-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Składając wypowiedzenie ponad miesiąc temu na biurku Louise, nie sądziła, że w ciągu kolejnych tygodni zmieni się tyle rzeczy w jej życiu. To był naprawdę emocjonujący okres, ale cieszyła się mogąc wrócić do biura, z którym wiązała wiele cudownych wspomnień. W końcu to tutaj rodziło się uczucie między nią, a Dominicem. Uczucie, które wciąż nie wiedziała w jakich ramach określić, ale które dawało jej wytchnienie, siłę i radość w sercu.
Dobrze było też ponownie przyjechać do pracy i spotkać przy ekspresie blondyna z tym zawiadackim uśmiechem, którym czarował ją chyba od początku ich spotkania. Ale teraz spełniał już inną rolę w firmie, a ona musiała się w tym wszystkim także odnaleźć. W końcu jak to wyglądało - kilka dni temu była na wypowiedzeniu, a dzisiaj jej przyjaciel był szefem i pierwsze co zrobił w oczach innych pracowników, to danie jej awansu. Czy na to zasługiwała czy nie, niestety nie wszyscy na to zwracali uwagę. Skye już słyszała szepty za swoimi plecami i podejrzliwe spojrzenia rzucane w jej kierunku. Starała się jednak za wszelką cenę się nimi nie przejmować, a po prostu robić swoje i udowodnić każdemu w firmie, że zapracowała na stanowisko swoją ciężką pracą. W dodatku nie chciała też zawieźć Dominica, który przecież dał jej spore rekomendacje przed Sydney najpierw powierzając jej projekt jej hoteli podczas jego nieobecności, aby teraz ją awansować. Dlatego miała do udowodnienia wiele przed innymi.
Ale jedno zadanie było najważniejsze- zadbać o Dominica tak jak obiecała jego mamie. Helene ją ostrzegała, a ona dała jej słowo, że będzie się nim opiekować i to z największą przyjemnością. Nie była zdziwiona, że wpadł w wir pracy tak szybko. Zdążyła go już poznać na tyle, aby wiedzieć , że w taki sposób się zapominał i potrafił stracić poczucie czasu. Ona oczywiście również - nieraz razem zamykali biuro wychodząc ostatni wiele godzin po pozostałych, bo doprowadzali swoje zadania do perfekcji. Tym razem musiała znaleźć równowagę, aby jego przed tym uchronić.
Kilka dni tuż po powrocie do firmy, gdy wszyscy pracownicy już dawno wyszli, Skye i Dominic jako jedyni pozostali na swoich stanowiskach pracy. Brunetka wyłączyła swój komputer, spakowała się, ale zostawiła jeszcze rzeczy na biurku i ruszyła do gabinetu właściciela Forward Interiors. Zapukała grzecznie przed wejściem, a słysząc zaproszenie weszła do środka. - Panie Reyes, pan wciąż w biurze? To istne szaleństwo!- stanęła chwytając się pod boki i udając, że jest jego widokiem zawiedziona. Lecz kąciki jej ust drgały ku górze, bo ilekroć go widywała, to jej serce wprost się wyrywało do niego. Dlatego nie czekając ani chwili ruszyła w jego kierunku obchodząc jego biurko na rogu, którego przysiadła zakładając nogę na nogę. - Proszę wyłączać komputer i się pakować, koniec już tej pracy na dzisiaj- dodała spoglądając z lekkim rozbawieniem i czułością na niego. Nie mogła się pozbyć tego ciepłego płomienia w oczach, które w niej rozpalał samą swoją obecnością.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Na szczęście, jakimś szalonym trafem, sytuacja uległa diametralnej zmianie i mianowano go nowym szefem Forward Interiors. A to wszystko dzięki Sydney, która wstawiła się za nim, choć podczas swojego urlopu w ogóle nie był świadomy zawirowań w biurze. Był jej wdzięczny za tę szansę, zwłaszcza, że poszła mu na rękę, dopasowując się do jego obecnej sytuacji związanej ze śmiercią mamy. Nie mógł więc jej zawieść.
