym odwrócił się i ruszył do salonu, kontynuując wypowiedź - Como saben, crecí en una familia de ladrones: mi padre era ladrón, mi abuelo... Y yo estaba destinado a serlo también. Mi hermano menor también. Así que mi padre hizo todo lo posible por criarnos así, y cuando resultó que mi hermano menor no era tan fuerte ni capaz de realizar varios ataques... De alguna manera, murió en un viaje con mi padre. Tuvo un accidente - postawił kieliszki na stole i nalał do nich wina. Jego głos lekko zadrżał, kiedy mówił o wypadku - El tenía tres años entonces. Me quedé en casa con mi madre embarazada para cuidarla mientras ellos se adentraban en el bosque. Mi padre siempre nos llevaba allí a los dos para aprender sobre la vida —tanto la vida normal como la de los ladrones— porque se suponía que debíamos practicar robándole, y al niño no se le daba muy bien. Al parecer, yo tenía más talento a su edad, y mi padre nunca estuvo contento con él; además, creo que el niño estaba enfermo. Quizás tenía una ligera discapacidad intelectual, no lo sé...
Napił się, przerywając na chwilę. Nie patrzył na Alvaro, tylko w okno, stojąc bokiem do Palermo, z jedną dłonią w kieszeni - zacisnął ją tam w pięść - a rysy jego twarzy stężały.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Solo quiero que me hables. Eso es todo. Que me digas cuando algo te preocupa, cuando estás triste o enojado. - odpowiedział ciszej, patrząc na niego ze smutkiem i żałując, że w ogóle się odezwał. Nie wiedział co się wydarzyło, co nagle strzeliło mu do głowy i dlaczego rozsypał się właśnie teraz, dlaczego właśnie teraz tak go to ubodło i dlaczego powiedział to, co powiedział. Często tak miał, że mówił coś, zanim pomyślał i potem żałował swoich słów, przez całe życie się z tym zmagał i nie wiedział jak mógłby to zmienić, ale z całego serca chciał to zrobić, bo często mówił coś, czego wcale nie myślał, a nie zawsze miał potem okazję, żeby się z tego wytłumaczyć. Zresztą, Santiago doskonale o tym wiedział, bo - jeszcze gdy nie byli razem, ale przyjaźnili się, razem mieszkali i byli de facto rodziną - często wynikały z tego różne mniejsze lub większe sprzeczki. Santiago nie mógł zrozumieć dlaczego Palermo mówił coś, mimo że wcale tak nie myślał. Sam Alvaro za to przypuszczał, że wynikało to z jakichś jego reakcji obronnych; gdy czuł się zagrożony to mówił coś, co mogłoby zranić drugą osobę w jakimś stopniu, żeby tylko nie być w tym strachu i żalu sam. Może nie było to logiczne, pewnie wynikało w dużym stopniu z jego przeszłości, z życia z ojcem przemocowcem i najprawdopodobniej mały Alvaro wykształcił w sobie mechanizm, którego duży Alvaro nigdy nie był w stanie zmienić, bo nigdy nie był na żadnej terapii ani nie próbował szukać pomocy. Teraz miał coraz większe poczucie, że musi znaleźć terapeutę, bo inaczej nic się nie zmieni i wciąż będzie ranił osoby, które kochał, mimo że przecież świadomie wcale nie chciał tego robić i ich krzywdzić. A już na pewno nie chciał ranić Santiago.
Słuchał go uważnie, obserwując jego nerwowe ruchy, napięte mięśnie szczęki i to drżenie w głosie, którego nie udało mu się ukryć, gdy wspomniał o bratu i o "wypadku". Po chwili wahania Palermo wyszedł z łazienki, bo wcześniej właściwie stał w progu i ruszył za Santiago do salonu, po drodze zdejmując marynarkę i odrzucając ją na kanapę. Wziął napełniony kieliszek i napił się, patrząc na jego plecy i niemalże widząc - mimo ubrania - jak bardzo napięte ma na nich mięśnie. Zatrzymał się kilka kroków od niego, wiedząc, że nie należy teraz do niego podchodzić; o ile on sam po sprzeczkach często dość szybko szukał kontaktu cielesnego i bliskości, o tyle wiedział, że Santiago nie zniósłby zbyt dobrze bliskości Palermo w takiej chwili. Musiał mu więc dać przestrzeń, której Kocur potrzebował.
