-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
Musiał przyznać, że nie spodziewał się własnego dobrego nastroju. Jasne, zawsze lubił spędzać czas ze swoją kaczuszką. Przychodziło mu to naturalnie, kiedy Marcus próbował się im wtrącać. Niektórzy twierdzili, że to nudne imię, pewnie by się z nimi zgodził, gdyby nie znał brata Rowley. Zawsze zjawiał się w najbardziej nieoczekiwanym momencie, kiedy miała go szczerze dosyć. Tylko teraz im nie przerwie. Różne myśli chodziły Prince'owi po głowie.
Czy spodoba się jej niespodzianka?
Ta chyba wybrzmiewała najgłośniej. Nie był na tyle głupi. Widział, że coś ją trapiło. Może był dupkiem, który miał cięty język jak brzytwa. Tylko jedną z najważniejszych zasad, jakie ludzie mu wpoili, było dbanie o swoich. Na swój własny, momentami wręcz patologiczny sposób. Jak w innym razie miałby wytłumaczyć to, co chodziło mu po głowie? Lubił patrzeć na jej uśmiech, słuchać głośnego śmiechu, a kiedy wybrzmiał dzwonek do drzwi, podniósł się leniwie. Czy był gotowy? Pewnie nie, ale czemu miałby stresować się na spotkaniu ze starą znajomą? Siostrą ex-kumpla.
— Dotarłaś kaczuszko — rzucił od razu, otwierając drzwi. Na jego twarzy mimowolnie pojawił się firmowy uśmiech numer siedem — witam w moim pałacu — przepuścił ją w drzwiach. Gdzieś z boku miała uszykowane laczuszki w kaczuszki. Miała się bawić, okej? Nawet ten idiota raz na jakiś czas potrafił się postarać, pokazując coś zaskakującego. Poczekał, aż ściągnie płaszcz i zaprosił ją gestem głowy do środka.
— Powiedziałbym, że zamówiłem dla Ciebie przystojnego masażystę — zaczął całkiem szarmanckim tonem, ale szczerze to nie był ten typ. Prędzej można by z nim kraść konie, niż udać się do luksusowego SPA, czy jeść kolację, patrząc na romantyczny widok — ale byłoby to kłamstwo — dodał od razu, idąc w stronę salonu. Wszystko uszykował. Stół uszykowany prawie jak na imprezę, ale dwuosobową.
— Za to mamy całkiem dobry widok na zachód słońca — no dobra, nawet on raz na jakiś czas potrafił się postarać. Wolał oglądać zachodzące słońce w ciepłym, wygodnym apartamencie, niż na dworze, by dupa się odmroziła. Ale hej, dla niej specjalnie przestawił kanapę — sporo taniego wina — dwa kieliszki z otwieraczem. Tym razem o nim pamiętał, a nie będzie wciskał do środka butelki — hasz — schowany w magicznym pudełeczku — i zamówię dla Ciebie, co tylko będziesz chciała — oparł łokieć o oparcie kanapy, a głowę o dłoń. Wpatrywał się w nią intensywnie i musiał przyznać podobał mu się ten widok. Nelly Rowley siedząca na jego kanapie, wybierająca w głowie danie. Choć nie spodziewał się wyszukanej potrawy, a raczej kebaba.
— Chociaż Kaczki chyba jedzą tylko chleb, co? — parsknął krótko pod nosem. Podpuszczał ją, bo jeszcze jedną niespodziankę miał dla niej uszykowaną, ale to... po pierwszej butelce.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Widząc w telefonie link z adresem jego mieszkania, absolutnie nie wiedziała, czego może się spodziewać. Zrobiła jednak tak jak kazał - ubrała się ładnie. Była to na pewno miła odmiana od wielkich t-shirtów Marcusa, w których zwykła kiedyś chodzić. Teraz nie miała ich komu podkradać.
Prawie punktualnie, o godzinie 20, pojawiła się pod drzwiami wskazanego mieszkania. Zadzwoniła dzwonkiem i poczekała, aż drzwi się otworzą, zaraz witając Williamsa uniesioną do góry butelką wina.
- Dotarłam i to nie z pustymi rękami. Patrz co mam! - powiedziała, ruchem głowy wskazując na etykietę. Musiała przejść się po kilku monopolach, ale znalazła! To samo wino w niebieskiej butelce, które zwykli pić nad rzeką. Wtedy było wyborne (oczywiście patrząc przez pryzmat ich kubków smakowych, bo nadal było to wino za jakieś grosze), więc trzeba było sprawdzić, czy się nie zepsuło.
