-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Poza tym Zaylee była zdania, że samo miejsce było już wystarczająco piękne ze względy na jezioro i wszechobecną zieleń. W takiej scenerii trudno było coś zepsuć.
— Oczywiście — menadżerka obiektu sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła niewielki notes, po czym otworzyła go na jednej z pustych stron. Szybko, ale starannie zaczęła zapisywać wszystkie najważniejsze informacje, od czasu do czasu kiwając lekko głową, jakby porządkowała w myślach kolejne szczegóły. — Możemy przygotować trzy różne aranżacje do wyboru — dodała po chwili, przesuwając długopisem po kartce. — Wszystkie będą utrzymane w minimalistycznym stylu, żeby nie przytłoczyć samego miejsca. Różnice będą raczej subtelne, na przykład w doborze kwiatów, oświetlenia czy tkanin — na moment uniosła wzrok znad notesu. — Jedna może być bardziej naturalna, z przewagą zieleni i prostych akcentów. Druga delikatnie rozjaśniona światłem i jasnymi materiałami. Trzecia natomiast trochę bardziej uporządkowana i elegancka, ale nadal bardzo oszczędna w formie — zamknęła notes i schowała go z powrotem do kieszeni. — Dzięki temu łatwiej będzie zdecydować, która z wersji najlepiej podkreśli klimat tego miejsca.
Wszystko, co powiedziała, miało sens. Miller chciałaby się do czegoś przyczepić, ale na razie nawet nie mogła. Może dopierdoli się przynajmniej przy wyborze aranżacji, tak dla samej zasady. Chyba naprawdę udało im się znaleźć idealne miejsce z porządną, konkretną obsługą. Nikt nie starał wciskać im kitu i bezpodstawnie naciągać.
— Brzmi rozsądnie — pokiwała głową i spojrzała na Evinę. Od razu potrafiła wyczytać z jej twarzy, że narzeczona jest podobnego zdania. — Chyba możemy po prostu dopełnić formalności? — upewniła się, bo na pewno będą musiały wpłacić jakąś część kwoty, żeby mieć stuprocentową pewność, że nikt już nie uprzedzi ich z wynajmem miejscówki.
Wszystkie detale będą mogły dopiąć już później. Tutaj z pewnością przydałby się estetyczny zmysł młodszej siostry Zaylee, która będzie mieć swój wkład w wyborze aranżacji. To akurat teraz wydawało się najmniej istotne. Miller dalej podtrzymywała, że niewiele trzeba, aby podkreślić urok całego otoczenia.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miejsce miało w sobie na tyle dużo uroku, że bez problemu mogło się samo obronić. Zbyt wiele ozdób jedynie zepsułoby efekt i zagraciło widok. Im mniej tym lepiej. Miały nadzieję, że Wentworth zrozumie je doskonale i faktycznie uda jej się wpasować w ich gusta, gdy tylko zacznie już planować to jak właściwie wszystko powinno być urządzone na ich wielki dzień.
- Brzmi sensownie. Myślę, że lepiej nam będzie zdecydować czego chcemy jak już zobaczymy jakiś projekt - odpowiedziała, bo do tej pory miały spory problem ze zwizualizowaniem sobie tego, czego naprawdę pragnęły.
Mając przed sobą przygotowane przez kobietę propozycje z całą pewnością zobaczą, co im się podoba, a czego chętnie by się pozbyły. Przynajmniej nakieruje je to w odpowiednią stronę i może powinny już zacząć się modlić o to, aby jednak pracownicy wykazali się odpowiednią cierpliwością, co do wszelkich zastrzeżeń jakie mogłyby wystosować.
- Tak sądzę. Jesteśmy gotowe uiścić zaliczkę i umówić się na dalsze omawianie szczegółów. Nie ukrywamy, że mamy dosyć napięty grafik, więc czasami ciężko wyrwać nam się z Toronto, więc pewnie sporo kwestii chciałybyśmy w miarę możliwości załatwić zdalnie - zapowiedziała, bo na pewno żadna z nich nie chciała specjalnie fatygować się za miasto tylko po to, aby odbyć spotkanie, które równie dobrze mogło być mailem.
