ODPOWIEDZ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Catherine Bennett

Szczerze mówiąc, dawno nie miała tak wymagającego dyżuru. Tylko nie potrafiła do końca stwierdzić z czego ta trudność wynikała. Poprawka, doskonale zdawała sobie sprawę. Przechodząc szpitalnymi korytarzami, wspominała kradzież leków przez Dante. Nie potrafiła wyciągnąć tego z własnej głowy. W głowie miała też jeszcze jeden obraz. Był nim Charlie. Ten opiekujący się nią w windzie, czy w jego samochodzie, choć wyobrażenie o ciasteczkach sprawiało, że po jej ciele przechodziły delikatne dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Uśmiechała się, jadąc windą. Nawet nie wiedziała, kiedy dyżur jej zleciał.
Rozsiadła się w barze, czekając na Catherine. Tylko gdy spojrzała na zegarek, zdała sobie sprawę ze znaczącego problemu. Była zdecydowanie za wcześnie. Ivy była poukładana, lubiła umawiać się na konkretne godziny, a teraz samej sobie zapewniła drobnego pikachu. Machnęła ręką, żeby zamówić sobie pierwszego drinka. Czas zacząć go sączyć, by wprawić się w lepszy humor. Opowieści z ust młodej rezydentki mogły wydawać się wręcz szalone. Tak wiele ciekawych wydarzeń wydarzyło się, odkąd trafiła do Toronto.
Czeeeść Cath — rzuciła, kiedy tylko ją zobaczyła. Zaraz uniosła dłoń, by pomachać. Blondynka nawet stała, żeby przytulić się do kumpeli na przywitanie. Szybko wróciła do stolika dwuosobowego i aż uśmiechnęła się szerzej. Babska noc z kimś, kogo znała. Idealnie — przyszłam wcześniej, bo kazali mi wyjść wcześniej z dyżuru — nieprawda, pomyliła godziny, ale zaraz słomeczką ciągnęła sobie drineczka — Jezu, nie ma nic lepszego na świecie niż tequila sunrise — stwierdziła, wzdychając ciężko. Sok pomarańczowy, limonka potrafiły poprawić jej każdy dzień. Może skoro była tu już z Cath, to wróci imprezowa Ajwi?
Musisz sprawić, żebym została Ivy trzeciego drinka, jak mam Ci się zwierzać — zaśmiała się pod nosem, w końcu wiele mogłaby opowiadać. Buzia by się jej normalnie nie zamykała, ale dalej miała odrobinę dystansu w stosunku do Bennett. Była jej brata. Jakby zareagował, wiedząc, że się umawiają na drinka? Zwłaszcza że sam niedawno nie wiedział o ich obecności.
27 y/o
For good luck!
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Ten dzień był dla Catherine po prostu spokojny. Zero niepokojących akcji w domu, zero skacowanych braci, zero większych problemów w pracy - wszystko działało, klienci byli normalni, a personel nic nie przeskrobał. Większość normalnych ludzi pewnie by się cieszyła z takiego obrotu spraw, ale nie Catherine - ona już aż za dobrze wiedziała, że jeśli było tak pięknie to potem będzie tylko gorzej i gorzej.
Zamierzała martwić się tym jednak potem. Tego wieczoru miała zamiar usiąść na spokojnie z siostrą swojego byłego (?) chłopaka i po prostu porozmawiać.
- Cześć Ivy. Szybko zaczynasz - przywitała się z dziewczyną i uścisnęła ją krótko. Zabawne: niby spotykały się drugi raz po latach, a miała wrażenie jakby to było wczoraj i nie czuła większego skrępowania. Lubiła dotyk, nie mogła powiedzieć, że nie ale sama rzadko kiedy inicjowała go sama. Może też dlatego tak bardzo go pragnęła.
- Nudny, spokojny dyżur?- zagadnęła, po powrocie z baru. Nie korcił ją alkohol, ale czasem chciała poczuć smak drinka. No i musiała zawsze na wszelki wypadek być trzeźwa. Dlatego też tego wieczoru jej wybór padł na bezalkoholowe sex on the beach.
- Polemizowałabym. Jakoś nie jestem aż tak wielką fanką tequili - oznajmiła. Nigdy nie przemawiał do niej ten trunek. Inną sprawą było, że przez ostatnie dziesięć lat na palcach jednej dłoni mogła policzyć ile razy faktycznie piła. A przynajmniej piła coś innego niż okazjonalne wino lub piwo.
- Jeśli tak stawiasz sprawę to nie pozostaje mi nic innego jak postawić ci przynajmniej jednego drinka - oznajmiła, pociągając przez słomkę swój napój. Uwielbiała to - smak, ale bez konsekwencji następnego dnia. No i miała towarzystwo - to też robiło robotę. Mogła mieć tylko nadzieję, że pomiędzy nimi nie będzie niezręcznie przez to, że kiedyś chodziła z bratem blondynki. Catherine potrafiła oddzielić grubą kreską relacje pomiędzy nią a Davidem z tymi pomiędzy nią a Ivy. Była ciekawa czy dziewczyna naprzeciwko niej też to potrafi czy spotkanie będzie z gatunku tych cholernie niezręcznych. - Opowiadaj co u ciebie ciekawego i mniej ciekawego też - powiedziała bardziej aby zacząć rozmowę niż cokolwiek innego. Odchyliła się do tyłu i oparła plecy o mebel, rozkładając się wygodnie i kierując całą swoją uwagę na Ivy.

