-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Po raz pierwszy zrobiła to w chwili, w której nie była w stanie w pełni się zaangażować. Obiecała mu coś innego, a później pozwoliła mu uwierzyć, że nie potrafiła postawić na nich tak, jak on mógłby tego od niej oczekiwać.
To nie była prawda. Nie szukała sobie drogi ucieczki i nie robiła tego wyłącznie po to, aby go zniechęcić i w ten sposób wycofać się jeszcze zanim sytuacja między ich dwójką jakkolwiek się rozwinęła. Zależało jej na nim, choć przecież nie wiedziała na jego temat nic ponad to, co on sam pokazywał jej w pracy. Były to wyłącznie zdawkowe informacje, a jednak wystarczyły, aby poczuła się zaintrygowana.
Teraz, kiedy obcowała z nim coraz częściej mogła przekonać się również o tym, że Max miał jej do zaoferowania znacznie w i ę c e j. Nie był jak wszyscy ci mężczyźni, z którymi spotykała się do tej pory, choć pozornie właśnie za kogoś takiego mógł uchodzić. I pewnie za kogoś takiego miały go wszystkie te osoby, które oceniały go wyłącznie na podstawie pogłosek. Początkowo Bronte również do nich należała.
Obecnie miała jednak nieco inne zdanie, wcale nie tak krytyczne jak to, które próbowała przedstawić mu, kiedy jeszcze siedziała na kuchennym blacie. Droczyła się z nim, dlatego poruszyła zaczepnie brwiami, odrobinę nawet ciekawa tego, jak bardzo uda jej się go sprowokować. Efekt osiągnęła mniej więcej taki, jaki chciała, choć jednocześnie Shepherdowi udało się odrobię ją zaskoczyć.
Jednocześnie sprawił, że znów robiła coś, czemu jeszcze niedawno przeczyła.
Miała przecież zachować niezbędny dystans, a jednak teraz nie było go między nimi prawie w ogóle. Bronte nie sprawiała jednak wrażenia, jakby rzeczywiście jej to przeszkadzało. — No tak… Bo na pewno taka z ciebie niezdara — wymamrotała przekornie, bez większego przekonania. A choć dało się słyszeć, że ani trochę nie kupiła tej wymówki, to jednocześnie bynajmniej nie miała mu tego za złe. Nie bez powodu sama droczyła się z nim dalej, rozprawiając się z kolejnymi guzikami jego koszuli, choć prawdę powiedziawszy w tym momencie igrała przede wszystkim ze sobą.
Kącik jej ust powędrował ku górze, ale nie zdołała powiedzieć nic, zanim Shepherd zamknął jej usta w pocałunku. Bronte odwzajemniła go bez wahania, w tym samym momencie napierając na niego trochę bardziej. Chyba także przepadła, ponieważ była niemal stuprocentowo pewna, że w tym momencie nie byłaby już w stanie powiedzieć sobie p a s. Najwyraźniej niezależnie od tego, jak bardzo się starała, nie potrafiła być rozsądna.
I dłużej nie próbowała. Rozprawiła się z kolejnymi guzikami, w końcu całkowicie rozpinając jego koszulę. Nie oderwała się jednak od jego ust, choć pozwoliła sobie w zaczepny sposób przygryźć jego dolną wargę. Kiedy to zrobiła, przelotnie spojrzała mu w oczy z tej niewielkiej odległości, a jej dłonie rozchyliły materiał koszuli. Teraz już pod opuszkami miała tylko jego nagą skórę.
Jak niby miała się temu oprzeć?
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Logicznie ta relacja nie miała zbyt wielkiego sensu. Zaczynając od samej różnicy wieku, która była całkiem spora jak na relację, a nie tylko przypadkową, jednorazową noc. Nie wiedzieli o sobie za dużo. Max nie należał do tych szpiegujących typów. Jeśli miał się czegoś dowiedzieć to z jej ust bądź czynów. Plotki czy pozory niespecjalnie go obchodziły. Na własnej skórze przekonał się o tym jak takie rzeczy potrafiły być mylące.
Jednak Bronte miała w sobie coś, co go do niej ciągnęło. Może to to, że we wszystko, co robiła. Poza ich relacją. Wkładała naprawdę dużo serca. Zaangażowania. Była ambitna. Chciała więcej niż tylko wygodnej posady pogodynki. Może trochę przypominała mu jego samego te kilka dekad temu? Też musiał odbębnić swoje jako kaskader zanim któryś z reżyserów dał mu szansę i otworzył drzwi do naprawdę udanej kariery.