Były gotowe na to, aby uiścić część kwoty już teraz. W końcu nastawiały się na to, że jednak zdecydują się na tę lokalizację. Nie chciały, aby ktoś zgarnął im termin sprzed nosa. Miały już i tak wystarczająco mało czasu na to, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Wiedziała, że im mniej go miały tym więcej stresu się pojawi. Zwłaszcza jeśli chodziło o Zaylee czyli chodzącą definicję perfekcjonizmu.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dokładnie. Jeśli zobaczymy wstępny projekt, dużo łatwiej będzie nam powiedzieć co działa, a co ewentualnie wymaga drobnych zmian — skinęła głową, a Clara od razu uwzględniła to w swoich zapiskach.
Nie brzmiały przy tym wymagająco, raczej rzeczowo i konkretnie. Zaylee od dawna była przyzwyczajona do organizowania różnych spraw. Dopinania plany, pilnowała terminów i dbała o to, żeby wszystko przebiegało zgodnie z harmonogramem. W gruncie rzeczy ta cała formalna część wcale jej nie stresowała. Wręcz przeciwnie, czuła coś na kształt satysfakcji z tego, że rozmowa w końcu przestaje krążyć wokół ogólników.
Gdy Evina wspomniała o zaliczce, Miller sięgnęła do torebki po telefon. Odruchowo zerknęła na kalendarz, choć doskonale wiedziała, jak wygląda jej grafik na najbliższe dni. To był raczej nawyk niż realna potrzeba sprawdzania czegokolwiek.
— Oczywiście — tym razem to Wentworth przytaknęła skinieniem głowy. — Do środy wyślę wam kilka wstępnych projektów, żebyście mogły spokojnie się z nimi zapoznać i podjąć decyzję. Nie chcę was ściągać tutaj bez potrzeby. Większość szczegółów możemy dopracować mailowo albo podczas krótkiego wideospotkania — kobiety był uprzejmy i wyrozumiały. Najwyraźniej nie pierwszy raz pracowała w taki sposób, dlatego z łatwością dopasowywała się do potrzeb klientów. W jej głosie nie dało się wyczuć profesjonalną pewność osoby, która wielokrotnie przechodziła już przez podobny proces organizacyjny.
— Świetnie. Preferujecie gotówkę czy przelew? — Zaylee od razu przeszła do następnej kwestii. Dla niej sytuacja była już właściwie jasna. Nie było powodu, żeby spędzać tutaj więcej czasu, niż faktycznie było to konieczne. Altana przecież nagle nie zmieni swoich rozmiarów ani nie zawali się na ich oczach, a bez wspomnianych projektów i tak nie ustalą niczego bardziej szczegółowego. Zresztą zawsze wolała załatwiać sprawy szybko i zwięźle. Rozkładanie organizacji na dziesiątki elementów nie miało większego sensu, skoro i tak zależało im głównie na prostocie. Co innego, gdyby planowały ogromne przyjęcie na dwieście osób z rozbudowaną oprawą, wtedy każda decyzja wymagałaby znacznie więcej czasu i szczegółowych ustaleń.
— Jak najbardziej może być przelew. Będę tylko potrzebowała potwierdzenia. Zapraszam na moment do mojego biura — odpowiedziała Evina, wskazując ręką na niewielką przybudówkę stojącą tuż obok domu gościnnego.
