-
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
Mógł co najwyżej liczyć na sugestię ze strony Dylana i na łut szczęścia.
一 Lubię myśleć o sobie jak o kimś inteligentnym, ale sam wiesz, że takie rzeczy nie są moim forte. Dobrze, że przynamniej o tym wiesz, bo nie wiem jak inaczej miałbym ci wytłumaczyć, że po prostu jestem tępy.
Na płaszczyźnie emocjonalnej był, miał tego świadomość, a Gauthier z pewnością doświadczenie.
Stojąc przed lustrem zerknął krytycznie w stronę swoich wilgotnych, lokujących się już jak u owcy włosów, obrócił się bokiem i zerknął na łaciaty bark, krzywiąc przy tym podobnie jak Dylan, który właśnie zderzył się z fragmentem historii, w którą dotąd Milo go nie wdrożył. Nie widział potrzeby, temat nigdy nie wypłynął, więc dla Rivery było to całkiem naturalne, że rzecz wynikła dopiero w takich okolicznościach.
Jedno spojrzenie w stronę jego twarzy wystarczyło, by odczuł, że być może powiedział coś nie tak.
一 Ziemia do Dylana 一 zawołał znad umywalki, badawczo analizując każdą zmarszczkę i grymas na jego twarzy, który mógłby naprowadzić go na właściwy trop. 一 Wszystko okay? Przecież to już lata temu, tak? 一 dopytał dla pewności, choć zdążył stracić jej wiele zanim uzyskał odpowiedź. Nagle zwątpił co do tego, czy w ogóle powinien był mówić cokolwiek.
Im dłużej czekał na resztę wyjaśnienia, tym mniej komfortowo czuł się stercząc pośrodku łazienki w samym ręczniku, więc odruchem podciągnął go sobie wyżej by zasłonić ramiona.
一 Wiem, że Diego jest trudny, bo na początku miałem ochotę udusić go przez sen 一 przyznał wprost, wspominając czasy sprzed swojego zauroczenia, kiedy dopiero dogryzali się na małej połaci poddasza dzielonego na pół, wówczas tylko umownie. 一 I mocno się na nim zawiodłem, ale żeby było sprawiedliwie, sporo mu zawdzięczam. Wykazał się o wiele bardziej niż ktokolwiek z mojego pojebanego rodzeństwa, mimo to potrafi być pizdą więc naprawdę rozumiem. Chcesz, żebym go opieprzył czy mam to zostawić jak jest?
Nie miałby nic przeciwko interwencji gdyby zaszła konieczność, wolał jednak dopytać w jaki sposób widział to Gauthier. Nie zamierzał go również zmuszać do zmiany zdania jako że sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo Camarena potrafił zajść człowiekowi za skórę, więc zerknął pytająco w stronę Dylana by nie wykreślać go z tej arytmetyki potencjalnych rozwiązań.
Z drugiej strony, z pewnych powodów z jakich nie chciał i nie planował się zwierzać, Milo czuł nieprzyjemny ścisk w żołądku i gorycz na języku na myśl o ewentualnej konfrontacji z Diego.
一 Pożyczysz mi dzisiaj swoją kurtkę? 一 zagaił, gdy chcąc zająć się czymś byle nie wpadać w spiralę niewygodnych scenariuszy znów wykręcił się w stronę umywalki i zza lustra wyciągnął swoją mikrą kosmetyczkę. Jak dotąd trzymał ją poza zasięgiem wzroku osób trzecich, ale wyglądało na to, że od ich ostatniej rozmowy i po dzisiejszym dopięciu tematu Milo czuł się wystarczająco komfortowo, aby zapoznać go również z tym aspektem swojej nudnej codzienności.
Mały słoiczek aptecznego kremu na wyrównanie pigmentacji skóry być może nie zdziałał cudów przez ostatnie miesiące stosowania, ale Rivera czuł się w jakiś sposób lepiej z samym sobą wiedząc, że robił cokolwiek. Zanim jednak zanurzył palce w gęstej maści zawahał się i obejrzał przez ramię.
