25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

019.
night shift
noun
a period of time worked at night in a factory, hospital, etc.
"a doughnut-maker on the night shift at a bakery"
IT mówi, że backup może być… Częściowy.
Częściowy? W sensie?
W sensie… Może odzyskamy zdjęcia.
Kira siedziała przy komputerze z kubkiem zimnej już kawy, patrząc na ekran komputera tak, jakby samą siłą woli mogła zmusić go do działania. Nic z tego. System redakcyjny, który jeszcze rano działał jak zawsze (powoli, ale jednak), popołudniu postanowił umrzeć spektakularną śmiercią. Potem niby ożył, ale to zmusiło kilka osób do pozostania w pracy po nocach. I nawet w tak późnych godzinach w dziale motoryzacyjnym panował chaos. Telefony dzwoniły, ktoś kłócił dwa biurka dalej, a na drugim końcu open space'u drukarka właśnie po raz trzeci zeżarła papier.
Finch oparła się o oparcie krzesła i potarła skronie. Pracowała w redakcji już kilka lat i zdążyła zobaczyć różne katastrofy - premierę samochodu, na którą nikt nie wysłał reportera, test auta opublikowany z danymi konkurencyjnego modelu, a nawet artykuł, który przez pomyłkę trafił na stronę z roboczym tytułem BLABLABLA_DO_POPRAWY. Teraz wszystko trzeba było trzeba napisać jeszcze raz.
Odetchnęła powoli. Nie pierwszy raz zaczynała tekst od zera. Tylko że zazwyczaj robiła to z własnej woli. To wszystko wciąż było w jej głowie. A jeśli było w jej głowie, mogła to napisać. Ale najpierw musiała podtrzymać się przy życiu kubkiem świeżej kofeiny, dlatego ruszyła w stronę korytarza, w progu prawie zderzając się z Daisy Whitmore. Kira uniosła brwi w nieukrywanym zaskoczeniu.
Ty tutaj? — zapytała, bo była pewna, że do opanowania sytuacji wystarczy tylko obecność przełożonego jej działu i pracownicy, którzy - tak, jak Finch - mieli po prostu na nowo napisać utracone artykuły.
Przez moment patrzyła na Daisy, jakby sama jej obecność była czymś równie niespodziewanym, co awaria całego systemu w motoryzacyjnym. Trzeba pamiętać, że Whitmore nie pojawiała się w tej części redakcji bez powodu. Właściwie prawie nigdy się tu nie pojawiała. Dział motoryzacyjny był dla większości ludzi z wyższych pięter czymś w rodzaju odległej planety, na której ludzie potrafili przez dwadzieścia minut dyskutować o zawieszeniu samochodu, a potem napisać o tym trzy tysiące znaków.
Idę po kawę. Też chcesz? To będzie zajebiście długa noc — zastrzegła, bo co z tego, że system zaczął działać, skoro potracili wszystkie materiały? W żaden sposób nikogo to nie ratowało. Musieli usiąść i spiąć dupę. Ewentualnie mieć nadzieję, że Whitmore zaszczyciła ich swoją obecnością, bo w jej głowie zrodził się jakiś fantastyczny plan, którym za chwilę opanuje całą, patową sytuację.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
003


W swojej pracy widziała wiele fuckupów.
Rzeczy psuły się na porządku dziennym, ciągle coś się wywalało, artykuły nie wychodziły na czas, świadkowie wydarzeń nagle wycofywali swoje wypowiedzi, ktoś ich pozywał… ale jeszcze nigdy system nie zrobi im aż tak wielkiego psikusa.
Wszystkie artykuły, które tworzono w redakcji, były zapisywane na wewnętrznym systemie, coś na zasadzie chmury, ale stworzone przez Toronto Sun. Wiązało się to z regulacjami prawnymi i zabezpieczeniami, które miały chronić artykuły, które jeszcze nie wyszły przed wykradnieciem lub zhakowaniem. Na wewnętrznym serwerze miały być bezpieczne jak nigdzie indziej… a jednak okazało się, że z jednej, durnej awarii, one wszystkie po prostu wyparowały. Tak o. I to tylko i wyłącznie z działu motoryzacyjnego.
Whitmore była realistką, ciężko było jej uwierzyć w przypadki i po rozmowie z Robem z działu bezpieczeństwa, góra śmiała twierdzić, że był to atak hakerski na systemy firmy, AKURAT dzień przed tym, jak na stronie jutro miał się pojawić artykuł ujawniający jakieś wielkie przekręty przy wyścigach, które doprowadziłī do śmierci jednego z rajdowców. Powiedzieć, że zgranie w czasie było dziwne, to jak nie powiedzieć nic.
Dlatego właśnie Daisy biegała jak szalona wzdłuż korytarzy Toronto Sun w środku nocy, próbując pomóc jak tylko mogła, chociaż jej wiedza na temat motoryzacji ograniczała się jedynie do własnego samochodu. Chociaż nawet nie, bo ten przecież wybrała jej Kira. Kira Finch, która akurat jak na zwałowanie nagle na nią wpadła.
