-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Give me excess of it, that, surfeiting,
The appetite may sicken and so die.”
Pojebało go. Nie było innego wytłumaczenia na bałagan, jaki miał w głowie.
Catherine zapakowała mu jedzenie, ciężar siatki był całkiem niezłym uziemieniem dla jego rozbieganych myśli. Lepsze to, niż nic.
Nie bawił się w takie rzeczy zazwyczaj, okay? Lata temu, spędzając czas z Holloway nie musiał się zastanawiać o cholerę tu chodziło i co oni właściwie robili. A teraz.. Teraz działo się wszystko, na raz. Zaskakiwało go z jaką łatwością wrócił do pisania z nią jakby cofnęli się w czasie. Jak naturalnie przyszło mu podrzucanie niezbyt czystych pomysłów na spędzenie czasu, przynajmniej jakby byli kiedykolwiek "razem". Nie byli. Ani w przeszłości, ani z końcem tego roku; był niczyj, należał do siebie i lubił to.
Na pewno?
Wpadła z impetem znów w jego życie, tamtego dnia musiał zagłuszyć natrętne myśli i zwykle mógłby po prostu oddać się używkom, ale jedyne co wydawały się wzmagać, to potrzeba stalkowania. Nie był stalkerem. Nie chciał przekopywać się przez dokumenty w biurze, żeby wygrzebać adres Vity i jej numer telefonu. Nie podała mu ich, więc..
Tego dnia znów postanowiła podjąć decyzję za niego, a on znów jej na to pozwalał. Idiota.
- Dostawa. - tak się zapowiedział, gdy usłyszał ją w domofonie, potem tylko wspiął się na jej piętro. - W sumie mógłbym być dostawcą.. gdybym miał prawo jazdy. - wyszczerzył się do niej na powitanie, próbując zignorować to, jak jego serce podskoczyło na jej widok. God damn. Zawsze tak na niego działała, czy to była jakaś nowa, postępująca choroba? Zawsze go tak hipnotyzowała, czy to był jeden z objawów?
Uznał, że skupienie się na jedzeniu, to był dobry pierwszy ruch, bo szczerze, też był głodny; dawało mu to też wymówkę, bo naprawdę nie wiedział, jak miał się z nią przywitać. Ostatni pocałunek tydzień wcześniej był zupełnie inny niż.. Niż wszystko inne? Zbyt skomplikowane. Nie potrafił trawić takich rzeczy, z jedzeniem radził sobie znacznie lepiej, więc po prostu wyminął ją, pokazując idiotycznie długi język po drodze i znalazł drogę do kuchni, gdzie mógł odłożyć siatkę na blat. Póki miał zajęte ręce, nie musiał się obawiać, że odwali coś głupiego, prawda?
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
hiding from the rainfall
Nie wiedziała, co tak właściwie siedziało jej w głowie. Przecież miała to sobie wszystko poukładać, przemyśleć, czy jakakolwiek znajomość - jej wznowienie - będzie dobrym pomysłem. Ale co w tym wszystkim właściwie szkodziło? Serio? Czy naprawdę miała się za taką idiotkę? Spędzając drugi dzień na malowaniu obrazu, zerkała raz po raz na swój telefon, po czym jej wzrok znów tkwił w portrecie, który namalowała - twarzy Bennetta. Przecież to nic takiego, że go namalowała i myślała o nim od tamtego pocałunku, prawda? O tym, że tęskniła za posmakiem jego ust, który pozostawił tamten nocny pocałunek, przed którym bała się przyznać, że jej się podobał.
Pisanie do niego, wymienianie SMS-ów, spoglądanie co chwilę na ekran, czy aby na pewno nie odpisał, sprawiało, że w jej klatce piersiowej pojawiało się ciepłe uczucie, a kąciki ust same drgały. Wcale nie była dziś w pracy - faktycznie kiepsko się czuła, a poza tym miała wolne. Nie chciała tylko, żeby wiedział, że naprawdę chciała go zobaczyć, więc musiała znaleźć na to jakąś wymówkę. Gdy zgodził się przynieść jedzenie, prawie podskoczyła z zachwytu. Poszła do lodówki po sodę i otworzyła ją, by po odwróceniu się ujrzeć Milo, który spoglądał na nią, jakby właśnie ją oceniał.- Nie patrz tak na mnie, to tylko przyjaciel z przeszłości - prychnęła pod nosem.
