-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W głębi duszy jednak sam też się stresował, choć umiejętnie to maskował i chował pod swoim zwykłym kocurowym uśmiechem kogoś, kto niczym się nie przejmuje i nie ma żadnych zmartwień - bał się o Salvatierrę i podejrzewał, że jednak coś złego dzieje się z jego sercem. To dlatego wczoraj od razu wyszukał lekarza z wizytą dostępna na dzisiaj; uważał, że to jest problem do jak najszybszego sprawdzenia i nie ma co z tym zwlekać. A jeśli się faktycznie okaże, że to jakieś problemy z przewodem pokarmowym, to tylko lepiej.
Uparł się nawet, że sam będzie prowadził samochód mimo, że od jakiegoś roku nie siedział za kółkiem. Ale dzisiaj po prostu musiał. Ponieważ wyciągnął przyjaciela z domu odpowiednio wcześnie, mógł jechać niezwykle ostrożnie i przepisowo - i tak właśnie jechał. Podprowadził mężczyznę do rejestracji, a później usiadł z nim pod gabinetem, udając całkowicie wyluzowanego i nie stresującego się absolutnie niczym. Miał nadzieję, że Alvaro nie dopatruje się w nim jakichś drobnych spięć mięśni, nerwowych spojrzeń ani zdenerwowania ukrytego w oczach - doprawdy nie było mu to teraz potrzebne.
- Alvaro Salvatierra? - zapytał lekarz, wychodząc z gabinetu - Zapraszam.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Alvaro wcale nie miał ochoty jechać do lekarza, z prostej przyczyny: bał się, że usłyszy, że to coś poważnego, a wcale nie chciał usłyszeć czegoś podobnego. Nie miał teraz czasu na chorowanie, miał pracę którą naprawdę lubił, dobrze zarabiał, miał małego szkraba (który miał już niemal pół roku, dacie wiarę?), właśnie kończyli przygotowywać mu pokój w domu Santiago, a poza tym poza pierwszy od dawna był naprawdę szczęśliwy i spełniony u boku faceta, którego kochał, odkąd właściwie sięgał pamięcią. Dosłownie - nie miał teraz czasu na to, żeby chorować. Próbował coś nawet przebąknąć, że może przełożą tego lekarza na jakiś inny termin, że może to wcale nic takiego pilnego, ale sposób w jaki Santiago na niego spojrzał skutecznie zniechęcił go do dalszych prób wykręcenia się od badań.
Tym razem Palermo nie doszukiwał się w Santiago ukrywania jego prawdziwych emocji - nie musiał i nie chciał tego robić. Domyślał się, że Tiago był zestresowany w podobnym stopniu co on sam, ale akurat teraz był mu wdzięczny, że tego nie pokazywał. W tym jednym momencie potrzebował tego uśmiechniętego ironicznie dupka, któremu wszystko w życiu po prostu wychodziło i który miał u stóp cały świat, jeśli tylko tego chciał. Być może to trochę wygodnickie z jego strony, ale o ile zwykle był w stanie być silny, o ile potrafił potrzymać Santiago - jakkolwiek, czy to psychicznie, czy fizycznie - to o tyle teraz nie był już aż tak silny, żeby utrzymać samego siebie w ryzach, a co dopiero jeszcze drugą osobę.
Zgodził się nawet, żeby to Santiago prowadził, ale i tak trochę marudził - że dawno nie siedział za kółkiem, że lepiej by było, gdyby to on poprowadził, że najważniejsze, że Santiago przy nim jest i że nie musi robić nic więcej... ale nie do końca była to prawda, bo naprawdę był mu wdzięczny za to, że usiadł za kółkiem, gdyż obawiał się, że on akurat mógłby nie dowieźć ich do celu w jednym kawałku.
