28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Im dłużej nie mogły odnaleźć Xaviera, tym bardziej serce Erin podchodziło do jej gardła. Chociaż starała się ze wszystkich sił być opanowaną, to wyobraźnia już zadawała pytanie: co będzie, jeśli go tutaj nie ma?
Tłum zafalował robiąc przejście dla tej małej osóbki. Jej włosy zafalowały intensywnie, kiedy zatrzymała się w pół kroku, widząc mini dioramę matczynej miłości, pełnej złości na głupotę syna, ale miłości.
- Dzięki Panie... - wyszeptała z głębokim westchnieniem, czując ukłucie serca.
Gardło ścisnęło się jej jeszcze bardziej, kiedy usłyszała słowa Marii, wymuszając jedną łezkę, którą szybko ukryła ocierając z twarzy. Specjalnie nie zbliżała się dając im czas na to, by byli tylko ze sobą, ale przez jej ciało już zaczęła przelewać się ulga. Napięcie schodziło, przypominając o tym, że kolana ma tak miękkie, że ledwo stoi. Na szczęście nie odmówiły jej posłuszeństwa, aż do momentu, w którym podbiegła do niej Maria.
Erin pokręciła szybko głową, jakby chciała powiedzieć, że za nic nie trzeba przepraszać. Uśmiechnęła się ciepło, nie mogąc wkleić swojego słowa w to, co mówiła Maria. Dlatego ściskała tylko jej dłonie w pożyczonych rękawiczkach.
- Ty zrobiłabyś dla mnie to samo... Właściwie, to zrobiłaś. - odpowiedziała i raz jeszcze mocniej ścisnęła jej dłonie. - Cieszę się, że mogłam...
Zawahała się na chwilę, nad czymś intensywnie myśląc. Jej oczy spłynęły na splecione dłonie, a potem wróciły do twarzy rozmówczyni. Przygryzła wewnętrzną stronę dolnej wargi.
- Amm... Właściwie jest coś. - zaczęła niepewnie, nie bardzo wiedząc, jak ubrać to w słowa.
No dalej Mała, najwyżej powie nie.
- Dopiero co przeniosłam się do Toronto... - to gwałtownie zmieniła ton: - Ale nie czuj się do niczego zobligowana!
Uch, jaki mętlik!
- Jak to wszystko opadnie... Może mogłybyśmy pójść kiedyś na kawę? - zapytała, po czym sama sprzedała sobie mentalnego facepalma: - A tak przy okazji... Jestem Erin.