Z zewnątrz budynek wyglądał niepozornie, ale przez uchylone drzwi było widać schludne wnętrze - biurko zasłane dokumentami, stojący pod ścianą regał z segregatorami oraz niewielki stolik z dwoma krzesłami dla gości.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie wydawało im się, aby Clara w tym momencie miała je za zbyt wymagające czy problematyczne klientki. Na razie nie dały jej tego szczególnie odczuć, bo stawały dosyć konkretne i niezbyt wymagające warunki współpracy. Upewniały się, co do tego jakie będą miały opcje i na razie wydawało się, że naprawdę mogą liczyć na owocną współpracę i komunikatywność. Kobieta wydawała się doświadczona, więc pewnie uda jej się wpasować mniej lub bardziej w ich upodobania.
- Brzmi jak najbardziej sensownie. W takim razie będziemy wyczekiwać kontaktu - odpowiedziała, uśmiechając się na obietnicę kobiety.
Z pewnością dla wszystkich łatwiej i wygodniej będzie załatwić część rzeczy drugą mailową lub w czasie spotkań na wideorozmowie. Swanson zdawała sobie sprawę również z tego, że niektóre rzeczy najlepiej było zobaczyć na żywo. Na to pewnie jednak przyjdzie czas dopiero na bardziej zaawansowanym etapie rozmów.
Przejście do kwestii zaliczki wydawało się być jak najbardziej dobrym posunięciem. Były już wstępnie ugadane, zdecydowały się na zarezerwowanie terminu, więc uiszczenie opłaty wstępnej zdawało się być oczywistym ruchem, który trzeba było w dalszej kolejności podjąć.
- W takim razie wykonamy go od razu - odpowiedziała, bo zapewne nie byłoby problemu z tym, aby stosowny przelew wykonały z poziomu aplikacji mobilnej siedząc w gabinecie kobiety. Ewentualnie zawsze mogły wykonać go zaraz po przyjściu do domu i wysłać potwierdzenie przelewu mailem na adres mailowy Wentworth.
- Oczywiście - przytaknęła i podążyła za kobietą, aby wejść do jej gabinetu, gdzie usiadła na jednym z wolnych krzeseł przed niezwykle schludnym biurkiem managerki. - Jest jeszcze coś, co powinnyśmy wiedzieć zanim przejdziemy do podpisania umowy?
Może były jeszcze jakieś szczegóły, które należało omówić lub wiedzieć, czego powinny oczekiwać po współpracy z kimś takim jak Clara Wentworth, która jak na razie zrobiła na ich obu niezwykle pozytywne wrażenie.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na pierwszej stronie widniała data ustalona jeszcze podczas wstępnej rezerwacji i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Właściwie i tak odkładały to wszystko zdecydowanie zbyt długo. Biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich miesięcy, trudno było się jednak dziwić, bo bez przerwy spadały na nie nowe problemy. Najpierw sprawa z Fosterem, później zamieszanie związane z Blythem, a pomiędzy tym wszystkim pojawiały się wciąż nowe komplikacje, które skutecznie utrudniały dopięcie planów.
Od samego początku uzgodniły z Eviną, że ceremonia odbędzie się wiosną. Ten termin wydawał się idealny. Wystarczająco odległy, by spokojnie przygotować wszystkie szczegóły, a jednocześnie na tyle bliski, żeby nie odkładać decyzji w nieskończoność. Rzeczywistość szybko zweryfikowała jednak ich optymizm. Sprawy zaczęły się przeciągać, a opóźnienia kumulowały się jedno po drugim, aż w końcu wiosna, która początkowo wydawała się tak odległa, zaczęła zbliżać się niepokojąco szybko. Mimo to obie były już wystarczająco zdeterminowane, aby wreszcie doprowadzić wszystko do końca. Tym razem nie zamierzały niczego przekładać ani pozwolić kolejnym zawirowaniom pokrzyżować ich plany. Formalności trzeba było dopiąć raz na dobre.