Weszła do środka i zaraz zrzuciła z ramion płaszcz, oddając go Williamsowi. Zdjęła również kozaki i wtedy jej wzrok spoczął na kapciach w kaczki. Aż parsknęła śmiechem i choć strasznie nie lubiła chodzić w kapciach, to przecież nie mogła zrobić mu przykrości. Założyła je - no zajebiście pasowały do tej białej sukienki - i zachęcona gestem głowy, udała się w głąb mieszkania.
- Och… - westchnęła i wygięła usta w smutną podkówkę, gdy okazało się, że z przystojnego masażysty nici.
- Nono - zacmokała z uznaniem - Spodziewałam się raczej miski chipsów. Zaskakujesz mnie Prince - popatrzyła na bruneta i uśmiechnęła się pięknie, bo naprawdę doceniała to, jak bardzo się postarał, by ją ugościć. Poprawiła sukienkę, która lekko podciągnęła jej się do góry i usiadła na kanapie obok niego. Czuła się swobodnie, więc zaraz wciągnęła nogi na kanapę i przeniosła ciężar na jeden pośladek, podkulając je do boku. Wolałaby po turecku, ale niestety, tym razem nie miała na sobie jeansowych szortów i męskiej koszulki.
- Kaczki nie jedzą chleba - popatrzyła na Prince’a rozbawionym spojrzeniem sugerującym, że gada jakieś głupoty. -Ale z tego co słyszałam, to bardzo lubią burgerki z five guys. Z piklami i musztardą - dodała już nieco poważniej, prawie jakby mówiła coś o zabarwieniu naukowym, a nie swoje preferencje żywieniowe. Oj tak, burger to było coś, co za nią chodziło od kilku dni.
- Ładnie tu masz, wiesz? - powiedziała, rozglądając się po pomieszczeniu. Stylowo, czysto. Może nawet trochę za czysto, jak na faceta, który mieszka sam, ale domyślała się, że dba o to jakaś sprzątaczka. - I ten widok. Zajebisty zachód. Nawet nie chcę wiedzieć ile cię kosztowało załatwienie tego słońca - zażartowała. Miał farta, bo ostatnie dnie niebo było cały czas zasnute chmurami. Aż do dzisiaj.
Prince Williams
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
Zagwizdał, kiedy tylko ją zobaczył. Zdecydowanie powinna ubierać się tak częściej. Nie był w stanie się powstrzymać, niemalże od razu zmierzył ją od stóp do głów wzrokiem, a na twarzy wymalował się zadziorny uśmiech. Kurwa Prince, wpadłeś w całkiem niezłe tarapaty. Nie potrafił odwrócić od niej wzroku, a jedyne co go interesowało, to poznanie każdego fragmentu jej ciała, skrywanym pod tą niebezpiecznie krótką sukienką.
— O wow — wyrwał się nagle z rozmyślań. Sam nie wiedział, czy mówił o niej, czy o butelce wina. Kiedyś oddałby wiele, żeby posmakować smaku jej ust i... chyba nic się nie zmieniło w tym czasie. Zwłaszcza gdy wyglądała... zajebiście. Otworzyłby normalnie usta, ale wyglądałby jak totalny idiota i stulejarz — musiałaś się wykosztować, by znaleźć taki artefakt — zaśmiał się krótko pod nosem, zabierając od niej butelkę wina. I kurna. Dlaczego ona zdejmowała ten płaszczyk? Dlaczego nie zdjęła jeszcze sukienki? Aż nabrał mocno powietrza do płuc, kiedy nie było Marcusa, było trudniej. Czuł to podskórnie.
— Powinnaś zmienić pracę, takie dłonie nie powinny tak mocno pracować — powtórzył raz jeszcze słowa, które kierował do niej przy herbaciarni. Nie potrafił zrozumieć, jak tak delikatna i atrakcyjna kobieta mogła nosić kartony. Nawet on był jej tego nie kazał robić. Wystarczyłoby jednego mrugnięcie okiem, a on już by za nią leciał z wywieszonym językiem — jeżeli liczysz na masaż, to musisz poprosić — zaśmiał się krótko pod nosem, mierzwiąc jej włosy. Okej, nawet on potrafił się ukorzyć przed widokiem atrakcyjnej kobiety. Ile się wstrzymywał przed Marcusem? Może wytwórnia jednak miała rację? Nie musiał trzymać się z typkami z niezbyt legalnymi dochodami, ale wtedy otwierały się inne furtki. Siostry mrocznych typków.