Ivy Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Catherine Bennett

A na co mam czekać Cath? — spytała, unosząc do góry jedną ze swoich. Na jej ustach wymalował się szeroki uśmiech. Dyżur, Dante, Charlie sama nie wiedziała, co bardziej nie było w stanie wyjść z jej myśli. Było tego zdecydowanie zbyt wiele i było za bardzo skomplikowane nawet jak na nią — długi, męczący i w ogóle nienudny. Walka o życie nigdy nie jest nudna — przede wszystkim wymagający fizycznie. Przy tak intensywnych dyżurach jej ciało ogarniało totalną bezsilność — tym razem przynajmniej nikt nie umarł — niestety, bywały takie dni. Straciła kilku pacjentów, a dalej nie potrafiła się do tego przyzwyczaić. Ufali im jako lekarzom, ale choćby próbowali zrobić wszystko, co byliby w stanie, czasem się to nie udawało.
A jaki alkohol lubisz pić? O ile jest coś takiego — pamiętała, że Bennett nie piła alkoholu. Tylko wcześniej nie miała odwagi, by spytać oto dlaczego. Spotkały się w barze, to naturalne byłoby pić, ale nikogo zmuszać nie będzie. Rozumiała abstynencję.
Wstrzymaj się rycerzu — zaśmiała się, słysząc o opowiadaniu o jej życiu. Chwyciła szklankę, upijając z niej połowę drinka. O pracy mogła rozmawiać, ale prawdziwe problemy, które ją dotykały, dotyczyły jej rodziny oraz mężczyzn. Do tego potrzebowała alkoholu, sporo alkoholu — może jestem rezydentką, ale sama za siebie płacę — stwierdziła, uśmiechając się niewinnie i uniosła trzy palce ku górze — trzy drinki Catherine — właściwie już dwa. Dopiła szklankę do końca, a sama poprosiła o kolejnego drinka barmana — nikogo tu nie znam, a chyba potrzebuję, by ktoś ze mną porozmawiał — westchnęła finalnie. Alkohol szybko rozplątywał jej język. Wydawało się to kwestią czasu, aż zacznie mówić na prawo i lewo, kiedy znikną jej jakiekolwiek ograniczenia — powiedz mi, co robisz, jak Ci się układa — uniosła delikatnie kąciki ust — ty wiesz, że próbuje zostać lekarzem specjalistą, a ja o obecnej Cath praktycznie nic — potrzebowała dostać odrobinę informacji, by móc swobodnie się w nich poruszać. Na pewno nie tylko ona miała problemy.
27 y/o
For good luck!
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

