ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie miała zamiaru spędzić dzisiejszego wieczoru w samotności. Miała co prawda kilka spraw z pracy, którymi mogłaby zająć się do czasu powrotu Charliego, ale ostatni, dość intensywny czas sprawiał, że potrzebowała odetchnięcia od projektów, kontroli i poprawek. Cherry była jej deską ratunku przed skazaniem się na pracę mimo dzisiejszej niechęci. Umówienie się z przyjaciółką sprawiło, że odzyskała nieco więcej motywacji, aby wyrobić się z wszystkim do ustalonej godziny. Zamówiła na dwudziestą odbiór jedzenia i w drodze powrotnej z firmy odebrała rameny i azjatyckie przekąski z najlepszej japońskiej restauracji w Toronto, urządzając im krótką kulinarną podróż do Tokio, pozostając tu na miejscu. Brakowało jedynie odpowiedniego klimatu typowego dla Azji, ale taki city break niestety nie był przewidziany na środek tygodnia — a przynajmniej nie tego tygodnia, bo Blair miała jutro o jedenastej spotkanie, na które musiała dotrzeć. Po propozycji z smsa realnie zaczęła marzyć o jedno lub dwudniowej ucieczce do któregoś państw, w którym zaserwują jej przepyszne jedzenie. Nie wykluczała innych opcji, bo nie pogardziłaby prawdziwym włoskim makaronem lub francuskimi ślimakami bądź makaronikami.
Do mieszkania przyjaciółki dotarła na chwilę przed wyznaczoną porą; czyli tak jak zwykle albo była punktualnie, albo przed czasem. Wyjątkiem były nieoczekiwane sytuacje, które powodowały opóźnienia, jak wprowadzanie do restauracji dwóch lam, bo oprócz tego trzymała się ściśle zegarka, a jakiekolwiek spóźnienie było dla niej niekomfortowe i wiązało się z obsuwami, które czasami trudno było nadrobić. Teraz to nie miało znaczenia, nigdzie się nie spieszyły i Mayfield miała szczerą nadzieję, że uda im się nieco odetchnąć i odpocząć od zalatania, które im ostatnio towarzyszyło — a przynajmniej tak zakładała, bo skoro jej narzeczony w ostatnim czasie był zarobiony i w niektóre dni zostawał grubo po godzinach swojej pracy, to musieli mieć sporo roboty.
— Zamawiała pani wycieczkę do Japonii? — zapytała, wchodząc z jedzeniem do kuchni i odkładając dwie torby na blat. — Jeszcze gorące, świeżo zapakowane. — I na dodatek starannie zabezpieczone, aby nic nie wystygło. W jednej był obiecany ramen, a w drugiej przekąski jak edamame, gyoza czy sałatka wakame. W wyborze dodatków na ten wieczór zaufała szefowi kuchni japońskiej restauracji, bo zawsze potrafił skomponować to idealnie, na każdą okazję, na którą potrzebowała ich przepysznej kuchni.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Blair Mayfield

W ostatnim czasie miała wszystkiego dosyć. Opieka nad najmłodszą wśród Marshalli, choroba ojca, groźby kierowane w jej stronę, a przede wszystkim nowy dyrektor finansowy nie dawali jej zasnąć. W losowych porach dniach łapała się na tym, że widziała go oczami wyobraźni. Analizowała każde ich starcie. Nawet pracować nie mogła w spokoju, kiedy unosiła wzrok, widziała go za biurkiem. Nie była w stanie pracować, rozmawiać przez telefon, dopóki nie opuszczała żaluzji. Byle nic nie było widoczne. Tylko nigdy w ten sposób nie pracowała, lubiła mieć kontrolę. Widzieć, kto z kim rozmawia, czy nie opierdalała się przypadkiem w pracy, a on destabilizował jej ekosystem korporacyjny jak gatunek inwazyjny.
Może dlatego nie potrafiła wypowiedzieć się z entuzjazmem na propozycję Blair? Ethan nie pozwalał jej tradycyjnie funkcjonować, dlatego wyszła z pracy. Potrzebowała długiego spaceru z Koko, by odświeżyć umysł. Charity Marshall nie traciła umysłu przez faceta ze zadziornym uśmiechem i tęczówkami, które wydawały się wszystko uspokajać. Kiedy projektowała własne biuro, to mówili jej architekci. Rośliny są konieczne, żeby wprowadzić odrobinę spokoju oraz harmonii. Gówno prawda. Zdążyła wziąć prysznic, przebrać się w najlepsze dresy, a po paru sekundach otworzyła drzwi.
