Dzięki temu, że nie znał Inari od wczoraj, zdążył już przyzwyczaić się do jej zwyczaju słuchania z zamkniętymi oczami. Na początku ich znajomości myślał, że coś jest nie tak - że może jest zmęczona i zaraz zaśnie, ma problem z niskim ciśnieniem, albo że on przynudza tak bardzo, iż Nilsinger musi uciąć sobie krótką drzemkę. Teraz jednak był spokojny. Wiedział, że go słucha. Poza tym widział, jak powoli przesuwa palcem po krawędzi kubka.
- Mhm, dokładnie. - zgodził się, kiwając lekko głową.
- Będzie się dawał pogłaskać a na koniec szczeknie i znajdzie nowego właściciela. - dodał, bo w sumie tak się Stonesowi skojarzyło. On sam bardzo lubił pieski, lecz ze względu na pracę, wolał zostać wyłącznie przy rybce. Doskonale wiedział, że miałby problem z porannym spacerem, a w dodatku czasami musiał zostać ciut dłużej w biurze a tak, musiałby kombinować i albo prosić kogoś z rodzeństwa o pomoc, albo musiałby zatrudnić psią niańkę, która wyprowadzałaby czworonoga regularnie. Zaraz jednak przestał rozmyślać, tylko skupił się na słowach Inari kierowanych do niego oraz sięgnął po pendrive’a, doskonale wiedząc, co ma robić. Urządzenie po krótkiej chwili znalazło się w jednym z wolnych portów USB, a Eric zaznaczył folder nazwany TR, wykonał całkiem znaną kombinacją ctrl+c i po wybraniu przestrzeni na urządzeniu przenośnym, wcisnął ctrl+v, a na ekranie pojawiło się okienko informujące ile czasu zostało do końca kopiowania. Plik ważył coś koło 800/900 MB i prędkość zależała od tego, czy na penie było jeszcze sporo miejsca, czy może Inari powinna pomyśleć nad selekcją i wykonaniem kopii zapasowej.
Rozszerz siatkę. powtórzył sobie w myślach tak, jakby chciał tym sposobem zapamiętać kolejne zadanie.
Tylko kurwa, czy dam radę? przygryzł nerwowo wewnętrzną stronę policzka zastanawiając się, od czego powinien zacząć. Czyżby najbliższe kilka nocy miał praktycznie nie spać lub spać po kilka godzin?
- Myślę, że wynajmują go jakieś grube szychy, bo takim zawsze łatwiej jest później pozamiatać lub zwalić na kogoś innego. Zwykłych szaraków raczej nie byłoby stać na takie akcje. - stwierdził, choć możliwe, że istniały jakieś wyjątki wśród wspomnianych szaraków.
- Jeśli mogę… dlaczego akurat to Cię najbardziej interesuje? - spytał z całkowicie czystej ciekawości. Oczywiście planował dowiedzieć się i tego, lecz z tego co wiedział, poza Kilrory, istnieli także inni architekci.
- Dobrze szefowo. Postaram się zebrać wszystko, czego potrzebujesz, choć może być to… skomplikowane. - dodał, przełykając ślinę i biorąc kilka łyków matchy, jakby te łyki mialy mu dodać sił. Czuł się tak, jak za czasów szkolnych gdy otrzymał zadanie domowe, które będzie sprawdzane na następnej lekcji.
Po pewnym czasie…
Eric uwielbiał ramen zarówno taki prawdziwy, jak i instant - nie bez powodu miał nim zawaloną całą szafkę w kuchni - dlatego cieszył się jak dzieciak, gdy ponownie miał spotkać się z Inari w japońskiej restauracji. Już od wejścia do jego nozdrzy wdarł się przyjemny zapach, a do uszu wpadały przeróżne dźwięki: smażenia, rozmów, śmiechów, uderzanych szklanek o stolik… Stones rozejrzał się i zaraz dostrzegł znajomą twarz. Ruszył by zająć wolne miejsce obok Nilsinger i skinął głową na powitanie gdy zauważył Hattoriego.
Zasłonił kurtynę milczenia na swoje spóźnienie - choć tym razem było MNIEJSZE niż przy poprzednim spotkaniu - i nawet nie próbował się usprawiedliwiać, bo zwyczajnie uważał, że nie ma sensu.
- Dla mnie będzie tonkotsu, wakame i mochi. - bo poza ramenem, miał też ochotę zjeść coś jeszcze. A! No i oczywiście nie odpuściłby deseru. Uwielbiał mochi, dlatego nie zamierzał z nich rezygnować.
- A do picia herbatę wiśniową. - powiedział bez zastanowienia, chociaż kusiły go jeszcze szaszłyki… ale to albo domówi, albo zamówi podczas następnej wizyty. Zamrugał kilkakrotnie, kiedy zauważył pudełeczko i zmarszczył brwi. Spojrzał to na Inari, to na leżący przed nim przedmiot - powtórzył tę czynność dobrych kilka razy, bo zwyczajnie nie dowierzał. Nachylił się nad kartą, lecz nie śmiał jej wziąć w ręce.
- To…. - zaczął, wskazując palcem bo przez przezroczysty plastik widział, co znajdowało się w środku. Aż wydał z siebie dźwięk - coś w stylu krzyknięcia z ekscytacji i czym prędzej wsadził sobie pięść do buzi. Niektórzy pewnie patrzyli i zastanawiali się, czy z Erickiem wszystko okej, lecz szczerze powiedziawszy ani trochę go to nie obchodziło. Jak mogli go obchodzić ludzie, gdy przed sobą miał tak niesamowicie wyjątkowo oryginalna karta, którą podziwiał wiele razy. Przy którymś spojrzeniu na Inari, zadał jej pytanie, które go nurtowało.
- Ty… nie żartujesz? Naprawdę mi ją dajesz? - aż przejechał dłonią po włosach, bo co jak co, ale takiego obrotu spraw to się kompletnie NIE spodziewał. Szczególnie, że on sam nie miał żadnego wyjątkowego upominku przy sobie. Poza tym nie sądził, że cokolwiek dostanie podczas tego spotkania.
- Ja, ja… nie wiem co powiedzieć. - naprawdę, z tej ekscytacji miał wrażenie jakby zapomniał języka w gębie.
- Pozwól zatem, że zapłacę za Ciebie. - rzucił nagle, bo taki pomysł mu przyszedł do głowy, chcąc się odwdzięczyć. Aczkolwiek czy było to równoznaczne z limitowaną, a zarazem bardzo trudną do zdobycia kartą? Oczy mu zaświeciły jaśniej, gdy usłyszał, że ma to potraktować jako motywacją.
- Będę się starał Inari-ssi. - odparł i wykonał coś w stylu ukłonu lecz tylko samą głową oraz jedną dłoń ułożył w pięść, a drugą jakby tą pięść przykrywał. Tak, właśnie użył języka, którego używał głównie podczas rozmów z dziadkami, którzy mieszkali w Korei specjalnie, by podkreślić szacunek, jakim darzył panią architekt.
Inari Nilsinger