-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Nie powinno zatem nikogo za bardzo dziwić, że była podekscytowana. Jedna z cukierni prowadzonych od dziesięcioleci organizowała raz na jakiś czas dwudniowy kurs z tortów. Od wypieczenia biszkoptów, przez kremy i dodatki po tynkowanie i zdobienia - a to brzmiało jak spełnienie marzeń Catherine. Nie musiała się zastanawiać dwa razy czy w to iść (chociaż powinna - ale hej! Mogła przeżyć resztę miesiąca na chlebie i wodzie w razie potrzeby).
Entuzjazm dziewczyny został jednak schłodzony od razu po wejściu do pomieszczenia szkoleniowego. Blaty były poustawiane tak, aby przy każdym pracowały dwie osoby. Gdy szkoleniowca z miłym uśmiechem wskazał jej miejsce spojrzała sceptycznie. Nie do końca na to się pisała, nie wiedziała czy da radę zgrać się z kimś w pieczeniu i gotowaniu.
- Cześć! Wygląda na to, że będziemy razem próbowały coś zrobić. Catherine jestem - uśmiechnęła się do dziewczyny obok i zerknęła z ciekawością na kartkę przed nimi. Przeleciała szybko wzrokiem po przepisie i mogła stwierdzić, że wydawał się dziwny.
Nelly Rowley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Przez korki na mieście, na kurs wpadła chwilę spóźniona. Pędziła po oblodzonym chodniku na złamanie karku, a jej policzki płonęły teraz purpurą. Przeprosiła za swój brak punktualności i zmieniła zimowe odzienie na biały fartuszek. Włosy szybko związała w wysokiego koka i podeszła do wskazanego jej stanowiska, przy którym stała już jakaś dziewczyna. Nie wiedziała, że mieli pracować w parach, ale nie było to coś, co by jej szczególnie przeszkadzało. Była zadaniowa i całkiem dobrze potrafiła współpracować, więc i ze wspólnym zrobieniem tortu nie powinno być problemów.
- Heeej, jestem Cornelia - odpowiedziała brunetce i uśmiechnęła się łagodnie, wyciągając w jej kierunku dłoń. Jej oddech w dalszym ciągu był lekko przyspieszony po przebieżce od autobusu, więc wzięła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze z płuc.
- Dobra, od czego zaczynamy? - klasnęła w dłonie i zerknęła na leżącą przed nią kartkę z przepisem. Przeczytała ją raz, drugi, trzeci i zmarszczyła brwi, bo był to wyjątkowo dziwny przepis na biszkopt. Zerknęła z ukosa na stojącą obok Catherine. - Jedno jajko… do biszkoptu? - zapytała, nie wiedząc już, czy to ona jest taka zacofana, czy serio coś było nie tak.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Teoretycznie od upieczenia biszkoptu - powiedziała niepewnie. - Może i nie jestem specjalistką od ciast i całej reszty, ale wydaje mi się, że ktoś się pomylił albo jesteśmy w ukrytej kamerze - powiedziała, wczytując się uważniej w przepis. Nie rozumiała niektórych proporcji, na pierwszy rzut oka wydawało się, że ciasto będzie za rzadkie. Byłoby dobre do naleśników albo tortu z nich, ale na pewno nie do właściwego wypieku.
- Coś jest nie tak. Chyba, że to jakiś biszkopt do monoporcji - zmarszczyła nos Catherine i rozejrzała się po sali. Część par już wykładała składniki na blat. Nie wydawali się być zbyt zmartwieni tym, że przepis wygląda dziwnie. Może to ona była przewrażliwiona? Deficyt snu jednak robił swoje.