Czekając, tak bardzo jej się dłużyło, że w końcu zdecydowała się pójść pod prysznic i przebrać w piżamę. Nie miała co ze sobą zrobić i tylko patrzyła w ekran, aż pojawi się potwierdzenie, że jedzie. Podekscytowanie wypełniało jej pierś. Naprawdę chciała go zobaczyć. Przyjrzeć się jeszcze raz jego oczom, temu pasemku siwych włosów, które dodawało jego fryzurze charakteru, zadbanemu zarostowi. Chciała go znowu poczuć. Ah, to wszystko było takie skomplikowane. Za skomplikowane. Ale zanim zdążyła się nad tym dłużej zastanowić, usłyszała pukanie do drzwi. Podbiegła do nich, otworzyła je i uśmiechnęła się szeroko.- Dostaje pan ode mnie dwie gwiazdki! - prychnęła, podążając za nim do kuchni i przyglądając się jego plecom. Bardzo chciała go przytulić. Zatrzymała jednak ręce przy sobie. A kiedy położył jedzenie na blacie, chwyciła talerzyki i sztućce i poszła do salonu, żeby położyć je na stole. Wróciła po pojemniki i ustawiła je obok, żeby mogli nałożyć sobie, kto co chciał. Zapach jedzenia wypełnił jej nozdrza i zamknęła oczy z uśmiechem.- Fucking hell, zaraz dostanę foodgasmu - rzuciła rozochocona. - Dobra, Lexie, w lodówce masz piwo, sodę - bierz, co chcesz, i chodź tutaj!-Rozsiadła się na kanapie podekscytowana, klaszcząc lekko dłońmi-Weź mi colkę, proszę!- dodała, włączając telewizor i Spotify, żeby w tle leciała muzyczka.- Jak zjemy, może chcesz rundkę w Tekkena albo Mortal Kombat? Skopię ci dupsko!- Była przeszczęśliwa. Dlaczego wszystko przy nim było takie łatwe? Tak… naturalne?
dostawca
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
"Fucking hell, zaraz dostanę foodgasmu." Na moment wstrzymał oddech, uśmiechając się pod nosem idiotycznie; ciało nadal robiło, co kazał, pomagając wszystko ogarnąć, ale urywki wspomnień wkradały się do jego głowy, posyłając dreszcz w dół kręgosłupa, stawiając włoski na karku. Szybkie, gorące oddechy, słodkie odgłosy wydzierające się z jej gardła, dłoń wplątana w jego włosy, ich ciała zaplecione, poruszające się w zgodzie, jakby tak było od zawsze. "Lexie..." Godfuckingdamnit. Odetchnął krótko, nie mógł nic poradzić na reakcję własnego ciała. Wyobraźnia absolutna, przywołanie tego, co czuł w momencie nie było takie trudne. I chciał więcej. Potrzebował więcej. Rozpraszał się. Sunął za nią głodnym spojrzeniem i w sumie, jak tak myślał, jedzenie mogłoby ewentualnie poczekać. Zanurkował w lodówce, łapiąc dla siebie piwo, dla niej kolkę, przywitał chłód wdzięcznie; musiał ochłonąć. Niczego mu nie obiecywała, nie? Nawet jeśli całe to spotkanie wzięło się z jego głupiego tekstu o powtórzeniu ich krótkiej przygody w restauracji.
- Yeah! Ale to zaraz. Głodny. Jedzenie. Yum. - wrócił do niej z napojami, wskoczył na kanapę obok, siadając po turecku, jakby był u siebie. Przynajmniej zostawił buty przy wejściu, to się liczyło, nie? Matka nie wychowała brudasa. Kind of. - Nawet nie wiem, co tu mam, szczerze mówiąc. Tam jest chyba ta zupa o której mówiłaś. - wskazał na odpowiednie pudełko, całkiem z siebie dumny, że zdobył dla niej coś, o co go poprosiła. Nie ważne, że to było w sumie bare minimum, ale rzadko robił dobre rzeczy, dla ludzi, którzy nie byli jego rodziną, okay? Nie wiedział kim właściwie była Vita, ale się postarał. Na swój sposób. Podświadomie bujał się lekko na boki w rytm muzyki, którą puściła, nawet jeśli nie przykuwał zbyt wiele uwagi, skoro udało mu się skupić na jedzeniu.. CARBS. Paliwo. Definitywnie przyda się paliwo.
