ODPOWIEDZ
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

057.
Samochód zatrzymał się przy wąskiej uliczce biegnącej wzdłuż parku. Było chłodno, ziemia była wilgotna po niedawnym deszczu. Ścieżka prowadząca w głąb była częściowo zabłocona, a na trawie widać było ślady butów. Teren był już zabezpieczony - taśma policyjna rozciągnięta między drzewami wyznaczała wyraźną granicę, za którą znajdowali się funkcjonariusze i technicy. Po drugiej stronie zebrała się grupa ludzi. Niektórzy szeptali między sobą, inni trzymali telefony w rękach. Młody chłopak robił zdjęcia, dopóki jeden z funkcjonariuszy nie kazał mu się cofnąć. Starsza kobieta wyglądała na wyraźnie poruszoną, powtarzała coś cicho pod nosem. Reszta po prostu patrzyła.
O tej porze dnia park w centrum miasta powinien tętnić życiem, ale teraz nie było żadnych dzieciaków na huśtawkach i rowerów sunących alejkami. Miller podeszła do taśmy. Już miała wyciągnąć dokument, ale funkcjonariusz stojący przy wejściu od razu ją rozpoznał Przeszła pod taśmą i ruszyła dalej, w stronę miejsca zdarzenia.
Ciało chłopca leżało kilka metrów od ścieżki, na trawie między drzewami. Był drobny, na oko około jedenastu lat. Ciemna skóra kontrastowała z jasną koszulką ubrudzoną krwią i ziemią. Miał na sobie ciemne spodnie i sportowe, starannie zawiązane buty. Leżał na boku, jedna ręka była wyciągnięta do przodu, drugiej nie było wcale. Zaylee zatrzymała się na chwilę i dokładnie przyjrzała się miejscu. Trawa była lekko przygnieciona, ale nie było widać wyraźnych śladów szarpaniny. W pobliżu nie leżały żadne przedmioty, które mogłyby wskazywać na to, co się stało. Nie było plecaka, telefonu ani niczego, co wyglądałoby na jego własność.
Kto go znalazł? — zerknęła na jednego z techników
Biegacz. Zadzwonił na numer alarmowy — odpowiedział wysoki, rudowłosy mężczyzna.
Został? — dopytała.
Tak, jest z przy radiowozie.
Skinęła głową, podeszła bliżej i przykucnęła przy ciele. Nie dotykała go od razu. Najpierw spojrzała na twarz chłopca. Oczy miał otwarte, z twarz prawie w całości pokrytą krwią, ale nie zmasakrowaną. Założyła rękawiczki i delikatnie rozchyliła usta. Brak uzębienia.
Wstała i jeszcze raz rozejrzała się po okolicy. Drzewa rosły tu dość gęsto, ale miejsce nie było całkowicie odizolowane. Spojrzała w stronę taśmy policyjnej. Ludzie nadal tam stali. Patrzyli w jej stronę, próbując odczytać coś z jej zachowania.
Wtedy zauważyła ruch przy wejściu. Ktoś wszedł pod taśmę i ruszył w stronę miejsca zdarzenia pewnym krokiem. Zaylee od razu rozpoznała znajomą sylwetkę. Wyprostowała się i obserwowała, jak jej narzeczona zbliża się, rozmawiając krótko z jednym z funkcjonariuszy. Jej obecność oznaczała, że sprawa została już zakwalifikowana jako coś więcej niż zwykłe zgłoszenie. Miller przeniosła wzrok z powrotem na ciało chłopca, a potem znów na Swanson.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To miała być pierwsza sprawa od dłuższego czasu, którą od początku do końca Swanson miała poprowadzić. Skończył się okres, w którym Sloan starał się na nią dmuchać jakby w każdej chwili miała natrafić na niebezpieczeństwo, które ją pośle do szpitalnego łóżka na całe tygodnie.
Swanson wiedziała jednak, że prowadzenie tego śledztwa nie będzie sprawiało jej przyjemności. Miller nie była jedyną, która nie lubiła tego, gdy na jej stół trafiały dzieci. Evina również nienawidziła tego, gdy musiała patrzeć na zwłoki kogoś kogo matką mogłaby być. Zwłaszcza, gdy chodziło o osobę, która naprawdę nie zdołała w żaden sposób zaznać życia.