Ohayo Blair-chan — mimowolnie uniosła oba kąciki ust. Może tak było lepiej? Zobaczyć się finalnie z przyjaciółką, ukoić ból pojawiający się w sercu i wyrzucić wszystko, co właściwie w niej siedziało — trochę bliska ta wycieczka, skoro nawet z mieszkania nie wyszłam — powiedziała półserio, półżartem, zastanawiając się nad ubraniem jakiegoś kimono. Może miała coś ze swoich wycieczek do Japonii? Dawno tam nie była, a uwielbiała spotykać się z inwestorami.
Cudownie, a ja mam dla nas sake — pytanie mogłoby brzmieć raczej, jakiego alkoholu nie miała we własnym apartamencie. Wino, whiskey, sake, soju, pewnie nawet polską wódkę można by tu znaleźć, a wszystko dla celów kolekcjonerskich — już polałam nawet — na wyspie kuchennej stała butelka, a obok niej kieliszki. Cherry potrzebowała wyrzucić z siebie wszystko, co w niej siedziało. Tak po prostu potrzebowała przyjaciółki, która ją wysłucha.
Także za to, by mój dyrektor finansowy nie doprowadził mnie do depresji — nawet się nie zastanawiała nad innym powodem, tylko wzniosła kieliszek. Po chwili nie było w nim nic, a na jej twarzy wymalował się charakterystyczny grymas — mam go serdecznie dosyć — tego zadziornego uśmiechu, głupich, intensywnych tęczówek o zielonej barwie, a przede wszystkim pewności siebie, która wydawała się nie gasnąć nawet przy niej.
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czasami rośliny w biurze nie dawały rady, aby wprowadzić spokój i stabilizację, bo to przepływ odpowiedniej energii wpływa na koncentrację, nastrój i samopoczucie. Dodanie zielonego mogło temu pomóc, jednak nie zaradzić w całości, jeśli w otoczeniu znajdowały się jednostki specjalne. Blair była realnie ciekawa, co nie pasowało Cherry w nowym nabytku, który w jej oczach był tylko kolejnym pionkiem. Niestety, dość smutne myślenie, ale dość korporacyjne. Mayfield była dobrą szefową, ale dla osób testujących jej nerwy była szczególnie wymagająca i nawet tego nie ukrywała. Na emocje zasługiwali jej najbliżsi, a pozostali znali tylko profesjonalne spojrzenie, pod którym ukrywała to, czego nie chciała pokazywać. Przy przyjaciółce miała komfort bycia sobą bez względu na emocje — zła, smutna czy szczęśliwa, wiedziała, że może powiedzieć jej wszystko. Działało to obustronnie, więc pana dyrektora finansowego będą dzisiaj paliły uszy.
— I ekspresowa, żebyś nie musiała czekać — zaznaczyła. Nic nie równa się prawdziwej wyprawie, ale póki terminy się nie zepną, a grafik nie wskaże wyczekiwanego urlopu, musiały zadowolić się taką wersją Japonii. Nie mogła narzekać, bo w całym urwaniu głowy, obydwie znalazły chwilę spokoju na reset.
— Fantastyczna z ciebie gospodyni, nie ma to jak dobrze powitać gościa — zaśmiała się. Wszystko czekało, łącznie z polanym alkoholem, więc tylko wystarczyło usiąść i zjeść kolację. Odłożyła ich jedzenie i przywitała się z Koko, pod żadnym pozorem nie pomijając jej obecności i faktu, że latała wokół jej nóg z piłeczką. Zaraz umyła ręce i podciągając rękawy, zaczęła wyciągać zupy.
— Jest aż tak okropny? — zapytała, biorąc kieliszek i wypijając go razem z Charity, przymykając lekko oczy z grymasem. Alkohol na pusty żołądek to to, czego potrzebowały. — Z tego co zdążyłam wyłapać z twoich wiadomości, to jest od twojego ojca, ale skoro on w najbliższym czasie jest na przymusowym cenzurowanym i ma oszczędzać się w pracy, to czemu nie zwolnisz pana dyrektora? Córce bardziej uwierzy, że coś było nie tak? — zapytała, musząc poznać ogólny ogląd sytuacji. Podsunęła przyjaciółce ramen pod nos, podając zaraz metalowe pałeczki z jednej z szuflad i zanim usiadła obok niej, to rozłożyła również przekąski przygotowane przez restauracje i nalała kolejny kieliszek. W końcu Cherry nie mogła na niego czekać, jak przybędą depresyjne myśli o tym facecie.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Blair Mayfield

To otworzę drzwi i wchodzimy do Tokyo? — spytała półserio, półżartem Cherry — naprawdę mogłoby to tak działać — parsknęła krótko pod nosem. O ile życie stałoby się prostsze, gdyby funkcjonowało w ten sposób. Pocierasz ręką o magiczne drzwi i cyk! Nagle znajdujesz się w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. Byłaby w stanie za to oddać grube miliony.