v
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie była zupełnie pewna, co on tam miauczał z kuchni, bo była za bardzo przejęta jedzonkiem na stoliku. - Tak, tak, chodź tutaj! - uśmiechnęła się, po czym przyjrzała mu się, kiedy przysiadł się obok. Nachyliła się jeszcze bardziej, gdy wspomniał o tej zupce. - Grecka zupa z soczewicy, fakes?! - uniosła brwi z niedowierzaniem. - Żartujesz! Cath, jestem ci wdzięczna za wszystko! - krzyknęła w stronę sufitu, jakby Cath mogła ją właśnie stamtąd usłyszeć, po czym otworzyła pojemnik, chwyciła łyżkę i zanurzyła ją w zupie. Była jeszcze cieplutka. Spróbowała i zamknęła oczy, wydobywając z siebie długie, zadowolone chrumkniecie,- O cholera… zupełnie taka, jaką pamiętam, Lexie.-otworzyła oczy i spojrzała na niego podekscytowana. Stwierdziła, że zamiast iść po miskę, będzie po prostu jeść prosto z pojemnika. Nie można było przecież marnować ani jednej sekundy, w której mogła zjeść jak najwięcej. Oparła się wygodniej o kanapę, skrzyżowała nogi i zerknęła na niego. - Nie wiem, czy będę się w stanie tym z tobą podzielić, Lex - wzięła do ust kolejną łyżkę. - Jest za dobre. MMMM! - Parsknęła śmiechem, niemal przytulając pojemnik do podbródka, zupełnie nie przejmując się tym, czy się ubrudzi. Była po prostu szczęśliwa. Czuła się, jakby była w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi. Słuchając muzyki i przyglądając się Bennettowi ak je, nabierając kolejne łyżki ciepłej zupy, mruknęła tylko, trochę ciszej, - Fajnie, że jesteś.
lexie
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyglądał się jej uradowaniu, gdy tak obczajała każde z pudełek, a potem na dodatek krzyknęła do sufitu, jaka to jest wdzięczna Cath za jej dary. Nie próbował się nawet powstrzymać od szczerego śmiechu, a potem nawet mocniej, kiedy chrumknęła w zadowoleniu. Panie. To było zbyt dobre.
- Ona wiedziała o czym mówiłaś, ja nie, więc, hey, dzięki Cath? - w jego rodzinnym domu zawsze było pyszne jedzenie. "Pyszna zupa" nie mówiło mu dosłownie niczego, ale może kiedyś wspomniała do Cath, że tą konkretną lubiła najbardziej? Pojęcia nie miał, ale nie wiedział co by zrobił bez swojej starszej siostry. Zaginął by, nie przeżył nastoletnich lat, umarł z samotności, w życiu by się za nic nie zabrał i... Nie, życie bez Cath nie miałoby sensu zupełnie. Do listy doszło pośrednie dawanie mu szczęścia, które czuł, gdy rozbawione, błyszczące oczy studiowały uhahaną V. Szczęście trzepotało ciepło w jego klatce, brał z niego łapczywie garściami, wiedząc, że było ulotne. To, że uśmiechał się przez większość czasu i generalnie stanowił tornado energii, nie znaczyło, że był wiecznie szczęśliwy. Właściwie wręcz przeciwnie. Momenty jak ten w tamtej chwili, były raczej rzadkie. Położył dłoń w połowie jej pleców, gdy tak pochylała się nad stolikiem, delektując swoją ulubioną zupą, niespiesznym gestem przesunął ją w dół, na moment ją obejmując. Czuły gest wyszedł sam z siebie, niezaplanowany, podobnie jak długie, roztańczone spojrzenie spod delikatnie przymkniętych powiek.
- Nie przejmuj się. Jest inne jedzenie dla mnie. - wolną ręką niedbale wskazał w stronę stolika, łapiąc dla siebie coś szybkiego, co nie wymagało od niego zbyt wiele. Chciał po prostu coś w siebie wrzucić, okay? Wolał poświęcić więcej uwagi temu promyczkowi obok siebie. W uroczej piżamie, swoją drogą. Uśmiechnął się słysząc ciszej dodane, miękkie "Fajnie, że jesteś.", stworzenie ciepłe stworzenie w jego klatce podskoczyło radośnie. Nawet nie chciało mu się być złośliwym debilem. - Fajnie, że jesteś. - powtórzył za nią, w podobny sposób w jaki kazał jej się zamknąć tydzień wstecz. Cicho, nisko, głosem który bardziej przypominał pomruk czy inne chrumknięcie.