— Potrafię pokazać się z dobrej strony — zaśmiał się cicho, a jego wzrok padł na jej lekko podciągniętą sukienką. Aż chwycił za kocyk i rzucił nią nim. Kolejny głęboki oddech. Kurwa, on jeszcze nic nie wypił, a już zaczynało go nosić. Od tego mógł zacząć, może wtedy inaczej by postrzegał wszystko, co działo się dookoła.
— A to dlaczego? — zagadnął, bo on wbrew pozorom nie znał się na kaczkach. Może przy Rowley dowie się czegoś więcej? Wypadałoby mieć jakąkolwiek wiedzę o kaczkach, wydawały się mu niezwykle interesujące — proszę, zamów i wybierz coś dla mnie — podaj jej swój telefon, by mogła wybrać. On nie do końca się znał. Wytwórnia kazała mu mieć pudełka i na to przystał, ale też nie lubił jeść w domu. W restauracji zawsze mógł kogoś poznać — może jeszcze frytki do tego? — zaśmiał się krótko pod nosem. Wypełniłby nimi usta i nie musiałby wpatrywać się w te jej. Wystarczyło, by usiadł i niemalże czuł, jak atmosfera robi się gęsta.
— Dziękuję, choć bardzo pusto tu mam — parsknął krótko śmiechem i wpatrzył się w to zachodzące słońce — podobno Kaczuszki odlatują w stronę słońca — gówno prawda, właśnie to wymyślił przed chwilą. Prawdziwa cwana bestia z niego była — co powiesz na to, Rowley? — spytał, przechylając delikatnie głowę — odlecisz ode mnie? — nie mógł powstrzymać tego zadziornego uśmiechu na twarzy. Głęboki oddech. Musiał oderwać wzrok od niej. Pochylił się po otwieracz do wina, by znów na nią spojrzeć.
— To za co pijemy, Kaczuszko? — spytał, pokazując ręką na butelki — nooo, tanie, czy drogie? Jak się ceni Kaczuszka we wielkim Toronto? — czekał na jej decyzję, aż uniósł oba kąciki ust ku górze. Dla niego nie było żadnej różnicy. Liczyło się, że była obok.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Och Prince, nie wszystko jest takie proste, jak ci się wydaje - pokręciła głową, nawet się nie łudząc, że rozumie jej sytuację. Pochodzili z dwóch różnych światów i choć mieli trochę wspólnych mianowników, to nadal on był sławnym i uwielbianym raperem, a ona dziewczyną z małego miasteczka, która wychowywała się w patologicznej rodzinie.
- A ty potrafisz w ogóle masować? - zainteresowała się i zamknęła oczy, gdy zmierzwił jej włosy. Skoro chciał ją już zmusić do proszenia, to najpierw musiała wiedzieć, czy się opłacało. Ciepłe dłonie na jej obolałych lędźwiach brzmiały zachęcająco, ale nie zaszkodziło zapytać i zaczepnie pociągnąć go za język. Zresztą, Nelly żyła w przekonaniu, że może się po Williamsie spodziewać wszystkiego, więc może i miał umiejętności w kojeniu obolałych mięśni? Już raz ją dzisiaj przecież zaskoczył, tak pięknie przygotowując salon na jej przyjście. Pokiwała głową i już miała odpowiedzieć, gdy dostała kocykiem.
- Jak mam to zinterpretować? - zapytała z uniesioną brwią, biorąc kocyk w dłonie i odkładając na bok. Martwił się, że będzie jej zimno? Och, mieli wystarczająco dużo wina, żeby do tego nie dopuścić!
- Bo puchną im brzuchy - odparła z dużym uproszczeniem na jego pytanie. Tym razem nie mówiła absolutnie o sobie, bo przecież Nelly uwielbiała wszystko, co zawierało gluten. Ale za to zdanie o burgerkach dotyczyło już bezpośrednio jej, więc ucieszyła się, gdy Prince przystał na jej propozycję. Wzięła od niego telefon i zaczęła przeglądać menu. Właściwie nie musiała nawet tego robić, bo znała je chyba na pamięć, ale wolała się upewnić, czy nie ma jakichś nowości.