Ja tutaj — uśmiechnęła się przelotnie, kiwając głową. Daisy oczywiście była o wiele mniej zaskoczona widokiem Finch, bo jakby nie patrzeć, to był jej dział, w którym pracowała. — Wszystkie ręce na pokład, to i ja jestem — wzruszyła ramionami i rzuciła tonem, jakby powtarzała to już dzisiaj po raz dziesiąty. Bo może tak było? Kira nie była jedyną osobą, która wydawała się zaskoczona widokiem Whitmore w motoryzacyjnym.
Kawa brzmi super. Pójdę z tobą — skinęła głową i zaraz odwróciła się na pięcie, postanawiając potowarzyszyć Finch w drodze do kuchni. Poprawiła przy okazji luźną marynarkę, którą miała na sobie, a kiedy znalazły się przy ekspresie, Daisy sięgnęła po dwa kubki i podała je Kirze. Proszę bardzo jak już dobrze im szła współpraca.
Jak idzie? — spytała po chwili, opierając się biodrem o kant lady i spoglądając na profil Finch. — Chłopaki z IT mówią, że to mógł być atak hakerski, żeby powstrzymać artykuł o Robinson przed publikacją — podzieliła się tą informacją z Kirą, chociaż może na dobrą sprawę nie powinna. Ufała jednak, że akurat jej mogła zaufać. W końcu Finch wiedziała już o niej rzeczy, o których inni pracownicy Toronto Sun nie mieli pojęcia.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Owszem, widok Whitmore szczerze ją zaskoczył. Niby nie powinien, w końcu była menadżerką projektu, więc z jednej strony to oczywiste, że zjawiła się w redakcji, kiedy coś się wyjebało, ale z drugiej - miała od tego swoich ludzi.
Ruszyła do kuchni, przeczesując palcami włosy w odruchu, który pojawiał się zawsze, gdy była zmęczona albo zestresowana. A dzisiejsza noc zdecydowanie kwalifikowała się do obu kategorii. Dział motoryzacyjny zawsze przypominał trochę rozkopane mrowisko niż miejsce pracy, a ta awaria systemów była niczym wsadzenie kija w sam jego środek. I teraz Finch miała wrażenie, że od kilku godzin wszyscy żyją w jakimś absurdalnym trybie awaryjnym. Kiedy weszły do kuchni, odruchowo oparła się biodrem o blat obok ekspresu i wzięła od Daisy kubki. Rzuciła jej krótkie spojrzenie, po czym zajęła się nalewaniem kawy, którą wcześniej ktoś zdążył zaparzyć.
Ekspres zabrzęczał cicho, kiedy pierwsza porcja kofeiny zaczęła spływać do kubka. Kira obserwowała przez chwilę cienki strumień ciemnego płynu, jakby było w nim coś fascynującego, choć w rzeczywistości po prostu próbowała zebrać myśli. Ostatnie godziny były jednym wielkim bałaganem.
Powoli, ale do przodu — odparła zgodnie z robotą. — Klepanie tego wszystkiego od nowa, to strasznie żmudna i czasochłonna robota, ale jest to do zrobienia — posłała kobiecie lekki uśmiech. Nawet, jeśli pisanie szło jej jak krew z nosa albo najgorzej na świecie, w życiu nie przyznałaby się do tego przed menadżerką. Nie była głupia.
Na wzmiankę o ataku hakerskim, uniosła wysoko brwi. Naturalnie słyszała o śmierci rajdowca, sama opublikowała dwa artykuły związane z tamtym felernym wyścigiem.
Czyli jednak coś grubszego — mruknęła i przez moment uważniej przyjrzała się Whtimore. Kira miała ten dziennikarki nawyk oceniania ludzi po reakcjach, mikroruchach i tonie głosu. Zawodowa deformacja. — Komuś naprawdę musi palić się dupa, jeśli bawi się w takie rzeczy — prychnęła, łącząc ze sobą kropki. — Wiecie coś więcej? — zapytała nieco ciszej, podając Daisy kubek z gorącą kawą. Za duży zbieg okoliczności, żeby można było to wszystko nazwać zwykłym przypadkiem.
Upiła łyk gorącego napoju, a wolną ręką rozmasowała zesztywniały kark. Nieczęsto zostawała w pracy po godzinach, więc kręgosłup dawał się we znaki.
Miała dokończyć tekst o hybrydowej Mazdzie i wyjść do domu przed szesnastą — powiedziała, krzywiąc się przy tym lekko. — A ty? — zapytała po chwili. — Przyszłaś pomagać z własnej woli czy ktoś cię tu zesłał w ramach redakcyjnego obowiązku? — zainteresowała się. Mówiąc ktoś, miała oczywiście na myśli redaktora naczelnego, czyli teścia Whitmore.
