ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinien zamówić Ubera. Byłoby zdecydowanie łatwiej, wygodniej… i pewnie przynajmniej miałby jakieś szanse na to, żeby faktycznie dotrzeć gdziekolwiek. Na przykład gdziekolwiek dalej niż niecałą przecznicę od opuszczonego niedawno klubu, gdzie postanowił zrobić sobie chwilę przerwy, opierając się dla stabilizacji plecami o ścianę budynku i przeszukując kieszenie w poszukiwaniu papierosów. Albo skrętów. Albo czegokolwiek innego, co dałoby się zapalić.
I chyba nawet w trakcie tych poszukiwań przeszło mu nawet przez myśl, że Uber nie byłby mimo wszystko takim złym pomysłem. Szkoda tylko, że wyciągając z kieszeni telefon i próbując choćby sprawdzić na nim aktualną godzinę, mógł przekonać się co najwyżej, że ten jakoś pomiędzy kolejnymi drinkami musiał się rozładować. Co prawda równie dobrze mogło urządzeniu zaszkodzić to, jak przynajmniej kilkukrotnie wyleciało Dantemu z ręki, ale… dociekanie chyba i tak nie miało większego sensu. Efekt i tak był ten sam – póki co telefon pozostawał kompletnie bezużyteczny.
Z drugiej strony… chyba nawet nie przeszkadzało mu to jakoś szczególnie. Nie spieszyło mu się przecież, wcale nie miał do przejścia aż tak długiej drogi – oczywiście, w odpowiednim stanie każda droga stawała się absolutnie bezproblemowa i do przejścia – a jedyną przeszkodą mogło okazać się to, że w wyciągniętej z kieszeni paczce pozostały jedynie dwa jointy. Stanowczo za mało na pokonanie całej trasy. Zwłaszcza, że chyba nietrudno było przewidzieć, że przystanków podobnych do tego, musiałby po drodze zaliczyć przynajmniej jeszcze kilka. Gorzej, że wkładając rękę po raz kolejny do kieszeni mógł przekonać się o istnieniu jeszcze jednej dość istotnej przeszkody – zapalniczka ewidentnie przepadła gdzieś w okolicznościach co najmniej niejasnych, a z pewnością niezapisanych w pamięci.
No kurwa… – wymruczał ze skrętem pomiędzy wargami, na krótką chwilę zerkając w kierunku, z którego przyszedł. Powrót do klubu pewnie miałby jakiś sens choćby ze względu na to, że tam z całą pewnością znalazłby się ktoś z ogniem. Bo jednak próby poszukiwania własnej zapalniczki sensu nie miały ani odrobinę, z czego nawet w aktualnym stanie musiał poniekąd zdawać sobie sprawę.
Tyle tylko, że niespecjalnie chciało mu się wracać i jeszcze bardziej wydłużać przez to nocny spacer. Ściana za plecami okazywała się zresztą zaskakująco wygodna – dość, by skusić się na spędzenie przy niej jeszcze chwili lub nawet kilku. Przy odrobinie szczęścia mógł zresztą liczyć na to, że lada moment chodnikiem będzie przechodzić ktoś, kogo rzeczywiście mógłby zagadnąć o ogień. Zwłaszcza, że nawet mimo niezaprzeczalnie późnej pory, ulica nie była przecież tak zupełnie opustoszała. Gdzieś za rogiem dało się słyszeć całkiem donośne głosy przynajmniej kilku osób, które najwyraźniej również postanowiły spędzić ten wieczór na zabawie. I to całkiem niezłej – wnioskując po powtarzających się co jakiś czas śmiechach.
W takim wypadku pewnie wystarczyło tylko poczekać aż towarzystwo pojawi się w zasięgu wzroku, a nie tylko słuchu. Przy okazji – tak dla pewności – raz jeszcze sprawdzając kieszenie, by z rozczarowaniem przekonać się, że zapalniczka wciąż nie pojawiła się na swoim miejscu.

Erika Lindberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten wieczór generalnie rzecz biorąc należał do wieczorów udanych. Chociaż możliwe, że w tym momencie przez Erikę przemawiało zbyt wiele kolorowych drinków, które znalazły się w jej organizmie. Całe szczęście wciąż jeszcze trzymała się na nogach, a już na pewno była w stanie myśleć... może nie trzeźwo, ale raczej sensownie.