Moja. Przeszło mu znów przez myśl, ale tym razem był na tyle "trzeźwy", by w jego myślach pozostało. Ramię, które ją otaczało, podświadomie lekko się spięło, przysuwając ją bliżej siebie. Lepiej.
v
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uradowana wcinała jedzonko i przytakiwała głową, ciesząc się, że nie miał zamiaru bić się z nią o to płynne bóstwo. Nachylając się raz po raz nad pojemniczkiem, odsunęła się od oparcia kanapy, a chwilę później poczuła jego dłoń na swoich plecach. I znowu to samo. To uczucie. Ten prąd. To ciepło przechodzące wzdłuż całego jej ciała i rozsadzające serce. Nie rozumiała tego. Nie radziła sobie z tym. Chciała, żeby ją
Żeby wyrzucić z siebie te uczucia, prychnęła,- Musiałbyś ze mną o nią walczyć- powiedziała prawie z pełnymi ustami, zapominając, że dopiero co wsunęła w siebie kolejną łyżkę zupy, i o mało nie parsknęła śmiechem z własnej głupoty. Poza tym to była ta zupka. Pewnego razu Vita przyszła do niego w weekend, ale z jakiegoś powodu nie było go wtedy w domu. Było jej tak cholernie smutno - rodzice znowu się pokłócili - a jego mama po prostu zaprosiła ją do środka. Właśnie kończyła gotować tę zupkę i wtedy kazała Vicie dbać o ich przyjaźń. O jej Alexiego. To przyjemne uczucie, które rozpaliło się wtedy w sercu Vity, rozgrzało jej krew pompowaną przez każde kolejne uderzenie serca. Kurwa. Dopiero teraz, z każdym przełknięciem tej zupki, przypomniała sobie o tamtej obietnicy. Nie dotrzymała jej.
Zerknęła na niego z wyrazem twarzy niemal proszącym o wybaczenie. Dlatego musiała powiedzieć mu coś innego, podziękować mu na swój sposób za to, że tu był. Tylko że on znowu to zrobił. Musiał powtórzyć za nią. Musiał na nowo rozgrzać płomień w jej sercu, który od chwili, gdy tylko go zobaczyła, próbowała ugasić. Znowu mieszał jej w głowie. Czy to była jakaś gra? Była pogubiona. Czując, jak przyciągnął ją do siebie, odłożyła pojemniczek z zupką i odwróciła się do niego bokiem. Położyła dłoń na jego policzku, przesuwając kciukiem po jego zaroście. Uniosła spojrzenie na jego oczy, przełknęła ślinę i zapytała tak po prostu,- Jak ci minął tydzień, Bennett?- Jej wzrok powędrował ku jego ustom, zanim znów zanurzył się w brązowo-piwnym odcieniu jego tęczówek.- Tęskniłeś?
confusion
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie odpowiedział na wzmiankę o biciu się z Vitą o jedzenie; tylko uśmiechem, kręcąc lekko głową. Dobra, mógł mieć zawsze idiotyczny apetyt, ale przy tym nie był wybredny. Miał wrażenie, że Cath zapakowała im tyle rzeczy, nie wiedząc na co V będzie miała największą ochotę. On miał największą ochotę na nią. To znaczy na spędzanie z nią czasu..? Tak. Totalnie. Jedzenie to był taki tam dodatek, side dish, poskubie trochę i zajmie się innymi rzeczami. Jej zupa była bezpieczna.