Dlatego już od pierwszego dnia po powrocie do pracy zakasał rękawy i zajął się wszystkimi niedokończonymi sprawami oraz całą papierologią, która pochłonęła go bez reszty. Skupiony na dokumentach, w międzyczasie doglądał projektu i podwładnych, przydzielając ich do konkretnych prac oraz określił zasady i plan, jakie miały wejść w życie pod jego skrzydłami. Jako starszy architekt, wcześniej stał już nieco wyżej w hierarchii, ale teraz musiał także zadbać o swój autorytet. Jednocześnie zmianą stanowiska nie chciał całkowicie oddzielać się od reszty grubą kreską, więc musiał rozsądnie wyważyć nowo powstałe relacje między pracownikami.
W całym tym zamieszaniu zdawał się nie zwracać kompletnie uwagi na jakiekolwiek plotki - z resztą, czy do nowego szefa miały prawo takie dochodzić, skoro stosunki z podwładnymi wyraźnie się zmieniły? Wychodził do nich, czasem rzucił miłym słowem, uśmiechnął się czy zażartował, ucinając sobie krótkie pogawędki przy ekspresie. I starał się, jak mógł, by nie faworyzować Skye. Zupełnie nie martwił się o to, czy dostał tę pracę, bo Sydney miała do niego słabość. Bardziej przejmował się, jak awans Skye mógł utrudnić jej życie w biurze. Czekało ją mnóstwo pracy i zaangażowania, ale to akurat nie będzie stanowiło dla niej problemu. Mimo to rozsądnym wydało się nieco utrzymać wobec siebie dystans.
Od myślenia o tym skutecznie powstrzymywały go nowe zajęcia i zobowiązania. O innych ważnych sprawach, które odłożył na później, też starał się nie rozmyślać. Choć trochę męczyła go bardziej papierkowa robota, która nieodłącznie wiązała się z najwyższymi stanowiskami, ze zdziwieniem odkrył, że potrafił się w tym odnaleźć. A może myślał tak dlatego, że rzeczywiście dzięki temu łatwiej było mu odłożyć niekomfortowe myśli na potem? Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, automatycznie rzucił zaproszenie, nie odrywając wzroku od leżącej przed nim teczki. Dopiero, gdy usłyszał znajomy głos i czający się w nim wyrzut, w końcu podniósł na nią spojrzenie. Jej widok w drzwiach, swobodna postawa i przyciemnione światło w korytarzu za nią oznaczały jedno - znowu stracił poczucie czasu. Uśmiechnął się do niej w rozbawieniu i oparł się o swój fotel, pozwalając oczom odpocząć od bieli kartek i skupić się na idącej do niego Skye. Nawet w zwykłej koszulce i dżinsach wyglądała niezwykle pociągająco. - Ktoś musi pracować, żeby inni mogli odpocząć. A pani, pani Murray? Co tu pani jeszcze robi? - zapytał, nie odwracając od niej wzroku, kiedy zajęła miejsce na blacie jego biurka i odwrócił się w jej stronę. W ciągu dnia często odnajdywał ją wzrokiem albo dyskutowali na temat projektu, ale to wciąż nie było to samo, co wtedy, gdy zostawali sami. Odkąd ją zobaczył, od razu ogarnął go spokój i odprężenie. - To jest rozkaz? - Uniósł brew wysoko ku górze i spojrzał na nią uważnie, a w jego oczach zatańczyły łobuzerskie iskierki. Lubił, jak się rządziła. - Wiesz, że to ja powinienem być od ich wydawania? - Poszerzył rozbawiony uśmiech. Próbował zaznaczyć swoją pozycję, ale i tak wiedział, że nie miał wyjścia. W myślach aż nie dowierzał, kiedy sprawiła, że zaczął jej całkowicie ulegać? Z pewnością go zaczarowała, gdyż nie potrafił oprzeć się jej urokowi. Ani jej błękitnemu spojrzeniu, który idealnie podkreślała jej koszula.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Skye nie mogła się oprzeć , aby wtedy siedząc na jego kolanach go nie pocałować czy zostać u niego ponownie na noc. Oczywiście wszystko w ramach dbania o jego komfort psychiczny (i fizyczny przy okazji). Jednak w biurze musieli się już bardziej pilnować. Była między nimi też relacja służbowa, a okazywanie sobie jakichkolwiek uczuć w miejscu pracy byłoby wysoko niestosowne. Lecz rzucała mu czasami ukradkowe spojrzenia, gdy nikt nie patrzył i nie mogła powstrzymać tego blasku w oczach, który pojawiał się ilekroć widziała Dominica. Dawała sobie też przyzwolenie na delikatne i całkiem swobodne muśnięcie jego pleców, gdy przechodziła obok niego w kuchni. Niby nic nieznaczące, ale reagowała tak tylko na niego.