W jej głosie było trochę ciekawości, ale też trochę żartu. Finch nie była typem człowieka, który łatwo naciskał na ludzi pytaniami, ale jednocześnie zawsze starała się dowiedzieć trochę więcej, niż było powiedziane wprost. To też było wpisane w jej zboczenie zawodowe.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daisy już od kilku lat nie zajmowała się pisaniem artykułów. Jasne, czasami kiedy coś się wykrzaczyło siadała przed klawiaturą i pomagała, jednak głównie jej obowiązki obejmowały organizację pracy, planowanie i upewnienie się, że wszystkie artykuły, wywiady i video znajdowały się na stronie i w gazecie w odpowiednim momencie i właściwym czasie. Mało z jej pracy było kreatywne. Można nawet powiedzieć, że praktycznie wykonywała robotę redaktora naczelnego, ale co się dziwić, jeśli był nim Rick Northwell — najlepszy kumpel i jakieś daleki kuzyn jej teścia. Facet niby doświadczenie w dziennikarstwie miał spore, a jednak całe dnie przesiadywał w biurze i obstawiał walki. Ale przecież nikt mu nic nie powie, czyż nie? Na dobrą sprawę, to on powinien załatwiać połowę rzeczy związanych z tym atakiem, a nie Daisy. Było jednak odwrotnie i teraz to ona stała przy ekspresie do kawy, tuż obok Finch.
Brzmi strasznie — oznajmiła, kręcąc głową. — Pisanie jeszcze raz czegoś, co już się napisało… auć — skrzywiła się teatralnie, chociaż tak naprawdę poczuła ten ból gdzieś w środku. Każdy, kto pracował w branży kreatywnej kiedyś usunął sobie projekt i musiał niechętnie zaczynać wszystko od nowa, po tym jak już sobie popłakał. Tylko różnica tutaj była taka, że to ktoś inny usunął. A to zaś zostawiało dodatkowy niesmak.
Ludzie dla kasy i dobrej reputacji zrobią naprawdę wiele — odezwała się w odpowiedzi na słowa Kiry. Sprawa faktycznie śmierdziała, szczególnie jeśli IT będzie w stanie udowodnić, że był to zaplanowany atak hakerski. — Podobno Apex Velocity podrasowywało swoje samochody w nieodpowiedni sposób, nie znam się na tym, ale mieli jakieś ulepszenia, które są niedozwolone w wyścigach i które najprawdopodobniej spowodowały ten wypadek. Coś takiego, ale to musiałabyś zagadać do Josha, to był jego artykuł nad którym pracował — wyjaśniła spokojnie, również osadzając swoje spojrzenie na strumieniu kawy, Daisy nie znała się na motoryzacji, interesowała się jedynie terminami artykułów i kiedy miały ujrzeć światło dzienne, więc jeśli Finch chciała więcej informacji, zdecydowanie bardziej szczegółowe znalazłaby u źródła i autora śledztwa.
Podniosła spojrzenie z kubka kawy dopiero, kiedy Kira zadała jej kolejne pytanie. W pierwszej chwili zmrużyła oczy, jakby się nad czymś zastanawiała, a potem zgarnęła jedną porcelanę z kawą dla siebie.
Coś pomiędzy — pokręciła głową, nie mogąc się zdecydować, jak to właściwie było z tym jej dzisiejszym pobytem w redakcji tak późno. — Z początku bardziej z przymusu, bo miałam zatwierdzić nowe terminy i dogadać się z działem druku w kwestii opóźnień, ale teraz w sumie mogłabym już iść na chatę, a jednak zostałam, żeby pomóc — zaprezentowała swoje stanowisko w sprawie i zaraz podniosła kubek do ust. Na początku lekko podmuchała, chcąc ostudzić nieco napój, a potem złapała kilka łyków. Kawa była dobra, gorzka. Taką, jaką lubiła najbardziej.
Poczekała aż Kira dokończy swoją, a następnie odbiła się od blatu i ruszyły w stronę wyjścia z kuchni. Nie było co marnować czasu, biorąc pod uwagę, że przed działem motoryzacyjnym była masa roboty i pewnie… cała nos spędzona w redakcji.
Dobra, to skoro już tu jestem… — zaczęła energicznie, odwracając się w stronę Finch, a potem bezczelnie przysiadła się do biurka tuż obok niej. Wydawało się puste i jakby dzisiaj nikt przy nim nie siedział. No to już miał nowego właściciela na kilka kolejnych godzin. — Jak mogę pomóc? Coś trzeba napisać, posegregować? Jak mogę się przydać — zaoferowała się i wbiła błękitne spojrzenie w to szare, należące do Kiry. Jasne, mogła iść się zakręcić wokół przełożonego Finch, ale po co, skoro pierwsze mogła pomóc jej? W końcu była jej winna przysługę jeszcze za pomoc w wyborze auta.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pisanie od nowa czegoś, co już raz powstało, było dla niej prawdziwym koszmarem. Takim, który potem nawiedzał ją w snach. Niejednokrotnie zdarzało się, że traciła całe fragmenty tekstu - zdania, akapity, a czasem nawet całe strony, które z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu nie zapisały się automatycznie. Ręcznie również nie. W tym drugim przypadku winę ponosiła już wyłącznie jej własna nieuwaga. Finch nieraz łapała się na tym, że była tak pochłonięta pisaniem, iż zupełnie zapominała o najprostszym skrócie klawiszowym.