- W porządku! Tooo… Dwa burgery… Albo nie! Cheeseburgery! Do tego musztarda, pikle… Pomidor? - podniosła wzrok znad telefonu i popatrzyła na Prince’a, szukając potwierdzenia. - No i frytki! Wezmę nam jedne na spółę, bo mają strasznie duże porcje. Bo podzielisz się ze mną, co? - zapytała zaczepnie, oddając mężczyźnie telefon. Zostało wpisać adres i inne duperele, a ona to nie miała pamięci do takich rzeczy i już nawet nie pamiętała ani ulicy, ani numeru budynku.
Zaraz parsknęła śmiechem, na ten tekst o zachodzie słońca. Co za głupota! Jeszcze trochę i będzie wisiał jej botoks, bo porobią jej się zmarszczki od tego cieszenia mordki.
- Póki co, to do ciebie przyleciałam - odpowiedziała, zgodnie z prawdą zresztą. I nie uśmiechaj się tak ładnie, bo jeszcze na ciebie polecę.
Dobrze, że nie potrafił czytać w myślach, a ona była, póki co, trzeźwiutka i potrafiła się jeszcze w porę ugryźć w język. Ale to miało się zaraz zmienić.
- Jestem fatalna we wznoszeniu toastów… Za stare, dobre czasy i za te nowe, jeszcze lepsze - powiedziała po chwili zastanowienia, choć jak dla niej, to nie musieli mieć żadnego powodu. - Oczywiście, że tanie! Dawaj to moje, jestem ciekawa jego smaku, a potem to i tak wszystkie będą smakować tak samo - no bo przecież na darmo za nim nie latała po mieście!
Cierpliwie poczekała, aż Prince upora się z korkiem i rozleje trunek do kieliszków. Gdy podał jej jeden z nich, to zakręciła nim w kółko i powąchała opary. No, śmierdziało tak samo jak kiedyś. Ona też żadnym znawcą nie była, a wina klasyfikowała raczej jako dobre i te, które pije się jako drugie. Te drugie można było równie dobrze zalać jakąś pulpą mango, ale może to był pomysł na kolejny raz.
- Zdrówko! - wystawiła kieliszek w stronę bruneta, by się z nim stuknąć i upiła łyczek. Szybko w reakcji zmarszczyła nos, ale jeszcze nic nie powiedziała, spoglądając na Williamsa i wyczekując jego reakcji. - Jak oceniasz? - spytała, zaraz upijając jeszcze trochę, by upewnić się w swoim osądzie.
Prince Williams
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
— A jakie ma być? — zaraz przechylił głowę, spoglądając na nią badawczo. Dla niego sprawa wydawała się być dziecinnie prosta. Prince miał to, co chciał. Nigdy nie rozumiał innych ludzi. Rodzice pracowali w bardzo dobrze zarabiających zawodach, a on spijał sukcesy jego rodziców. Jasne, mógł ciężko pracować jako artysta, ale to też przez wzgląd na poduszkę finansową, jaką mu przygotowali — mówiłem poważnie... z tą ofertą Nelly — wtedy na tamtym krawężniku. Wbił w nią intensywne spojrzenie. Mogliby wtedy widywać się częściej, zabierałby ją ze sobą na imprezy i dałby jej zachłysnąć się na jego życiem — jako jedna z nielicznych potrafisz mnie spacyfikować i otrzeźwić sokiem pomarańczowym — zaśmiał się krótko pod nosem. Kumple, czy jego ekipa pewnie wcisnęłaby mu piwo. Idealne na utrzymanie procentów na odpowiednio wysokim poziomie. Pod tym i wieloma względami Nelly była dla wyjątkowa.
— Moje dłonie potrafią zdziałać cuda, Kaczuszko — parsknął śmiechem, puszczając jej oczko. Nie, nie miał na myśli masażu, ale przesunął się bliżej niej, a dłoń ułożył na jej karku — poczuj to — mruknął, robiąc opuszkami palców delikatne kółka na jej karku. Później zsunął je na jej ramiona, by delikatnie je ugniatać. Miał w sobie coś z dżentelmena, chociaż bardzo często wolał ukrywać to przed innymi ludźmi.