Pij, bo potrzebuję, by mnie coś kopnęło — ona nawet się nie zastanawiała. Chwyciła kieliszek i wypiła go praktycznie na raz. Czekała, aż jej przyjaciółka zaraz do niej dołączy, po czym rozlała kolejną porcję alkoholu. Ona wcale dłużej nie stała, zaraz zniknęła w ustach Charity.
Tak — jak dotąd nikt nie zaszedł jej tak bardzo za skórę i to już na pierwszym spotkaniu. Hartley zasługiwał na miano wyjątkowego — jako jedyny potrafi mnie tak szybko doprowadzić do szału. Rozumiesz, że chciał porwać mi Koko i wręcz ZMUSIŁ mnie do przeprosin? — aż prychnęła, wywracając teatralnie oczyma. Przepraszała i prosiła, jak czuła taką potrzebę, ale jak dotąd nikt jej nie zmusił do jej wypowiedzenia — a co najgorsze na spotkaniu zarządu podważał plany finansowego moje i Charliego — i aż westchnęła, nabijając sobie połówkę jajka na pałeczkę. Tak, wiedziała, że tak się nie jadło, ale musiała, chociażby wyżyć się na biednym jajku, które i tak zaraz trafiłoby do jej żołądka.
I wiesz co? Charlie jest po jego stronie — znowu kierowała się emocjami. Nie wierzyła, że jej własny, rodzony bliźniak bardziej przypominał jej ojca, niż sama się po nim tego spodziewała — a nawet nie było go na spotkaniu zarządu — wymruczała cała niezadowolona. Nieobecny, a bronił obcego na jej terytorium — przez kontrakt. Za dużo pieniędzy byśmy stracili — mruknęła, wzruszając niemalże od razu ramionami — sam musi odejść — i ona do tego doprowadzi, chociażby miała go rozszarpać na miliony kawałeczków. Kiedy chciała potrafiła być naprawdę przekonywująca.
A u Ciebie jak? Sukienka zaprojektowana? — spytała, zaczynając jeść ramen pałeczkami. Zawsze kiedy zaczynała jeść odrobinę łagodniała. Jedzenie potrafiło zmienić w niej naprawdę wiele.
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Oszczędziłoby to mnóstwo przesiedzianych godzin w samolotach — westchnęła. Nawet jeśli podróżowanie w pierwszej klasie było naprawdę komfortowe, to czas, który spędza się w powietrzu, można było przeznaczyć już na zwiedzanie miejsca docelowego. Nie raz i nie dwa miała sytuację, w której nie mogła doczekać się wakacji i wręcz przebierała nogami w samolocie. Z Charliem zwiedzili już może i z pół świata, a jednak poznawanie nowych miejsc i tak wywierało na niej duże wrażenie. Skoro ich codzienność była zabiegana i wymagająca, to przynajmniej kilka razy do roku mogła poczuć się jak dziecko.
Pokręciła z rozbawieniem głową, dorównując tempa przyjaciółce. Póki co była tylko jej kompanką, jednak nie spodziewała się, że zaraz sake może być i jej kopniakiem.
— Jak szybko i od kiedy jest u was w firmie? — zapytała, próbując zwizualizować sobie skalę jego problemu. — Słucham? Porwać Koko?! — aż odłożyła pałeczki na bok, z niedowierzaniem patrząc na Cherry i zaraz przenosząc spojrzenie na aniołka, o którym właśnie mówiły. Ta zniewaga krwi wymaga; Blair nie przyjmowała tego do świadomości, że obcy facet śmiał tknąć jej psiórkę. Dla niej samej Koko była jak psia chrześnica! — Za co przeprosić? Że ukradł ci psa? — dalej była oburzona i gotowa, aby skonfrontować się z panem dyrektorem. Skoro zalazł za skórę jej przyjaciółce, to ona była prawilną przyjaciółką, która razem z nią na niego naskoczy. Znajomych mieli różnych, niektórych nawet nie wspólnych, choć ten świat był mocno połączony; za to wrogów miały razem. Solidarność jajników. — Przecież on ledwo zna firmę, niech się najpierw zorientuje w temacie! — rzuciła, wywracając oczami. Dobrze wiedziała, że plany finansowe mogły być czasami… drażliwymi tematami. Każda firma działała w swój sposób, miała swoje wymagania i niektóre aspekty były dostosowane pod skomplikowane sytuacje. Naprawdę cieszyła się, że ona nie musiała przez to przechodzić, zmiana wieloletniego personelu zdawała się być katorgą.
