-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Coś ścisnęło go w piersi, gdy usłyszał, że może zachować ołówek i wybrać sobie jeszcze jakieś w domu i że Santiago nie jest zainteresowany jego usługami, ale Alvaro może u niego przenocować. Nie był pewien czy się nie przesłyszał, więc przez chwilę przyglądał mu się z mieszanką ulgi, wdzięczności i zaskoczenia, po czym niepewnie pokiwał głową i uśmiechnął się znowu, tym razem nieco szerzej, nieco nerwowo wyłamując sobie kostki w palcach, dopóki te nie strzyknęły lekko; to też go uspokajało i w tym momencie tego potrzebował.
- Si estás seguro de que quieres invitar a un niño extraño a tu casa... - wzruszył lekko ramionami, wciąż patrząc na mężczyznę migoczącymi wdzięcznością oczami. - Pero si crees que te estoy causando un problema, o simplemente no quieres un extraño en tu casa, dímelo, de acuerdo? - znów strzyknął kostkami, po czym odłożył dłonie na blat stolika, zawstydzony, że nawet nie potrafi się zachować w miejscu publicznym. Opuścił głowę, zastanawiając się przez chwilę jak duże było prawdopodobieństwo, żeby spotkał kogoś, kto faktycznie chciał mu pomóc, a nie wykorzystać go do swoich niecnych celów, ale w tym momencie chyba po prostu postanowił sobie, że da Santiago szansę i zobaczy co przyniosą najbliższe chwile. Póki co nie wyglądał na creepa i nie zachowywał się też jak jeden z tych facetów, którzy byli niezdrowo zainteresowani dziećmi, ale Alvaro wiedział, że nie zawsze wszyscy byli tacy, za jakich starali się zgrywać. Uznał jednak, że właściwie nie ma nic do stracenia, więc pozwolił sobie na odrobinę zaufania w stosunku do obcego faceta z baru.
- Gracias. No sé cómo agradecértelo, ya que no quieres mis servicios, pero... gracias.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnął się do niego, a chwile później usłyszał, że barman wywołuje ich numer zamówienia.
- No tienes que agradecerme - powiedział, podnosząc się, żeby przynieść kiełbaski dla chłopaka i tacos dla siebie. Odsunął rysunki i ołówki, postawił talerze na stole i zabrał się za jedzenie.
- ¿Quieres decirme por qué haces lo que haces? ¿Y por qué no tienes dónde vivir? - zapytał w pewnym momencie, zerkając na chłopaka z ciekawością. Domyślał się, co mogło spowodować taką sytuacje w jego życiu, ale nie zawsze miał w swoich domysłach racje, a ludzkie historie bywały bardzo różne. Nie zamierzał jednak naciskać, jeśli Alvaro nie chciałby mu powiedzieć, co takiego się wydarzyło - to była jego prywatna sprawa i de la Serna nie chciał być zbyt ciekawski. Sam po sobie wiedział, że o trudnych rzeczach nie mówiło się lekko, łatwo i przyjemnie każdemu, kto tylko zapytał - sam zresztą w ogóle nikomu nie mówił o tym, co przeżył i co mu leżało na sercu. Kilka lat temu zbudował wokół siebie mur i założył maskę kogoś, kto się niczym nie przejmuje; i chował się za nią całkiem skutecznie. Uznał, że tak mu będzie łatwiej w życiu: nie pokazywać nikomu swoich prawdziwych uczuć i emocji, nie pokazywać, że coś go boli, czegoś się boi, że coś sprawia mu trudność. Zresztą miewał już pod sobą bandy ludzi, dowodził kilkoma napadami, więc tym bardziej nie mógł sobie pozwolić na okazywanie jakichkolwiek słabości - wybrał bycie sukinsynem wobec większości świata.
Losem młodego jednak się szczerze przejął i naprawdę chciał mu pomóc na tyle, na ile da radę.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nie zgadzał się też z tym, że nie musi mu dziękować - czuł, że musi, chociaż może samo to słowo nie było właściwe, bo nie o przymus chodziło, a raczej o to, że po prostu chciał mu podziękować za to, że ktoś - po tak długim czasie, gdy zdążył już zwątpić w ludzkość - może być bezinteresownie dobrym człowiekiem. Nie sprzeczał się jednak z nim, nie dyskutował, odprowadził go po prostu wzrokiem, gdy Santiago poszedł po zamówienie, a gdy chwilę później wrócił Alvaro pomógł mu odsunąć rzeczy i uprzątnąć blat stolika, przynajmniej na tyle, żeby mieli w spokoju gdzie zjeść. Potem przysunął się na krześle do stolika (pewnie przy okazji trochę szurając o podłogę nogami krzesła) i sięgnął po frytki, które przysunął sobie bliżej siebie, zabierając się zaraz potem za ich pochłanianie. Był naprawdę głodny, więc ciężko powiedzieć, że po prostu jadł - bardziej właśnie pochłaniał jedzenie.