Oczywiście nie było co ukrywać, że ważny był też ten pociąg fizyczny, który po prostu do niej miał. To bardzo ważny element każdej relacji. W tej obiecał sobie, że nie będzie się spieszyć. Wcale nie przyjechał się tutaj z nią przespać. Przynajmniej nie w tym rozumieniu tego słowa, ale to chyba było silniejsze od niego. Pragnął tej bliskości, a jej usta za każdym razem smakowały tak dobrze... Ciężko było sobie tego odmawiać. Nie chciał sobie tego odmawiać.
- Straszna, aż cud, że przeżyłem te wszystkie sekwencje kaskaderskie. - uśmiechnął się do niej zadziornie zanim na powrót zamknął jej usta w bardzo przeciągłym i namiętnym pocałunku.
Powinien był się pohamować. Na początku nawet próbował, chociaż może ten mały popis nie był tego najlepszym świadectwem. Nie chciał tego spieprzyć, ale mając ją już na sobie... Jak mógłby sobie odmawiać. Przecież byli dwójką dorosłych osób, które mogą robić co chcą. Seks wcale nie musiał wszystkiego psuć. A co jak w końcu do niego dojdzie, okaże się świetny i będą żałować, że nie zrobili tego wcześniej? Chyba byli to sobie winni by chociaż spróbować...
Mruknął cicho czując jej nieco chłodniejsze niż jego skóra dłonie na swojej klatce. Uśmiechnął się tylko szerzej patrząc w jej oczy i czując jak jego serce zaczyna przyśpieszać. Te skoki testosterony oraz adrenaliny były uzależniające. Jego własne dłonie wślizgnęły się pod jej bluzkę przesuwając się po jej bokach oraz plecach. Te ostatnie bardzo delikatnie, zaczepnie muskając swoimi paznokciami.
- Wybierasz seans w najnowszej technologii odwzorowującej aktorów w rzeczywistości? - spojrzał jej w oczy i tym razem to on zaczepnie skubnął jej dolną wargę swoimi zębami za chwilę ją oblizując - Ostatnia szansa by jeszcze wcisnąć pauzę... - wyszeptał w jej usta muskając je swoimi wcale nie chcąc przestawać, jednak zachowując jeszcze trochę zdrowego rozsądku by dać jej taką opcję.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez długi czas miała poczucie, że była niewystarczająco dobra.
Max pomagał jej w siebie uwierzyć. Może nie posiadał żadnego magicznego antidotum, za sprawą którego jej własna niepewność zniknęłaby całkowicie, ale mimo to dawał jej poczucie tego, że obok był ktoś, kto w nią wierzył. Nie mówiła o tym na głos, jednak niewykluczone, że była to właśnie ta rzecz, która pociągała ją w nim najbardziej. Stanowił nie tylko przystojnego faceta, za którym kobiety odwracały głowy. Był też po prostu kimś, kogo każda z nich chciałaby mieć obok, ponieważ potrafił stanowić niesamowite wsparcie. I niewykluczone, że ona właśnie czegoś takiego p o t r z e b o w a ł a.
Mimo to bała się. Obawiała się tego, że nie potrafiłaby odpłacić mu tym samym, ponieważ przez całe życie popełniała błędy w relacjach z drugą osobą. Nie chodziło wyłącznie o jej małżeństwo, czy wszystkie te pozostałe związki, których trochę w swoim życiu nawiązała. W dużej mierze zawodziła także na płaszczyźnie przyjaźni, dopuszczając się posunięć, których nie popełniało się względem osób, na których nam zależało.
Nie wystawiało się też do wiatru mężczyzny, z którym chciało się zbudować coś poważnego. Nie dlatego, że groziło to rozpadem relacji, a po to, by nie dać drugiej osobie poczucia, że nie można było jej ufać.
Mimo to był tutaj. Nie zwątpił w nią tak, jak zwątpiłoby wiele innych osób, czemu ona nie mogłaby się nawet dziwić. Swoją obecnością dawał jej jednak poczucie bezpieczeństwa, dzięki któremu nie bała się popełniać błędów, ale też szukać motywacji, aby je przezwyciężać. Musiała się tego nauczyć, skoro codzienność w jego towarzystwie mogła smakować tak dobrze.
Nic dziwnego, że nie potrafiła uciekać przed jego bliskością. Mało tego, wcale nie c h c i a ł a tego robić, z czego sprawę zdawała sobie jeszcze przed tym, jak postanowiła z niczym się nie spieszyć. Od samego początku miała świadomość tego, że w ten sposób wodziła samą siebie na pokuszenie, ale wtedy nie wiedziała jeszcze, że okaże się zbyt słaba.