Czasami ratowała się starym, sprawdzonym sposobem i najpierw notowała wszystko na brudno, w zeszycie albo na luźnych kartkach. Dzięki temu łatwiej było później przynieść wszystko do pliku i przy okazji coś poprawić. Ten etap przepisywania miał nawet pewną zaletę, bo pozwalał spojrzeć na tekst z dystansu i wychwycić rzeczy, które wcześniej umykały. Tym razem jednak nie zostawiła sobie żadnej takiej furtki. Nie było notatek na papierze, szkiców zapisanych gdzieś na marginesie ani podpunktów, do których mogłaby wrócić. Wszystko powstało wyłącznie w jednym pliku systemowym. I najwyraźniej w nim też przepadło. Czy mogła to przewidzieć? Niespecjalnie. Takie rzeczy zwykle przydarzają się wtedy, gdy człowiek jest najmniej przygotowany. No bo kto mógł spodziewać się ataku hakerskiego? Niby wszyscy, stąd te kosmiczne zabezpieczenia w Toronto Sun, które - jak widać - ktoś potrafił sprytnie obejść.
Mhm — skinęła głową na wzmiankę o podrasowanych samochodach. — To już nie pierwszy raz, kiedy Apex Velocity odstawia takie numery. Tylko wcześniej przechodziło to bez echa, bo nikt nie zginął — stwierdziła, ale chyba faktycznie będzie musiała podpytać Josha, żeby zagłębić się w temat. — Ale teraz, kiedy to wyszło, poczuli się przyparci do muru. A wiadomo, że tonący brzytwy się chwyta — wzruszyła ramionami i sięgnęła po swój kubek z kawą. Wszystko spoko, tylko przez to wszystko, to teraz ona musiała kiblować po nocach w redakcji. Oczywiście nie tylko ona, ale w tym wypadku Kira dbała tylko własną dupę.
Była pewna, że Whitmore została odgórnie przydzielona do kontrolowania tego, co działo się w motoryzacyjnym. Jej teść na pewno chciał, żeby miała wszystko na oku, co w zasadzie miało sens. Była menadżerką projektów, a jednocześnie na pewno byli ze sobą blisko. Finch nie wierzyła, że nie było w tym żadnego kolesiostwa.
Masz naprawdę złote serce — stwierdziła z lekką kpiną w głosie, bo kto dobrowolnie chciałby się w tym babrać? Chyba tylko Daisy. — Ale skoro już tu jesteś, to na pewno do czegoś się przydam. Możesz pomóc mi z tekstem. Ja będę pisać, a ty zajmiesz się justowaniem i ogólną estetyką? Tak pójdzie trzy razy szybciej. Chyba, że wolisz zostać wykorzystana do skanów. Walt wspomniał, że ma trochę dokumentów — rzuciła, ale właściwie to zaraz, momencik! Czy to ona właśnie wydawała polecenia menadżerce projektów? Czy nie powinno to działać po odwrotnie? Finch aż wywróciła oczami, poirytowana swoim zachowaniem. — Lepiej powiedz, co ty chciałabyś zrobić — zreflektowała się, podnosząc na nią oczy. Ich spojrzenie skrzyżowały się, a Kira uniosła nieznacznie brwi. — To nie ja tu rządzę — przypomniała jej, mając świadomość, że trochę się zagalopowała. Zaraz wyląduje na dywaniku u redaktora naczelnego i tyle z tego będzie. Nie, to paskudne, że w taki sposób myślała o Whitmore, przecież wcale nie uważała, że mogłaby ją sprzedać.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daisy również nie rozumiała, jak ludzie mogli być zdesperowani do tego stopnia, że żeby kryć swoje tajemnice, potrafili zorganizować cały atak hakerski na całą redakcję, tylko po to, żeby jeden artykuł nie ujrzał światła dziennego. Jakim trzeba było być bezdusznym człowiekiem, żeby z zimnym sercem po prostu usunąć godziny pracy różnych ludzi, coś nad czym pracowali przez wiele dni. Nawet nie chciała sobie wyobrażać, jak musiał się teraz czuć sam Josh, który całe serducho wsadził w tą sprawę, tylko po to, żeby ktoś wywalił to do kosza.
Gryzła ją ta niesprawiedliwość.
I właśnie dlatego chciała pomóc, jak tylko umiała.
Chociaż posługiwała się nienagannie piórem, tak w dziale motoryzacyjnym nie potrafiła na dobrą sprawę zrobić za wiele. Nie znała terminologii, podstaw, które z pewnością byłyby potrzebne, żeby przygotować rzetelny tekst. W końcu pół swojego życia spędziła w dziale kultura i świat, rozpisując się o kinie i teatrze, tam jedyna motoryzacja, jaka była, to ewentualne popisy kaskaderskie i palące się samochody.