Nie przepadała za klubami. Raczej ich unikała. W jej stylu były bardziej bary, w których można było na spokojnie usiąść i porozmawiać ze znajomymi przy kilku piwach oraz może planszówkach, które w niektórych takich lokalach się znajdowały. Można też było pograć w billard albo rzutki. To było coś dla niej.
Jednak tym razem tej jednej kumpeli niezwykle mocno zależało na tym, aby przejść się do konkretnego klubu na mieście. Wyjątkowa sytuacja. Zwłaszcza, że Lindberg lubująca się raczej w stylu alternatywnym i gotyckim raczej nie chadzała do takich miejsc jak to wymienione przez koleżankę. No, ale czego się nie robi dla przyjaciół?
Udało im się wyjść z klubu, który dalej zdawał się tętnić życiem. Każde z nich było już wcięte lub w stanie bardziej niż wskazującym. Toczone rozmowy wybrzmiewały przez obecność alkoholu we krwi głośniej niż powinny, a śmiech idealnie podsumowywał każde zdanie, które padało z ust towarzyszy. Mieli w planie zadekować się w jeszcze jednym lokalu, gdzie podobno miał zmianę jakiś znajomy barman mogący im załatwić jakaś promocję na drinki, co zdecydowanie by im się przydało choć niektórzy z nich nie powinni pewnie pić już niczego więcej.
Nawet nie przypuszczała, że po wyjściu z klubu i przejściu może kilkunastu albo kilkudziesięciu metrów (zawsze trudno było jej oszacować odległości, a zwłaszcza w takim stanie) dosłownie wpadnie na kogoś znajomego. Idąc bowiem na samym skraju hałaśliwej grupy zahaczyła barkiem o nadciągającego z naprzeciwka chłopaka.
- Aj, sorry... - zaczęła, odwracając się do potrąconego ramieniem typa i przez dobrą chwilę mu się przyglądała. - Dante?
Nie widziała go już od jakiegoś czasu. Podejrzewała, że jeszcze trochę, a zapomniałaby w ogóle jego twarz. Zresztą nawet obecnie potrzebowała mu się dłużej przyjrzeć w skupieniu, aby móc ocenić czy na pewno nie pomyliła z nim kogoś innego.
- Eeeeeeeerikaaaa. Ricky! Ej! - otrzeźwił ją przynajmniej na chwilę głos szatyna, obejmującego wysoką blondynkę, który odwrócił się w jej kierunku. - Znasz gościa?
Potaknęła jedynie i przysunęła się bliżej do Levasseura, aby poklepać go po klatce piersiowej w jakże niezawodnym geście, że faktycznie znała tego gościa.
- Jasne. To Dante. Mój partner... - w tym momencie brwi kilku osób powędrowały w górę w zdziwieniu na tę rewelację nim Lindberg zdołała dokończyć. - ... w zbrodni. Ziomek.
To już wyjaśniało nieco więcej i pewne zainteresowanie już zdążyło zniknąć z twarzy jej znajomych. Szatyn wydawał się zadowolony odpowiedzią.
- Git. Możemy was zostawić jak chcecie. Chyba, że kumpel chce dołączyć... Wiesz, gdzie szukać - odparł, bo najwyraźniej ekipa chciała dać im chwilę na to, aby wymienili kilka słów jeśli tylko chcieli. Żadne z nich nie chciało stać na chłodzie dłużej niż było to konieczne.

Dante Levasseur
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy już samo utrzymywanie równowagi wymagało nieco większego niż zwykle skupienia, bezkolizyjne minięcie się z kimkolwiek na chodniku tym bardziej stanowiło pewne wyzwanie. W takim wypadku raczej trudno byłoby więc określić, czy to faktycznie Erika potrąciła jego, czy może on ją. Choć to chyba nie było konieczne – grunt, że żadne z nich na tym nie ucierpiało i nie zaliczyło przy okazji bliższego spotkania z podłożem.