Zaylee usiadła przy stole i wzięła dokument do ręki. Przez chwilę panującą w pomieszczeniu cieszę przerywał jedynie cichy szelest przewracanych kartek. Czytała powoli i uważnie, linijka po linijce, nie pomijając żadnego fragmentu. Zatrzymywała się przy każdym paragrafie, sprawdzając daty, warunki i szczegóły zapisane drobnym drukiem. Na końcu umowy znajdowała się sekcja, którą wiele osób zwykle ignorowało - długi akapit zapisany mniejszą czcionką, pełen formalnych sformułowań i zastrzeżeń. Zaylee również go przeczytała, marszcząc lekko brwi, gdy przebiegała wzrokiem po kolejnych zdaniach.
Kiedy wreszcie odłożyła kartki na stół, przez chwilę jeszcze patrzyła na podpisane pola i pieczęcie. Dokument wyglądał w pełni wiarygodnie.
— Wygląda w porządku — powiedziała w końcu spokojnie, unosząc wzrok znad papierów, a Clara obdarowała je szczerym uśmiechem. Nie wyglądała na taką, która chciałaby za wszelką cenę uprzykrzyć im życie.
— Wspaniale. Jeśli mają jeszcze panie jakieś pytania...
— Nie, wszystko już wiemy i jesteśmy w pełni zdecydowane. Kochanie, zrobisz przelew? — Miller postukała paznokciem w kartkę, gdzie widniał numer konta bankowego i dokładna kwota zaliczki. Reszta miała być uregulowana do końca miesiąca, kiedy już wybiorą aranżację i uzgodnią resztę szczegółów.
The Carvers Cottage oferowało również pełną obsługę cateringową oraz zespół muzyczny lub DJ-a - w zależności od gustu - a wszystko cieszyło się naprawdę dobrymi opiniami. Zaylee wiedziała, bo czytała o tym Swanson w drodze do Pickering. A jeśli mogły skorzystać ze wszystkiego za jednym razem, po co szukać na siłę kolejnych opcji?
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zerknęła w sporządzone dokumenty, nachylając się ku narzeczonej, aby sprawdzić poprawność naniesionych danych oraz przeczytać warunki umowy. Nie miała pojęcia, co musiałoby być w niej zawarte, aby ją szczególnie zaalarmować i sprawić, że zdecydują się na to, aby jednak się wycofać. Miejsce wyjątkowo je zachwyciło, a jego managerka wydawała się być naprawdę konkretną i sensowną kobietą, z którą mogły zawiązać współpracę. Miała nadzieję, że zaproponowane przez nią projekty faktycznie okażą się zachwycające i wpiszą się w wizje wiosennego plenerowego wesela, które od początku chciały zorganizować.
Trudno było uwierzyć, że minął już niemal rok od momentu, gdy Evina zdecydowała się na to, aby poprosić koronerkę o rękę. Nie chciały trwać zbyt długo w narzeczeństwie, które mogłoby się ciągnąć latami. Wolały uczynić z niego pewien etap przejściowy nim nie zorganizują upragnionego ślubu. Tylko, że w ich życiu pojawiały się co rusz nowe komplikacje, przez które nie miały czasu ani siły się tym konkretnie zająć. Nie wspominając już o tym, że kompletnie nie nadawały się do planowania takich imprez.
Starała się śledzić tekst równie uważnie, co Zaylee, ale niestety pokonał ją drobny druk, którego nie mogła odczytać bez pomocy okularów, a te rzecz jasna zostawiła w domu. Wciąż nie była przyzwyczajona do tego, że musiała momentami wspomagać się przy czytaniu niektórych tekstów. Ufała jednak w to, że jeśli w umowie pojawiłaby się jakaś wzmianka wzbudzająca podejrzenia to Miller na pewno by ją wyłapała.
- W takim razie chyba możemy ją podpisać - przytaknęła, gotowa do złożenia podpisu w przeznaczonym do tego miejscu, a następnie sięgnęła po telefon, aby przepisać numer konta bankowego do aplikacji bankowej.
Wolały załatwić to od razu, aby przypadkiem nie zapomnieć się tym zająć w domu. Tym bardziej, że organizator zastrzegał sobie możliwość do rozwiązania umowy w przypadku nieuzyskania zaliczki w wyznaczonym terminie. Nie chciały tego ryzykować.