— A ma świadomość, że podważał JEGO plany? — zapytała zdziwiona. Może bronił decyzji ojca, zważając na jego stan? Aż dziwnie było jej o tym słuchać, jednak w tym temacie popierała Cherry. — Charlie nie był na spotkaniu zarządu? — zmarszczyła lekko brwi. — Kiedy to było? — zapytała, zaraz zastanawiając się, czy może wtedy faktycznie mu coś nie wypadło. Z tą różnicą, że on ostatnio ciągle był w pracy. Aż nie chciało jej się wierzyć, że coś by ominął. Może miał inne zobowiązania związane z kontraktem na Teneryfie? — Czyli rozpoczyna się plan zniszczenia pana dyrektora? Cudownie. — Pokiwała głową z rozbawieniem. Wiadomo, że nie było to zbyt uczciwe zagranie, ale skoro wyjątkowo uprzykrzał życie… — A planujesz rozmawiać z ojcem? Dlaczego i po co taki kontrakt? Czy to jakaś finansowa szycha? — bo to też była ważna informacja. Jeśli miał względy, to będzie musiała zrobić to ostrożnie, żeby się nie podłożyć.
— Rozkoszuję się póki co tą ślubną ciszą, ale to na pewno cisza przed burzą — stwierdziła. Na razie nikt nie truł jej tyłka, bo wszyscy byli zapracowani, ale wiedziała, że ich matki nie próżnują. Podejrzewała, że w pewnym momencie wyskoczą z terminem i zaplanowaną ceremonią. — Byłam w tym tygodniu na drugich przymiarkach, mają poprawiać to co jeszcze ustaliłam do poprawy z projektantką. Chcesz ze mną pojechać za tydzień? Może będziesz mieć jeszcze jakąś słuszną uwagę — zapytała, bo Cherry miała dobry gust i dobre oko. A ufała zdaniu swojej świadkowej, w końcu była jej głosem rozsądku w tym czasie!

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Blair Mayfield

Faktycznie taka perspektywa wydawała się jej przepiękna. Zbyt przepiękna, żeby była prawdziwa. Byłaby ona dostępna dla wąskiego grona bogaczy, bo przecież... trzeba było zarabiać na biedakach. Chociaż nie odmówiłaby sobie lotu samolotem na krótsze dystanse, lubiła patrzeć na świat z góry.
Od tygodnia, może dwóch... Nie wiem, mam go po dziurki w nosie — westchnęła ciężko, obracając w rękach kieliszek. Irytował ją, denerwował ją na każdy możliwy sposób. Nikt nie potrafił wzniecić w niej takiego ognia jak on — no trzymał ją w parku i nie chciał mi jej oddać, gdy powiedziałam, że to mój pies — przez myśl przeszło ją, że może powinna być dla niego milsza, ale chybko odrzuciła tę grę — tak, kazał mi przeprosić za moje zachowanie i poprosić, żebym dostała go z powrotem — aż parsknęła śmiechem. Jej ktoś kazał używać magicznych słów, potrafiła ich używać, ale kiedy sama czuła taką potrzebę — rozumiesz? Ja kogoś prosić? — aż pokręciła głową, kiedy zaczynała powoli rozkładać każdy czynnik na części pierwsze — no i teraz musimy współpracować, a jak go widzę, mam ochotę rzygnąć — i nie tylko miała ochotę na niego rzygnąć, ale do tego już by się głośno nie przyznała — nie poprawia mi humoru fakt, że jest przystojny — wymruczała finalnie, wkładając sobie kawałek mięsa do ust. Zaraz zaczęła je szybko przeżuwać, bo z jednego tematu skakały na kolejny.