一 Chcesz mi z tym pomóc?
Jego spojrzenie szybko uciekło w innym kierunku, dłoń ze słoiczkiem wciąż była jednak zapraszająco wysunięta w stronę Gauthiera, a chociaż ramiona Milo uniosły się w widocznym gołym okiem napięciu, wciąż chciał mu pozwolić, skoro kilka tygodni temu odmówił mu tego w nieco innych okolicznościach.
Dylan Gauthier
-
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Aua, a to za co? - jęknął z przebijającym się przez skargę śmiechem i opędzając się od atakującego go materiału wraz z opóźnionym unikiem. - Tylko dlatego, że nie jestem w stanie znieść jak nosisz ciuchy innych facetów i nosi mnie jak za długo zwracasz uwagę na kogoś innego, albo jak Diego próbuje stawiać ci drinki w barze, nie znaczy że zasługuję na takie traktowanie - stanął we własnej obronie, krzyżując przedramiona na piersi i spoglądając na odbicie Milo w łazienkowym lustrze. Lubił ten widok, nawet poza tym, że uwielbiał na niego patrzeć w każdej sytuacji, powoli wracające do naturalnego skrętu loki, krople wody gdzieniegdzie wciąż przyklejające mu się do skóry i brak odruchu zakrywania się przed jego wzrokiem zaskarbiały sobie wysokie miejsce w jego sercu.
Dużo mniej doceniał dodatkowy szczegół zmieniający odcień relacji Milo ze swoim byłym współlokatorem, o tyle cięższy do przetrawienia przez ich przepychanki nad bożonarodzeniowymi wieńcami czy wszelkie rozmowy jakie Dylan miał wątpliwą przyjemność przeprowadzić z Diego sam na sam.
- Tak, lata temu, wiem - zapewnił go, wciąż trochę płasko, ale tym razem dodając do zestawu niesięgający oczu uśmiech. Usilnie próbował przegadać samego siebie by nie wyolbrzymiać nieistniejącego problemu. - Wszystko gra, wybacz, to były... intensywne dwa dni. Daj mi moment i to przetrawię - wyjaśnił mu pokrótce swoje zacięcie, przecierając palcami czoło. Wina leżała po jego stronie, a dokładniej obrazu Milo sprzed ich związku, jaki wytworzył sobie w głowie ze wszystkiego, czego dowiedział się o nim jeszcze w Toronto. Dopiero teraz zauważał w nim luki, aktualnie wypełniające się z zaskoczenia bez chwili na oddech, dodające jego nieco trzepniętemu, introwertycznemu partnerowi zdolność biegania po dachach, potraconych członków rodziny w formie zebranych z ulicy kociaków, oraz marudny substytut starszego brata, odrobinę zbyt zainteresowany jego bliznami, który teraz na dodatek okazywał się być jego obiektem westchnień. Kiedyś.
- Nie, nie, coś ty. Jestem dużym chłopcem, poradzę sobie z nim - zapewnił, posyłając mu już trochę pewniejszy uśmiech i po chwili zawieszenia wracając do osuszania się z resztek wilgoci. - Cieszę się, że go masz. Serio, dobrze wiedzieć, że ktoś dba o ciebie do tego stopnia. No i nic co zrobił nie wymaga interwencji, co najwyżej gra mi na nerwach - dodał, podciągając bokserki i rozglądając się za świeżą koszulką. Ostatnim czego w tej chwili chciał było wciąganie Milo w środek tego niemego konfliktu. Wolał dać mu znać jak zapatrywał się na sytuację, ostrzec przed dalszymi potencjalnymi spięciami i być może zminimalizować okazje, w których zacząłby gotować się żywcem na dopuszczanie mężczyzny trochę za blisko przez nieświadomego Riverę, jednak nie czuł potrzeby na rozgrzebywanie kwestii otwarcie i pchania go do wybierania stron. Zwłaszcza, kiedy temat starszego rodzeństwa był w jego sytuacji na tyle delikatny. Nie zamierzał pozbawiać go kolejnego.