— Nie torturuj mnie takim widokiem — mruknął, wywracając teatralnie oczyma. Odsunął się znów. To nie tak, że nie chciał oglądać jej nóg. Właśnie cholernie chciał to zrobić. Zbadać językiem całe jej ciało, a gdy tak siedziała blisko niego, już chciał delikatnie po nią sięgnąć — bo nie spojrzę na zachodzące słońce — szczerze nie obchodziło go żadne słońce, kiedy miał na wyciągnięcie dłoni gorącą kobietę. Mógłby się schylić, by poczuć zapach jej delikatnych perfum. Rowley zawsze miała coś w sobie, a teraz jeszcze mocniej to doświadczał. Był wolny, prawda? Marcus nie wyskoczy im zza firanki, przerywając w najlepszym momencie.
— Naprawdę? — spytał szczerze zdziwiony. Lubił kaczki, nawet lubił je dokarmiać, a teraz okazało się, że został wielkim chujem. Nie tego się spodziewał po wieczorze z Nelly — czyli tylko kurwy karmią ptaki — mruknął pod nosem, a w głowie już leciała mu piosenka. Może ku chwale jego ukochanej kaczuszki powinien nagrać taką piosenkę? Aż chwycił za telefon i zaczął na nim coś wypisywać.
— Spokojnie Kaczuszko, cokolwiek wybierzesz będę zadowolony — parsknął, widząc jej zadowolenie. Z uśmiechem było jej do twarzy, kiedy tak się w nią wpatrywał, zauważył jeden niesforny kosmyk brązowych włosów. Chwilę się tak w nią wpatrywał, by założyć jej go za ucho — normalnie się nie dzielę — Prince był jak Joey z friends, nie dzielił się jedzeniem — ale dla ciebie zrobię wyjątek — bo ile mogłaby zjeść urocza Rowley? Spodziewał się wielkiego burgera, który nie będzie mieścił się w jej dłoniach. Kiedy odzyskał telefon, zapłacił za zamówienie blikiem i zostało im tylko czekać.
— Dobrze, że nie mnie — przelecieć go — znaczy co? — zaśmiał się, rozglądając się po pokoju jak idiota — słyszałaś coś, Kaczuszko? — dopytał, rozglądając się po całym pomieszczeniu. Nikogo innego tu nie było, a on wcale nie powiedział tych słów. Zgrywał typowego idiotę, ale przy niej nie potrafił się powstrzymać.
— Na pewno nie będzie tak dobre jak nasze wspomnienia — ohydnie wspominał ten smak — za stare wspomnienia — powtórzył raz jeszcze za nią. Całkiem idealny toast, jak na kogoś, kto nie potrafił ich wypowiadać. Może miała w sobie coś, co umożliwiłoby jej działanie w branży kreatywnej? Szybko uporał się z korkociągiem, rozlewając dla nich porcję alkoholu.
— Zdrówko — stuknął się z nią kieliszkiem — i za przypadkowe spotkania — dodał, upijając pierwszy łyk — wspomnienia były zdecydowanie lepsze — odparł praktycznie od razu i się skrzywił. Tanie wino było dobre, bo tanie. Sięgnął jeszcze raz do kieliszka, by wypić pozostałą zawartość duszkiem. Miało trzepać, a nie smakować, podobnie jak wódka — chociaż towarzystwo się nie zmieniło — zaśmiał się krótko pod nosem. Chwycił za butelkę i nalał sobie kieliszek do pełna. To szybko musiało zniknąć, smakować będzie tych przygotowanych specjalnie dla niej.
— Może zagramy? Jedna prawda, dwa kłamstwa, znasz? — zaproponował, bo musieli jakoś się sobą zająć, aż do przyjechania jedzenia.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- To jest super propozycja, naprawdę… Ale pewnie z nikim jeszcze o tym nie gadałeś, a ja nie chce sobie robić nadziei - odpowiedziała. Bo to, że Prince miał plan to jedno, ale to chyba nic nie znaczyło? Nie była pewna. Nie znała się na jego branży, nie wiedziała, kto podejmuje decyzje i czy Williams miał rzeczywisty wpływ.
Uśmiechnęła się, bo nie wątpiła, że ręce Prince potrafiły działać cuda, tylko nadal nie była pewna, czy umiały również masować. Na szczęście szybko postanowił jej to udowodnić, a ona oczywiście nie protestowała. Przymknęła nawet oczy, delektując się jego dotykiem, bo tak, było to cholernie przyjemne. Nie wiedziała co bardziej - masaż, czy jego dłonie na jej skórze?