Jednak poza tym tak jak on, wzięła się do pracy. Nie była to dla niej nowość- przynajmniej obowiązek skupienia się i skrupulatnego przykładania się do zadań. Zawsze była ambitna i nie miała problemu z zostawaniem po godzinach. Czuła podskórnie, że zasłużyła na ten awans, ale z uwagi na to w jakich okolicznościach się zadziało, miała pewne wyrzuty sumienia, że nowe stanowisko otrzymała po znajomości. Współpracownicy nie traktowali jej już jak dotychczas, a wieść o jej zerwanych zaręczynach wcale nie uciszyła żadnych plotek, lecz wręcz przeciwnie. Starała się jednak ze wszystkich sił zostawiać to za sobą i skupić się na pracy, co niestety czasami było utrudnione słuchając docinków Jenkinsa czy czując brak zaufania ze strony zespołu. Będzie musiała jeszcze nad tym popracować.
Teraz i prawdopodobnie już zawsze będzie dla niej najważniejszy komfort Dominica i jego szczęście. Przepracowując się i nie dbając o siebie, może doprowadzić się do kiepskiego stanu, a tego by nie chciała. Dla siebie i dla Helene, a także pewnie i Anthonego, który może i jej o to wprost nie poprosił, ale widziała jak bardzo ważny był dla niego syn. Teraz pewnie już najważniejszy. Dlatego Skye początkowo obserwowała Dominica, zostając dłużej tak jak on, ale dzisiaj postanowiła go w końcu wyciągnąć siłą z biura.
Jego uśmiech za każdym razem rozgrzewał także jej serce. Mogłaby opisać na całą stronę, co się z nią działo, gdy ten blondyn tylko na nią patrzył i się uśmiechał. Nie wyobrażała sobie, żeby teraz stać po drugiej stronie biurka. Potrzebowała jego bliskości, nawet jeśli jej nie dotknął, była już wystarczająco blisko, aby poczuć otumaniającą woń jego perfum. - Ktoś musi pilnować, aby inni też odpoczywali-odbiła piłeczkę w bardzo celny sposób patrząc na niego znacząco. - Myślałam, że teraz nie mówi się już wydawanie rozkazów, a powierzanie obowiązków, szefie- podkreśliła ostatnie słowo wzdychając i przewracając oczami teatralnie, chociaż podejrzewała co miał na myśli widząc ten łobuzerski uśmiech. Nic dziwnego, że otaczał się tyloma kobietami. Kolana miękły na jego widok, więc dobrze, że teraz siedziała. I bardzo dobrze, że miała na sobie spodnie. To była bezpieczna stylizacja do biura. - W dodatku jest godzina…- zerknęła na zegarek, aby podać mu dokładny czas co do minuty. - Dziewiętnasta dwanaście, czyli już dawno po godzinach pracy, a to oznacza, że teraz już ja wydaję polecenia- uśmiechnęła się zadziornie pochylając się do przodu opierając głowę na dłoni, której łokieć oparła o kolano. - Pora chyba w końcu się odprężyć- zaproponowała tajemniczo, a ona już coś miała w planach!
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
- Ktoś chce, a to jest znacząca różnica - przyznał ostatecznie. Nie powinna czuć względem niego żadnego przymusu, ale już tak nie oponował, gdy się o niego troszczyła. Powoli zaczynał się do tego przyzwyczajać. - Niektóre sprawy wymagają podjęcia bardziej docelowych środków - zmrużył oczy niczym nieme wyzwanie. Obowiązki powierzano tym, którzy się słuchali, rozkazy musieli przyjmować ci, którym nie do końca coś odpowiadało. W której więc był grupie według niej? Jeśli tylko trochę by się postarała, bez problemu oddałby się w jej ręce. - To tak się teraz bawimy? Jakoś nie przypominam sobie takiej umowy. Są jeszcze jakieś zasady, o których powinienem wiedzieć? - odparł żartobliwie, najpierw unosząc wysoko brew, by po chwili podeprzeć brodę dłonią i z zaintrygowaniem przyglądać się Skye. W pracy był jej szefem, więc musiała się go słuchać, ale po pracy role miałyby się odwracać? Doprawdy zdumiewająca koncepcja. Aż czekał na więcej.