- Zobaczymy co z tego wyjdzie czy wolisz to zgłosić? - zapytała Catherine, zakładając fartuch mający chronić uczestników i ich ubrania przed największym bałaganem. Po namyśle związała też swoje włosy w niski kucyk. Była gotowa do działania. - Bo w sumie ja bym to zostawiła i zobaczyła dokąd nas to zaprowadzi, jeśli w ogóle - dopowiedziała, przysuwając miskę bliżej siebie. Nie lubiła marnowania swojego czasu i pieniędzy, ale czasem wolała po prostu odpuścić. Dobrze było raz na jakiś czas nie kontrolować wszystkiego i po prostu popłynąć z prądem niezależnie od tego gdzie on poprowadzi.
- Moja babka zwykła mawiać, że z gotowaniem i pieczeniem jest jak z przyjaźnią: nie ma co nawet próbować jeśli nie ma porozumienia. I coś w tym muszę przyznać jest, więc aby przełamać pierwsze lody to powiesz czym się zajmujesz? - dopytała z ciekawością w głosie, podając dziewczynie trzepaczkę.
Nelly Rowley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Pokiwała głową, przytakując słowom swojej partnerki i jeszcze raz przebiegła po kartce spojrzeniem.
Czy chciała to zgłosić? Przygryzła wnętrze policzka i rozejrzała się po sali.
- Spróbujmy coś z tego sklecić - stwierdziła po chwili zastanowienia. - Przecież nie daliby nam złego przepisu na kursie za tyle kasy - dodała, głośno myśląc.
- Nie wiem jak ty, ale ja żadną specjalistką nie jestem. Czasami coś upiekę, ale to też nie za często, bo potem muszę to sama jeść, a waga w mojej łazience jest okrutnie szczera - powiedziała, przysuwając bliżej składniki, które będą im potrzebne do tego nieszczęsnego biszkoptu, czy czegokolwiek innego, co z tego wyjdzie. - Może to jest jakiś zajebisty, fancy przepis, którego mój mózg po prostu nie pojmuje - wzruszyła ramionami i przelotnie spojrzała na Catherine, uśmiechając się
Wyjęła jedno jajko z opakowania i wbiła je całe do miski, zaraz przejmując od dziewczyny trzepaczkę. Cóż, była to biedna ilość, jak na taką dużą miskę, ale Nelly postanowiła tego dłużej nie roztrząsać. Zabrała się do pracy, zaczynając ubijać pianę.
- Pracuję jako baristka- odpowiedziała, ale szybko pomyślała o tym, że nie jest to zbyt ciekawe zajęcie, by o nim opowiadać. - Niedawno przeprowadziłam się do Toronto - dodała, trochę w ramach usprawiedliwienia. Może nie powinna się usprawiedliwiać? Ostatnio wszystkie osoby, które spotykała na swojej drodze, zajmowały się czymś ważnym, ciekawym, rozwijającym. A ona? Ona robiła kawę i nie widziała za bardzo perspektyw, by to zmienić w najbliższej przyszłości.
- A ty? - dopytała, krótko zerkając na Cath i zaraz znowu skupiając wzrok na misce przed sobą. Do powstającej piany dosypywała po trochu cukier i ubijała dalej, choć już teraz czuła, jak powoli traci siłę w ręce.
- Jak wyjdzie nam z tego coś zjadliwego, to będę pod naprawdę dużym wrażeniem - powiedziała, gdy piana z cukrem była już gotowa i przesunęła miskę w stronę Cath. - Napijesz się czegoś? Pójdę nam przynieść - zapytała i wskazała ruchem głowy ma stół w rogu sali, zastawiony różnymi napojami i przekąskami dla kursantów.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Odważnie, podoba mi się podejście - uśmiechnęła się szeroko, z miejsca lubiąc dziewczynę. Bo w końcu czym byłoby życie bez ryzyka i wpadek? Catherine nie znała odpowiedzi na to pytanie.- śmiejmy taką nadzieję. A jeśli coś nie wyjdzie to zawsze można żądać zwrotu pieniędzy - wzruszyła ramionami brunetka. Ostatecznie przecież gdyby przepis okazał się zły to nie byłaby ich wina, a organizacji. Patrząc na to, że miały to dekorować dzień później raczej refundacja w takiej sytuacji była wskazana.