- No tenía idea de que perdiste a tu hermano... o que sucedió así. - odezwał się po chwili, cicho, lekko drżącym głosem. Nie spodziewał się usłyszeć tego, co usłyszał, ale był mu wdzięczny, że zdecydował się na to wyznanie. - Crees que no fue un accidente ¿verdad? - westchnął ciężko i wziął kolejnego łyka wina. Stał nieco przygarbiony, pozbawiony tej swojej pewności siebie i arogancji, którą często lubił emanować. Teraz po prostu był zagubionym dzieciakiem z Buenos Aires, który nie bardzo potrafił w kontakty międzyludzkie i który spodziewał się od wszystkich tego, co najgorsze, bo tak po prostu było do tej pory, więc dlaczego miałoby się to zmienić? Czuł się tak, jak wtedy, w tym barze; jakby dopiero uczył się tego, że nie wszyscy muszą mieć wobec niego złe zamiary i nie każdy z automatu musiał chcieć go skrzywdzić.
- Sabes que no es tu culpa ¿verdad?
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Owszem, obwiniał się o tę śmierć i doskonale wiedział, że to nie był wypadek. Ojciec nigdy się do tego nie przyznał, ale Santiago był przekonany, że to było morderstwo.
- En cualquier caso, siempre intenté ser digno del título de hijo de mi padre: hice todo lo posible por ser fuerte, bueno en lo que hacía, bueno tanto en la escuela como en el oficio de ladrón. Y dejé de llorar "como una puta" - przygryzł na chwilę wargę. Jego głos stawał się teraz coraz bardziej suchy i pusty, pozbawiony emocji, choć jego napięte ciało mówiło bardzo dużo o targających nim teraz emocjach - Cuando tenía diecisiete años, mi padre me llevó a mi primer gran atraco; y unos años después, lideré mi primer atraco. No tenía derecho a mostrar debilidad, ¿entiendes? No tenía por qué decírmelo; yo ya era lo suficientemente mayor para saberlo. Además, toda su vida me había estado diciendo cómo debía ser y actuar un hombre de verdad, y yo le hacía caso.
Napił się znowu i opuścił lekko głowę, przymykając oczy, oddychając teraz powoli i ciężko.
- Dijo también que un hombre de verdad tiene una mujer a su lado, que "esos maricones" no son hombres.
Przed oczami stanął mu znów obraz ojca, jego wykrzywionych w szyderczym uśmiechu ust, kiedy mówił o gejach, czasem też spluwający pod nogi, kiedy jakichś widział.
Wreszcie Santiago odwrócił się przodem do Alvaro, wciąż cały spięty i z płonącymi oczami, patrzący z góry.
- ¿Así es como me quieres? ¿Me abro bien? - przełknął z trudem ślinę, napił się i szarpnął nerwowo głową, odwracając twarz w stronę okna, poruszając nerwowo szczęką. Kiedy mówił, stał nieruchomo, ale teraz zaczął drżeć, a gdy zadał te pytania, jego głos znów zaczął się nieco łamać. Nozdrza poruszyły mu się nerwowo, a oddech stał się cięższy - Desde que nos conocemos, he sido como soy ahora. No entiendo por qué te ha empezado a molestar tanto que rompiste a llorar cuando no te exploté y decidiste que no querías estar con alguien que no demuestra todo lo que siente, pero... No sé si puedo hacer algo al respecto, así que decide ahora qué vas a hacer: quedarte o irte.
Potarł usta dłonią, w nieświadomym geście, który specjaliści od mowy ciała uznaliby za znak, że nie chce czegoś powiedzieć albo powiedział coś, czego żałuje. Rzucił Alvaro krótkie spojrzenie spode łba, odstawił kieliszek na stół z przesadną delikatnością, ale drżącą dłonią.
- Le dije a Salazar que estaba feliz contigo - powiedział cicho - Ahora si me disculpan, tengo que hacer pis.
Odwrócił się na pięcie i poszedł do łazienki. Spojrzał w lustro z nienawiścią, mając ochotę co najmniej na nie napluć, a tak naprawdę wręcz je rozbić pięścią - i gdyby był teraz sam w domu, to to właśnie by zrobił. Zamiast tego jednak oparł się wyprostowanymi rękami o ścianę i pochylił głęboko, zamykając oczy i próbując uspokoić oddech. Cały się trząsł, nogi trochę odmawiały mu posłuszeństwa, ale próbował się na nich jakoś utrzymać i uspokoić. Przy okazji tez chciał dać Alvaro rzeczywiście czas na zastanowienie się, co zamierza teraz zrobić: czy faktycznie chce odejść od Santiago, który był, jaki był, czy jednak chce z nim zostać. Przyszło mu jeszcze do głowy, że do właściwego rozważenia przez niego tej decyzji powinien dodać jeszcze przypomnienie, że umiera - bo miał nieraz wrażenie, że Salvatierra nie bardzo przyjmuje to do wiadomości. Nie dodał tego jednak wtedy, a teraz już był w łazience, więc jeśli w ogóle zrobi to w tej rozmowie, to nie teraz. Najwyżej kiedy wyjdzie, to jeszcze mu o tym przypomni... o ile Alvaro wciąż będzie w mieszkaniu w tym czasie.
Alvaro Salvatierra