Z początku nawet nie zwrócił większej uwagi na to, z kim tak właściwie miał okazję się zderzyć. Priorytetem było przecież zapytanie o ogień, co zresztą zamierzał zrobić, wcześniej wyciągając spomiędzy warg wciąż nieodpalonego skręta. Dopiero usłyszenie własnego imienia nieco zbiło go z tropu i zmusiło do tego, żeby lepiej przyjrzeć się wypowiadającej je osobie.
I chociaż zwykle imiona stosunkowo łatwo gubiły się w jego pamięci, a przypisywanie ich do właściwych twarzy często okazywało się zadaniem wręcz niewykonalnym, tym razem poszło całkiem gładko. I to jeszcze zanim jeden z towarzyszy Eriki miałby wypowiedzieć to konkretne imię na głos. Nic zresztą dziwnego, w końcu okoliczności ich poznania śmiało można było uznać za wystarczająco nietypowe, by zapamiętać je bez większych trudności. Nawet mimo upływu dobrych kilku lat. I aktualnego, zdecydowanie dalekiego od trzeźwego, stanu.
Erika Kuzynka Krisa! – wypalił więc z uśmiechem, na moment zapominając nawet o dotychczasowym priorytecie. Zwłaszcza, że przecież przypomnienie o ich co najmniej średnio udanej zbrodni wymagało przecież krótkiego parsknięcia śmiechem. Tak samo, jak wzmianka znajomego Eriki o tym, że być może Dante miałby chcieć do nich dołączyć – gdziekolwiek właściwie się wybierali – wymagała przynajmniej krótkiego zastanowienia. Póki co jednak – bezowocnego, toteż być może ewentualną decyzję lepiej było odłożyć na bliżej niesprecyzowane później.
Mam nadzieję, że przez ten czas podszkoliłaś się trochę we włamaniach. Bo, słuchaj, tak się składa, że jest taka jedna piwnica, którą dobrze byłoby przeszukać… – raczej nietrudno było domyślić się, że w jego wypowiedzi nie było absolutnie nic na poważnie. Zwłaszcza, że powrotu do wspomnianej piwnicy w zasadzie nie planował – ani przez ostatnich parę lat, ani tym bardziej teraz. Choć z drugiej strony… w trakcie ich pierwszego spotkania też nie planował niczego podobnego.
Mimo wszystko – chyba i to póki co można było odłożyć na niedookreślone później, co zresztą podkreślił niedbałym machnięciem ręką. Bo przecież krótkie zerknięcie na trzymanego w ręku skręta przypomniało mu, że istniały jednak sprawy znacznie bardziej pilne.
Albo po prostu powiedz, że masz przy sobie ognia – stwierdził więc, w wymownym geście unosząc lekko dłoń z bezużytecznym na ten moment jointem. Na wszelki wypadek zerknął też przez ramię, żeby ocenić jak daleko zdążyli odejść jej znajomi – gdyby miało okazać się, że to jednak ich wypadałoby dogonić, żeby wreszcie zdobyć niezbędną zapalniczkę.

Erika Lindberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wnikała w to czyją winą było to potrącenie, ale byłą przekonana, że to wszystko przez to, że sama szła na skraju swojej grupy i nie bardzo uważała na to, gdzie dokładnie szła ani na to czy cokolwiek znajdowało się na jej drodze. Nie było to jednak szczególnie istotne. Zwłaszcza dla nich, bo nie przejmowali się tym w żadnym stopniu.
Nie widzieli się od naprawdę dawna, ale biorąc pod uwagę to jaki duet stanowili to na pewno trudno byłoby im siebie zapomnieć. Zapewne, gdyby nie to, że oboje wlali już w siebie spore ilości alkoholu to byliby w stanie szybciej się rozpoznać. Najważniejsze jednak, że w pewnym momencie doszło do aktywacji neuronów. Może jednak była niezapomniana?
Nie mogła się nie uśmiechnąć, gdy tylko usłyszała to jak radośnie chłopak wypowiedział jej imię. Chociaż może było to bardziej rozbawienie, bo oczywiście nie bardzo spodziewali się na siebie wpaść po takim czasie. Na pewno ich przygody były pamiętne, a Lindberg mogła być dumna z tego, że nie skończyło się to interwencją policji oraz pamiątką w postaci wpisu do akt.