Gdy siedział już pod gabinetem nerwowo obgryzał skórki tuż przy paznokciach, a jego noga podskakiwała tak szybko, jakby właśnie trenowała do maratonu. Gdy w końcu z gabinetu wyszedł lekarz i zaprosił go do środka Alvaro podniósł się z krzesła, rzucając jeszcze krótkie spojrzenie na Santiago i wszedł za doktorem do gabinetu. Chciał poprosić Santiago, żeby faktycznie wszedł za nim do środka, ale... chyba uznał, że doktor pomyśli sobie o nim nie wiadomo co, że facet w wieku lat czterdziestu potrzebuje trzymania za rączkę w gabinecie, więc ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu. Mimo to, gdy usiadł już na krześle czy na leżance, zależy gdzie doktorek mu kazał, czuł się trochę tak, jakby wszedł do tego gabinetu niepełny. Jakby zostawił na tym korytarzu jakąś część siebie. Mały, pieprzony obsesjonista.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W tym ostatnim się nie mylił.
Z drugiej strony wiedział, że odwlekanie wizyty może tylko pogorszyć wszystko, jeśli rzeczywiście okazałoby się, że stan zdrowia jest poważny; w wielu wypadkach dało się wyleczyć, jeśli tylko reakcja na objawy byłaby odpowiednio szybka. Tak, to była logika. Co innego jednak z praktyką, bo strach bywał znacznie silniejszy - i po to Alvaro miał teraz Santiago.
Pod gabinetem, widząc to obgryzanie skórek i podskakującą nogę mężczyzny, de la Serna uśmiechnął się i położył dłoń na jego kolanie.
- Calmate - powiedział łagodnie - No es la primera vez que vas al médico. No te hará daño. Te recetará unas pastillas para los gases y nos iremos a casa.
Gdy lekarz wywołał Alvaro, Santiago przyjrzał się partnerowi spojrzeniem mówiącym "jeśli chcesz, mogę z tobą wejść", ale nie odezwał się, nie chcąc robić mu wstydu. Ostatecznie został na korytarzu i dopiero wtedy pozwolił sobie odetchnąć głęboko na uspokojenie. Oparł łokcie o kolana, a palce wsunął we włosy, opierając czoło na dłoniach. Teraz on miał ochotę potrząsać nogą i gryźć skórki.
Alvaro Salvatierra
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
- Dobrze, proszę, w czym mogę pomóc? - zapytał ciepło, spodziewając się kolejnego dzisiaj przeziębienia. W taką pogodę nietrudno było o takie sprawy, tym bardziej, że doprawdy ciężko było przewidzieć, jak powinno się ubrać tego dnia, a to skutkowało smarkaniem, drapaniem gardła i prośbami o zwolnienie z pracy. Co jednak ciekawe, ten człowiek nie wyglądał, jakby miał zapchany nos czy ból gardła, więc być może przyszedł z innym problemem. Może biegunka...? To też się często zdarzało. Albo bolące uszko. Taki standard wizyt internistycznych, z których większość kończyła się tak samo: tydzień zwolnienia, odpowiednie recepty i przechodziło.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Alvaro usiadł, zakładając nogę na nogę i próbując wyglądać na rozluźnionego, ale raczej dość średnio mu wychodziło. Widać było, że jest spięty i zestresowany, nawet jeśli starał się siedzieć w miarę spokojnie - tym razem poruszał nogą, którą opierał na drugiej, stojącej na podłodze, więc wciąż sprawiał wrażenie, jakby chciało mu się podskakiwać. I wcale nie było to miłe podskakiwanie, nie było wynikiem radości czy szczęścia. Zdecydowanie nie.
- Od kilku miesięcy odczuwam ból, gdzieś tutaj - wykonał delikatny obrót nadgarstkiem, palcem wskazującym wskazując na lewą stronę swojej klatki piersiowej. - Czasem jest lekki, jakby takie ukłucia, a czasem mam wrażenie, że ktoś postawił mi tam jakiś duży ciężar. - mimowolnie jego kciuk powędrował pomiędzy zęby, ale dość szybko się zorientował, że gryzienie się przy lekarzu może nie być specjalnie dobrym pomysłem, więc cofnął rękę i obie dłonie położył na poręczach krzesła.