Już w momencie otrzymania wezwania wiedziała, że będzie jej trudno nad tym pracować. Niemniej nie miała zbytniego wyboru. Dlatego też tak jak setki razy wcześniej wysiadła z auta i starając się zachować obojętność, podeszła do sceny zbrodni u skinęła na powitanie głową znajomym funkcjonariuszom, którzy przepuścili ją dalej bez żadnego problemu.
Stąpała delikatnie po trawniku, upewniwszy się wpierw czy technicy na pewno zdążyli odpowiednio zbadać ślady, które zostały zostawione przez potencjalnego sprawcę. Nie chciała, aby jej potencjalne odciski butów miały w jakikolwiek sposób zaburzyć proces dochodzeniowy.
- Znamy już tożsamość ofiary? - zapytała, chcąc uzyskać od przepuszczającego ją policjanta nieco więcej informacji.
- Tyrone Powell. Miał jedenaście lat... - wyrecytował, spojrzawszy w swoje notatki. - Rodzice zgłosili zaginięcie wczoraj, gdy nie wrócił ze szkoły.
Tyle jej wystarczyło. Skinęła głową i ruszyła dalej, aby móc podejść do znajdującej się nad zwłokami narzeczonej, która najwyraźniej musiała zostać przypisana do tej samej sprawy. Ich prywatna relacja nie miała jednak nigdy wpływu na to jak zachowywały się w trakcie pracy. Dlatego też przykucnęła tuż obok niej i uważnym spojrzeniem obrzuciła ciało młodego Tyrone'a, dusząc w sobie wszelkie zalążki uczuć, które ten niesprawiedliwy widok mógłby wzbudzić.
- Jakie wstępne ustalenia, doktor Miller? - zapytała na tyle obojętnie na ile była w stanie.
Przechodziła przez to setki razy. Ten wcale nie był w żaden sposób inny od przypadków innych młodych chłopców, którzy z jakiegoś powodu wylądowali bez życia w jakimś nieprzyjemnym miejscu. Musiały zatem obie wziąć się w garść i skupić na zimnych faktach.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Autopsje dzieci zawsze należały do najtrudniejszych w jej pracy. Niezależnie od stażu i liczby przeprowadzonych sekcji, nigdy nie stawały się rutyną. Już na początku kariery nauczyła się, że w tym zawodzie konieczne jest oddzielenie emocji od obowiązków, inaczej nie dałoby się funkcjonować. Koncentrowała się więc na procedurach, na precyzji opisu, na detalach, które musiały być odnotowane bezbłędnie i bez interpretacji. Jednak w przypadku najmłodszych ta wypracowana granica zawsze była bardziej krucha. Trudno było całkowicie abstrahować od faktu, że ma do czynienia z kimś, kto dopiero zaczynał życie. Każdy taki przypadek wymagał od niej większego wysiłku, większej kontroli nad własnymi reakcjami. Mimo to potrafiła zachować profesjonalizm i skupiała się na zadaniu, tłumiąc to, co prywatne i niewygodne.
Teraz sytuacja zaczęła się zmieniać. Odkąd miała zostać matką, jeszcze trudniej było utrzymać ten dystans. Nawet teraz, podczas wstępnych oględzin łapała się na tym, że myśli uciekają w innym kierunku niż dotychczas. Nie tylko analizowała fakty, ale też mimowolnie odnosiła je do siebie. Nie przestała być profesjonalistką. Nadal skupiała się na pracy i wykonywała ją dokładnie. Różnica polegała na tym, że oddzielanie emocji od obowiązków przestało być czymś naturalnym i automatycznym.