- Przesyłam potwierdzenie transakcji na pani maila. Jeśli to wszystko to nie będziemy zajmować więcej pani czasu - powiedziała jeszcze i uzyskawszy potwierdzenie, podniosła się z krzesła.
Mogły nareszcie pożegnać się z Wentworth i powoli wrócić do zaparkowanego na żwirowanej powierzchni auta ze świadomością, że to spotkanie przebiegło naprawdę bez jakichkolwiek zakłóceń. Przynajmniej raz załatwiły coś od razu od początku do końca.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Decyzja zapadła, przelew z zaliczką na wskazany numer konta został puszczony, więc wystarczyło jedynie przesłać menadżerce obiektu potwierdzenie. Termin należał już do nich. Nikt mógł wcisnąć się przed szereg i przebić ich oferty. Miejsce było zarezerwowane, data zablokowana, a nazwiska wpisane w odpowiedniej rubryce. Cała sprawa nabrała nagle bardzo realnego wymiaru. Oczywiście regulamin przewidywał pewne wyjątki. Gdyby w ostatniej chwili zmieniły zdanie, gdyby coś nagłego stanęło im na drodze, to wtedy pieniądze po prostu by przepadły. Zaliczka była bezzwrotna, co zapisano w umowie wyjątkowo wyraźnie, pogrubioną czcionką, jakby autorzy dokumentu chcieli mieć absolutną pewność, że nikt nie będzie później udawał zaskoczonego. Ale Zaylee nawet przez moment nie brała pod uwagę innego scenariusza. W jej głowie wszystko było już poukładane, więc nie warto było komplikować zbędnymi wątpliwościami.
— W takim razie będziemy w kontakcie — powiedziała Wentworth, ponownie ściskając ich dłonie na pożegnanie. Jej gest był pewny, a uśmiech profesjonalny, choć jednocześnie ciepły. — Dam znać telefonicznie, kiedy tylko wyślę projekty na maila — dodała, lekko skinąwszy głową, jakby chciała jeszcze mocniej podkreślić swoje słowa. Na moment zatrzymała się przy drzwiach, odprowadzając je wzrokiem. — Jeśli pojawią się jakiekolwiek pytania albo wątpliwości, dzwońcie do mnie śmiało.
— Jeszcze raz dziękujemy i do usłyszenia — Miller odpowiedziała podobnym uśmiechem, przepuszczając Evinę w drzwiach. Kiedy zatrzasnęły za sobą drzwi, schowała umowę do torebki i ruszyły w stronę, gdzie zostawiły samochód.
Słońce wisiało już coraz niżej nad jeziorem, rozlewając na jego powierzchni złotawe światło, a cienie drzew wydłużały się na ścieżce prowadzącej do parkingu. Zaylee przystanęła w miejscu, zacisnęła palce na materiale płaszczu Swanson i przyciągnęła ją do siebie.
— Zadowolona? — zapytała, muskając jej usta w krótkim, ale żarliwym pocałunku. — Teraz powinno być już z górki — stwierdziła, a przynajmniej miała nadzieję, że tak będzie i że nic nie pokrzyżuje im planów. W ich zawodach bywało różnie, ale snucie czarnych scenariuszy, co Miller miała w zwyczaju, na pewno w niczym nie pomoże.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miały już zagwarantowany termin i jedynie drastyczne naruszenie umowy mogłoby sprawić, że stracą okazję do tego, aby zorganizować weselę w wybranym miejscu. Ewentualnie gdyby gościec i altana stanęły w płomieniach to też musiałyby szukać dla siebie jakiejś alternatywy. Evina jednak wątpiła w to, aby miały aż tak ogromnego pecha.