- Czuje, tylko wiesz co? Zamiast karku bolą mnie lędźwie, o tu - pokazała mu ręką dokładne miejsce, tuż nad pośladkami. - Tutaj też potrafisz zdziałać cuda, czy zakres cudotwórstwa kończy się na karku i ramionach? - zapytała zaczepnie, oglądając się przez ramię do tyłu, by uchwycić jego spojrzenie. Tak, trochę się droczyła, ale tak poza tym, to serio ją tutaj bolało! Nie kłamię!
- A czego się spodziewałeś po tym, jak kazałeś mi założyć coś ładnego? - parsknęła z rozbawieniem w reakcji na słowa o torturowaniu. Niczego nie żałowała. Trzeba przyznać, że nawet łechtało jej to trochę ego, bo to była tylko biała, obcisła sukienka. Nie odsłaniała nawet dekoltu, a mimo to działała na wyobraźnię. Wybornie.
Pokręciła z rozbawieniem głową na tekst o tym, że tylko chuje karmią kaczki. No coś w tym było, oczywiście jeśli o chleb chodziło. Bo ją mógł karmić do woli, choć akurat pod tym względem Nelly była dość ekonomiczna - jadła raczej małe porcje, no, chyba że przyszła jej do głowy jakaś zachcianka, jak te burgery z live guys.
Przez chwilę wpatrywała się w ciemne oczy Prince’a, szczerze powiedziawszy, nie mogąc się oderwać i nawet wstrzymała na sekundę powietrze, gdy jego ręka powędrowała do przodu, by zgarnąć za ucho kosmyk jej włosów. Przypadkowo musnął opuszkami palców jej policzek i to wystarczyło, by całkowicie zapomniała o jedzeniu. Przynajmniej na moment.
- Dobrze, że nie ciebie? - powtórzyła jego słowa z uniesioną brwią. Zaraz przekrzywiła głowę - Mam rozumieć, że byś nie chciał? - zapytała, kompletnie ignorując jego próbę odwrócenia uwagi. Odpowiedź sama nasuwała jej się na usta, ale chciała go trochę pociągnąć za język i sprawdzić, jak wybrnie.
Zaśmiała się w reakcji na skwaszoną minę Prince. Była to pocieszające, że podzielał jej zdanie, choć ona zdawała się lepiej znieść tę kwasotę.
- Nooo ja też pamiętałam je jakoś lepiej - przyznała, biorąc jeszcze łyczka, by się upewnić w tym osądzie. Tak, było paskudne.
- Tak! Uwielbiam tę grę, gramy! - zaaprobowała pomysł Prince’a. - Dobra, to ja zaczynam hmmm - zaczęła myśleć nad swoimi odpowiedziami, w międzyczasie upijając z kieliszka jeszcze trochę wina. - Słuchaj tego. Kiedyś chciałam w kinie iść do toalety, ale pomyliłam drzwi i wyszłam z kina. Nie mogłam wrócić, bo moja koleżanka miała nasze bilety, a telefon zostawiłam w torebce. Dwa. Marcus lubił mi dokuczać i postanowiłam się zemścić, więc dosypywałam mu do wszystkiego ekstra sól. Pod koniec nawet trochę się przestraszył, bo wmówiłam mu, że to jakaś ciężka choroba. Trzy. Zjadłam krewetkę w pancerzyku, razem z nóżkami i ogonkiem, bo nikt mi nie powiedział, że się je obiera. No, zgaduj - wyrecytowała wszystko i zaczęła z zaciekawieniem przyglądać się Prince’owi.
- Nie, czekaj, stop! Najpierw musimy wybrać jakąś nagrodę dla zwycięzcy. Tooooo… Jak wygram, to spróbujesz mi rozmasować te lędźwie, deal?
Prince Williams
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiShe/hertyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzyszłypostaćautor
Spojrzał na nią poważnym wzrokiem, zastanawiając się, co powinien jej powiedzieć. Dla kobiet, które znał i szanował, potrafił zachowywać się po ludzku. Choć ich relacja była raczej przelotna, to ile by kiedyś dał, żeby nie była siostrą Marcusa. Trochę nie wyobrażał sobie jej pracy w herbaciarni.