- Bueno... - wymamrotał po chwili, oblizując szybko tłuste od frytek palce i sięgając nimi po kiełbaskę (zaraz potem jednak cofnął rękę, bo była ona zbyt gorąca, żeby brać ją po prostu w ręce, więc trochę go to łakomstwo zabolało). - Gano dinero de esta manera porque lo necesito y realmente no tengo la oportunidad de tener otro trabajo. - zawahał się chwilę, spoglądając na niego znad swojego talerza, po czym znów sięgnął po kubek z herbatą. Jego wzrok uciekał w stronę kiełbasek, bo frytki zjadł niemal momentalnie, ale nie przyniosło to zbyt wielkiej ulgi jego żołądkowi, potrzebował więc czegoś bardziej sycącego; zakładał jednak, że kiełbaski nadal są gorące, a jednak nie chciał sobie parzyć ani dłoni, ani mordki. - Mi padre me echó de casa hace unos meses. Dijo que, como soy gay, debo ser prostituta, así que... - oparł plecy o oparcie krzesła, wzruszając lekko ramionami i upił parę łyków parującego napoju z kubka. - Pensé que, dado que mi padre ya me consideraba una prostituta, no perdería nada si empezaba a ganar dinero de esta manera. Al menos ganaría algo de dinero.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- ¿Quieres más? - zapytał, widząc, jak młody zerka na kiełbaski, ale wyraźnie boi się je wziąć w palce - O al menos, ¿quieres cubiertos para comerlos? Se mantendrán calientes un rato, pero si los cortas, estarán listos para comer antes.
Kącik jego ust powędrował ku górze mimowolnie, gdy po raz kolejny zobaczył spojrzenie, rzucane jedzeniu.
- Pídele cubiertos al camarero.
Chwilę później jednak, kiedy usłyszał opowieść Alvaro o tym, dlaczego zarabia w ten sposób i że ojciec wyrzucił go z domu z takimi słowami, mina mu zrzedła. Zastygł na jakiś czas, patrząc na młodego z mieszaniną bólu i irytacji w oczach, a jego usta wykrzywiło obrzydzenie do tego mężczyzny, który tak potraktował własne dziecko. Co prawda całkiem możliwe, że podobnie zostałby sam potraktowany, gdyby był dzieckiem i gdyby oświadczył, że jest gejem - albo gdyby ojciec dowiedział się o tym w inny sposób. O jego starszym przyrodnim bracie nic nie wiedział, a Tiago nie zamierzał mu o tym mówić.
- Lo lamento - powiedział po chwili zduszonym głosem, a po kolejnej chwili milczenia dodał - Nadie tiene derecho a decir esas cosas de ti, ¿sabes? Alguien que trata así a su propio hijo no merece ser llamado padre.
Wściekłość na tego człowieka narastała w sercu Santiago, który w końcu wciągnął powili powietrze ze świstem, wyprostował się i powrócił do jedzenia, zastanawiając się, czy może zaproponować chłopakowi dach nad głową i wychowanie; czy zostanie to przez niego uznane za zbytnie wtrącanie się w jego życie, za coś dziwnego i odrażającego. Przechowanie go przez jedną noc to co innego, niż wzięcie go do siebie.
- Puedo ofrecerte una casa - odezwał się wreszcie, nie patrząc na Alvaro, tylko w swój talerz - pero habrá ciertas reglas: por ejemplo, ya no ganarás dinero de esta manera. Y tendrás que ir a la escuela.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- No tienes por qué disculparte, no es tu culpa. - wzruszył lekko ramionami, słysząc, że mężczyźnie jest przykro i że nikt nie powinien mówić o nim takich rzeczy, a dodatkowo, że ktoś kto tak mówi, nie zasługuje na miano ojca. Ciężko było się nie zgodzić z tym, co mówił, więc początkowo Alvaro po prostu milczał, obejmując się ramionami (ale w taki sposób, żeby wciąż trzymać kubek z herbatą w zasięgu swoich ust) i patrząc trochę na stół, trochę na Santiago.
- Mi padre no era así antes - odezwał się w końcu po dłuższej chwili milczenia, przez jakiś czas zastanawiając się czy aby na pewno chce powiedzieć to, co przyszło mu do głowy. - Me quería, me lo dijo cuando era pequeña, me lo demostró. - odchrząknął krótko, słysząc, że mimowolnie głos mu się trochę łamie, a nie chciał, żeby się łamał. On również nie chciał się łamać.