Przysiadła na krześle i czekała, aż Kira coś dla niej znajdzie. Nie chciała się jej narzucać, a bardziej po prostu podziękować, użyczając własnych dłoni. Gdyby nic dla niej nie znalazła, Whitmore z uśmiechem dałaby jej spokój i poszła do innego biurka z tym samym pytaniem. Tylko zaraz okazało się, że jednak może coś tam mogła zadziałać, poprawiając tekst, który Finch już pisała.
No pewnie — Daisy od razu się wyprostowała. — Możesz na mnie liczyć. Jestem nienagannym justowaczem — miało zabrzmieć zabawnie, chociaż kiedy słowa opuściły jej usta, Whitmore sama nie była tego taka pewna. Zacisnęła dłonie na biurku, który którym siedziała i odwróciła się do niego przodem. Zdecydowanie nie miała ochoty skanować dokumentów, więc nawet tego nie skomentowała.
Złapała za myszkę i pokilkała na oślep, żeby po prostu obudzić uśpiony komputer. Całe szczęście nie było na nim hasła, poza tym, brak prywatnych rzeczy przy biurku wskazywało, że nie siedział tu nikt konkretny, bardziej miejsce z doskoku, więc tym bardziej Whitmore nie miała problemu, żeby trochę go poużywać.
Wcale nie odebrała poleceń Finch jako coś złego, a tym bardziej jako czegoś, co umniejszałoby jej stanowisku. Spojrzała na nią z lekkim uśmiechem.
No co ty, daj spokój — miała świadomość, że to ona normalnie tu rządziła, ale to nie znaczyło, że raz nie mogła posłuchać kogoś innego i wyświadczyć mu przysługi. — Spytałam w czym ci pomóc, więc naturalnie dałaś mi instrukcje — wyjaśniła, bo akurat dla Whitmore temat był zerojedynkowy i nikt nie powinien się w zaistniałej sytuacji czuć w jakikolwiek sposób źle. A już na pewno nie Kira. Ostatni raz spojrzała w jej wyjątkowo szare oczy, po czym już na dobre odwróciła się do monitora.
Dobra, zobaczmy, co tu mamy — w system weszła bez najmniejszego problemu, odnalazła odpowiedni dział w plikach, a następnie folder należący do Kiry. — Mam! O czym ten artykuł? — zainteresowała sie, podczas gdy myszką już odpalała dokument. Systemy w redakcji były ustawione tak, że Daisy nawet na komputerze obok mogła na żywo widzieć zmiany wprowadzane do dokumentu przez Finch na innym urządzeniu. Na moment zamilkła, wczytując się w tekst i od razu wyłapała kilka drobnych zmian stylistycznych, które można było nanieść. Niby nie to miała robić, ale pewne rzeczy były do niej silniejsze.
Jesteś głodna? — odezwała się po chwili, nawet nie patrząc na Kirę. — Może potem zamówimy pizze? — dopytała, zaznaczając akapit i odpowiednio go justując.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała nieodparte wrażenie, że trochę się zagalopowała. Pod wpływem pewności siebie, znów przekroczyła niewidzialną granicę, której – jak dobrze wiedziała – nie powinna była przekraczać. Czasami jej charakter brał nad nią górę, bo była przyzwyczajona do działania, przez co zapominała o hierarchii i o tym, gdzie dokładnie znajdowało się jej miejsce w szeregu. Zanim zdążyła się zorientować, zaczęła wydawać polecenia komuś, kto w rzeczywistości stał nad nią. Dopiero po chwili dotarło do niej, jak to mogło wyglądać z boku, jakby uzurpowała sobie prawo do decydowania o czymś, co nie należało do jej kompetencji. Poczuła lekkie ukłucie wstydu i irytację na samą siebie. To nie był pierwszy raz, kiedy jej temperament wyprzedzał rozsądek.
Na szczęście Daisy przyjęła to nadzwyczaj luźno. Znowu pokazała, że nie jest tą sztywniarą, za jaką miała ją Finch i zanim zdążyła się zorientować, już zajmowała miejsce przy wolnym biurku. No dobra, niech i tak będzie. Kira usiadła w swoim obrotowym fotelu i rozświetliła ekran monitora, wklikując sześciocyfrowy pin.
W sumie racja. Lepiej, żebyś pomogła mi, a nie komuś innemu. Przynajmniej szybciej pójdę do domu — uśmiechnęła się, choć to była dość odległa wizja. Jeszcze trochę tutaj posiedzi.
Utworzyła nowy plik, żeby zacząć kolejny artykuł, który skończyła z samego rana. Dobrze, że nie pisała tego tydzień wcześniej, wtedy trudniej byłoby to wrócić pamięcią do tego, co już zrobiła. Zerknęła przez ramię i spojrzała na siedzącą obok Whitmore.
