-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Szczerze mówiąc, dawno nie miała tak wymagającego dyżuru. Tylko nie potrafiła do końca stwierdzić z czego ta trudność wynikała. Poprawka, doskonale zdawała sobie sprawę. Przechodząc szpitalnymi korytarzami, wspominała kradzież leków przez Dante. Nie potrafiła wyciągnąć tego z własnej głowy. W głowie miała też jeszcze jeden obraz. Był nim Charlie. Ten opiekujący się nią w windzie, czy w jego samochodzie, choć wyobrażenie o ciasteczkach sprawiało, że po jej ciele przechodziły delikatne dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Uśmiechała się, jadąc windą. Nawet nie wiedziała, kiedy dyżur jej zleciał.
Rozsiadła się w barze, czekając na Catherine. Tylko gdy spojrzała na zegarek, zdała sobie sprawę ze znaczącego problemu. Była zdecydowanie za wcześnie. Ivy była poukładana, lubiła umawiać się na konkretne godziny, a teraz samej sobie zapewniła drobnego pikachu. Machnęła ręką, żeby zamówić sobie pierwszego drinka. Czas zacząć go sączyć, by wprawić się w lepszy humor. Opowieści z ust młodej rezydentki mogły wydawać się wręcz szalone. Tak wiele ciekawych wydarzeń wydarzyło się, odkąd trafiła do Toronto.
— Czeeeść Cath — rzuciła, kiedy tylko ją zobaczyła. Zaraz uniosła dłoń, by pomachać. Blondynka nawet stała, żeby przytulić się do kumpeli na przywitanie. Szybko wróciła do stolika dwuosobowego i aż uśmiechnęła się szerzej. Babska noc z kimś, kogo znała. Idealnie — przyszłam wcześniej, bo kazali mi wyjść wcześniej z dyżuru — nieprawda, pomyliła godziny, ale zaraz słomeczką ciągnęła sobie drineczka — Jezu, nie ma nic lepszego na świecie niż tequila sunrise — stwierdziła, wzdychając ciężko. Sok pomarańczowy, limonka potrafiły poprawić jej każdy dzień. Może skoro była tu już z Cath, to wróci imprezowa Ajwi?
— Musisz sprawić, żebym została Ivy trzeciego drinka, jak mam Ci się zwierzać — zaśmiała się pod nosem, w końcu wiele mogłaby opowiadać. Buzia by się jej normalnie nie zamykała, ale dalej miała odrobinę dystansu w stosunku do Bennett. Była jej brata. Jakby zareagował, wiedząc, że się umawiają na drinka? Zwłaszcza że sam niedawno nie wiedział o ich obecności.
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Zamierzała martwić się tym jednak potem. Tego wieczoru miała zamiar usiąść na spokojnie z siostrą swojego byłego (?) chłopaka i po prostu porozmawiać.
- Cześć Ivy. Szybko zaczynasz - przywitała się z dziewczyną i uścisnęła ją krótko. Zabawne: niby spotykały się drugi raz po latach, a miała wrażenie jakby to było wczoraj i nie czuła większego skrępowania. Lubiła dotyk, nie mogła powiedzieć, że nie ale sama rzadko kiedy inicjowała go sama. Może też dlatego tak bardzo go pragnęła.
- Nudny, spokojny dyżur?- zagadnęła, po powrocie z baru. Nie korcił ją alkohol, ale czasem chciała poczuć smak drinka. No i musiała zawsze na wszelki wypadek być trzeźwa. Dlatego też tego wieczoru jej wybór padł na bezalkoholowe sex on the beach.
- Polemizowałabym. Jakoś nie jestem aż tak wielką fanką tequili - oznajmiła. Nigdy nie przemawiał do niej ten trunek. Inną sprawą było, że przez ostatnie dziesięć lat na palcach jednej dłoni mogła policzyć ile razy faktycznie piła. A przynajmniej piła coś innego niż okazjonalne wino lub piwo.