Ta, ale może jego rozwiązania są dobre — prychnęła, imitując głos Charliego. Jej brat zawsze musiał wszystko tłumaczyć, nigdy nie szedł za głosem serca — no dzisiaj — tyle Każda minuta z nim w jednym budynku była torturą, a dopiero się rozpoczynała — musiał wyjść wcześniej z pracy coś załatwić — może to była spotkanie z inwestorem, może jakaś konferencja. Szczerze, nie miała zielonego pojęcia — tak, zgniotę go jak mrówkę — mruknęła, a na jej ustach wymalował się złowieszczy uśmiech — i tak mi nic nie powie — wzruszyła ramionami. Była praktycznie pewna, że w tej sprawie nie było, o czym rozmawiać. Spróbowała i spotkała się ze ścianą.
Cisza nie istnieje, to zapowiedź czegoś strasznego — mruknęła Marshall — ale u was to niemożliwe — dodała praktycznie od razu, unosząc ku górze oba kąciki ust. Jeśli Charlie zerwie z Blair, lub odwrotnie, to Charity przestanie wierzyć w miłość — z chęcią się zabiorę, kochana. Tylko pamiętaj, by napisać Corze, bo nas kopnie w pupę — stwierdziła finalnie. Obie miały być druhnami, może jedna bardziej główną od drugiej, ale jednak obie razem.
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Szczęśliwi czasu nie liczą, co? — zażartowała. Jej posępne nastawienie było przeciwieństwem jakiegokolwiek szczęścia. Chciałaby powiedzieć, że kto się czubi, ten się lubi, ale było to dość ryzykowne, żeby zaraz nie dostać przez łeb za głupie słowa. W końcu ledwo co przyszła, nie mogła już podpaść przyjaciółce. — Może z czasem da ci spokój. Jak dopnie swego w tym finansowym świecie, to później będziesz widzieć go coraz rzadziej — próbowała ją jakoś pocieszyć. Była na niego skazana, czy tego chciała, czy nie; mogła jednak wierzyć, że być może z czasem będzie łatwiej go znosić. — I co? Musiałaś wylegitymować się książeczką zdrowia, żeby ci uwierzył? Co za cwaniak w ogóle, ładnego pieska to łatwo porwać — parsknęła. Koko była zadbaną suczką, z pewnością każdy chciałby mieć taką u siebie w domu. Zwłaszcza jakiś zakręcony dyrektor finansowy, który pewnie nie miał czasu na zwierzę. Ona sama chętnie zostałaby właścicielką pudelka, ale najbardziej przerażało ją to, że pies będzie długo siedział sam w domu. — Przeprosić za swoje zachowanie? — powtórzyła po niej, unosząc lekko brew. — A co zrobiłaś? — zagadnęła. Mogła spodziewać się wszystkiego, ale zanim będzie bronić ją w stu procentach to musiała się zorientować… czy przeprosiny nie były przypadkiem konieczne. Co prawda, pewnie i tak solidarnie przyzna jej rację, może jedynie sugerując, że następnym razem sprawy da się rozwiązać inaczej. — Prosić to powinien on o twoje wybaczenie. Pewnie nawet burak nie zauważył, że to on zrobił coś nieodpowiedniego. — Próba porwania czyjegoś psa? I to jeszcze w biały dzień? Kto to w ogóle widział?! Powinien się cieszyć, że Cherry nie popchnęła tej sprawy dalej. Słysząc jej komentarz, nie potrafiła ukryć małego uśmiechu. Szturchnęła ją łokciem w ramię, ale dopiero wtedy, kiedy wpakowała jedzenie z pałeczek do ust. — Hej, to może nie będzie tak źle. Koniec końców, jest przystojny… Jak on się nazywa? — zapytała, będąc już gotowa wygooglować go. Romans w pracy, zwłaszcza z panią prezes, mógł być ryzykowny, ale czy zły? Tym bardziej, że Charity była laską, która zwracała na siebie uwagę niejednego!
— Nie wierzę, czyżby Charles Marshall przeczył własnym kompetencjom? — bo skoro rozwiązania nowego dyrektora mogły były dobre… Zaraz jednak spojrzała zaskoczona na Cherry, zawieszając rękę z makaronem między pałeczkami w połowie drogi do swoich ust. Nawet nie zauważyła, kiedy kluski wyślizgnęły się jej z powrotem do bulionu, a sama Blair… poczuła dziwną gulę w gardle. Musiał wyjść wcześniej… Powtarzała słowa przyjaciółki w swojej głowie. Aż wzięła telefon do ręki, aby upewnić się, że dobrze przeczytała wcześniejszą wiadomość od Charliego; ale jak miałaby się pomylić, skoro jeszcze chwilę pisali na temat jego późnego powrotu? Właśnie nakryła swojego narzeczonego na jawnym kłamstwie i… i nie wiedziała, co powinna zrobić. — Typowy pan Marshall… — mruknęła w zamyśleniu. W końcu jej przyszły teść niejednokrotnie zdawał się być tajemniczy. Może najwidoczniej była to cecha dziedziczna wśród mężczyzn tej rodziny?