Kiedy z wolna pochyliła się do przodu, tym samym nieco zbliżając się twarzą w jego stronę i obdarzyła go zadziornym spojrzeniem, miał nieodparte wrażenie, że się z nim drażniła. A w połączeniu z następnymi jej słowami? Otrzymała już całą jego uwagę. - Mmm, masz coś konkretnego na myśli? - Wyprostował się i przysunął się do niej swoim obrotowym krzesłem, żeby znaleźć się nieco poniżej wysokości jej wzroku, które błyszczały w świetle biurkowej lampki. Była piękna, jak zawsze. Z tej perspektywy spojrzeniem mimowolnie powędrował na jej ponętne usta, walcząc ze sobą, żeby jej nie pocałować. Powinien ćwiczyć silną wolę.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Rozumiem, że Ciebie dotyczą rozkazy? Przynajmniej jeżeli chodzi o pracę - doprecyzowała z wyraźnym uśmiechem, czując większą swobodę, gdy wiedziała, że zostali już sami w biurze. To też było o tyle trudne w ich nowej sytuacji, że przecież dotychczas przy innych nie krępowali się ze swoją relacją, bo przecież tylko się przyjaźnili. Teraz już im nie wypadało się obnosić nie tylko z pociągiem do siebie nawzajem, ale tak naprawdę z jakąkolwiek relacją wykraczającą poza ramy szef-pracownik.Dlatego doceniała takie chwila jak ta - po godzinach, swobodnie żartując i chociaż przez tych parę godzin nie być związanym zawodowo. Ponieważ oczywiście, że poza pracą , to on powinien się jej słuchać!
A przede wszystkim poza pracą nie mógł jej rozkazywać, to były niepisane zasady przyjaźni. -Oh całe mnóstwo! Maksymalnie trzy filiżanki kawy dziennie i dziewięć godzin pracy. Do tego co najmniej raz w tygodniu musisz zjeść rybę i zero alkoholu w tygodniu- wymieniała to wszystko z kamienną twarzą, ale zaraz się uśmiechnęła szeroko zbliżając w jego kierunku. Lubiła się z nim droczyć, chociaż akurat takie zasady by mu się przydały. W końcu chciała dla niego jak najlepiej, nawet jeśli nie wiedziała do końca, co do niego czuje ani jakie są jego oczekiwania względem niej. Wciąż nie poruszyli tego tematu, kręcąc się wokół niego, czasami zbliżając trochę bardziej, aby zaraz znowu uciekać od niego jak najdalej. Skye nie miała wątpliwości- zależało jej na Dominicu. Pragnęła jego szczęścia, radości i spełnienia. To ciepło jego ciała dawało jej poczucie bezpieczeństwa, a w jego oczach mogła utonąć. Mogła opisywać bez przerwy jak się czuje z nim i jak bez niego, ale żeby nazwać jednym słowem to? Bądź określić swoje oczekiwania względem nich? Z tym już miała problem, a on jak widać również się nie śpieszył z poruszeniem tego tematu. Dodatkowo jeszcze próbując z nią flirtować? To było nie w porządku zagranie! Zabrała dłoń spod brody, opierając skrzyżowane ręce swobodnie o kolano. Zmiana pozycji pozwoliła jej się jeszcze bardziej nachylić w jego kierunku, aż uderzył ją zapach jego perfum. Czy kiedykolwiek przestanie on tak na nią działać? - A co by na szefa podziałało, żeby w końcu odpuścił już pracę w dniu dzisiejszym?- bo może była gotowa na małą modyfikację swoich planów?
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Na jej uwagę uśmiechnął się szeroko, z dumą i łobuzerską iskrą w oczach. - Potrafię słuchać - zauważył, trochę się tym chełpiąc, że udało mu się ją zaskoczyć. Oczywiście, że pamiętał, co mówiła. Tamtego wieczoru po śmierci Helene jasno wyraziła się na temat różnicy między muszę a chcę. Z resztą, nie tylko w tej kwestii dała mu do zrozumienia, że chciała.
— Ależ to Twoje życzenia zawsze są dla mnie rozkazem - zmrużył figlarnie powieki. Czy nie zdążyła zauważyć, że zgadzał się na wszystko, co mówiła albo robiła? Najwyraźniej zrobiła mu pranie mózgu, ale nie miał nic przeciwko temu. Od dawna jego jedynym celem było dawanie jej wszystkiego, czego chciała i potrzebowała, co teraz mógł robić niemal bez żadnych przeszkód. No, może pomijając czas w pracy, w trakcie którego musieli być znacznie ostrożniejsi, niż do tej pory. Pytanie tylko, czy na dłuższą metę byli w stanie utrzymywać wobec siebie tak nieznośny dystans?