- Jednak nie wolisz tej Diego? - rzucił na granicy złośliwości, rzucając mu zaczepne spojrzenie. - Okay, wybacz, musiałem. Jasne, mon amour, zawsze - poprawił się od razu, tymczasowo poddając się w kwestii koszulki, którą chwilę wcześniej przypadkowo zakrył wilgotnym ręcznikiem, a zanim zdążył obrócić na dobrą stronę spodnie dresowe, w jakich zamierzał zostać do ich nocnej eskapady, otrzymał niespodziewaną prośbę. Złapał z mężczyzną krótki kontakt wzrokowy i nie oderwał od niego spojrzenia nawet kiedy Milo uciekł własnym gdzieś na bok. Porzucił poprzednie zajęcie i w dwa kroki znalazł się za jego plecami, muskając ustami jego ramię i jednocześnie wyciągając mu z dłoni słoiczek kremu.
- Oczywiście, sekunda - mruknął, spoglądając na opakowanie i obracając je wkoło by sprawdzić z czym tak właściwie miał do czynienia i jak dokładnie tego użyć. Świadomość tego, co trzymał w rękach, rozlała się w jego klatce piersiowej dwoma konfliktującymi emocjami, z czego wygrała jednak ta szczęśliwa zarówno z faktu, że czasy prób rozjaśniania były dawno za nim, oraz z tego, że został do tego stopnia wprowadzony w ten element jego życia. - Na całości? - upewnił się i nabrał specyfik na palce by okrężnymi ruchami wmasować go w okolice zapełnione odbarwionymi plamkami. Początkowo skupiał się na równomiernym rozprowadzaniu kremu, ostrożnie przy samym karku, aż przesuwając kciukiem przy łopatce napotkał znajomy opór pod warstwą miękkiej tkanki. - Jesteś spięty - poinformował go gdzieś nad uchem, zerkając na ich odbicie w lustrze. - Daj mi pięć minut i ci to porozbijam - zaoferował się, w ramach demonstracji wbijając opuszkę palca głębiej i stanowczym, powolnym ruchem przeciągając ją w stronę kręgosłupa by poruszyć zastały mięsień.
Milo Rivera
-
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
一 Próbował? 一 zdumiał się z opóźnieniem sugerującym, że potrzebował chwili by tę informację rozpracować. I niewiele mu z tego wyszło, bo nadal nie rozumiał. 一 Myślałem, że Sam ma po prostu dobrą pamięć, to... hmm. I nic nie powiedziałeś 一 prawie się powtórzył, patrząc na Dylana z zastanowieniem. Jeżeli cokolwiek z tego wszystkiego wyciągnął lub do jakiejkolwiek interpretacji dotarł, nie podzielił się niczym otwarcie.
Widząc jak Dylan ewidentnie próbuje potykać się z problemem na własną rękę, Milo żachnął się i zagestykulował coś obiema dłońmi w powietrzu.
一 Wyobrażam sobie, ale nie musisz gonić z klarowaniem sobie tego w jakimś określonym czasie, tak? Mi na różne rzeczy schodzi zwykle ze dwa razy więcej niż tobie, więc będziemy kwita jak po prostu dam ci trochę więcej... nie wiem, miejsca? Nie mam pojęcia jak to powiedzieć, ale chodzi mi o to, że nie wymagam od ciebie dopasowania na siłę.
Nie bardzo miał chęć ruszać się z miejsca; przypominając poczwarkę w ręczniku Milo osunął jedynie fragment swojego kokonu by pozwolić Dylanowi dobrać się do wszystkich marmurkowych plam, jakie własną ręką lata temu stworzył bezmyślnie goniąc za czymś, co z założenia nie miało prawa się udać.
一 Jakby co to nie musisz być zawsze tym uprzejmym, jeśli wiesz co mam na myśli. Każ mu spierdalać jak zacznie przeginać, myślę, że nie złamiesz mu tym serca. Mi też nie.
