48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żadna z nich nigdy nie była przekonana o tym, że pewne rzeczy po prostu miały się zdarzyć. Jedyne w co pewnie byłyby skłonne uwierzyć najszybciej to fatum, bo jakieś nieszczęścia co rusz wisiały nad ich głowami, ale może raczej była to zasługa trybu życia jaki prowadziły, a nie tego, że faktycznie jakieś siły wyższe postanowiły się na nie uwziąć.
Jednak czasami miały wrażenie, że to wszystko po prostu musiało się stać. Może nawet czekało na odpowiedni moment, gdy obie będą bardziej skore do tego, aby podjąć się próby bycia razem. Trudno było stwierdzić, ale zawsze było między nimi pewne napięcie, które przez jakiś czas wydawało się być jedynie niezwykle silną niechęcią, ale jak mówi stare przysłowie: kto się czubi...
Nie planowały praktycznie niczego. Wszystko samoistnie toczyło się wytyczonym gdzieś traktem. One dostosowywały się jedynie do tego wszystkiego. Nie było rozmów o wspólnym mieszkaniu. Zaylee po prostu zaczęła coraz częściej przebywać w domu Eviny i nie wracać do własnego mieszkania wynajmowanego w Whitby. Potem dopiero pomyślały, aby kupić coś w Toronto i nie tracić tyle czasu na dojazdy. Adopcja również wydawała się być czymś, co po prostu... przydarzyło im się. Jednak nie żałowały niczego z tego, co udało im się osiągnąć.
- Nie spodziewałam się, bo obie zdecydowanie miałyśmy ochotę na więcej niż jeden szybki numerek na kanapie - odpowiedziała, bo nie było mowy o tym, aby to jej się jedynie wydawało.
Nawet jeśli było cudownie i intensywnie to zdecydowanie trwało to zbyt krótko. Nie zdołały w pełni nacieszyć się swoimi ciałami oraz rozładować tego cholernego napięcia, które między nimi było. Wciąż pozostawał pewien niedosyt, a odmowa przyniosła uczucie rozczarowania i pewną frustrację. Evina miała wrażenie jakby jej duma ucierpiała. Starała się po sobie tego nie pokazać, ale zdecydowana stała się chłodniejsza w momencie, gdy odprowadzała koronerkę na ganek domu, aby poczekać z nią na ubera i wypalić jeszcze jednego papierosa.
- Już ci chyba to mówiłam - przypomniała jej i splotła ze sobą ich palce, nie zamierzając rezygnować tak łatwo z kontaktu fizycznego. - Robiłabym to co wcześniej. Poświęcała się głównie śledztwom i wdawała jedynie w przelotne znajomości na góra kilka razy przeświadczona, że faktycznie nie nadaję się do tego, aby wieść z kimś bardziej ułożone życie.
W końcu raz jej to nie wyszło i nie sądziła, aby kolejna próba miała skończyć się sukcesem. Było jej dobrze samej, a jednak okazało się, że potrafi odnaleźć się w związku z drugim człowiekiem.
Był w zasadzie jeszcze pewien detektyw, z którym przespała się kilka razy, gdy jeszcze sprawy z Zaylee nie przybrały poważniejszego obrotu, ale nie sądziła, aby wyszło z tego coś więcej.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie podejrzewała, że następna runda, ani żadna kolejna, pozwoliłaby im rozładować napięcie, które narastało między nimi od dawna. To nie był ciężar kilku dni czy tygodni. To było coś, co zbierało się powoli, od wielu miesiącami. A może nawet latami? Trudno było to dokładnie określić. Pewne było jednak, że chemia między nimi istniała właściwie od zawsze. Była wyczuwalna w zbyt długich spojrzeniach i w chwilach ciszy, które nagle robiły się dziwnie gęste. Jednak żadna z nich nigdy nie zdecydowała się zrobić kroku dalej. Jakby obie jednocześnie uznały, że bezpieczniej będzie udawać, że nic takiego nie istnieje. Nawet w momentach, kiedy teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, bo obie były wolne, nic się nie wydarzyło. Właściwie nie mogło się wydarzyć. Nie wiedziały o sobie nawzajem wystarczająco dużo. Nigdy nie rozmawiały o sprawach prywatnych. Nie pytały o związki, o samotność, o to, co dzieje się poza godzinami pracy.
Wtedy jeszcze udawałam, że jestem niedostępna, dlatego wolałam zabawić się w Kopciuszka i czmychnąć przed północą — mrugnęła porozumiewawczo do Swanson. Nie trzeba chyba wspominać, że później na tle zawodowym zrobiło się co najmniej dziwnie? Ciągnęło je do siebie, ale żadna nie chciała niczego z tym zrobić, jakby odgórnie założyły, że ta relacja i tak nie miałaby prawa bytu na innej stopie niż wyłącznie seks.
Z perspektywy czasu, to brzmi naprawdę bardzo smutno. I samotnie — stwierdziła po chwili namysłu. Sama praktycznie nie pamiętała, jak wyglądało jej życie przed Swanson. Pewnie dlatego, że nie wyglądało. Zwłaszcza w okresie, kiedy poświęcała się wyłącznie autopsjom i nie miała żadnego życia prywatnego.