Nie zamierzały się wycofywać. Były zdecydowane, a mając już właściwie załatwioną najważniejszą rzecz poczuły nagle, że całość nabiera o wiele poważniejszego i realnego wymiaru. Miały termin, miały miejsce. Reszta zdawała się być o wiele mniej istotna i zdolna do szybkiego ogarnięcia.
- Oczywiście. Dziękujemy za wszystko - powiedziała jeszcze na odchodne zanim opuściły gabinet Wentworth.
Miały już okazję do tego, aby przekonać się o tym jak piękny widok rozciągał się ze słońcem wiszącym nisko nad taflą jeziora, która odbijała pomarańczowo-złote blaski. Horyzont również zaczął mienić się różnorodnymi barwami, które rozlewały się w niezwykle majestatycznej palecie barw.
Zmierzały już powoli do samochodu chociaż zapewne mogłyby zatrzymać się jeszcze na jakiś czas i napawać roztaczającym się wokół widokiem. Swanson przystanęła na chwilę, gdy tylko poczuła pociągnięcie na materiale płaszcza i odruchowo uniosła rękę, aby objąć narzeczoną w pasie, gdy tylko ta przyciągnęła ją do siebie.
- Bardzo - odpowiedziała i skorzystała z okazji, aby skraść jeszcze jeden przepełniony uczuciem pocałunek z jej warg. - Najważniejsze mamy już z głowy.
Faktycznie powinno być już z górki. Oby tak było. Zwłaszcza, że managerka obiektu miała przygotować dla nich plany ozdobienia całego miejsca tak, aby wpisało się jak najlepiej w ich gusta.
- Myślę, że nikt nie powinien się na nas gniewać jeśli jeszcze się tu pokręcimy... Posiedzimy nad jeziorem lub coś - mruknęła z pewnym zadowoleniem. - Możemy też pojechać gdzieś na obiad. Jakie propozycje?
Nie miały nic zaplanowane. Nie miały pojęcia jak długo może im zejść w trakcie wizyty na terenie obiektu dlatego wolały nie wychodzić zanadto przed szereg. Teraz jednak na pewno mogły pozwolić sobie na odrobinę relaksu.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się prosto w jej usta, kiedy Evina znowu ją pocałowała. Gdyby ktoś spojrzał na nie z boku, pewnie uznałby, że są niepoprawnymi romantyczkami, co było akurat daleko od prawdy. Propozycja, żeby jeszcze trochę pokręcić się po okolicy, brzmiała naprawdę dobrze. Tym bardziej że pogoda wciąż dopisywała. Słońce świeciło przyjemnie, ale nie było już tak ostre jak w środku dnia, a powietrze było rześkie i ciepłe. Szkoda byłoby wracać od razu do domu i zmarnować taki dzień.
— Najpierw posiedźmy nad jeziorem, a potem pojedziemy coś zjeść — zdecydowała po chwili, bo właściwie mogły to bez problemu połączyć. Miały wolne, nigdzie nie musiały się spieszyć, więc mogły wykorzystać ten czas dokładnie tak, jak chciały.
W codziennym życiu rzadko miały okazję robić takie rzeczy spontanicznie. Po pracy najczęściej zostawały w domu. Czasami włączały jakiś serial, czasami film, a w cieplejsze dni wychodziły na taras z książkami. Wyjątkiem były dni, kiedy u nich był Sam. Wtedy wszystko wyglądało trochę inaczej. Dziewięciolatek miał w sobie tyle energii, że siedzenie w miejscu przez kilka godzin zwyczajnie nie wchodziło w grę. Starały się wtedy wymyślać coś poza domem - spacery po parku, czasem lody albo jakieś krótkie wycieczki. Ostatnio jednak coraz częściej zauważały, że Sammy chętniej siadał przed konsolą. Oczywiście rozumiały, że to normalne w jego wieku, ale nie chciały, żeby stało się to jego jedyną rozrywką. Dlatego pilnowały, żeby jednak wychodził z domu, ruszał się i robił coś innego niż tylko patrzenie w ekran.