- Jakoś nie miałam ku temu okazji. Bez ciebie nie miało to takiego uroku - zażartowała, nie biorąc kompletnie na poważnie jego słów. W końcu był to zwyczajny żart.
Może jednak powinna zrobić jakiś research oraz przejść przez kurs otwierania zamków? To mógł być nawet dobry pomysł i mógł pomóc jej wcielać się w role złodziejaszków, gdyby tylko miała zagrać takowym w kolejnej kampanii podcastu.
- Tak się składa, że mam - powiedziała, sięgając do kieszeni czarnych jeansów, z której wyjęła po chwili dosyć elegancką zapalniczkę. - Mogę użyczyć jak dasz bucha.
To był w zasadzie jej jedyny warunek, bo wszyscy doskonale wiedzieli, że joint smakował o wiele lepiej w momencie, gdy dzieliło się go z drugą osobą. Przynajmniej ona miała takie doświadczenie związane z paleniem zioła.

Dante Levasseur
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z zadziwiającą łatwością zapominał zwykle imiona większości osób poznawanych w najbardziej typowy dla siebie sposób – widocznie okoliczności okołoimprezowe wyglądały zazwyczaj zbyt podobnie, by po upływie czasu móc je jakoś różnicować. Nawet więc, jeśli nie było to zbyt wiele znaczące wyróżnienie, Erikę śmiało można było zaliczyć do tego nielicznego grona, względem którego byłby w stanie bez większego trudu przywołać w pamięci nie tylko jej imię, ale i okoliczności poznania się.
Dobra, jeszcze nic straconego, nadrobimy to później – wprawdzie mogło się okazać, że później oznaczałoby za kolejnych kilka lat, ale… może wcale nie musiało być aż tak źle. Tym razem przynajmniej nie planował w najbliższym czasie ruszać się na dłużej nigdzie poza Toronto, więc – jak się zresztą okazywało – prawdopodobieństwo ponownego wpadnięcia na siebie znacząco przy tym rosło. Choć w tym konkretnym przypadku… może lepiej byłoby dla nich, gdyby pozostało na dotychczasowym poziomie. W końcu raz już udało im się uniknąć zarówno mniej lub bardziej przypadkowego postrzelenia, jak i odpowiedzialności karnej za włamanie. Drugi raz mogli już nie mieć tyle szczęścia. Tym bardziej, że pewnie żadne z nich nawet za bardzo by się tym nie przejmowało…
Uczciwa transakcja – stwierdził z uśmiechem, przekazując jej nieodpalonego skręta. Skoro to ona dysponowała ogniem, mogła czynić honory i odpalić go, żeby przy okazji poczęstować się wynegocjowanym buchem. Albo kilkoma, w końcu przecież nie zamierzał jej ich wyliczać, nawet jeśli cierpiał aktualnie na deficyt czegokolwiek do palenia, w dodatku bez większych szans na szybkie uzupełnienie go.
Znajomi trochę ci uciekli… – zauważył, orientując się po chwili, że rzeczywiście słyszane dotąd głosy zdążyły jakoś tak w międzyczasie nieco przycichnąć i oddalić się. Kontrolne zerknięcie przez ramię też zresztą potwierdzało to błyskotliwe spostrzeżenie. – Odprowadzić cię do nich?
W końcu… gonienie ich byłoby raczej nie najlepszym pomysłem, kiedy już potwierdzone zostało, że samo chodzenie – zwłaszcza bezkolizyjne – mogło stanowić pewne wyzwanie. Z kolei pozwolenie na to, żeby Erika sama snuła się za nimi o tej porze też nie wydawało się być zbyt dobrą opcją. A skoro tak – pozostawało najwyraźniej wydłużenie nieco własnego spaceru i odprowadzenie jej do nich. Przy jednoczesnym taktownym przemilczeniu tego, że najpewniej i tak na niewiele mógłby się jej aktualnie przydać, gdyby rzeczywiście miała po drodze potrzebować jakiejkolwiek pomocy.
Z drugiej strony – wciąż przecież mieli skręta do wypalenia. A wspólne ruszenie się z miejsca przy obecnej temperaturze wciąż mimo wszystko zdawało się być opcją zdecydowanie lepszą niż tkwienie w miejscu.

Erika Lindberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”