Maria A. Perez
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maria w tym momencie czuła tylko ogromną ulgę na widok własnego syna i wszystkie te potencjalne scenariusze co gdyby… odbijały się od niej, ale przyjdzie dzień, w którym będzie musiała to wszystko przetrawić. Kto wie, może jeszcze tego samego wieczora, ale teraz czuła ulgę tak silną, że na moment straciła ostrość widzenia, a świat zawirował. Napięcie wcale z niej nie zeszło, ale zostało zakamuflowane, pod przyjemnym ciepłem, jakie zagościło w jej ciele na widok względnie bezpiecznego syna. Krew powoli znów zaczęła przepływać przez jej ciało naturalnym rytmem, a nie targanym nerwami.
Słysząc głos dziewczyny, która najwyraźniej chciała jej coś zaproponować, Maria zamrugała kilkakrotnie przez chwilę patrząc na nią wyraźnie zaskoczona. Ta młoda dziewczyna, która przed chwilą nawoływała z nią syna, teraz stała przed nią, nieśmiało prosząc o kawę. To zaproszenie było niczym nagły powrót do rzeczywistości, po tym całym dramacie, ogniu, poczuciu winy, ta zwyczajna propozycja wspólnej kawy wydawała się… miłym i bezpiecznym gestem. — Erin — powtórzyła cicho przytakując. — Jestem Maria — odpowiedziała czując, jak na sercu robi się jej cieplej. Słysząc jak wspomina, że w Toronto jest dosyć krótko, mimowolnie zobaczyła w niej cząstkę siebie. Dobrze pamięta ten czas, kiedy się tutaj przeniosła pełna nadziei na coś niesamowitego… i owszem, przeżyła wiele niesamowitych chwil, ale nie było łatwo. Poczuła wręcz instynkt, by pomóc jej odnaleźć się w tym mieście. Nie mogła nie przystać na propozycję wspólnego zacieśnienia więzi, dlatego zaśmiała się słysząc zmieszanie w głosie dziewczyny i szybko pokręciła głową.
— Żadna kawa, moja droga! — zaczęła, ale z takim entuzjazmem, że Erin nie mogła spodziewać się odmowy, z resztą szybko dodała — Wpadniesz do mnie na kolację. Zrobię empanadas i arroz con pollo. Sprawię, że na chwilę zapomnisz o tej zimowej aurze — pamiętała jak jej najbardziej brakowało słońca, letnich wieczorów, otulającego ciepła. Często też nadrabiała to posiłkami, które dobrze znała ze swoich rodzinnych stron.
— Masz przy sobie telefon? Podyktuję ci swój numer i się odezwiesz do mnie — w jej głosie można było wyczuć troskę, szczególnie gdy już podyktowała jej swój numer i spojrzała na niej z czułym uśmiechem. — A teraz uciekaj już, wystarczająco przez nas zmarzłaś… I dziękuję raz jeszcze, Erin. Za wszystko.


Erin St. Clair :wtulacz:
Latina, Ave Maria
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

To zaproszenie na kawę przez moment wydawało jej się tak głupie, jakby narzucała się Marii. Aż schowała głowę w ramionach, sprawiając że szalik podjechał pod sam nos. Entuzjastyczna reakcja nowej znajomej sprawiła, że Erin uniosła spłoszone spojrzenie na nią czując, że chyba jednak przekroczyła jakąś granicę.
Ale jej ramiona zaraz opadły z cichym westchnieniem, uwięzionym w zawoju z ciepłego materiału. Spojrzenie zmieniło się we wdzięczne i uśmiechnięte, ale trzeba było chwili walki z szalikiem, żeby i usta Erin pokazały uśmiech.
- Poważnie? - zapytała, tak na wszelki wypadek. - Dziękuję!
Odpowiedziała na chwilę koncentrując całą uwagę na przeszukiwaniu swojej wielkiej torebki, w poszukiwaniu telefonu. W końcu udało jej się go zlokalizować i wstukała podyktowany numer po to, żeby zaraz puścić wiadomość do Marii.
- To może ja upiekę jakieś ciasto! - zaproponowała.
Josh jej nie uwierzy, jak mu powie, co się tutaj wydarzyło i że chyba znalazła przyjaciółkę. Spojrzała jeszcze z rozczuleniem i ulgą na Xaviera, który chyba sam nie bardzo wiedział co się teraz dzieje. Sięgnęła po dłoń Marii i ścisnęła ją lekko, w odpowiedzi na jej podziękowania. Odpowiedziała równie czułym uśmiechem. Po czym potarła swoje ramiona udając, że rzeczywiście zmarzła.
- Do zobaczenia!
Odchodząc spojrzała na zegarek na nadgarstku, orientując się, że spóźniła się na swoją wizytę u ginekologa. Z resztą chyba pożar sam z siebie by ją odwołał? A może nie... To chyba była jakaś znajoma Josha.
Mam przekichane... Znowu będę musiała go przepraszać w łóżku. Zachichotała pod nosem i ruszyła w kierunku parkingu, na wszelki wypadek wybierając numer do przychodni, żeby przełożyć wizytę, ale jak się spodziewała, w szpitalu musiał panować dalej chaos.

(zt.)
Maria A. Perez :wtulacz:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”