- W sumie punkt dla ciebie - oznajmiła. Nie należała do osób, które byłyby złe za rozpoczynanie imprezy lub picia bez niej. W końcu jeśli ktoś był wcześniej z jakichkolwiek powodów czemu miał siedzieć jak kołek?
- Nigdy nie przestanę podziwiać lekarzy za to, że potrafią ratować cudze życie w kryzysowych sytuacjach tak jak inni pieką chleb. Wiesz - jakby to była normalna i codzienna rzecz - pokręciła głową. Nie wyobrażała sobie siebie w tym zawodzie - prędzej by się załamała tracąc pacjenta niż mogła nad tym przejść do porządku zwykłego dnia. Zjadłyby chyba ją wyrzuty sumienia i cichy głosik mówiący, że zawiodła albo że mogła zrobić coś lepiej. Czasami uważała, że ten zawód był stworzony dla psychopatów, którzy potrafili się odciąć emocjonalnie i po prostu ruszyć dalej jakby śmierć człowieka była tylko drobną niedogodnością. - To dobrze. Czyli w zasadzie bardzo dobry dzień - uśmiechnęła się. To brzmiało... Dobrze.
Musiała się chwilę zastanowić. W zasadzie jako nastolatka upijała się częściej, ale wtedy nie zwracała uwagi na to co pije. Ważne było aby wprowadzić się w odpowiedni stan, smak pełnił drugorzędną rolę.
- Wino. Mastiha. Ouzo. Chociaż nie pogardzę też dobrym piwem. Staram się jednak być względnie trzeźwa i zazwyczaj się udaje - powiedziała po chwili. W zasadzie te trunki królowały na stołach podczas rodzinnych imprez i były to nieliczne sytuacje, gdy piła jako dorosła. Nigdy nie przepadała za whiskey czy brandy, tak samo mocne alkohole niekoniecznie były jej konikiem. - Ty zakładam, że masz słabość do pomarańczy? Czy źle obstawiam? - spytała zaciekawiona. Była pod wrażeniem, że po zapewne męczącym dyżurze dziewczyna miała chęć jeszcze na integrację i picie. Ona sama była wypoczęta i chyba tylko to powstrzymało ją przed odwołaniem spotkania w ostatniej chwili.
- Nie powstrzymasz tego - przewróciła oczami i uniosła brew widząc jak Ivy pochłania połowę napoju jednym haustem. To było zdecydowanie ciekawe. Tak jakby potrzebowała alkoholu, aby rozwiązał się jej język. Albo potrzebowała czegoś na odwagę. - Ej no! Nie ma szans, bo jak kiedyś zostaniesz milionerką to nie będę mogła ci przypomnieć tej niewielkiej przysługi - uznała i pokazała jej dwa palce uniesione do góry.
- Dwa. Jeden już za tobą - wzruszyła ramionami i spoważniała po jej kolejnych słowach, niemal od razu robiąc się czujna i patrząc uważniej na twarz dziewczyny. Jakby chciała w niej znaleźć jakąś wskazówkę. - Znasz mnie. Wiem, że minęło sporo czasu, ale możesz mówić co ci ślina na język przyniesie - powiedziała poważnie i ponownie uniosła brew do góry. Czy to było odwracanie uwagi zamiast wskazania jasno problemu?
- Pracuję od kilku lat jako kelnerka w restauracji dziadków, pomagam im też w zarządzaniu tym całym bajzlem i okazjonalnie ustawiam rodzeństwo do pionu. Okazuje się , że nawet jak brat mi dorósł to nadal mentalnie jest na etapie nastolatka. O - staram się też ogarnąć mieszkanie, chociaż niedługo ilość rzeczy naprawianych na trytytki i taśmę przekroczy wszelkie normy- zażartowała. Nie chciała wspominać o matce, Ivy zapewne już się domyśliła że było źle. Nie miała większej ochoty roztrząsać tego, że ich ojciec wydawał się wycofywać z ich życia w miarę postępu choroby coraz mocniej. Ani wspominać o tych wszystkich bezsennych nocach, gdy dostawała telefon że jest gorzej lub wsłuchiwała się w słaby oddech kobiety, która ją urodziła. - A poza tym nic się nie zmieniło, może tylko trochę dorosłam - powiedziała, stukając pierścionkiem zaręczynowym matki na palcu serdecznym w szkło. - Możesz pytać śmiało o co chcesz. Raczej nie przywykłam do swobodnych rozmów o sobie i nawet nie wiem od czego zacząć - uśmiechnęła się. Wolała odpowiadać niż mówić sama z siebie.

Ivy Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”