Detektyw Swanson — skinęła głową w geście powitania, a jej wzrok znów powędrował do zakrwawionej twarzy chłopca. — Brak lewej ręki i całego uzębienia. Rany są rozległe, a ich charakter wskazuje na brutalne, wielokrotne okaleczenia. Ofiara najprawdopodobniej wykrwawiła się na miejscu. Tylko nie wydaje mi się, żeby stało się to dokładniej tutaj — Miller rozejrzała się po trawie i ścieżce. — Za mało krwi. Trzeba dokładnie sprawdzić teren. Nie wykluczam, że został tutaj w czymś przywieziony. Analiza pobranych włókien i materiałów obcych może dać nam znacznie lepszy obraz zdarzeń. Utrata kończyny spowodowała masywny krwotok — dodała chłodnym, rzeczowym tonem, ponownie spoglądając na Evinę. — Dodatkowo widoczne są głębokie uszkodzenia tkanek miękkich i możliwe obrażenia narządów wewnętrznych. Zęby nie zostały wybite. Zęby zostały usunięte przy użyciu narzędzia o dużej sile nacisku, prawdopodobnie kombinerki lub coś podobnego. Przyczyną śmierci była najpewniej kombinacja wstrząsu hipowolemicznego i rozległych obrażeń ciała — podsumowała to, co mogła stwierdzić bez sekcji zwłok. Sama sekcja zwłok dostarczy szczegółowych informacji, ale już teraz można było wykluczyć wypadek. To było zabójstwo, dokonane z pełną premedytacją.
Zaylee zadarła głowę i spojrzała w niebo. Wzięła głęboki oddech, skupiając się na szarych odcieniach i przemieszczających się szybko chmurach. Policzyła w myślach do dziesięciu, przymknęła na moment oczy i wykonała lekki ruch ramionami, aby je nieco rozluźnić. Dopiero wtedy podeszła bliżej narzeczonej.
Wiemy coś więcej? — zerknęła z ukosa na zmasakrowanego denata. A potem popatrzyła Swanson przez ramię. Ktoś szarpał się przy policyjnych taśmach.
Tyrone! — zawołała rozpaczliwie czarnoskóra kobieta. Towarzyszący jej mężczyzna próbował ją przytrzymać, ale ta zdołała się wyrwać z uścisku. — Puśćcie mnie! To mój syn! To mój syn! — powtarzała jak mantrę, prawie słaniając się na nogach.
Och, kurwa — mruknęła Zaylee, wymieniając z Eviną porozumiewawcze spojrzenia. — Możesz dopilnować, żeby ją stąd zabrali? I... — urwała rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu techników. — Na litość boską, czy ktoś może rozstawić parawan?! — krzyknęła, kierując swoje słowa do dyskutujących ze sobą mężczyzn.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zajmowanie się sprawami dzieci zawsze było trudne, ale gdy tylko dochodził do tego jeszcze bardziej personalny aspekt: stawało się to nieznośne. Nie dało się powstrzymać od myśli o tym, że ten chłopiec mógł być przyjacielem ich syna. Mogli razem chodzić do szkoły, na zajęcia z piłki nożnej czy po prostu biegać wspólnie po placu zabaw. Mało tego: ten sam chory pojeb, który tak potraktował czyjeś dziecko mógł równie dobrze to samo zrobić z ich własnym. Trudno było wytłumić podobne myśli.
Doskonale zatem wiedziała, co przechodziło Zaylee przez myśl. Również przez to przechodziła. To był pierwszy tak paskudny przypadek, który im się trafił, a który tak mocno przypominał o Samie. Wiedziała, że z czasem nie będzie wcale łatwiej, ale przynajmniej nabiorą większej wprawy. Przynajmniej Miller, u której wcześniej nie odzywał się tak mocno instynkt macierzyński, a raczej zwyczajne ludzkie odruchy.
- Nie dość, że za mało krwi to musiał poświęcić chłopakowi naprawdę sporo czasu. Okaleczenie go w ten sposób zajęłoby sporo czasu, a raczej nie ryzykowałby tego w miejscu publicznym - oceniła, bo mimo wszystko w tej okolicy zawsze ktoś mógł się kręcić. - Orientacyjny czas zgonu?
Wiedziała, że wszystkiego dowie się po przeprowadzeniu pełnej sekcji, ale wolała mieć już teraz jak najwięcej dostępnych informacji, aby móc swobodnie działać samodzielnie przez kilka najbliższych godzin zanim na jej biurko trafi całościowy raport z działań koronera. Chociaż pewnie mogłaby równie dobrze wskoczyć do prosektorium zanim jeszcze Miller wszystko dokładnie spisze.