- Cambió después de que murió mi madre. Dejó de tratarme como antes, y sentía que solo estaba esperando la oportunidad de pegarme por cualquier cosa. - uśmiechnął się smutno, po czym podniósł się z krzesła i poszedł do lady baru. Tuż przed tym, gdy się oddalił, Santiago mógł zauważyć, że w oczach młodego pojawiły się łzy; najzwyczajniej w świecie nie chciał przy nim płakać, więc uznał, że pójdzie po sztućce, mimo że kiełbaski prawdopodobnie były już na tyle chłodniejsze, że dałoby się je jeść palcami. Wrócił po chwili z nożem i widelcem i pokroił je sobie na plasterki, ale zanim zdążył wpakować sobie do ust pierwszy plasterek, to widelec zastygł mu w drodze do ust, gdy Santiago znów się odezwał.
- Estás loco. - wymamrotał tonem oczywistości, jakby właśnie wygłaszał, że gdy dotkniesz ognia, to możesz się poparzyć. - ¿Ni siquiera me conoces y me ofreces un hogar? - pokręcił głową, jednak nie odrywał od niego teraz wzroku, kompletnie zaskoczony tą propozycją. Wpakował kawałek kiełbaski do ust, pogryzł, przełknął i znów spojrzał na Santiago, wciąż rozproszony tym, co chwilę temu usłyszał. - ¿Y si resulta que soy un ladrón? - pociągnął krótko nosem. - Además, si dejo de ganar dinero y vuelvo a estudiar, no tendré forma de contribuir ni siquiera a... pagar las facturas o algo así.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Udał, że nie widzi łez Alvaro, bo nie chciał go wprawiać w zakłopotanie, poza tym nie do końca umiał sobie radzić również z uczuciami innych.
- Sí, mucha gente piensa que estoy loco y tal vez tengan razón - odpowiedział, spoglądając znów na chłopaka poważnie - Si decides robarme, pues... bueno, lo incluiré en el precio. Puede que se te ocurra, pero sinceramente, no creo que lo hagas, porque si lo hicieras, no me lo estarías diciendo y ya estarías deseando mi dinero.
Wsunął kolejny kawałek taco do swoich ust, przeżuwał go chwilę i odezwał się znowu dopiero gdy go przełknął.
- No espero que contribuyas con el alquiler ni con nada más. No necesito un compañero de piso que ayude con los gastos; simplemente te ofrezco una vida. Puedes aceptar esta oferta o no; es tu decisión. Sin embargo, debo mencionar que mi esposa también está en casa, así que estará por aquí y quizás quiera imponerte algunas reglas, como bajar la tapa del inodoro, lavar los platos y dejar todo impecablemente ordenado.
Skończył swoją porcję, dystyngowanym gestem wytarł palce w serwetkę i odchylił się na krześle, patrząc na chłopaka.
- Quizás te parecí peligroso en este momento, y no me sorprendería que así fuera. Bueno, estoy corriendo un riesgo, y tú también lo correrías si aceptaras mi propuesta. Piénsalo. Pero independientemente de tu decisión, la oferta de pasar la noche en mi casa sigue en pie.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Zastanowił się chwilę nad słowami Tiago - pewnie faktycznie, gdyby planował go okraść, to nie mówiłby mu o tym teraz i już dawno skorzystałby z okazji, żeby coś mu zwinąć, chociażby w momencie, gdy ten poszedł zamówić jedzenie. Nie czuł jednak takiej potrzeby; zdarzało mu się kraść, ale to najczęściej wtedy, gdy konkretny klient i tak był dla niego niespecjalnie miły, a Alvaro wiedział, że jego portfel i tak specjalnie nie zbiednieje, gdy koleś obudzi się następnego ranka bez zegarka czy sygnetu. W przypadku Santiago nie wydawało mu się jednak, żeby było to konieczne, bo mężczyzna wydawał się naprawdę w porządku, a poza tym nie chciał korzystać z jego usług, nie chciał go wykorzystać, a to już samo w sobie sprawiało, że Salvatierra darzył go na start większym szacunkiem, niż wszystkich innych, którzy oporów przed korzystaniem z ciała czternastolatka nie mieli.
- Así que no quieres mi cuerpo, y no quieres que contribuya al alquiler... Lo cual supuse, porque es - sięgnął przez blat i dotknął nadgarstka mężczyzny, a właściwie znajdującego się na nim drogiego zegarka. - Parece que costaría aproximadamente lo mismo que alquilar un apartamento de dos habitaciones en el centro de Buenos Aires durante todo un año.
Uśmiechnął się do niego niepewnie i cofnął rękę, sięgając znów po herbatę. Zanim odezwał się znowu zjadł trochę kiełbaski ze swojego talerza i zerknął z zaciekawieniem na taco, zastanawiając się, czy jest tak smaczne, jak wygląda.