Wzdrygnął się czując dotyk w okolicy karku, ale pamiętając, że sam zaproponował mu ten pomysł Milo przegryzł niewypowiedziane na głos przekleństwo i zacisnął mocniej usta, pochylając przy tym głowę niżej nad umywalką. Uczepiony jej oburącz czuł się jednocześnie niebagatelnie odsłonięty i zaopiekowany w tym samym czasie, mimo, że był to poniekąd paradoks.
一 Nie bądź... cicho tam 一 wymamrotał pochmurnie gdzieś spod ciężkiej kaskady wilgotnych loków, czasami podrygując na nowe miejsca, w które Gauthier docierał z balsamem. 一 Smaruj i mnie nie denerwuj.
Powarkiwanie i syknięcia które produkował nie różniły się niczym od tych, z jakimi Dylan miał styczność od paru ostatnich miesięcy, a które choć były naturalnym kolorytem charakteru Rivery nie były w istocie niczym, co miałoby na celu faktycznie skrzywdzić. Nie byłby sobą, gdyby nie narzekał jak emeryt z podagrą, tak jak Gauthier nie potrafiłby odpuścić mu odrobiny złośliwości dla utrzymania interakcji tak, jak obaj lubili najbardziej.
Drgnął jeszcze raz, gdy niespodziewanie zamiast palców poczuł znacznie delikatniejszą obecność jego warg w okolicy ramienia i obrócił głowę by spojrzeć na niego z niedowierzaniem.
一 Nadal ci mało? 一 zapytał patrząc mu prosto w oczy, nie do końca retorycznie. Dla Milo tak nieprzygasająca potrzeba dotykania była zagadką, czymś, czego prawdopodobnie miał nigdy nie zrozumieć, ale co stanowiło dla niego interesujący materiał do obserwacji, poza tymi momentami, kiedy fizyczność zaczynała go przytłaczać. Wtedy zaczynał gryźć, z uprzejmości najpierw werbalnie, a dopiero gdy to nie działało - dosłownie.
一 Jestem spięty przez całe życie 一 stwierdził płasko i odwrócił się z powrotem w stronę lustra. 一 W moich żyłach krąży czysta kofeina i kortyzol, czasami... OH!
Do pełni kinematograficznego doświadczenia brakowało mu wyłącznie rozbłysku jasności. Wystarczyło, że Dylan wcisnął mu palce odrobinę zbyt nisko pod prawą łopatkę Milo wyprostował się jakby poraziło go prądem i aż podskoczył, uderzając przy okazji kością biodrową w umywalkę. Wściekła, hiszpańskojęzyczna wiązanka soczystych przekleństw, których jak dotąd Gauthier raczej nie miał okazji usłyszeć w takiej konfiguracji zaalarmowała, że zapędził się o jeden krok za daleko i jeżeli nie chciał stracić obu rąk powinien jak najszybciej się wycofać.
一 Radzę ci dobrze przemyśleć każdy następny ruch, bo jeżeli zrobisz to jeszcze raz to przysięgam, że wylecisz z tej łazienki z prędkością nadświetlną.
Dylan Gauthier
-
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Odpuścił sobie dalsze rozgrzebywanie niewygodnej kwestii, gdy miał do czynienia z tą stanowiącą większe wyzwanie dla samego Milo. Poświęcił jego skórze pełną uwagę i ostrożność, doceniając zaufanie jakim ten obdarował go zarówno dopuszczając go pod obronne warstwy ubrań, jak i teraz, gdy wciągnął go w tak intymny element swojej codzienności. Obserwował od tyłu jego reakcje, mowę ciała, pochyloną głowę i zaciśnięte na ceramicznej umywalce palce, przyjmując nawet bez mówienia tego wprost jak istotnym było by nie zniechęcić go do otwierania się w ten sposób w przyszłości.