— Jakbym spytał — zaczął nagle, przyglądając się w nią wręcz badawczo — to byś ją przyjęła? — uniósł ku górze swoje brwi, wyczekiwał od niej odpowiedzi. Jedna rzecz wydawała się go jeszcze bardziej zastanawiać — wytrzymałabyś tyle ze mną? — nie od dziś zdawała sobie sprawę z jego specyficznego trybu życia. Był prawdziwym utrapieniem. Głośnym imprezowiczem, nie przejmującym się żadnymi nakazami i zakazami. Może przy Nelly był odrobinę spokojniejszy, ale dalej był wręcz nie do zatrzymania.
— To byś musiała się położyć — mruknął, przesuwając dłoń delikatnie w stronę lędźwi i naciskając na nie. Szukał miejsca, w którym była spięta. Tyle razy sam chodził do masażystek, że postanowił wziąć od nich kiedyś szybki kurs... specjalnie dla takich chwil i dla tak wyjątkowych osób — zakres mojego cudotwórstwa dotyczy każdej części twojego ciała — mruknął niskim głosem, a na twarzy malował mu się zadziorny uśmiech. Mógłby zbadać każdy, najmniejszy kawałek jej ciała. Nie tylko rękoma, ale też ustami, zostawiając po swojej podróży drobne, widoczne ślady.
— Krótko i sexy — odparł bez głębszego zastanowienia — właściwie się zgadza, masz mnie — mruknął, unosząc ku górze dłonie. Zdecydowanie miała go teraz, wszystko było na odpowiednim miejscu, tylko nie spodziewał się, że będzie wyglądała aż tak dobrze — chociaż pytanie brzmi, czy nie próbujesz mnie specjalnie sprowokować? — dopytał, przechylając delikatnie głowę i czekając na jej reakcję. Była piękna. Tak zwyczajnie po ludzku piękna, nie mógł nie patrzeć na nią. Piękne, pełne usta praktycznie na wyciągnięcie ręki. Tyle wieczorów zastanawiał się, jak mogłyby smakować. Może w końcu się tego dowie?
— Dobrze, żebyś wpierw rzuciła się na burgera— próbował zmienić temat, był w tym wręcz idealny. Jedna luźno rzucona informacja, a on mógłby kontynuować ją w nieskończoność bez zamykania ani przez moment mordy — a na mnie... — mruknął, w końcu czując, że zaczyna się pogrążać. Cholera, szybko potrafiła łapać go za słowa. Zyskała jakąś super moc, znajdując się w Toronto? Nie, zawsze taka była i to lubił w niej najbardziej — może potem, o ile Marcus nam nie przeszkodzi — mruknął, machając ręką, by skończyła ten temat. Czuł, jakby chodził po cienkim lodzie, bo owszem, miał do niej słabość. Tylko nie chciał wyjść na totalnego durnia.
— Tu chodzi o towarzystwo chyba, a niekoniecznie o alkohol — stwierdził, dopijając kieliszek do końca. Jako dżentelmen postanowił szybko skończyć butelkę. Mieli bardziej odpowiedni alkohol i nie znajdowali się nad rzeką. Wraz z miastem ich poziom życia wydawał się za każdym razem wzrastać.
— O cholera, teraz to dałaś do pieca — zaśmiał się, słuchając jej opowieści. Momentami przyłapywał siebie na tym, że coraz bardziej się skupiał. Zmieniła się przez ten czas, kiedy się nie widzieli. Teraz wydawała się być jeszcze piękniejsza. Cholera, Nelly nie była Kaczuszką, była winem z najlepszej, luksusowej winiarni. Wraz z wiekiem stawała się jeszcze lepsza, aż chciałoby się zaśpiewać piję wino z moją dziewczyną. Tylko nią nie była, za to Kaczuszką pozostanie na zawsze.
— Jak wygram, zabieram Cię na randkę — stwierdził zawadiacko, unosząc jeden z kącików ust. Musiał to zrobić, było to wręcz silniejsze od niego — deal — masaż, lub randka? Czy zależało mu na wygranie? Tak całkiem szczerze to niezbyt — dwójka — szczerze mógłby postawić na wszystko. Nelly miała w sobie odrobinę zadziorności, by utrudnić bratu życie — za przegraną rundy pije się połowę kieliszka — na trzeźwo tu siedzieć nie będą. Może wtedy ich niewinna gra będzie miała w sobie delikatne iskry.