— Nie wiem, czy nie niemożliwe. — jej entuzjazm nieco zgasł, przytłumiony przez falę stresu, związaną z nowo odkrytą prawdą. Może nie powinna tego roztrząsać? Może powinna po prostu to skonfrontować? — Nie no, oczywiście. Napiszę do niej, choć liczyłam, że wpadnę na nią niedługo, ale Corę ciężej uchwycić niż ciebie — stwierdziła z lekkim rozbawieniem. Mimo wszystko, była pozytywnie zaskoczona, że udało jej się dogadać z Cherry praktycznie na już. Miało się swoje wdzięki, skoro wyciągnęła pracoholiczkę ze jej własnej pieczary.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Blair Mayfield

Taa. — mruknęła, wzdychając ciężko. Tyle że Charity Marshall od dawna nie była szczęśliwa, wszystko powoli zaczynało się sypać. Musiała liczyć dni, by odliczać powoli do wakacji, na których będzie mogła finalnie się odprężyć — to tak nie działa. Stanowiska wymaga, by był to jeden z moich bliższych współpracowników — stwierdziła Charity, wpatrując się wprost w oczy przyjaciółki. Chyba najbardziej właśnie to ją irytowało. Musiała z nim współpracować, a jakiekolwiek zaprzeczenie temu było wręcz niemożliwe. Finalnie będą musieli we dwójkę działać.
A żebyś go widziała, każdy normalny człowiek pomyślałby, że to jego pies — wymruczała cała niezadowolona. Ethanowi Hartleyowi nie mogła odebrać jednego. Urody. Mogłaby się godzinami wpatrywać w jego zielone oczy — może na niego powarczałam, kiedy od razu nie oddał mi Koko — powiedziała cicho pod nosem. Miała własną świadomość, wiedziała, że mogła nie zachowywać się jak księżniczka, ale nie była w stanie tego zrobić. Wtedy podziałał instynkt. Nazwanie ucieczki Koko odpoczynkiem od pańci było wystarczającą płachtą na byka, by musiała na to zareagować — kazał mi ją mu zabrać, to próbowałam, ale przytrzymał mnie i buc kazał przeprosić — oh Cherry przypominała właśnie dziecko, które próbowało rodzicowi wytłumaczyć własną winą. Pierwszy raz tak bardzo ją to zabolało — Ethan Hartley. Jest przystojny, ale dupków nie dotykamy — zwłaszcza takich, których spotykało się na co dzień. Mógł być gorący, przyciągający, równocześnie będąc najbardziej odpychającym człowiekiem, jakiego spotkała we własnym życiu.
Sojusz plemników jest bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje — prychnęła niezadowolona ze zachowania własnego bliźniaka. Co miałaby mu powiedzieć? Dla niej irracjonalnym pomysłem było pojawienie się Ethana w ich życiu, doskonale radzili sobie sami. Hartley był niczym ziarno piasku, które dostało sie do twojego oka. Nie dało się o nim zapomnieć — wszystko w porządku? Kluska Ci spadła — spytała, widząc zmianę w zachowaniu Mayfield. Cokolwiek by jej teraz nie powiedziała, widziała, że coś się zmieniło. Blair Mayfield nie upuściłaby kluski, jedząc ramen. Miałaby w sobie za dużo dumy oraz pasji, by do tego dopuścić.
Dlaczego? — coraz więcej czerwonych sygnałów pojawiało się przed prezeską, których nie była w stanie zignorować — pokłóciłaś się z nim? Mam go pobić? — dopytała Cherry, unosząc jedną brew. Widziała, że coś nie grało. Wcześniej nie ingerowała w ich relacje, czuła głęboki konflikt interesów, ale może mogłaby pomóc? — skoro tak mówisz, podobno teraz jest zajęta jakimś festiwalem — mruknęła, nie wyczuwając jakiejkolwiek aluzji. Za to ramen z każdą chwilą coraz bardziej znikało z jej miski.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”