Ten? — spojrzała w sąsiedni monitor, żeby mieć lepszy wgląd w artykuł. — O tym, że Honda rezygnuje z trzech elektryków, które nawet nie zdążyły trafić na rynek. Za to ja muszę napisać od nowa ten dotyczący Land Rovera Discovery. Jest jak bernardyn. Wielki, niezbyt zwinny i mało seksowny, ale pokochała go cała rodzina — zacytowała z myśli to, co sobie wcześniej ubzdurała. Tytuł był chwytliwy, nie zamierzała go zmieniać. Zanim jednak wróciła do pisania, ściągnęła brwi i posłała Daisy rozbawione spojrzenie. — Hej, czy ty poprawiasz mi błędy? — zapytała z udawanym niezadowoleniem, ale potem wzruszyła ramionami i wróciła do komputera. — Nie krępuj się — dodała, bo lepiej, żeby tekst został zweryfikowany niż poszedł do wydawki taki niespójny i z literówkami.
Czy była głodna? Właściwie umierała z głodu. Ostatnio posiłek jadła przed tym, jak miała wyjść z redakcji, a to było naprawdę dawno temu. Na wzmiankę o pizzy mimowolnie oblizała usta. Świetnie, teraz nie będzie mogła skupić się na niczym innym.
A jaką? — podłapała, również nie patrząc w kierunku Whitmore. — Masz ulubioną? Na pewno masz. Każdy ma — zainteresowała się, kończąc kolejny akapit. Prawda była tak, że każdy miał ulubioną pizzę. Kira lubiła, jak było więcej wsadu niż ciasta. A ciasto najlepiej cienkie, żeby można było zjeść jak najwięcej kawałków. Czy to brzmiało sensownie? Jak najbardziej, kto lubił zapychać się samym plackiem, skoro można było dodatkami.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z nienaganną uwagą wysłuchała Kirę i to, jak opowiadała o swoim najnowszym artykule, który oddelegowała Daisy do wyjustowania. Temat — jak dla Whitmore — był wyjątkowo nudny, chociaż musiała przyznać, że sposób, w jaki Finch o tym pisała był przyjemny dla oka. Łatwo się go czytało i ktoś, kto nawet nie miał technicznej wiedzy, był w stanie się połapać co i jak, a to przecież w dziennikarstwie i pisaniu było kluczowe. Na studiach często powtarzali, że kiedy puszczało się materiał do szerokiej grupy odbiorców, powinno pisać się językiem zrozumiałym przecież dzieciaki z ósmej klasy. I faktycznie miało to swoje pokrycie — w końcu nie każdy człowiek interesujący się motoryzacją, był po studiach i znał cały słownik na pamięć.
Ciekawe to jest — wypowiedziała swoje myśli na głos, dzieląc się z Finch swoją opinią laika motoryzacyjnego. — Dobrze się czyta — uśmiechnęła się przelotnie, justując ostatni akapit i od razu dopasowując go do wizualnego szablonu, który był wcześniej przygotowany przez grafików. Z początku, kiedy Kira zauważyła, że Daisy poprawiła jej trochę błędów, managerka otworzyła szerzej oczy i już była gotowa się jakoś wytłumaczyć, ale całe szczęście szybko okazało się, że Finch tylko stroiła sobie żarty. — Wybacz, mam nerwicę natręctw — oznajmiła, nawet na nią nie patrząć. — Z automatu poprawiam błędy albo przestawiam rzeczy — kolejny fakt o Whitmore, którego Kira wcześniej nie znała. Jakby się tak zastanowić, to w ciągu tych ostatnich spotkań całkiem dobrze się poznały. Kto by pomyślał, że jedna wspólna walka przy ekspresie mogła rozpocząć tak ciekawą znajomość? Daisy z pewnością nie, bo akurat ona zawsze starała się dystansować od większości pracowników. A tu proszę, nie dość, że rozmawiała z Finch jak z koleżanką, pomagała jej z artykułem, to jeszcze proponowała pizze.
Na jaką tylko będziesz mieć ochotę — odpowiedziała praktycznie od razu na pytanie blondynki. — Będziemy tu siedzieć jeszcze kilka godzin, myślę, że spokojnie możemy zamówić po jednej na łebka, albo wziąć kilka różnych i jakoś się podzielić. Z pewnością nie jesteśmy jedyne głodne — zauważyła i automatycznie rozejrzała się po pomieszczeniu. Ludzi w pokoju było całkiem sporo, każdy klepał teksty przy swoich komputerach, inni projektowali okładki na nowo, a jeszcze kilka osób biegała, kserując dokumenty. Jakby na ścianie nie było zegara wskazującego dziesiątą wieczór, można by pomyśleć, że był środek dnia.
Na pytanie o swoją ulubioną pizze, zastanowiła się na moment.