- Jeśli tak stawiasz sprawę to nie pozostaje mi nic innego jak postawić ci przynajmniej jednego drinka - oznajmiła, pociągając przez słomkę swój napój. Uwielbiała to - smak, ale bez konsekwencji następnego dnia. No i miała towarzystwo - to też robiło robotę. Mogła mieć tylko nadzieję, że pomiędzy nimi nie będzie niezręcznie przez to, że kiedyś chodziła z bratem blondynki. Catherine potrafiła oddzielić grubą kreską relacje pomiędzy nią a Davidem z tymi pomiędzy nią a Ivy. Była ciekawa czy dziewczyna naprzeciwko niej też to potrafi czy spotkanie będzie z gatunku tych cholernie niezręcznych. - Opowiadaj co u ciebie ciekawego i mniej ciekawego też - powiedziała bardziej aby zacząć rozmowę niż cokolwiek innego. Odchyliła się do tyłu i oparła plecy o mebel, rozkładając się wygodnie i kierując całą swoją uwagę na Ivy.
Ivy Harrison
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— A na co mam czekać Cath? — spytała, unosząc do góry jedną ze swoich. Na jej ustach wymalował się szeroki uśmiech. Dyżur, Dante, Charlie sama nie wiedziała, co bardziej nie było w stanie wyjść z jej myśli. Było tego zdecydowanie zbyt wiele i było za bardzo skomplikowane nawet jak na nią — długi, męczący i w ogóle nienudny. Walka o życie nigdy nie jest nudna — przede wszystkim wymagający fizycznie. Przy tak intensywnych dyżurach jej ciało ogarniało totalną bezsilność — tym razem przynajmniej nikt nie umarł — niestety, bywały takie dni. Straciła kilku pacjentów, a dalej nie potrafiła się do tego przyzwyczaić. Ufali im jako lekarzom, ale choćby próbowali zrobić wszystko, co byliby w stanie, czasem się to nie udawało.
— A jaki alkohol lubisz pić? O ile jest coś takiego — pamiętała, że Bennett nie piła alkoholu. Tylko wcześniej nie miała odwagi, by spytać oto dlaczego. Spotkały się w barze, to naturalne byłoby pić, ale nikogo zmuszać nie będzie. Rozumiała abstynencję.
— Wstrzymaj się rycerzu — zaśmiała się, słysząc o opowiadaniu o jej życiu. Chwyciła szklankę, upijając z niej połowę drinka. O pracy mogła rozmawiać, ale prawdziwe problemy, które ją dotykały, dotyczyły jej rodziny oraz mężczyzn. Do tego potrzebowała alkoholu, sporo alkoholu — może jestem rezydentką, ale sama za siebie płacę — stwierdziła, uśmiechając się niewinnie i uniosła trzy palce ku górze — trzy drinki Catherine — właściwie już dwa. Dopiła szklankę do końca, a sama poprosiła o kolejnego drinka barmana — nikogo tu nie znam, a chyba potrzebuję, by ktoś ze mną porozmawiał — westchnęła finalnie. Alkohol szybko rozplątywał jej język. Wydawało się to kwestią czasu, aż zacznie mówić na prawo i lewo, kiedy znikną jej jakiekolwiek ograniczenia — powiedz mi, co robisz, jak Ci się układa — uniosła delikatnie kąciki ust — ty wiesz, że próbuje zostać lekarzem specjalistą, a ja o obecnej Cath praktycznie nic — potrzebowała dostać odrobinę informacji, by móc swobodnie się w nich poruszać. Na pewno nie tylko ona miała problemy.
