Podał mu rękę i ścisnął jego palce, bo paradoksalnie - mimo że to dotyk jednego faceta zrobił mu tego wieczora krzywdę - potrzebował jego bliskości, jego dotyku, jego wsparcia, tak naprawdę chyba trzymając się jako tako tylko dzięki temu, że miał Santiago przy sobie i że ten się nim opiekował. Zapewne wielu by się zdziwiło, że de la Serna potrafił taki być, taki czuły i delikatny, taki troskliwy dla kogokolwiek, ale Alvaro znał go już trzy lata i ani razu do tej pory nie pomyślał o nim inaczej, niż o troskliwym i kochanym opiekunie. W tym momencie również tak o nim myślał i tym bardziej dlatego właśnie nie chciał, żeby Santiago musiał go oglądać w takim stanie, żeby widział go takim słabym, bezbronnym i rozbitym. Czuł, że musi się wziąć w garść. Z innej strony jednak - Santiago nigdy nie był człowiekiem w stylu jego ojca, nigdy nie bronił mu okazywania uczuć, pozwalał mu trzymać maskotki w pokoju i oglądać bajki Disneya, jeśli ten miał na to ochotę - nie wypominał mu też wtedy wieku, co ojciec Salvatierry na pewno nie omieszkałby wytknąć. Santiago od początku też wiedział, że Alvaro jest gejem i chłopak nigdy nie usłyszał od niego złego słowa na ten temat, podczas gdy jego własny ojciec potrafił go za to pobić i koniec końców właśnie za to całe
pedalstwo wyrzucił go z domu.
Odprowadził go wzrokiem do drzwi, skinieniem głowy zapewnił o tym, że zawoła go, gdy skończy albo gdy będzie czegoś potrzebował, a potem - gdy drzwi zamknęły się za Santiago - przez chwilę po prostu siedział, przyglądając się siniakom na swoim brzuchu i lekkim odciskom na wewnętrznej stronie ud. Przypuszczał, że te konkretne jeszcze nie są tak ciemne, jak zapewne będą jutro lub pojutrze, póki co były dość jasne, ale i tak widoczne, jakby ktoś zbyt mocno wciskał swoje palce w skórę chłopaka w tamtych okolicach.
Mimo że wcale nie chciał tego robić, to jednak zabrał się za mycie w tamtych rejonach, których nie dotykał Santiago. Nie było to łatwe, bo z jednej strony dotyk tam sprawiał mu ból fizyczny, wprawiając go w jeszcze większy dyskomfort, ale z drugiej trudno było mu się tam umyć ze względów psychicznych, po prostu. Gdy dotykał tamtych okolic, nawet jeśli delikatnie i nawet jeśli tylko tak, żeby po prostu się tam umyć, to i tak sprawiało mu to ból i chciało mu się krzyczeć; swoją drogą parę jęków zapewne wyrwało się z jego gardła, zanim zdążył je stłumić - w tym celu po prostu zacisnął zęby na swoim przedramieniu, uznając, że nic lepiej nie zagłuszy dźwięków, niż ta metoda. To ugryzienie również zabolało, bo nie silił się przesadnie na delikatność, ale może właśnie dzięki temu jakoś udało mu się znieść to, co musiał zrobić. Jego ręka na tym ucierpiała, bo zdobiły ją teraz ślady dwóch rzędów zębów chłopaka, ale przynajmniej jakkolwiek udało mu się to przebrnąć, mniej lub bardziej z godnością, ale zawsze.
Stwierdził, że będzie dzielny, że sam da radę wyjść z wanny, sam się wytrze i otuli ręcznikiem. Takie miał w każdym razie postanowienie. Przez pierwszą część planu jakoś w miarę bezboleśnie udało mu się przejść, bo mimo drżących lekko nóg udało mu się wyjść na posadzkę (i nie wywalić się przy tym rozbijając swój głupi pysk o brzeg wanny), a gdy już sięgnął po czysty ręcznik i gdy zaczął się wycierać znów nieprzyjemnie zakręciło mu się w głowie. Oparł się ręką o umywalkę, patrząc przy tym - niechcący akurat - na wiszące nad nią lustro. Jego wzrok prześlizgnął się po podrapanym policzku, po lekkich zasinieniach w okolicy warg, po mocniejszych śladach palców na szczęce i po ewidentnym duszeniu na szyi. Nie podobało mu się to, co widział, a przez jego głowę przebiegały coraz mniej optymistyczne, a coraz bardziej czarne i depresyjne myśli.
Lepiej by było, gdyby umarł - najlepiej, żeby ten facet po prostu go tam zabił. Oszczędziłby wtedy problemów Santiago, który i tak już nie miał z nim łatwo, bo nie mógł mieć łatwo, skoro przygarnął pod swój dach zlęknionego dzieciaka, który był zmuszony do zarabiania swoim ciałem, żeby jakoś przeżyć, gdy ojciec wywalił go na bruk. Ojciec go nie chciał, bo był nieudacznikiem i pedałem, dlaczego więc miałby go chcieć obcy facet, który po prostu go przygarnął, bo zrobiło mu się go szkoda?
I tak pewnie cię wywali, tak jak ojciec. Znudzisz mu się w końcu. Albo posłucha rodziny i stwierdzi, że faktycznie jesteś zbyt... problematyczny.
Kolejnym głośniejszym dźwiękiem, który dotarł do czekającego za drzwiami Santiago był trzask rozbijanego szkła. Alvaro, widząc kawałki lustra leżące w umywalce i na podłodze, powoli zaczął się cofać w stronę wyjścia z łazienki, z ręcznikiem zarzuconym na ramiona. Był zaskoczony tym, co się stało, bo wcale nie chciał rozbić tego lustra i nawet nie wiedział kiedy konkretnie to się stało. Wiedział co za to, że jeden z kawałków szkła znajdował się teraz w jego zaciśniętej dłoni, rozcinając skórę na jej wnętrzu - problem w tym, że nie pamiętał kiedy go chwycił i po co. Tym, czego jeszcze nie zarejestrował, było z kolei rozcięcie, ciągnące się gdzieś od nadgarstka niemalże do łokcia; krwawiące, bo krew skapywała z jego ręki na podłogę, ale na szczęście dość płytkie.
Santiago de la Serna