- Miewam też problemy ze złapaniem oddechu, mimo że wcześniej niekoniecznie wykonuję jakiś wysiłek. Szybciej się męczę i to chyba nie tylko kwestia wieku. - kącik jego ust drgnął w półuśmiechu. - Najpierw myślałem, że to stres, bo trochę się ostatnio działo w moim życiu, ale... ale ostatnio nie jestem tego taki pewien, wie pan - wzruszył lekko ramionami, wciąż trochę pozując na takiego, który jest zrelaksowany i przyszedł tutaj właściwie dla profilaktyki. - Chciałbym się upewnić, że to nic poważnego.
Santiago de la Serna
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
- Mierzy pan ciśnienie? - zapytał - Czy nadal ma pan stresujące życie? Czy jest pan w stanie tego stresu unikać?
Miał więcej pytań, ale nie chciał zadawać ich wszystkich na raz, jak z karabinu, bo to po pierwsze zagubiłoby pacjenta, a po drugie zestresowałoby go, co zdecydowanie nie było wskazane w tej sytuacji. Odczekał, aż Alvaro odpowie na tych kilka pierwszych, zanotował odpowiedzi w karcie i dopiero przeszedł do kolejnych.
- Czy ból jest piekący, czy raczej kłujący? Jak często się to zdarza? Od jak dawna?
Kolejna przerwa na odpowiedzi, notatki w karcie pacjenta, następna seria pytań:
- Czy to się zdarza w konkretnych sytuacjach, czy niezależnie od tego, co się dzieje? Czy ból się nasila, kiedy przybiera pan konkretną pozycję ciała?
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Niedawno urodziło mi się dziecko, odpowiadam za ważne projekty w firmie, a mój facet jest chory na coś, na co jeszcze nie wymyślili lekarstwa i nie wiem czy został mu miesiąc czy może pół roku - otrzeźwiło go nieco dopiero to, gdy usłyszał, jak niski i niemal zwierzęcy warkot wydobył się z jego gardła. Ponownie opadł na krzesło, wtulając plecy w oparcie i przymknął oczy. - Więc tak, mam stresujące życie nie wiem, czy da się to jakoś ograniczyć. I nie, nie mierzę ciśnienia.
Ochota, żeby stąd wyjść, była coraz większa, ale starał się wytrzymać ten grad pytań i odpowiadać na kolejne już nieco spokojniej; brał pod uwagę to, że Santiago zapewne nadal siedział pod gabinetem, więc jeśli wyjdzie stamtąd półtorej minuty po wejściu, to jednak ciężko będzie udawać, że już po badaniu i że w sumie wszystko jest w porządku, nie ma się czym martwić i mogą wrócić do domu. Chyba tylko to utrzymało go na siedzeniu.
- Piekący, chyba. Nie wiem, nie znam się na rodzajach bólu. - wywrócił oczami. Jego noga znów zaczęła podskakiwać. - Nie wiem czy często... raz na jakiś czas, zwykle przynajmniej kilka razy w tygodniu, powiedzmy raz na dwa-trzy dni. Zaczęło się mniej więcej we wrześniu albo w październiku, coś takiego.
Przebiegł wzrokiem po gabinecie, czekając na kolejne pytania i wciąż walcząc z przemożną chęcią ucieczki.
- Nie zauważyłem, żeby działo się tak w konkretnych sytuacjach albo w konkretnych... pozycjach. Często zaczyna mnie boleć w momencie, gdy prowadzę jakąś emocjonującą rozmowę, to fakt, ale nie tylko wtedy. Nie wiem kiedy się nasila, ale wiem, że jeśli się położę albo przynajmniej jakiś czas posiedzę i staram się nie poruszać, to wtedy przechodzi i mogę potem normalnie oddychać i już nie boli aż tak bardzo. Po jakimś czasie odpoczynku zwykle przechodzi całkiem, przynajmniej na jakiś czas.
Santiago de la Serna