Gdyby ktoś mu powiedział, że w środku nocy będzie mieć gościa, postukałby się w czoło. Jeśli ktoś przychodził do jego domu, to wcześniej, lub po prostu dawał znać telefonicznie. Może dlatego Ayers pogrążony był we śnie, w którym na pewno było wiele głupot. Mimo to nie było problemem dla niego obudzić się, gdy tylko usłyszał, że ktoś dzwoni do drzwi. Zwlókł się z łóżka i usiadł na nim, przetarł oczy i zerknął na telefon, kogoś naprawdę zdrowo porąbało, albo miał naprawdę dobry powód, by go o tej porze zerwać z wyra. Wstał i wyszedł z pokoju, kierując się wolno ku drzwiom wejściowym. Jako, że spodziewał się czegoś innego – prędzej żartu jakiegoś dzieciaka (a zdarzało mu się to już) niż poważnej sprawy – nawet nie założył na siebie koszulki, było ciepło, był u siebie i w dodatku kto go o tej porze zobaczy, prawda? Miał więc na sobie sportowe spodenki, w których spał kiedy było ciepło jak teraz, a o górę się nie troszczył. Kiedy więc Eden zobaczyła go przed sobą, był rozkopany, zaspany i roznegliżowany. I po prostu oniemiał, widząc ją teraz przed sobą.
Eden? Tutaj? O tej porze? – powiedział do siebie w myślach. Coś mu się nie zgadzało, zdecydowanie. Była chyba ostatnią osobą, którą by się spodziewał o tej godzinie i akurat w swoim domu.
-
Hę? – mruknął, przecierając oczy, ale szybko zrobił jej miejsce, by przeszła dalej. Przecież jej nie wyrzuci, tym bardziej, że obładowana była jak polska przekupka. –
Jaaaasne – powiedział udając, że jest w idealnym stanie do prowadzenia rozgrywek o tej porze.
Cem zamknął drzwi i po prostu poszedł za kobietą. Nie miał bałaganu, bo tak rzadko siedział w domu, że nie było czego sprzątać. Poszedł jeszcze do pokoju, by zgarnąć jakąś koszulkę i nie świecić tak gołą klatą po nocy, gdy nie był sam. Ubrał ją pewnie na drugą stronę, ale kto by się tym przejmował.
Wrócił do salonu i zerknął na poczynania swojej przyjaciółki. Chociaż spotykali się w różnych chwilach, musiał przyznać, że ten napad na jego dom był jednym z oryginalniejszych poczynań. Z każdą minutą czuł się bardziej otrzeźwiony. Zaczął rozmyślać o powodzie jej nocnej wycieczki, ale nie zadawał pytań. Przez ten czas, który sobie dali, nauczył się wiele o Eden. Także tego, że jeśli robiła coś dziwnego, to znaczyło, że coś było nie tak. I on, jako cierpliwy słuchacz i godny swego tytułu przyjaciela facet, czekał na odpowiedni moment, by jakoś się otworzyła i wyjaśniła swój prawdziwy cel.
Podszedł do niej i sam spróbował się połapać w tych wszystkich kablach i wtyczkach.
-
No nie wiem, czy uda nam się to odpalić – nie za bardzo wiedział, czy to do siebie będzie pasowało, ale się nie poddawał. –
Ale możemy w razie czego improwizować. Od biedy można pograć na laptopie, to nie to samo, ale jest na to wersja – pewnie uda im się to prędzej w ten sposób, niż z pomocą urządzenia, które przyniosła. Przyznał, że wracają wspomnienia, grywało się kiedyś i przeklinało się, gdy dobrze szło i nagle w piekielnej rundzie pokonywały cię te ogniste ośmiorniczki, czy co to tam było.
-
Rozgość się – powiedział, zastanawiając się, czy nie powinna usiąść i po prostu odetchnął.
Znała jego dom dość dobrze i wiedziała gdzie czego szukać. A on? Kombinował i nie odzywał się. Eden rzadko miewała słowotok, bo zwykle to on więcej mówił. Teraz było na odwrót i zaczął się tym martwić. Zerkał na dziewczynę od czasu do czasu i zastanawiał się, co skłoniło ją do odwiedzin właśnie jego, właśnie teraz i skąd wziął się ten dziwny nastrój. Musiał czekać, aż sama zacznie opowieść. Jeśli nie, nie będzie jej naciskał. Prosty układ, który im dotychczas pasował.
Martwił się, to prawda. Przez ostatnie miesiące jego uczucia wobec Eden zmieniały się jak wynik meczu w jego ulubionym sporcie – siatkówce. Początkowo naprawdę udawało mu się być przyjacielem bez podtekstów. Dopiero po pewnym czasie zdał sobie sprawę z tego, że czuł do niej coś więcej. Kiedy pozwoliła się do siebie zbliżyć, korzystał z tego. Czasem szturchał ją ramieniem, lub obejmował jak młodszą siostrę, a nie kobietę, która mu się podobała. Czasami pozwalał jej być podporą, gdy coś robiła, lub po prostu droczył się z nią, gdy chciała coś sięgnąć z wysokiej półki, a on odkładał tę rzecz wyżej. Przepychali się wtedy jak zawodnicy na meczu. Szukał każdego możliwego kontaktu, który nie zdradzi jego prawdziwych emocji. Eden nie była głupia i był pewien, że ta się domyśli, co też zasiała w jego sercu, a co wzrastało z każdym kolejnym dniem, którego była częścią.
Musiał zadowolić się rolą przyjaciela, ale nie podda się bez walki. Chciał być dla niej wszystkim, czego szukała w mężczyźnie, tylko czy miał szansę? Najwidoczniej pasowało jej to, co znała i do czego przywykła. Jeśli tamten ją naprawdę kochał, a nie był tylko przyzwyczajony do pięknej kobiety u swego boku, miał szczęście, bo taka kobieta była prawdziwym skarbem, a o skarb trzeba dbać. Gdyby tylko chciała, to Cem troszczyłby się o nią i starał się każdego dnia uczyć się jej na pamięć.
Sprawiała zamęt w jego sercu i duszy, działała na niego jak magnes, przyciągała go całą sobą. I nawet w tej chwili, kiedy byli w dziwnej sytuacji, czuł to, co zawsze. Kolejny rozdział ich wspólnej historii właśnie się zaczął i mógł zawierać naprawdę wszystko.
-
To chyba powinno być tutaj – wziął do ręki jedną część, a potem zerknął, czy w ogóle miał odpowiednie wejście dla wtyczki. I tu chyba zaczął się pojawiać mały problem, bo coś nie szło.
Wolałby wiedzieć o jej odwiedzinach, ale prawdą było to, że już się obudził, bo sama jej obecność wystarczyła, by poczuć się jak po najmocniejszej kawie. Jedyne czego nie posmakował, to jej ust i bliskiego kontaktu, ale wystarczył gest, muśnięcie dłoni, by po prostu poczuł ten przepływ energii, która między nimi istniała. Iskra prosiła się o coś więcej, ale czekała, cierpliwie na ten moment.
eden de poesy