Ostatnio namiętnie zajadam się z parmezanem i włoską kiełbasą — powiedziała zadowolona i aż poczuła jak zaczyna jej burczeć w brzuchu, a na samo wspomnienie tych pysznych smaków, w jej ustach automatycznie pojawiło się więcej śliny. — Jak nie jadłaś, to ko-nie-cznie musisz spróbować — nawet nachyliła się w stronę Kiry, dla podkreślenia swoich słów. — A ty jaką lubisz? — dopytała, grzebiąc w biurku, żeby znaleźć jakiś kawałek papieru, na który mogłaby zebrać zamówienia. — Tylko nie mów, że jesteś tym typem, który zajada się hawajską — zmrużyła oczy, spoglądając na nią przelotnie. Whitmore nie miała nic do mieszania słonych smaków ze słodkimi, jednak tego połącznia — zupełnie jak włosi — autentycznie nienawidziła. Już o wiele bardziej wolała ser z gruszką, jeśli trzeba było wymieszać smaki.
W jednej z szuflad znalazła pusty plik kartek. Zgarnęła jedną, złożyła ją na pół, a potem sięgnęła po długopis i zapisała swoje zamówienie, po czym spojrzała na Kirę, żeby spisać również i jej. A potem może zrobi rundkę po całym dziale i podpyta, kto jeszcze coś chciał. W końcu wszyscy robili tutaj nadgodziny, z pewnością można to było podpiąć pod firmowe wydatki.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszyscy zawsze powtarzali jej, że ma lekki styl pisania. Kira słyszała to wiele razy i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Z czasem nauczyła się, że najważniejsze w pisaniu jest to, żeby czytelnik czuł się w tekście swobodnie. Jej artykuły, tak jak zauważyła Daisy, czytało się po prostu dobrze. Unikała w nich przesadnie skomplikowanego języka i naukowych sformułowań, które często bardziej odstraszały, niż pomagały zrozumieć temat. Wiedziała, że nie każdy, kto sięga po jej tekst, jest wielkim uczonym czy specjalistą w danej dziedzinie. Dlatego pisała tak, żeby każdy mógł nadążyć za jej tokiem myślenia. Stawiała na prostotę, klarowność i rytm, dzięki czemu czytelnik bez wysiłku przechodził od jednego akapitu do następnego. Według Finch dobry tekst nie polegał na imponowaniu trudnymi słownictwem, ale żeby ktoś naprawdę chciał czytać dalej.
— Ciekawe, nawet jeśli nie masz pojęcia, co właściwie masz przed sobą? — zaśmiała się, ale bez złośliwości. — Niemniej doceniam komplement — dodała jeszcze, jednak kiedy Whitmore zaczęła tłumaczyć się z poprawiania stylistyki, natychmiast uniosła ręce w obronnym geście. — Daj spokój. Żadna z nas nie chce, żeby gotowa treść trafiła na stronę z błędami — posłała jej lekki, szczery uśmiech, chcąc dać do zrozumienia, że wcale jej to nie przeszkadza.
Chyba żadna z nich nie spodziewała się, że ich znajomość przybierze taki obrót. Kira uświadomiła sobie, że rozmowy z Daisy były naprawdę przyjemne. Dalej miała z tyłu głowy, że kobieta była menadżerką projektu i synową redaktora naczelnego, ale nie starała się na każdym kroku gryźć w język, żeby nie palnąć czegoś głupiego, stąd te żarty.
Na pewno wszyscy umierają z głodu — powiodła wzrokiem z kolegami z działu. Każdy pracował na pełnej, byle wyrobić się na czas i jak najszybciej pójść do domu. Na szczęście przełożony zapowiedział, że nazajutrz będą mogli odebrać wolny dzień i odespać. To akurat wspaniała wiadomość, bo inaczej nikomu nie opłacałoby się opuszczać budynku.
Kombinacja włoskiej kiełbasy i parmezanu brzmiała zadziwiająco dobrze. Dlaczego Finch wcześniej nie odkryła takiego połączenia?
Nie jadłam, ale chętnie spróbuję. Jestem otwarta na nowe smaki — pokiwała głową, a na wzmiankę o hawajskiej pizzy, skrzywiła się ostentacyjnie. — To naprawdę okropne, że w ogóle o tym pomyślałaś — parsknęła pod nosem. — Moją ulubioną jest taka ze szparagami i porem w migdałowym sosie. Wiem, strasznie fancy — zaznaczyła ze świadomością, że wiele osób mogło nie wiedzieć o istnieniu czegoś takiego. — Ale jeśli nie będzie, to z pieczarkami i szynką też jest w w porządku — dorzuciła jeszcze, żeby nie wyjść na jakąś burżuazję z podniebieniem francuskiego pieska. W końcu jadła burgery z Wendy's!
Poczekała aż Whitmore wróci do biurka, w międzyczasie kończąc kolejny artykuł. Jeszcze kilka i będą w domu!