Ciepła dłoń na policzku, czuły gest, pod którym zmiękło mu serce. Motylki w brzuchu podniosły się do lotu, wywracając jego żołądkiem. Został na swoim miejscu, przyglądając się jej ciekawie, spokojnie głaszcząc kciukiem okolice lędźwi. Przynajmniej dłoń nadal miał na jej koszulce. Przynajmniej nie przyciągał jej do siebie zachłannie. Przynajmniej drugą rękę trzymał luźno na swoim boku, chwilę wcześniej pochłaniając w całości małą przekąskę, którą sobie wybrał. Jak ci minął tydzień, Bennett? Trzeźwo. Tęskno. Pożądliwie. We własnych myślach. We wspomnieniach o ich kilku skradzionych chwilach. Nie chciał powiedzieć żadnej z tych rzeczy. Jej cudowne usta były tak blisko, oddechy mieszały się ze sobą, flirtowały w powietrzu między nimi. Duże, błękitne oczy błądziły po jego twarzy, podsycając płomień, z którym przestał walczyć. Więcej. - Mhm. - mruknął tylko w odpowiedzi, podnosząc wolną dłoń, którą dotychczas trzymał grzecznie przy swoim boku, do jej policzka, odbijając jej własny gest. Kciuk przesunął się wzdłuż jej szczęki, by potem zrobić to samo z jej dolną wargą. Oszalał. Zwariował. I dlaczego do tego było mu tak gorąco?
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dom. Pojęcie tak dalekie, które wyparowało z jej życia w tym samym czasie, gdy wydarzyła się zdrada jej matki. Musiała się nad tym na chwilę zatrzymać. Mogłaby przysiąc, że wyparła z siebie wszystkie inne uczucia w chwili, gdy myślała, że ją odrzucił. Gdy czuła się tak kurewsko zraniona. Zepchnęła to gdzieś na tył głowy i zakopała głęboko. Może darzyła go głębszymi uczuciami, niż sama chciała przyznać. Może to było jej pierwsze złamane serce… a jego część wciąż leżała gdzieś schowana u Alexisa?
Poczuła, jak jej policzki zaczynają płonąć. Jej blada, niemal śnieżna skóra pokryła się rumieńcem, którego nie była w stanie ukryć, gdy tylko poczuła jego spokojne ruchy gdzieś za swoimi plecami. Nie potrafiła przestać się w niego wpatrywać - w jego usta, w oczy, które przez szkła okularów wyglądały jeszcze piękniej, jakby były stworzone właśnie do tej twarzy. Zmarszczyła lekko brwi w niezadowoleniu, gdy nie dał jej dłuższej odpowiedzi. Wciąż czuła, jak jej serce bije coraz mocniej, jakby miało zaraz rozerwać jej klatkę piersiową. Uchylila lekko usta, gdy jego kciuk przesunął się wzdłuż jej szczęki, by chwilę później przejechać po dolnej wardze. - Tylko mhm? - zapytała cicho. Unosząc drugą dłoń, przesunęła nią delikatnie po jego ramieniu.- Zagoiły się?- dodała zaraz, szczerze przejęta. Pamiętała przecież, że ostatnim razem zauważyła siniaki. Te na nadgarstku wyglądały już trochę lepiej. zdarzyła się im przyjrzeć jak zaczął jeść kilka chwil wcześniej. Zawahała się tylko na ułamek sekundy z tym o co chciała go zapytać za chwile, - Mam je pocałować?- Wyrwało jej się to niemal tak samo jak kiedyś, gdy byli dzieciakami - jak ta dziecięca obietnica- dam buziaka i do wesela się zagoi. Ale prawda była taka, że po prostu chciała znaleźć jakikolwiek pretekst, żeby go dotknąć... zbliżyć się jeszcze trochę, a może nawet… pocałować. Każdy drobny ruch, każdy muśnięty przez nią centymetr był dla niej okazją, by przenieść się bliżej, zatrzymać ten moment na dłużej, pozwolić sobie na odrobinę ciepła którego tak bardzo brakowało w jej życiu.