- Ciebie? Zawsze - przyznał całkowicie szczerze, nawet jeśli mogło brzmieć to jak tandetny tekst w próbie ponownego dobrania mu się do spodni. Czy raczej pod ręcznik. Już niezależnie od niezbyt często przerywanego celibatu, w jaki wpakował samego siebie jeszcze zanim się zeszli, z prostego powodu, jakim była niezdolność spojrzenia na kogokolwiek tak, jak patrzył na Milo, lgnął do niego na wszystkich płaszczyznach. Nawet odganiany, uparcie wracał do jego boku od razu po odczekaniu potrzeby posiadania nienaruszonej przestrzeni osobistej, a po dłuższej chwili akceptowanych i wręcz inicjowanych przez Riverę dotyków i bliskości, wątpliwe by sam z siebie miał z tej opcji zrezygnować. Potrzebowałby naprawdę dosadnego sygnału, by trzymać ręce przy sobie.
Przykładowo takiego, jaki otrzymał chwilę później.
- A to nowy przycisk - skomentował, z zaciekawieniem zerkając na jego odbicie, gdy agresywna wiązanka zdążyła odbić się echem od kafelek niewielkiej łazienki. Coraz bardziej oswojony z tą nieco bardziej wybuchową częścią charakteru mężczyzny, a zwłaszcza po nie tak dawnym, dosłownym ugryzieniu, nie brał sobie tego za bardzo do serca. Niemniej nie chcąc przeginać, uznał swoją robotę za wykonaną i oderwał dłonie od jego pleców. - Za mocno? Zabolało? - dopytał, zakręcając słoiczek i sięgając obok Milo, by odstawić krem na umywalkę na znak kapitulacji. Przyjęcie do wiadomości jego wrażliwszych części ciała, granic i preferencji nie było najmniejszym problemem, jednak skoro już stawiali na otwartość, wolał iść za ciosem i dojść do sedna sprawy, póki temat był świeży. Uczył się go chętnie i zachłannie, cały czas poszukując komfortowej ścieżki pomiędzy ich oczekiwaniami i potrzebami, po której mogliby zacząć poruszać się bez zawahania. Aktualnie nie była jeszcze całkowicie namacalna, ale widoczna, i w ostatnim czasie stawiali w jej stronę coraz odważniejsze i rozpędzone kroki.
- Kusisz, żeby kiedyś przetestować te groźby. Chciałbym zobaczyć jak próbujesz skopać mi tyłek - przyznał, wycierając dłonie w ręcznik, jakim ten był owinięty, po czym posłał mu uśmiech w lustrze i owinął go ramionami na tyle nisko i luźno, by nie przykleić się do dopiero wchłaniającej się warstwy kremu. - O twojej kofeinie i kortyzolu jeszcze porozmawiamy. Może zaczniemy od herbatek. Melisa, hmm? - mruknął i przycisnął pocałunek do masy wilgotnych loków z tyłu jego głowy, zanim odsunął się o dwa kroki by wrócić do wcześniej porzuconej próby ubrania się w czyste ciuchy.
Milo Rivera
-
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
Wpatrzony od dłuższego czasu w dolny róg lustra nad umywalką zdawał się ignorować trajkotanie Dylana, jedynie palce mocniej zaciskające się na umywalce świadczyły o tym, że słuchał. Wreszcie, gdy Gauthierowi skończyły się preteksty do narzekania Milo bardzo spokojnie obrócił się przez ramię i spojrzał na niego rzeczowo, płasko i tak, jakby właśnie ułożył w sobie jakąś nową oczywistość.
一 Szkoda, bo miałem wobec niego inne plany.
Zazwyczaj w podobny sposób jedynie się wyzłośliwiał, często rezygnując z kontynuacji gdy sprawy przybierały nieprzewidziany obrót albo przekraczały granice jego własnego komfortu. Tym razem był absolutnie i śmiertelnie wręcz poważny, a spojrzenie które bardzo znacząco opuścił na ręcznik jakim Dylan owinął się w pasie było wyjątkowo jednoznaczne.