Widziała jej reakcję. Wiedziała z czym się zmierza. Swanson nie zamierzała zbytnio w to wszystko ingerować. Przesunęła subtelnie dłoń tak, aby musnąć nią niby przypadkowo kolano koronerki. Był to jednak subtelny gest, który mówił wyraźnie "jestem tu" i starał się zapewnić odrobinę wsparcia. Dopiero dużo później, gdy wyjdą z profesjonalnego otoczenia będą mogły sobie pozwolić na przeprocesowanie tych wszystkich emocji.
Miała odpowiedzieć na pytanie narzeczonej, ale wtedy obu w dalszej rozmowie przeszkodziły krzyki dobiegające z okolic policyjnej taśmy. Evina słyszała coś podobnego zbyt wiele razy by nie wiedzieć, że to właśnie rodzice zamordowanego chłopca dotarli na miejsce znalezienia zwłok, powiadomieni przez służby. Naprawdę nienawidziła tego momentu.
- Zajmę się tym - obiecała i wyprostowała się, aby podejść do miejsca, z którego docierały krzyki.
Widoku pogrążonej w żałobie matki nie dało się pomylić z niczym innym. Nie potrafiła sobie wyobrazić, co sama by czuła i jak by się zachowywała, gdyby była na miejscu tej kobiety. Stojący obok niej czarnoskóry mężczyzna starał się ją przytrzymać i uspokoić. Sam ledwie się trzymał. Swanson doskonale widziała, że był o krok od rozpłakania się lecz starał się usilnie być silny dla swojej żony. Chciał być dla niej opoką w tym momencie chociaż sam wewnętrznie rozsypał się na kawałki. Dla niej jednak musiał zachować twarz.
- Państwo Powell? - zapytała, podchodząc bliżej, a mężczyzna skinął głową. - Detektyw Evina Swanson. Zajmuję się sprawą państwa syna.
Wolała na tę chwilę unikać słowa zabójstwo, aby nie wzbudzać jeszcze większych negatywnych emocji. Sam dźwięk tego słowa mógł być niczym dodatkowy cios uświadamiający ogrom tragedii z jaką się zmagali.
- Antoine Powell. To moja żona, Amala - przedstawił się, nie zwalniając ani na chwilę uścisku na talii kobiety.
- Chcę zobaczyć syna - powiedziała z mocą, opanowując się na tyle, aby zabrzmieć na zdeterminowaną i gotową do tego, aby wymusić na kimś posłuszeństwo. - Proszę mnie do niego puścić!
- Nie chce pani - odpowiedziała spokojnie Evina i natychmiast kontynuowała, nie dając kobiecie zanadto dojść do słowa, gdy tylko niemal rzuciła się w jej stronę, chcąc wyrazić swoje oburzenie. - Pani Powell, sama mam dzieci i proszę mi uwierzyć, że żadna matka nie powinna oglądać swojego syna w takim stanie.
Powinna to ująć łagodniej. Widziała jak Amala Powell złamała się jeszcze bardziej i całkowicie zapadła się w objęciach męża. Oczy Antoine'a jeszcze bardziej zaszkliły się łzami, gdy próbował wytrzymać cały ten natłok emocji, którym został zarzucony.
- Przykro mi. Naprawdę. Zajmiemy się nim jak najlepiej. Wtedy będą mogli go państwo zobaczyć - obiecała po czym zwróciła się bezpośrednio do mężczyzny. - Są państwo autem?
- Tak - głos ojca ofiary załamał się już na tym jednym słowie. - Przyjechaliśmy jak tylko się dowiedzieliśmy.
- W takim razie proszę pojechać na komendę. Porozmawiamy w bardziej dogodnych warunkach. Postaram się dołączyć do państwa tak szybko jak będę mogła, ale wpierw postaram się tu dla państwa dowiedzieć jak najwięcej.
Wiedziała, że to niemożliwe, ale chciała, aby postarali się wykorzystać ten czas, aby się lekko uspokoić i przygotować na czekającą ich rozmowę. Podała jeszcze mężczyźnie wszelkie potrzebne szczegóły odnośnie tego, gdzie powinien się kierować. Miała nadzieję, że przynajmniej na chwilę zażegnała największy kryzys.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Corktown Common”