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Nigdy nie przestanę podziwiać lekarzy za to, że potrafią ratować cudze życie w kryzysowych sytuacjach tak jak inni pieką chleb. Wiesz - jakby to była normalna i codzienna rzecz - pokręciła głową. Nie wyobrażała sobie siebie w tym zawodzie - prędzej by się załamała tracąc pacjenta niż mogła nad tym przejść do porządku zwykłego dnia. Zjadłyby chyba ją wyrzuty sumienia i cichy głosik mówiący, że zawiodła albo że mogła zrobić coś lepiej. Czasami uważała, że ten zawód był stworzony dla psychopatów, którzy potrafili się odciąć emocjonalnie i po prostu ruszyć dalej jakby śmierć człowieka była tylko drobną niedogodnością. - To dobrze. Czyli w zasadzie bardzo dobry dzień - uśmiechnęła się. To brzmiało... Dobrze.
Musiała się chwilę zastanowić. W zasadzie jako nastolatka upijała się częściej, ale wtedy nie zwracała uwagi na to co pije. Ważne było aby wprowadzić się w odpowiedni stan, smak pełnił drugorzędną rolę.
- Wino. Mastiha. Ouzo. Chociaż nie pogardzę też dobrym piwem. Staram się jednak być względnie trzeźwa i zazwyczaj się udaje - powiedziała po chwili. W zasadzie te trunki królowały na stołach podczas rodzinnych imprez i były to nieliczne sytuacje, gdy piła jako dorosła. Nigdy nie przepadała za whiskey czy brandy, tak samo mocne alkohole niekoniecznie były jej konikiem. - Ty zakładam, że masz słabość do pomarańczy? Czy źle obstawiam? - spytała zaciekawiona. Była pod wrażeniem, że po zapewne męczącym dyżurze dziewczyna miała chęć jeszcze na integrację i picie. Ona sama była wypoczęta i chyba tylko to powstrzymało ją przed odwołaniem spotkania w ostatniej chwili.
- Nie powstrzymasz tego - przewróciła oczami i uniosła brew widząc jak Ivy pochłania połowę napoju jednym haustem. To było zdecydowanie ciekawe. Tak jakby potrzebowała alkoholu, aby rozwiązał się jej język. Albo potrzebowała czegoś na odwagę. - Ej no! Nie ma szans, bo jak kiedyś zostaniesz milionerką to nie będę mogła ci przypomnieć tej niewielkiej przysługi - uznała i pokazała jej dwa palce uniesione do góry.
- Dwa. Jeden już za tobą - wzruszyła ramionami i spoważniała po jej kolejnych słowach, niemal od razu robiąc się czujna i patrząc uważniej na twarz dziewczyny. Jakby chciała w niej znaleźć jakąś wskazówkę. - Znasz mnie. Wiem, że minęło sporo czasu, ale możesz mówić co ci ślina na język przyniesie - powiedziała poważnie i ponownie uniosła brew do góry. Czy to było odwracanie uwagi zamiast wskazania jasno problemu?
- Pracuję od kilku lat jako kelnerka w restauracji dziadków, pomagam im też w zarządzaniu tym całym bajzlem i okazjonalnie ustawiam rodzeństwo do pionu. Okazuje się , że nawet jak brat mi dorósł to nadal mentalnie jest na etapie nastolatka. O - staram się też ogarnąć mieszkanie, chociaż niedługo ilość rzeczy naprawianych na trytytki i taśmę przekroczy wszelkie normy- zażartowała. Nie chciała wspominać o matce, Ivy zapewne już się domyśliła że było źle. Nie miała większej ochoty roztrząsać tego, że ich ojciec wydawał się wycofywać z ich życia w miarę postępu choroby coraz mocniej. Ani wspominać o tych wszystkich bezsennych nocach, gdy dostawała telefon że jest gorzej lub wsłuchiwała się w słaby oddech kobiety, która ją urodziła. - A poza tym nic się nie zmieniło, może tylko trochę dorosłam - powiedziała, stukając pierścionkiem zaręczynowym matki na palcu serdecznym w szkło. - Możesz pytać śmiało o co chcesz. Raczej nie przywykłam do swobodnych rozmów o sobie i nawet nie wiem od czego zacząć - uśmiechnęła się. Wolała odpowiadać niż mówić sama z siebie.
Ivy Harrison