Wraz z każdą kolejną wymienianą zasadą coraz bardziej otwierał buzię w udawanym oburzeniu, aż w końcu prychnął niezadowolony.
— Jesteś okrutna! Przyznaj, że pastwienie się nade mną sprawia Ci błogą przyjemność - pokręcił głową z niedowierzaniem, ale ogniki w jego oczach zdradzały wzbierającą w nim żartobliwość. Miałby zastrzeżenia do części tych nakazów, ale zwyczajnie nie brał ich na poważnie. Poza tym wiedział, że Skye po prostu chciała dla niego dobrze. Zawsze o niego dbała.
Kiedy tak zbliżała się do niego, coraz bardziej zmniejszając między nimi odległość, on instynktownie robił to samo. Delikatnie przesunął dłonią wzdłuż jej łydki, swoim krzesłem dając jej podparcie, by nie straciła równowagi. W tym samym momencie jej gorący oddech zaczął odbijać się na jego skórze, a malinowe wargi zdawały się coraz bardziej go do siebie przyciągać. - Już na mnie działa - mruknął, drugą dłonią sięgając do jej karku i zbliżając się tak, że niemal stykali się wargami. Zdecydowanie nie myślał już o dotychczasowych obowiązkach. Musnął ją nieznacznie. - Jestem mało wymagający - dodał zaraz, zanim powoli rozchylił jej usta, by ją pocałować. Namiętnie, lecz niespiesznie zasmakowałć jej warg, tym samym oddając tęsknotę od momentu, kiedy całował ją ostatnim razem. To by było na tyle, jeśli chodziło o jego silną wolę.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Poza tym był jej najlepszym przyjacielem i nie wątpiła w to, że ją słuchał, ale jednak tamten wieczór był na style specyficzny, że może nie pamiętał z niego wszystkiego? A jeżeli pamiętał to, co ona powiedziała, to pamiętał też to, co sam jej wyznał tuż przed swoim zaśnięciem? Jednak nie wypadało o to zapytać. Jakby to wyglądało? Idiotycznie.
- Rozkazem? Myślałam, że moje życzenia są też Twoimi życzeniami- przewróciła oczami udając zawód taką odpowiedzią, chociaż w rzeczywistości go podpuszczała. Nie była ani trochę świadoma swojej władzy nad nim. Była świadoma, że na jako przyjaciela i współpracownika zawsze może liczyć, ale poza tym? Nie wiedziała, że jest dla niego aż tak ważna. Czy ona również zrobiłaby wszystko dla niego? Bez wątpienia tak. Widząc go na podłodze w palmiarni czy na kanapie po śmierci mamy, wiedziała, że jest gotowa na wszystko, aby tylko wywołać choć drobny uśmiech na jego twarzy. Oczywiście spędzenie nocy z nim to nie była jej forma pocieszenia. Wtedy wyszła z niej egoistyczna Skye, która po prostu pożądała Dominica. Całe szczęście, że się pokrywały ich pragnienia, bo by jeszcze wyszło, że biedaka wykorzystała!
Teraz natomiast jawnie go trochę kusiła. Brakowało jej tego - robienia tego swobodnie, bez żadnych świadków i bez partnerów czekających w innym mieszkaniu. - Hmm błogą nie, ale może małą?- przyznała z lekkim uśmiechem przybliżając do siebie palec wskazujący i kciuk , ale zostawiając między nimi małą szparę.