Faktycznie, Evina już kiedyś napomknęła o tym, co działoby się z nią, gdyby nie były razem. Zaylee pewnie postępowałaby podobnie. Czy próbowałaby stworzyć z kimś związek? Możliwe. W końcu miała ich kilka za sobą, zarówno tych krótszych, jak i dłuższych. Istniało jakieś prawdopodobieństwo, że znów zaczęłaby spotykać się z Heleną, chociaż i tak nie wyszłoby z tego nic dobrego, przez te wszystkie nieprzepracowane traumy Grant Peregrine. Nie myślałaby jednak o ślubie, nie wspominając już o powiększeniu rodziny.
Powinnyśmy już wracać? — zerknęła na na zegarek. Każda z nich miała jeszcze trochę do zrobienia, zanim wrócą do domu i odegrają tamten pamiętny wieczór. — Ach, przez to wszystko prawie zapomniałam — splotła palce z palcami narzeczonej. — Kontaktowałam się w sprawie Haddada i znalazłam dwóch lekarzy medycyny sądowej, którzy znali go osobiście. Późnym popołudniem będę mieć więcej informacji. Swoją drogą, facet podobno popełnił samobójstwo — sprzedała Evinie ciekawostkę, bo już wcześniej odkryli, że Karim Haddad nie żył od ładnych paru lat. Do tej pory Miller sądziła, że po prostu starość zrobiła swoje przez to, że wcześniej nie natknęła się na żadną wzmiankę o tym, że targnął na własne życie. Nie miała jednak pojęcia, czy to mogło mieć cokolwiek wspólnego z sekcjami i sprawami, nad którymi pracował.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żadna z nich nie miała pojęcia jak mogłaby się potoczyć cała ta historia, gdyby tylko Zaylee postanowiła zostać. Czy zdałyby sobie wcześniej sprawę z tego, że chciały już przez resztą życia zasypiać i budzić się w jednym łóżku? A może faktycznie udałoby im się skuteczniej rozładować to całe napięcie i sprawić, że przynajmniej przez jakiś czas nie ciągnęłoby ich do siebie tak mocno jak wtedy, gdy miały wrażenie, że ta jedna noc zostawiła wyłącznie niedosyt.
- Tak... A potem jeszcze dramatycznie odepchnęłaś mnie od siebie by odbyć poważną rozmowę, gdy przy następnym spotkaniu chciałam cię przelecieć na swoim biurku - przypomniała jej jeszcze, ale nikt nie mógł jej winić za takie zamiary w momencie, gdy koronerka tak bardzo ją nęciła.
Ich współpraca była naprawdę dziwna i emocjonalna. Niby obiecywały sobie, że będą trzymały ręce przy sobie, co wydawało się iść im całkiem dobrze, ale pewna nerwowa energia i skumulowane emocje zdawały się ich nie opuszczać ani na krok. To był prawdziwy ładunek, który groził eksplozją w każdej możliwej chwili.
- Może, ale wtedy miałam rażenie, że to do mnie najbardziej pasuje - przyznała szczerze, bo nie sądziła, aby kiedykolwiek znalazła kogoś kto pasowałby do niej tak jak Miller. - No i nikt nie marudziłby mi, że nie włożyłam kubka do zmywarki lub zostawiłam brudne ubrania rzucone na posadzkę w łazience.
Zdecydowanie jej życie z koronerką było dużo bardziej poukładane. Musiało takie być skoro zdecydowała się wejść w związek z prawdziwą pedantką. Może i czasami brakowało jej swobód samotnej rozwódki, ale za nic w świecie nie chciałaby utracić tego, co udało im się stworzyć.
- Pewnie powinnyśmy - mruknęła z pewnym niezadowoleniem, bo faktycznie nieco już siedziały w lokalu, a oficjalnie dalej znajdowały się w pracy.
Najchętniej by się urwała. W końcu nie miała na ten moment nic, co byłoby szczególnie pilne. Mogłaby sobie pozwolić na podobną niesubordynację. Nie sądziła też, że jednak Zaylee udało się coś wskórać w sprawie zdobycia informacji na koronera, który zajmował się archiwalną sprawą.
- Dziękuję. Oby faktycznie nie było to marnowanie czasu - odpowiedziała, ale pewna rzecz ją zastanowiła. - Podobno czy na pewno? Były, co do tego jakieś wątpliwości?
Może Haddad był w coś zamieszany i ktoś pomógł mu zwinąć się z tego świata. Tego jednak nie mogły wiedzieć dopóki nie natkną się na więcej informacji odnośnie jego osoby.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przynajmniej potrafię być asertywna — podsumowała krótko, jakby tym jednym zdaniem chciała zamknąć cały temat.
Jak widać, bywały momenty, w których nawet Zaylee potrafiła wyraźnie postawić granice. Nie zawsze pozwalała, żeby wszystko sprowadzało się wyłącznie do fizyczności czy flirtu. Choć często posługiwała się prowokacją i seksualnym napięciem jako sposobem na rozładowanie sytuacji, nie oznaczało to, że była do tego ograniczona. Zdarzały się chwile, gdy potrzebowała rozmowy i wyjaśnień. Z tym dramatyzmem Swanson nieco przesadzała.