— No to zaczynamy moja droga... — klasnął dłonie, zastanawiając się nad historiami, które mógł je podarować — w szkole wygrałem debatę w sprawie legalności haszu jeszcze przed jej legalizacją. Pewnego uroczego dnia przebiegłem bieg na dziesięć kilometrów i co kilometr paliłem szluga, a ostatnie... najdziwniejszą rzeczą, jaką zjadłem były bycze jądra — najgorsze we Williamsie wydawało się to, że wszystko z nim było możliwe.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Jakbyś spytał - przekrzywiła głowę - To bym się nad tym zastanowiła… I myślę, że mogłoby być ciężko, ale jestem gotowa podjąć to ryzyko - dodała, na koniec nie potrafiąc już dłużej ukrywać swojego rozbawienia. Chyba do końca nadal nie wierzyła, że taka propozycja spadła jej z nieba, ale póki co podchodziła do tego bardzo chłodno i nie dawała ponieść się ekscytacji. Już się wielokrotnie w życiu przekonała, że nie warto było chwalić dnia przed zachodem słońca i tak samo zachwycać się propozycjami, które zostały nonszalancko wplecione pomiędzy dwa inne zdania.
Aż się spięła, gdy Prince ucisnął miejsce na lędźwiach, które jej dokuczało. Być może nie bolało tak, że nie mogła funkcjonować, ale było to z pewnością mało komfortowe i tak, masaż zdecydowanie mógłby tutaj pomóc. Niestety Williams miał racje, musiałaby się położyć, a przecież ledwo zdążyła zdjąć płaszcz. Zaraz pacnęła go dłonią w klatkę, kręcąc z rozbawieniem głową. Chętnie by sprawdziła, czy zakres jego cudotwórstwa faktycznie był aż taki szeroki, ale przecież mu tego nie przyzna. W porę ugryzła się w język, uciekając do pięknie przygotowanego salonu, gdzie szybko się okazało, że atmosfera wcale nie miała zelżeć.
- Nawet jeżeli tak, to i tak ci tego nie powiem - wzruszyła ramionami. To było oczywiste, że wybierając outfit na dzisiejsze spotkanie chciała mu się podobać. W innym przypadku założyłaby jakieś workowate ciuchy, spod których nie wystawałby jej nawet skrawek nagiego ciała. Zaraz jednak uśmiechnęła się, trochę tajemniczo, trochę zaczepnie, ale ten uśmiech nie trwał długo, bo zaśmiała się na słowa o burgerze, ukazując ząbki.
- O burgera nie musisz się martwić… O Marcusa też chyba nie, chociaż kto wie? - popatrzyła na Prince’a wyraźnie się nad czymś zastanawiając. - Powiedz mi Prince, przyjeżdżałeś do Port Hope dla niego… czy dla mnie? - rzuciła zaczepnie. Pewnie gdyby siedział odrobinę bliżej, to jeszcze szturchnęłaby go łokciem w żebra. Tak, tak - wiedziała, że się ziomkowali, ale żaden inny przyjaciel Marcusa nie chodził z nią nad rzekę sam na sam, by pić tanie wino i oglądać kaczki.
Dobrze, że zaczęli grać w tę głupią grę, bo zdecydowanie potrzebowała zająć czymś myśli.
- Na randkę? - uniosła brew, ściągając usta w dziubek i udając, że się zastanawia. - Umowa stoi - zaaprobowała po chwili i gdy Prince obstawił, która z jej historii jest prawdziwa, parsknęła śmiechem.
- Naaah, Marcus wpieprza tyle soli, że musiałabym mu dosypać chyba całą solniczkę, żeby się zorientował, że coś jest nie halo. Zjadłam krewetkę razem z pancerzem, ale miałam 15 lat, okej? Nie oceniaj mnie - aż się biedna skrzywiła na to wspomnienie, bo skorupiak jeszcze długo po stał jej w gardle. Wskazała podbródkiem na kieliszek z winem, ale chyba do wypicia kary nie trzeba było go szczególnie namawiać.
- Kurczę, wszystkie historie mi do ciebie pasują, ale… Stawiam na debatę - zmrużyła lekko oczy, czekając na odpowiedź.
- Dobra to teraz tak… W szkole wkleiłam koleżance gumę we włosy, bo śmiała się z mojej koszulki z jednorożcem. Kiedyś usnęłam w autobusie nocnym, przejechałam calutką pętlę i obudziłam się, gdy był w tym samym miejscu, co wsiadałam. Huśtawka na placu zabaw walnęła mnie w czoło i starsze dzieci wmówiły mi, że od jedzenia trawy znikają siniaki, a ja się turbo bałam rekcji mojej mamy…
Prince Williams