lexie
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jej bladej cerze pasował rumieniec. Sam miał szczęście, że opaleniznę łapał szybko, dzięki genom matki z których właściwie miał niewiele; tak czy siak, krew uderzająca do twarzy rzadko rzucała się w oczy. Wydawało mu się, że w jej przypadku, widać było każdą zmianę. Mimowolnie uśmiechnął się cieplej, tym razem przesuwając palcem po jej policzku. Zauważył też, zwoją drogą, że nie miał potrzeby przy niej tyle gadać. Zwykle jadaczka mu się nie zamykała, z tego samego powodu z którego rzadko trzeźwiał; zagłuszyć ciszę, zająć czymś, czymkolwiek, wybadać rozmówcę, wybadać cały tłumek ludzi na imprezie.. Czy przybrać rolę persony, z którą nie miał wiele wspólnego, której szczerze nie znosił, a która wydawała się cieszyć dużą popularnością wśród rozochoconych partygoers. Figures. Rozgadany, pusty błazen, którym normalnie wcale nie był. Czasem preferował spokój. Spacer. Ciszę. Muzykę brzęczącą gdzieś w tle, pozwalającą, by własne myśli płynęły bez przeszkód. W tym wypadku płynęły w jej stronę, więc nie chciał z nimi walczyć. Były przyjemne. Nie było w nich pośpiechu, tylko ciepło, którego nie chciał nazywać. Tak, mhm było jedyną odpowiedzią, jaką miała dostać, słowa po prostu nie chciały przyjść. Były zbyt.. poetyckie, za bardzo wymowne, zbyt poważne i zaangażowane. Nie chciał ich nawet słyszeć we własnej głowie.
Well, I want you, maybe it's all I do. Baby, love you, maybe it's all I do.
Zerknął krótko na swoje ramię, gdy go dotknęła, przez jego twarz przeszedł krótki grymas, gdy przyjemne zrelaksowanie ustąpiło spięciu mięśni. Nie chciał o tym myśleć. Pokręcił głową gorliwie, trochę przy okazji chcąc wytrzepać z głowy nieprzyjemne wspomnienie. Wkradło się do jego głowy, wywróciło żołądkiem przywołując falę nudności.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
oops
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Podniosła się powoli, stawiając jedną nogę na kanapie, a potem ostrożnie usiadła za jego plecami. Przez moment zawahała się, jakby dawała mu ostatnią szansę, żeby sam coś powiedział, ale kiedy cisza między nimi tylko bardziej się rozciągnęła, objęła go ramionami od tyłu i przytuliła do siebie. Delikatnie, ale na tyle pewnie, żeby poczuł, że nie zamierza tak po prostu odpuścić.- Wiesz, że tego nie zrobię- powiedziała spokojnym tonem, opierając policzek o jego plecy. Siedziała za nim celowo. Nie chciała zmuszać go do patrzenia jej w oczy, bo dobrze wiedziała, jak to działało. Alexis od zawsze miał problem z mówieniem o tym, co naprawdę czuł. O emocjach, o strachu, o wszystkim, co siedziało głębiej pod powierzchnią. Zawsze trzeba było kombinować, podchodzić go z boku, szukać sposobu, żeby sam w końcu coś z siebie wyrzucił. Vita nauczyła się tego już dawno temu. Dlatego teraz też próbowała podejść go inaczej... nie naciskiem, nie spojrzeniem, nie wymaganiem odpowiedzi tu i teraz. Chciała tylko, żeby poczuł, że jest przy nim. Że nie musi się przed nią bronić.- jeżeli potrzebujesz o tym porozmawiać, to ja... ja tu jestem, lexie - dodała ciszej, a nastepnie przymknęła oczy i przytuliła go jeszcze mocniej. Ułożyła dłonie tak, że jedna zahaczyła o własne ramię, trochę odruchowo, trochę tak, jakby chciała utrudnić mu ewentualne wyrwanie się z tego uścisku. Nie po to, żeby go uwięzić, tylko żeby nie dać mu możliwości łatwej ucieczki.
Wiedziała, że to może skończyć się tylko na dwa sposoby. Albo w końcu jej powie. Wyrzuci z siebie to, co go gryzło, a ona spróbuje mu jakoś pomóc, choćby tylko samą obecnością i wysłuchaniem. Albo wkurwi się na nią tak bardzo, że za chwilę będzie musiała go przepraszać za to, że znowu weszła za daleko, że próbowała wyciągnąć z niego coś, o czym nie miał ochoty rozmawiać. Ale Vita, będąc Vitą, nigdy nie potrafiła zostawić takich rzeczy w spokoju. Zawsze robiła to, co w danej chwili wydawało jej się najlepszym rozwiązaniem. Kierowała się impulsem, sercem, przeczuciem... czymkolwiek, co akurat krzyczało w niej najgłośniej. Właśnie, wydawało jej się. Bo życie już nieraz pokazało jej, że jej najlepsze pomysły zazwyczaj kończyły się totalną katastrofą.
lexie