- Jeśli cię to pocieszy to ja też. Zdecydowanie bardziej wolę mięsa, w nich czuję się o wiele pewniej - uśmiechnęła się szeroko na jej następne słowa, cudem unikając chichotania. To zapewne przyciągnęłoby spojrzenia innych uczestników, chociaż może nie? Atmosfera wydawała się być dosyć luźna. - Następnym razem daj znać. Chętnie ci pomogę, waga mi niestraszna. Może mieć to, ale tylko może, związek z tym , że leży gdzieś na dnie szafy za pościelą - oznajmiła radośnie. Wychodziła z założenia, że życie jest za krótkie, by przejmować się cyframi na wyświetlaczu.
- Albo prosta droga do kulinarnej destrukcji - powiedziała radośnie. Nie było co się przejmować na zapas.
Spojrzała na Nelly i jej wbicie całego jajka od razu. Musiała się chwilę zastanowić na co właściwie patrzy, ale uznała że poczeka na efekty ubijania. Miała dziwne wrażenie, że nic z tego nie będzie (a już na pewno nie piana), ale mogła się mylić.
-O, ja jestem kelnerką. Chociaż w zasadzie jakiś czas temu wzięłam też na siebie zamówienia - powiedziała, ostrożnie oddzielając białko od żółtka. - Ja akurat urodziłam się w Toronto i w zasadzie całe życie spędziłam właśnie tutaj. Nie licząc wakacji czy innych wyjazdów. Jeśli kiedyś będziesz miała chęć wypaść na miasto albo pozwiedzać to możesz śmiało się odzywać - uśmiechnęła się pokrzepiająco. Wiedziała, że przyjazd do nowego miejsca mógł wiązać się z samotnością i zagubieniem.
- To jest nas dwie, chociaż zastanawiam się czy to nie jest od początku spisane na straty. I jeśli możesz to wodę poproszę - poprosiła. Podczas pracy zazwyczaj nie jadła. Wolała się skupić na zadaniu niż na czymkolwiek innym. I nie dotyczyło to tylko kursu, a jej całego życia.
Nelly Rowley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Razem miałybyśmy wszystko - zaśmiała się, gdy Cath stwierdziła, że lepiej czuje się w przyrządzaniu mięs. - Nie śmiej się, ale mnie to trochę brzydzi surowe mięso. Szczególnie kurczak - dodała, lekko krzywiąc się na samą myśl o wycinaniu wszystkich tych błonek i innych obrzydliwych rzeczy. Z tego też powodu, choć nie była wegetarianką, to często gotowała po wegetariańsku. Ale no właśnie, nadrabiała słodkościami, a ciężko wsunąć blachę ciasta samemu, więc w reakcji na zadeklarowaną pomoc z utylizowaniem nadprogramowych wypieków, posłała brunetce szeroki uśmiech.
- Cudownie! Ja po prostu czekam, aż w mojej wyczerpią się baterię, bo jestem niemal pewna, że nie będzie mi się chciało kupić nowych - zaśmiała się. Choć pomysł ze schowaniem wagi do jakiegoś zapomnianego pudełka w szafie też wcale nie był głupi.
Nie umknął jej uwadze fakt, że Cath zawiesiła na niej swoje spojrzenie, gdy wbiła całe jajko do miski. Zerknęła przelotnie na przepis, a następnie przeniosła spojrzenie na swoją partnerkę, nie przerywając ubijania.
- Nie patrz tak na mnie, tak jest w przepisie - wyjaśniła z rozbawieniem, wskazując podbródkiem na leżącą przed nimi kartkę. A Nelly póki co starała się działać zgodnie z rozpiską, nie ingerując po swojemu w to, co było tam napisane. Jeżeli ciasto miało nie wyjść, to przynajmniej chciała mieć pewność, że nie przez nią. Na szczęście jajka z cukrem finalnie się ubiły. Trwało to dość długo, ale grunt, że się udało.