Najwidoczniej Reyes faktycznie już nie myślał o pracy, skoro jego dłoń zamiast przekładać kartki na biurku, sunęła po jej łydce. Przeszedł po niej przyjemny, elektryzujący dreszcz i aż pożałowała, że założyła dzisiaj jeansy. Cóż, był to przemyślany strój, ale tylko do części wieczoru. Obserwowała go bacznie, gdy zbliżał się do niej, a jego spojrzenie jeszcze bardziej podnosiło temperaturę jej ciała. Tak- potrafił ją rozpalać samym spojrzeniem i drobnym gestem. Nie odzywała się słowem, gdy łapiąc ją za kark zbliżył ich usta do siebie. Momentalnie jej puls przyspieszył i czuła już na sobie te jego przyjemne wargi, za którymi niemiłosiernie tęskniła. Nie poruszyła się ani o milimetr sama już niczego nie inicjując, ale jej klatka piersiowa szybko unosiła się I opadała i przysięgłaby, że mogą usłyszeć bicie jej serca. Lecz kiedy w końcu złączył ich wargi całując ją namiętnie, przepadła. Objęła jego twarz dłońmi i przyciągnęła do siebie jeszcze bliżej, zmuszając go do wstania, by mógł się wcisnąć między jej uda , które rozszerzyła. Jej silną wolę szlag trafił. Za bardzo za nim tęskniła. Za bardzo go pragnęła. Za bardzo musiała się hamować przy innych. Momentalnie pogłębiła jego pocałunek całując go coraz namiętniej wyrażając swoje tłumione ostatnio uczucia. Cały on działał na nią jak najmocniejszy na świecie afrodyzjak. Jeden pocałunek, a ona traciła dla niego głowę będąc gotowa na wszystko.
Jednak miała w sobie jeszcze resztki świadomości, więc zanim zeszła dłońmi niżej, odsunęła jego twarz, by móc spojrzeć mu w oczy.- Poczekaj… Mało wymagający?- zmarszczyła brwi, gdy to do niej doszło. - Czyli możliwość pocałowania mnie to nie jest wcale nic ciężkiego do zrealizowania?- spojrzała na niego wymownie z lekkim wyrzutem, ale i rozbawieniem. - Pakuj się, mało wymagający szefie, zabieram Cię stąd- dodała odpychając go od siebie śmiejąc się cicho i schodząc z biurka. Nie będzie taka łatwa!
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Życzeniami, które należy spełnić za wszelką cenę - powiedział niższym tembrem głosu. Choć w kącikach jego ust czaił się ciepły uśmiech, mówił poważnie. Od dawna jej szczęście stanowiło dla niego priorytet, a ona nadal nie była tego świadoma. Prezenty od Logana? Głównie wychodziły z inicjatywy Dominica. Podsuwanie miejsc na randki? Blondyn znał się na rzeczy. Przede wszystkim dlatego, że rzeczywiście potrafił słuchać, ale też miał dobry instynkt, który zwykle go nie zawodził. Niemniej głowę zaprzątała mu jedna myśl: czy teraz, kiedy mógł wykazać swoje czyste intencje, rzeczywiście się sprawdzi?
Trochę kusiła? To dopiero było niedomówienie! Biorąc pod uwagę fakt, jak na nią oddziaływał przy każdym jej geście, jej jawna zachęta w postaci zmniejszania między nimi dystansu na niebezpiecznie bliską odległość nie mogła skończyć się inaczej. Przez chwilę miał wrażenie, że gdy przyznała się do odczuwania przyjemności w torturowaniu go, wcale nie miała na myśli zmniejszenia ilości kawy. - Czyżby? Bo torturujesz mnie samym faktem, że znajdujesz się tak daleko. - Nie potrafił się jej oprzeć. Nie potrafił nie zainicjować kontaktu i nie przerwać bariery fizyczności. Słabość do niej z każdym dniem zdawała się tylko przybierać na sile. Była wszystkim, czego potrzebował, a jej błękitne spojrzenie hipnotyzowało go tak, że zapominał o wszystkich problemach z całego dnia, miesiąca, a nawet roku.
Gdy więc w końcu zasmakował jej warg, nie chciał już przestawać. Tym bardziej, kiedy przyciągnęła go do siebie, zmuszając do powstania z miejsca, pochylenia się nad biurkiem i otoczenia jej ciała swoimi dobrze zbudowanymi ramionami. Tęsknił za nią. Za długo już pozostawał bez jej dotyku i gorącego ciała, które go regenerowały. Była jego uzależnieniem, a on oddawał jej pocałunki coraz intensywniej, jak narkoman na głodzie, który w końcu uzyskał dostęp do najlepszego narkotyku. Zbyt długo tłumił emocje, gdy w ciągu dnia mijali się na korytarzu. Teraz więc, przy opuszczonym biurze, przestawał kierować się rozsądkiem, a zawładnęło nim pożądanie.
Kiedy więc nagle odsunęła się od niego i spojrzała na niego z mieszaniną wyrzutu i rozbawienia, przez chwilę oddychał ciężko w zastanowieniu, co powiedziała, aż po kilku sekundach dotarły do niego jej słowa. Czy kobiety naprawdę musiały nadmiernie analizować i plątać rzeczy proste? Westchnął w końcu i pokręcił głową z rozbawieniem.