Zajęło mu to kilka długich sekund nim uniósł wzrok z powrotem na jego twarz i przymrużył odrobinę powieki, z wciąż wilgotnymi rzęsami od kotłującej się z nimi w łazience pary wodnej.
一 Może nie tutaj, ale po powrocie? Mam wrażenie, że dla odmiany dobrze by ci zrobiła odrobina dyscypliny. Nie sądzisz?
Zgarnął słoiczek z umywalki i wpakował go do kosmetyczki, nie chcąc by Estella, albo - nie daj boże - Diego napatoczył się i zaczął zadawać niewygodne pytania. Temat jego młodzieńczych potyczek z samoakceptacją nadal był swoistym tabu, a ostatnim na co miał ochotę przed Gwiazdką były żenujące rozmowy motywacyjne i upierdliwe dociekania.
一 Ale wiesz co? Właśnie. 一 Rivera przypomniał sobie o czymś jeszcze i po bardzo zamaszystym zasunięciu zamka w kosmetyczce obrócił się już całym ciałem w stronę Gauthiera, jedną ręką wsparł się od tyłu o zlew, drugą natomiast wyciągnął w jego stronę ze znajomymi iskierkami w ciemnych, otwartych teraz szeroko tym olśnieniem o czymś, o czym chciał wspomnieć mu gdy pewne elementy układanki wpasowały się gdzie trzeba. Delikatnie chwycił go za szczękę, na krótki moment, bo zaraz jego palce wspięły się na policzki i ścisnęły na próbę z ciekawością nieco mocniej, tym samym swobodnie nakierowując sobie jego głowę tak, by wyłapać jego spojrzenie. 一 Nie wiedziałem, że w ogóle mógłbyś być o mnie zazdrosny, i... tak, wiem, wiem, jestem ślepy, wiemy o tym nie od dzisiaj, ale chodzi mi o to, że chyba mógłbym to polubić. Czasami, hmm?
Przelotnie zerknął jeszcze na jego usta, a widząc w ich kąciku miętową smugę po paście starł mu ją kciukiem, zanim zaczął wreszcie rozglądać się za swoimi ubraniami. Wygodne spodnie typu cargo z tuzinem kieszeni pamiętały wcześniejsze lata jego akrobacji na okolicznych dachach, a sądząc po przetarciach łatanych ręką Estelli, zapewne zaliczyły z nim kilka bolesnych upadków w czasie w którym dopiero się uczył.
一 Zamierzasz... obrócić się czy coś? 一 rzucił krótko w jego stronę, chociaż nie robiło mu to na tym etapie większej różnicy. Nagość nie była dla niego żadnym problemem, jedynie ślady po niezbyt umiejętnym obchodzeniu się z własnym ciałem stanowiły tę trudną do sforsowania barierę - z którą najwyraźniej dokumentnie się uporali, bo Milo zrzucił z siebie beztrosko ręcznik i nie kłopocząc się zakładaniem jakiejkolwiek bielizny od razu wskoczył w spodnie.
Golf był kolejną rzeczą po jaką sięgnął prawie na oślep; wilgotne loki kleiły mu się do twarzy, ich skręt przez niedopasowany szampon i brutalne potraktowanie ręcznikiem znalazł się poza jakąkolwiek kontrolą i teraz w ciemnej aureolce ze sterczących sprężynek stał boso na środku mikrej łazienki i zastanawiał się, czy miał jakiekolwiek rękawiczki w rozmiarze Dylana.
Cóż, Diego na pewno miał.
一 Tak zupełnie bez powodu... jak szybko potrafisz biegać? I czy skakałeś kiedyś przez siatkę? 一 podpytał pozornie lekkim tonem, z miną niewiniątka, które pragnęło wyłącznie zgłębić suchą teorię. To, że zagryzł przy tym dolną wargę w głębokim zastanowieniu gdy lustrował go badawczo spojrzeniem od stóp do głów było już inną sprawą. 一 Nie sądzę, żeby to było oczywiście konieczne, ale wolę wiedzieć na wszelki wypadek.
Dylan Gauthier