Wzmianka o brudnych naczyniach wyraźnie ją rozbawiła. Uniosła brew i spojrzała na narzeczoną z lekką pobłażliwością, kręcąc przy tym głową, jakby nie mogła uwierzyć, że naprawdę próbuje się z nią w ten sposób droczyć.
Och, no tak. Jestem potworem, bo pilnuję, żeby w naszym domu nie było syfu. Straszne to życie ze mną — parsknęła śmiechem, dopijając resztkę swojego napoju. — Zbierajmy się stąd — dodała i podniosła się z krzesła.
W rzeczywistości jednak wcale nie miała ochoty wracać do pracy. Najchętniej zamknęłaby dziś wszystko wcześniej, wróciła do domu i zapomniała na chwilę o całym tym bałaganie, który zostawiają po sobie zmarli i żywi. Nie mogła sobie jednak na to pozwolić. Doskonale wiedziała, jak to się kończy. Jeśli zostawi choć jedną autopsję na jutro, następnego dnia pojawią się kolejne. A potem jeszcze następne. I zanim się obejrzy, ugrzęźnie w prosektorium na dwa dni z rzędu, wychodząc stamtąd tylko po to, żeby zapalić. Jakby tego było mało, śledczy zaczną kręcić się wokół niej jak sępy. Telefony, wiadomości, zadawane w kółko pytania, czy już coś ma, czy może coś przyspieszyć, czy wyniki będą na już. Miller szczerze tego nie znosiła. Dlatego, choć wizja wcześniejszego zakończenia dnia była kusząca, wiedziała, że rozsądniej będzie po prostu zacisnąć zęby i doprowadzić wszystko do końca. Im szybciej upora się z dzisiejszą robotą, tym większa szansa, że zaśnie dziś w ramionach narzeczonej.
Zapłaciły za lunch, zostawiając konkretny napiwek, bo w The Last Alibi jedzenie zawsze było wybitnie smaczne, po czym udały się w stronę wyjścia.
Nic więcej nie wiem. Jeszcze — zaznaczyła, bo na razie faktycznie jeden z zaprzyjaźnionych lekarzy sądowych z kontaktów Beckera, jedynie wspomniał o samobójstwie Haddada. — Ale będę wiedzieć za jakiś czas. Daj mi chwilę — pchnęła drzwi, przepuszczając Evinę przodem, a potem dołączyła do niej i musnęła ustami jej policzek.
Na razie nic nie miało sensu, ale miała nadzieję, że popołudniowa rozmowa telefoniczna rzuci nowe światło na całą sprawę. Wciąż nie wiadomo, czy koroner mógł w jakikolwiek sposób przeoczyć istotne informacje podczas autopsji zamordowanych studentek. Być może dokładniejsze przyjrzenie się jego osobie i metodom pracy pozwoliłoby ustalić, czy istniały jakiekolwiek zaniedbania lub niedopatrzenia, które mogły wpłynąć na przebieg śledztwa.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten przytyk był już niepotrzebny, ale przecież obie lubowały się w czasami aż nazbyt złośliwych uszczypliwościach, które potrafiły uderzyć w czułe punkty. Chociaż żadna nigdy nie miała drugiej za złe takich komentarzy, wiedząc, że wszystko zaraz rozejdzie się po kościach.
Miała wrażenie, że asertywność nie odnosi się wyłącznie do spraw związanych z fizycznością, ale ma być także swoistym odniesieniem do ich wcześniejszej rozmowy na temat tego, że nie potrafiła odmówić swemu przyjacielowi w sprawie, która nie była jej własną. Zamierzała to jednak zignorować. Zdecydowanie mogła zamiast tego skupić się na dużo przyjemniejszych rzeczach.
- Okropne. Nie mam pojęcia dlaczego cię poprosiłam o rękę - rzuciła z rozbawieniem, ale w rzeczywistości nawet te upomnienia o zachowywanie porządku nie były jej tak straszne.
Nie zamierzała przesiadywać w dinerze dłużej niż było to konieczne. Zwłaszcza, że obie miały jeszcze parę rzeczy do załatwienia nim będą mogły wrócić do domu i jeszcze skuteczniej zagłębić się we wspomnieniach tego jak rozpoczął się ich związek. Co prawda Swanson nie bardzo miała ochotę na to, aby natknąć się raz jeszcze na agentów. Liczyła na to, że zajmą się w przesłuchiwaniem innych, a jej dadzą już spokój do końca dnia.
- Dobra... W takim razie poczekam na to, aż będziesz mogła mi powiedzieć coś więcej - odpowiedziała i objęła ją jeszcze na chwilę, zmierzając w kierunku komendy.
Miały jeszcze chwilę dla siebie nim rozstały się przy windzie. Miller wróciła pod ziemię do swojego prosektorium, a na Evinę czekała jeszcze wizyta u Jerry'ego po swój telefon nim będzie mogła zamknąć się w swoim gabinecie.
koniec
zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”