— Jak doszłaś do takich wniosków? - zapytał, nie potrafiąc pojąć tej mętnej logiki, ale zaraz uściślił: - To mnie jest zdecydowanie zbyt łatwo podpuścić. - I mówił prawdę. Zbyt łatwo ulegał pokusie stosowania kontaktu cielesnego i łączenia ich warg w pocałunku. Nie potrafił się nią nasycić. Nie potrafił wiecznie dusić swoich pragnień, zwłaszcza, gdy znajdowała się na wyciągnięcie jego ręki, a puste biuro pozwalało im na znacznie więcej, niż w ciągu dnia. Kiedy całkiem go odepchnęła, w końcu się wyprostował i ustąpił jej miejsca, rozbawieniem widocznym w uśmiechu próbując ukryć delikatne rozczarowanie faktem, że droczyła się z nim aż tak nieładnie. - A dokąd, jeśli można zapytać? - Uniósł wyżej brew w wyraźnym zainteresowaniu. Mogłaby zdradzić coś więcej! Zdawał sobie jednak sprawę, że gdziekolwiek miała go zaprowadzić, zgodzi się bez słowa sprzeciwu.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może całkowicie niepotrzebnie skupiała się na tym, że brakuje jej jakiejkolwiek rozmowy określającej relację między nimi. Może powinna się poddać instynktowi, który krzyczał wręcz, że Reyes ma względem niej poważniejsze zamiary niż chwilowa zabawa. W końcu samo to jak ją traktuje powinno jej dać do myślenia, bo przecież jego dłonie i usta wciąż rwały się do jej ciała. Nie widziała, żeby na kogokolwiek innego (
Nie potrafiła odpowiedzieć wprost na to pytanie, więc wychodziło na to, że tak. Może tak już wszystkie kobiety mają, a może to jej uraz po niedogadaniu się z Loganem, a może jeszcze co innego, czego jeszcze nie odkryła. Była teraz w momencie swojego życia, w którym mimo obecności Dominica, czuła się nieco zagubiona. Swoją dotychczasową relację budowali pomału, stopniowo, aby nagle w ostatnich dwóch miesiącach przyspieszyć do prędkości światła, co ją niekiedy przytłaczało. Dlatego momentami nie była pewna jak się zachować w stosunku do niego. Przytulić go czy nie? Pocałować czy nie? Czekała na jego ruch, któremu oczywiście zawsze się poddawała.
- Oh tym Cię torturuję? Mogłam usiąść po drugiej stronie biurka- posłała mu zadziorne spojrzenie, bo gdyby chciała, to naprawdę mogłaby go porządnie torturować i sprawdzać granice jego silnej woli w bardzo okrutny i nieludzki sposób. Ale tak nie była, bo sama mu z łatwością ulegała powoli się od niego uzależniając. W końcu już od tygodni ilekroć byli obok sami, nie mogła zapanować nad sobą, aby go nie dotknąć. Tak jak teraz, gdy tylko złączył ich usta, a ona w ułamku sekundy przyciągnęła go jeszcze bliżej do siebie, pragnąc znacznie więcej niż tylko jeden, namiętny pocałunek. Tym bardziej, że doskonale wiedziała, że biuro jest puste, bo zanim tutaj przyszła, to sprawdziła każdy zakamarek.
Jednak przyszła też w konkretnym celu! Mogliby w sumie zostać w pracy nieco dłużej i tutaj się odprężyć, ale się trochę uparła, a on jak widać - ulegał jej we wszystkim. Gdy doprecyzował o co mu chodziło, to już miała na końcu język żart, żeby tylko jej tak łatwo ulegał, ale przecież nie wiedziała kim dla siebie są i czy są na wyłączność. Patrząc na historię związków Dominica z ostatnich lat, może nie powinna być zaskoczona, jeżeli za tydzień jej powie, że w sumie już mu się znudziła?
Narazie jednak uśmiechnęła się tylko lekko i poprawiła bluzkę wyrzucając tą myśl z głowy. - To jest niespodzianka, więc potrzebuję Twoich kluczyków do auta- wyciągnęła dłoń z nadzieją, że pozwoli jej prowadzić. W końcu już nie raz na to przytakiwał!
Dominic Reyes