Mamy dzień dobroci dla szarych pracowników, że firma stawia? Czy to za nasze wielkie poświęcenie? — posłała jej rozbawione spojrzenie, gdy ta tylko wróciła do biurka. — Kto by pomyślał, że Toronto Sun to takie wspaniały pracodawca — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. Oczywiście nie mówiła tego serio, wynosiła z redakcji same dobre doświadczenia.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zgadzała się z Kirą — żadna z nich nie chciała, aby jakikolwiek artykuł trafił na stronę (a tym bardziej do druku) z błędami. Jeszcze jak post na stronie można było edytować i poprawić bo wyłapaniu literówki, tak drukowane gazety szły w eter bez jakiekolwiek możliwości korekty. Tych wyłapanych przez Daisy w tekście Finch nie było wiele — kilka pojedynczych pozycji, a niektóre tak niewielkie, że pewnie przeciętny Kowalski nawet by tego nie zauważył.
Przeciętny Kowalski również nie usłyszałby, jak bardzo Whitmore zaburczało w brzuchu na samą myśl o pizzy. Niby jadła obiad, niby ukradła z kuchni kilka batoników, ale wciąż była głodna. Trochę głupio byłoby zamawiać pizze dla samej siebie, dlatego wyjątkowo bardzo ucieszyła się, kiedy Finch oznajmiła, że również miała ochotę. A kiedy dodała do tego, że nigdy nie próbowała pizzy z parmezanem i kiełbasą, Daisy aż zaświeciły się oczy.
Koniecznie musisz spróbować — machnęła ręką, o mały włos nie wypuszczając długopisu, który trzymała w dłoni. — Chociaż za ze szparagami też brzmi ciekawie — musiała przyznać. Osobiście Daisy nigdy wcześniej nie jadła na pizzy podobnych dodatków, ale podobnie jak Kira: była otwarta na nowe smaki. Nie bała się próbować nowych rzeczy — jeśli chodzi o jedzenie — a tym bardziej takich ze szparagami. Bo kto nie lubił szparagów?! Pochyliła się do kartki, żeby zapisać przy imieniu Finch jej zamówienie, oczywiście nie zapominając, żeby w nawiasie dopisać pieczarki i szynka na wypadek, gdyby tej fancy nie było w menu. Przez moment chciała nawet spytać blondynki, gdzie taką jadała, żeby może mogła złożyć zamówienie właśnie w tamtym lokalu, jednak szybko przekalkulowała, że było już grubo po dziesiątej wieczór i wybór lokali, jeszcze na tak duże zamówienie nie było sporo.
Dobra, idę zebrać zamówienia. Zaraz wracam — poinformowała, zbierając się z krzesła. Niby Kirę pewnie mało to interesowało, ale skoro już tak rozmawiały, Daisy wyszła z założenia, że powinna zapowiedzieć swoje opuszczenie stanowiska i pozbawienia Finch towarzystwa.
Zrobiła rundkę po całym dziale motoryzacyjnym z kartką i długopisem w ręce. W głównej mierze w pierwszej kolejności dostawała zszokowane spojrzenia i pytania pełne niedowierzania czy to na pewno okej, jednak po chwili każdy chętnie składał zamówienia. Większość osób poszło w klasykę, chociaż Whitmore zapisała też kilka odklejonych pozycij, do których dopisała alternatywę. Na koniec zawędrowała do biura naczelnego działu i po krótkiej rozmowie dopisała ostatnią pozycję.
Zgadnij, ile zgarnęłam zamówień — zagadała Kirę, kiedy tylko wróciła na miejsce i machnęła kartką tuż obok jej głowy. Odblokowała komputer, po czym włączyła Excela i zaczeła wszystko przepisywać, żeby odpowiednio posegregować zamówienie. Kilka pozycji się powielało, więc musiała wszystko policzyć, żeby przy składaniu zamówienia nie zrobić jakiejś gafy. A trochę tego było.
Na uwagę Kiry tylko prychnęła pod nosem. Nie odebrała tego jako złośliwości, chociaż dużo jej kolegów na podobnych stanowiskach z pewnością by to zrobiło. Whitmore może też, gdyby nie miała przyjemności wcześniej rozmawiać z Finch.
Wiesz, nie prowadzimy tutaj obozu koncentracyjnego — zaczęła spokojnie, nawet na nią nie patrząc, bo całą swoją uwagę oddawała przepisywaniu i robieniu tabelki. — Górze na pewno zależy na tym, żeby wam się dobrze pracowało — może to był moment, w którym brzmiała jak typowy przełożony, który wciskał kit swoim pracownikom, ale z drugiej strony Toronto Sun miało naprawdę sporo benefitów i jednak przykładało się do tego, żeby ludziom było tutaj dobrze. — A poza tym, to moja karta firmowa, najwyżej ja się będę z tego tłumaczyć — dopiero kiedy powiedziała ostatnie zdanie, przekręciła głowę i rzuciła Kirze wymowne spojrzenie. Wiadomo, że pomysł nakarmienia całego działu należał do niej i nikt oprócz Whitmore o tym nie wiedział, ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie Daisy.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Sun”