-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rozsądek pewnie faktycznie mógłby podpowiadać właśnie takie rozwiązanie.
O ile miało się w zwyczaju słuchać właśnie rozsądku…
Dłuższą chwilę spędził po prostu na kanapie, bez większego celu wpatrując się w sufit i starając się przyswoić fakt, że Ivy znajdowała się przez cały ten czas znacznie bliżej niż z początku zakładał. Przelotnie przeszło mu też przez myśl, ile razy jej siostra musiała wobec tego słyszeć najróżniejsze ich kłótnie. Chociaż to chyba nie miało w tej chwili większego znaczenia – w przeciwieństwie do tego, czy naprawdę miał zamiar pofatygować się na górę. Albo przynajmniej odpisać na ostatnią wiadomość…
Mógł się domyślić jak potoczy się ta rozmowa, jeśli emocje – jak zwykle – wezmą górę. Z drugiej strony… w końcu byli dorośli. A więc nawet jeśli zamierzaliby zakończyć to, co pomiędzy nimi było, to pewnie wypadałoby to zrobić wprost zamiast pozostawiać cokolwiek domysłom. Bez rozmowy raczej nie mogłoby się więc obejść, niezależnie od tego, jak bardzo nieprzyjemna miałaby się okazać.
Zanim miałby zmienić zdanie, podniósł się z miejsca, gotów faktycznie przejść się piętro wyżej. Choć może nie na tyle, by po drodze nie zajrzeć jeszcze do kuchni i nie zgarnąć z blatu paczki papierosów. Mogły się przydać. Po krótkim namyśle – butelka wina też, może nawet jeszcze bardziej. Nawet jeśli bardziej kusiło nie tyle niesienie jej ze sobą na górę, a raczej otwarcie jej od razu. Jeszcze lepiej – zajęcie się właśnie nią i odpuszczenie sobie jakiejkolwiek rozmowy, zabaw w dorosłość i wyjaśniania sobie czegokolwiek.
Ale nie taki był przecież zamiar.
Droga na wyższe piętro była dostatecznie krótka, by uznać, że minęła rozczarowująco szybko. Choć przy samych drzwiach, już w zasadzie unosząc do nich rękę, na moment jeszcze się zawahał – nie miał przecież pojęcia, czy jej siostra była w domu. I – co pewnie ważniejsze – czy faktycznie powinna być świadkiem tej ich rozmowy. Skoro jednak już tu przyszedł…
Nie przeciągając tego dłużej, zapukał. Przy okazji odsuwając od siebie myśl, że właściwie dalej jeszcze mógłby sobie odpuścić – najlepiej zanim drzwi miałyby się otworzyć.
Pierwszą – oby nie ostatnią – pozytywną kwestią mogło być przynajmniej to, że po ich drugiej stronie nie stała siostra Ivy. Moment na poznawanie jej rodziny można było uznać za co najmniej kiepski. Zresztą, w tym temacie i tak miał już za sobą niekoniecznie najlepszy start. Kolejne wpadki można było sobie więc póki co odpuścić.
– Faktycznie chcesz porozmawiać? – nie miał pojęcia, co mogłoby być najlepszą kwestią w tej sytuacji. Upewnienie się więc, że rzeczywiście pomysł rozmowy miał być tym dobrym, zdawało się opcją bezpiecznie neutralną. I w razie czego wciąż jeszcze mógł po prostu wrócić piętro niżej, gdyby miało okazać się, że mimo wszystko moment wcale nie był najlepszy.
Jakby jakikolwiek miał być.
Ivy Harrison