Nie no, serio, przez lata uważał się za gościa, który ma wszystko pod kontrolą - chłodna głowa, szybka analiza, król negocjacji, w końcu z jakiegoś powodu otrzymał stanowisko wiceprezesa i nie uważał się za żadne
nepobaby (mimo że totalnie nim był, hihi). No ale potem pojawiła się Ivy Harrison i odebrała mu cały zdrowy rozsądek, jaki posiadał. Normalnie przecież Charlie nie rzucał się na nieznajome kobiety w windach, niezależnie od stopnia relacji, jaki go z nimi łączył - to przy Ivy czuł się jak dzieciak i to przy Ivy mógł pozwolić sobie na wszystko to, na co nie pozwalano mu na co dzień, bo… była wyjątkowa. Jeszcze trochę i zacznie się przy niej zachowywać jak zakochany szczeniak. -
Theo… To nie tak - żachnął się Charlie i westchnął. Czasem naprawdę zazdrościł przyjacielowi - tej swobody i tego, że w większości przypadków po prostu robił to, na co miał ochotę, bez patrzenia na rodziców, rodzeństwo i zarząd. Na Charliem jednak spoczywała odpowiedzialność, i to nie tylko za siebie samego. -
Tak szczerze mówiąc, to firma zapłaciła mi za łóżko i nie wiem, czy kiedykolwiek będę chciał mieć dzieci - rzekł Charlie w zamyśleniu. Nawet nie rozmawiał o tym z Blair - większość
poważnych tematów zostawili w folderku
do przedyskutowania po ślubie. Jeszcze niedawno, będąc w restauracji z Blair, dopiero co rozmawiali o ślubie w Vegas, żeby zrobić na złość rodzicom, a teraz? Teraz najchętniej nie brałby żadnego ślubu. -
Czy ty w ogóle znasz Cherry? Prawie pobiła nowego dyrektora finansowego przez zwykły misunderstanding - rzekł Charlie. Kiedy usłyszał tę historię po raz pierwszy, nawet się zaśmiał, ale teraz? Teraz on mógł paść ofiarą jej nieobliczalnego zachowania. -
Ciekawe co zrobi ze mną, jeśli dowie się, że zdradzam Blair - dodał powoli po krótkiej chwili, marszcząc brwi. Czy nazwał to otwarcie pierwszy raz? Być może. Czy wyrzuty sumienia urosły mu do rozmiarów diplodoka albo innego brachiozaura? Oczywiście. Czy nabrał chęci na szczerą rozmowę z Blair? Ani trochę. Patrzył na rozbawionego przyjaciela i miał ochotę sprzedać mu przyjacielskiego kuksańca w bok za pomocą krzesła, ale nie ruszył się z miejsca.
See? Był opanowany! Westchnął i rozprostował nogi pod stołem, idąc przykładem Bachmanna. No ale on naprawdę sądził, że myślał penisem?! -
Stary, musiałbyś poznać Ivy, ona jest jak… Nie wiem. Nie potrafię tego opisać. Czuję się przy niej jak dzieciak - wzruszył ramionami. Nie wiedział, dlaczego jego mózg zaczął utożsamiać Ivy ze śmiechem i zabawą, a Blair z obowiązkami i ślubem, którego nie chciał brać. Zresztą, już ostatnio Blair wydawała się… zamyślona. Smutna. Czy to przez niego, Charliego? Przestał poświęcać jej tyle czasu to wcześniej, ale to nie była tylko i wyłącznie wina Ivy - z powodu nadchodzącego wyjazdu na Teneryfę, gdzie miał podpisać kontrakt na naprawdę ogromne pieniądze, przez ostatni tydzień zostawał w pracy dłużej, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik. -
Nienawidzę, gdy masz rację - skomentował Charlie i oparł policzek na łokciu. Za to doceniał towarzystwo Theo - potrafił przekazać mu niezbędne informacje bez owijania w bawełnę. Nie bez powodu ich przyjaźń trwała aż do tej pory, nieważne, jak wiele razy każdy z nich się w życiu zagubił. Zaraz temat zszedł na Theo.
Nie, jasne, że nie. Nie wiem czy potrafiłbym jej odmówić. Dobrze. -
Cieszę się, że do niej nie poszedłeś - powiedział Charlie, kiwając głową z uznaniem. To oznaczało, że te wszystkie dni i noce pełne tłumaczeń nie poszły na marne. -
I nic jej nie odpisuj. Usuń tę wiadomość, żeby cię nie kusiło - poradził Bachmannowi, wykonując nieznaczny ruch głową w stronę telefonu. Nie ma co kusić losu - Charlie coś o tym wiedział, po tym jak otwierał konwersację z Ivy Harrison raz za razem, gdy siedział sam w swoim gabinecie w Northland Power i walczyć z chęcią wysyłania jej coraz bardziej śmiałych wiadomości. Jak bardzo chujowym zachowaniem z jego strony był fakt, że myślał o sprawieniu sobie zapasowego telefonu? Bardzo chujowym, prawda?
Shiiiiiit. -
Widzisz, jednak mam coś mądrego do powiedzenia w tym wszystkim - skwitował ostatecznie i po raz pierwszy, odkąd weszli do kawiarni, na jego twarzy pojawił się blady uśmiech. Zwłaszcza, że po chwili Theo pochwalił się nocnym podbojem! Przez chwilę Charlie poczuł ukłucie zazdrości, że Theo wolno, a jemu nie wolno, ale Theo był wolnym facetem, a Charlie długoletnim narzeczonym. Tak, to zapewne była najważniejsza różnica między nimi. Cóż. -
One night stand czy zobaczycie się jeszcze? Dobrze się bawiliście? - parsknął w odpowiedzi Charlie, posyłając Bachmannowi porozumiewawcze spojrzenie. Jakby co Charlie nie oczekiwał żadnych szczegółów z przygody Theo, ale pożartować sobie mógł, okej? Zaraz jednak Charlie spoważniał - nie chciał pozostawiać po sobie żadnego
unfinished business. -
Theo… Tak jeszcze kończąc wcześniejszy temat. Przemyślę to wszystko w spokoju i… porozmawiam z Blair. Będę z nią fair - postanowił Charlie. Skoro Theo potrafił nie pójść na spotkanie ze swoją uwodzicielką, to tym bardziej Charlie powinien posłuchać jego rad i przestać okłamywać Blair. -
Jak się czujesz, lepiej ci już? Pooddychałeś? Chyba odpuścimy sobie już jogging, mam nadzieję, że się z tym zgadzasz. Zjadłbym coś włoskiego… - rzucił pod nosem, rozglądając się po kawiarni, ale mieli tu chyba tylko kawę zwykłą, kawę słodką, ciastka i kanapki. Nic, na co Charlie miałby ochotę.
Matheo Bachmann