Zaylee ujęła dłoń narzeczonej w swoją i pociągnęła w stronę ścieżki prowadzonej na pomost z ławkami, który rozciągał się nad samym jeziorem.
— Myślałaś już o liście gości i o tym, kogo chciałabyś zaprosić? Oprócz rodziny, oczywiście — zapytała, kiedy szły wzdłuż brzegu. Każda z nich miała przyjaciół, którzy chcieliby towarzyszyć im w tym ważnym dniu. A skoro już zdecydowały się na zorganizowanie przyjęcie dla bliskich, nie było mowy o zapraszaniu całkowicie randomowych osób, z którymi na co dzień nie utrzymywały kontaktu. Poza tym musiały zaprojektować i rozesłać zaproszenia. Tradycyjnie albo w formie online, bo przecież nie będą jeździć po ludziach i zapraszać każdego z osobna.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Obie od razu zaprzeczyłyby oskarżeniom o zbytni romantyzm. To do nich nie pasowało. Były dwiema kobietami, które nie znosiły tych wszelkich czułych gestów w nadmiarze ani też nie odnajdywały przyjemności w wielu rzeczach, które mogły być uznawane przez innych za niezwykle romantyczne. Prawda była jednak taka, że były w sobie zabójczo zakochane niemal od samego początku, a niekiedy miały naprawdę spory problem z tym, aby trzymać ręce przy sobie. Potrzebowały po prostu tego kontaktu, który stawał się niezwykle pożądany właśnie w takich chwilach jak ta.
- Brzmi jak plan - przytaknęła, bo brzmiało to nadzwyczaj sensownie i póki mogły to warto było nacieszyć się świeżym powietrzem nim na nowo zrobi się dużo chłodniej i nieprzyjemniej.
Dosyć szybko w swoim związku nauczyły się tego, że należało korzystać z każdej chwili najlepiej jak się dało. W końcu nigdy nie mogły wiedzieć, kiedy któraś z nich zostanie nagle wezwana na miejsce zbrodni lub coś innego zakłóci ich wspólne momenty. Poza tym niedługo do obrazka miał na całe dołączyć pewien niemalże dziesięcioletni chłopiec, więc lepiej, gdyby nacieszyły się spokojem na zapas o ile tylko było to możliwe. Niedługo ogromna część wspólnych spacerów będzie naznaczona wesołą paplaniną ich syna oraz pewną nerwową energią, która go roznosiła. Czasami Evina zastanawiała się czy nie nosił on jakiś cech ADHD, ale może po prostu najzwyczajniej za bardzo cieszył się z tego, że zbiera w końcu jakieś zwyczajne rodzinne doświadczenia, których dotychczas mu brakowało.
Westchnęła jeszcze, głęboko się namyślając i zacisnęła mocniej palce na dłoni narzeczonej, gdy ruszyła za nią w kierunku pomostu, który wychodził w głąb jeziora. Zdecydowanie Zaylee zadawała jej zbyt trudne pytani jak na taką porę, gdzie była rozpraszana przez otaczający ją krajobraz, wyglądający niczym pejzaż autorstwa jakiegoś klasycznego mistrza.
- Trochę? Na pewno nie będzie to spora lista... Gości z rodziny też ograniczam wyłącznie do tych, z którymi mam najlepsze relacje. Nie sądzę, abym kogoś pominęła, ale na pewno będę musiała usiąść i się głębiej nad tym zastanowić - odpowiedziała szczerze, bo nie zaprzątała sobie dotychczas szczególnie tym głowy. - A ty? Wiesz już kogo poza rodzicami i rodzeństwem na pewno byś chciała na ślubie?
Dotychczas raczej o tym nie rozmawiały. Zwykle stosowały ogólniki, które mówiły wyłącznie o zaproszeniu najbliższych i skupiały się na bardziej organizacyjnych detalach związanymi z samymi przygotowaniami do wesela. Kwestia gości była raczej w większości nieporuszana.
zaylee miller