Zrobiło jej się miło, gdy Cath wyszła z propozycją wspólnego wyjścia na miasto. Rowiey zdecydowanie brakowało w Toronto koleżanki, więc była to oferta, której na pewno nie zamierzała odrzucić.
- Chętnie gdzieś wyjdę - odpowiedziała bez zawahania. - Za oprowadzenie po mieście stawiam butelkę wina… albo dwie! - dodała i zaśmiała się, gdy dotarło do niej, że jedna może wcale nie wystarczyć. Było zimno, a skoro miały zwiedzać, to musiały się przecież jakoś rozgrzać, tak? Ten sposób wydał jej się najprzyjemniejszy.
Skinęła głową i poszła do wspomnianego stolika kawowego, skąd wzięła dwie, małe butelki wody. Po powrocie, od razu jedną z nich podała swojej towarzyszce, drugą natomiast otwierając i upijając łyka.
- Widzę, że jednak postanowiłaś oddzielić białko od żółtka? - zauważyła. - Zobaczymy, który sposób jest lepszy - nie negowała tego. Może dzięki tej dobrej zmianie biszkopt wyjdzie znacznie lepszy, niż w przepisie. Ona również zazwyczaj ubijała pianę z białek, ale miała otwartą głowę na nowości.
- Masz jakieś spoko miejscówki do polecenia w mieście? Wiesz, jakieś ukryte perełki, o których wiedzą tylko lokalsi.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Miałam tak kiedyś z mięsem mielonym. Sama konsystencja mnie drażniła. Autentycznie wolę wycinać żyłki i błonki z kurczaka- powiedziała, uśmiechając się lekko. Czasami pomagała babci na kuchni i zazwyczaj była od czarnej roboty. Z czasem przekonała się, że stanie nad deską i oczyszczanie mięsa nie było takie najgorsze. Zdecydowanie wolała to niż patroszenie ryb - do tego jawnie powiedziała, że ręki nie przyłoży.
- Pamiętaj, że baterie mają to do siebie, że jeśli chcesz aby się wyczerpały to nie wyczerpią się nigdy - uznała. W zasadzie zazwyczaj kiedy potrzebowała czegoś co działało na te małe ustrojstwa te odmawiały współpracy. Zastanawiała się czasami jak to działa. Podejrzewała, że to po prostu kwestia złośliwości rzeczy martwych.
Spojrzała na przepis i faktycznie, takie było zalecenie.
- Przecież to nie ma sensu, najmniejszego - westchnęła. Piekła już dość długo, ale nigdy wcześniej nie widziała ubijania piany do biszkopta z żółtkami. Przecież to nie miało prawa się udać. A jednak jakimś cudem... Catherine nie zamierzała nawet tego analizować.
- Weź dwie: jedną bezalkoholową dla mnie. Nie umiem pić - stwierdziła Catherine. Kilka lat absencji robiło swoje, a nawet jako nastolatka miała słabą głowę. Nie wiedziała czy dobrym pomysłem byłoby wypicie w jej przypadku większej ilości alkoholu. Z prawie nieznajomą osobą.
Kiwnęła głową.
- Tak. Nie wierzę, że uda się ubić ładny, puszysty biszkopt od razu z żółtkiem. Ale przynajmniej będziemy miały porównanie - powiedziała. Cath lubiła eksperymentować, ale uważała że były podstawy podstaw, których nie można było ruszyć. I nie warto było ruszać.
- Byłaś kiedyś w zwierzęcej kawiarni? Mają genialne ciasta i jeszcze bardziej genialne zwierzaki. Ewentualnie jeśli nie możesz to niedaleko stąd jest mała knajpka z makaronami i planszówkami. Nawet nie masz pojęcia ile kilogramów spaghetti tam zjadłam - powiedziała pierwsze co wpadło jej do głowy. - Możemy tam pójść po tym wszystkim, stawiam ci carbonarę. Jest ob-łęd-na. Tylko kelner lubi flirtować - zaproponowała i ostrzegła.
Nelly Rowley