- Puedo bajar la tapa del inodoro, lavar los platos y limpiar lo que ensucio, así que no creo que tenga muchos problemas conmigo... si de verdad me ofreces un techo sobre mi cabeza. - dodał po chwili, odkładając widelec (gdy już zjadł kiełbaski) i rozejrzał się po blacie w poszukiwaniu jakichś serwetek. O dziwo nawet takowe znalazł, więc zgarnął sobie kilka i wytarł zarówno dłonie, jak i buźkę, po czym zmiął serwetki i rzucił je na pusty talerz. - No me pareces peligroso. Pareces... tener buenas intenciones. - dodał po chwili, ostrożnie, przyglądając się Santiago przez kilka kolejnych chwil w milczeniu, jedynie jego palce uderzały rytmicznie, choć cicho i lekko w brzeg stolika. Nerwowy gest, silniejszy niż cokolwiek innego. Miał całkiem sporo takowych, część Santiago miał okazję już poznać, a część była jeszcze przed nim. - Pero bueno, me quedaré a pasar la noche. Y luego veremos si todavía quieres mi compañía por la mañana. - uśmiechnął się do niego nieśmiało, ale szczerze, obejmując swój kubek z herbatą obiema dłońmi i wrócił do rozkoszowania się najpyszniejszym nektarem wymyślonym przez bogów. Lata później to samo będzie mówił o czerwonym winie... ale do tego jeszcze trochę, cierpliwości.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ya te he ofrecido un techo sobre tu cabeza - wtrącił, kiedy chłopak powiedział, że "jeśli Tiago mu to zaproponuje". Widział, że dzieciak się łamie i powoli daje namówić na zamieszkanie z nim - choć "namówić" to nie było najlepsze słowo, bo Santiago nie naciskał i nie zamierzał tego robić: jeśli Alvaro będzie chciał, to skorzysta z już raz złożonej oferty, a jeśli nie, to po dzisiejszej nocy ruszy dalej przed siebie, a Tiago nie zamierzał go zatrzymywać.
Zrobiło mu się miło, kiedy młody stwierdził, że de la Serna wydaje się mieć dobre intencje. Rzeczywiście takie miał, ale miło było usłyszeć, że rozmówca to dostrzega; tym bardziej, że raczej niewielu ludzi na świecie go lubiło i miało o nim jakkolwiek dobre zdanie (na co Santiago sam sobie zapracował i robił to świadomie, przekonany, że nie trzeba go lubić, trzeba się go bać, jeśli miał mieć posłuch u podwładnych).
- Bueno - zgodził się z nieco szerszym uśmiechem i kiwnął głową - Y ahora - ¿quieres quedarte aquí un rato más, comer o beber algo más, o prefieres que vayamos a prepararte una cama?
Sam właściwie nie wiedział, dlaczego, ale bardzo polubił tego chłopaka. Wydał mu się pod pewnymi względami podobny do niego samego, poza tym wzbudził w Santiago braterskie uczucia: jak do młodszego rodzeństwa, którym trzeba się zaopiekować.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Alvaro nie wiedział jak reszta ludzkości i czy ludzie ogólnie lubią Santiago czy też niespecjalnie, ale nie miało to dla niego znaczenia - nawet jeśli wiedziałby, że jest ogólnie nielubiany i że ludzie zwykle uważają go za buca i chama, egoistę i idącego po trupach do celu faceta bez żadnych wyższych uczuć, to nie sprawiałoby to od razu, że on sam miałby o nim złe mniemanie. Polubił tego faceta i naprawdę sądził, że ten ma wobec niego dobre intencje; może jeszcze nie znał go zbyt dobrze, ale póki co poznał go chyba z tej dobrej strony i nie dopatrywał się w nim, żeby nagle miało się to zmienić o sto osiemdziesiąt stopni.
- Supongo que si vamos a tu casa, también podré tomar té allí, así que... - on również uśmiechnął się szerzej, patrząc na niego z wdzięcznością, po czym podniósł się z krzesła, dopił herbatę i odstawił pusty kubek na blat, a dłoń wyciągnął w kierunku Santiago. - Vamos.
Niektórzy zapewne mogliby pomyśleć, że było to nieco niegrzeczne, że było to z jego strony poganianie i że to tak naprawdę Santiago powinien wstać i wyciągnąć do niego rękę, bo to on go zapraszał, ale Alvaro naprawdę nie miał nic złego na myśli - po prostu chyba miał już dość barowej atmosfery i hałasu, za to coraz bardziej marzyła mu się kąpiel (albo przynajmniej gorący prysznic), gorąca czekolada przed snem (czego na głos by nie przyznał, bo w końcu był już duży, co nie?) i miękkie łóżko, w którym mógłby zostać do rana, otulony kołdrą i kocykiem. Ta wizja wyglądała w jego głowie zbyt idealnie, żeby marnować czas w podrzędnym lokalu.
/ zt?
Santiago de la Serna