Gdy jego palce przemknęły po jej nagiej skórze, Bronte lekko wygięła plecy i na moment przymknęła powieki. Pozwoliła sobie na to, aby przez tę krótką chwilę po prostu cieszyć się jego dotykiem, może też wierząc jeszcze, że zdoła się wycofać? Było tak jednak zanim ponownie otworzyła oczy i odnalazła nimi jego spojrzenie. Gdy tylko utkwiła własne w jego oczach, nabrała przekonania, że zupełnie w nich przepadła.
— Chyba wystarczy mi sama rzeczywistość — wyszeptała, kiedy na moment pochyliła się nad jego uchem. Pozwoliła sobie przy okazji przygryźć lekko płatek jego ucha, a później delikatnie przesunąć językiem po jego policzku. W tym samym momencie paznokcie jej dłoni przesunęły się po jego klatce piersiowej, a później już tylko przelotnie zerknęła mu w oczy, zanim ponownie wpiła się w jego usta.
Dziś smakowały wyjątkowo d o b r z e.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
I zaczynanie od obmacywania się może nie było najlepszym początkiem, aczkolwiek czy to było takie nieprzyzwoite? Cóż... Max nie słynął z podejmowania zawsze najrozsądniejszych decyzji. Próbował się powstrzymać. Trzymać ręce przy sobie, ale to było po prostu silniejsze od niego. Ile można było się powstrzymywać mając tak atrakcyjną dziewczynę w swoich ramionach. Dziewczynę, która nie wydawała się mieć nic przeciwko by posunąć ich relację naprzód. Wiedział, że gdy tylko wsunął swoje dłonie pod jej bluzkę, przepadł. Nie miał już odwrotu, nie kiedy wyszeptała mu kolejne słowa do ucha muskając jego policzek swoim językiem. W końcu odpuścił resztę swoich hamulców. Zamknął jej usta w kolejnym, zachłannym pocałunku. Nie przestawał dopóki się nią nie nasycił. Dopóki oboje nie zrzucili wszystkich ubrań i oddali się temu, co siedziało w nich odkąd wsiadła z nim do auta. Całkowicie oddał się temu, na co miał w tej chwili ochotę, a była to ona. Całował ją, pieścił, a ona w zamian doprowadzała go do szału. Całkowicie stracił rachubę czasu. Może robili to godzinę, dwie, a może zaraz miało świtać. Nawet nie zauważył w którym momencie przenieśli całą zabawę do jej sypialni. Wiedział tylko, że był wykończony. Oddychał ciężko. Zaplątany w pościel, czując żar jej ciała obok swojego. Spojrzał na nią kompletnie spełniony przyciągając ją bliżej siebie.
- Zdecydowanie wolę te fajerwerki. - uśmiechnął się do niej szeroko nachylając się by pocałować ją przelotnie nadal łapiąc oddech - Dobrze, że robiłem w filmach akcji. - zaśmiał się cicho przyglądając się jej zarumienionej twarzy i potarganych włosach.
- Chyba zasłużyłaś teraz na te tosty. - puścił jej oczko z wesołym uśmiechem muskając jeszcze jej bok swoją dłonią wręcz nostalgicznie nawet jeśli dopiero co skończyli się sobą cieszyć.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdyby tak się stało, to Bronte byłaby tą, która miałaby tę relację na sumieniu.
Tym na szczęście nie musiała się przejmować. Max wciąż chciał z nią bywać, a chociaż ta świadomość nie sprawiła, że jej codzienność stałaby się łatwiejsza, to jednak zdecydowanie miała być o wiele bardziej p r z y j e m n ą, niż była do tej pory. Teraz musiała już tylko zadbać, aby czegoś po drodze nie spieprzyć.
Tego jednak nie umiała pożałować. Niezależnie od tego, jak mocno początkowo próbowała przekonywać się do tego, że spędzenie nocy w jego ramionach nie było właściwe ze względu na pośpiech, to jednak kiedy do tego doszło, nie była w stanie myśleć o tym tak, jakby popełnili błąd. Wszystko było d o b r z e, a ona chciała być przy nim jak najdłużej.
Kiedy zagrzebali się w pościeli, uśmiech nie schodził jej z twarzy. W gruncie rzeczy dlatego, że kompletnie nie myślała już o tym, co wydarzyło się wcześniej. Nie cofała się myślami do tego, jak jeszcze przed kilkoma godzinami mierzyli się z jej błędami. Teraz nie było już po nich nawet śladu. Było wyłącznie zadowolenie oraz to przyjemne uczucie mrowienia, które dawało o sobie znać za każdym razem, kiedy jego dłoń leniwie muskała jej nagą skórę.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę na chwilę przed tym, jak zdecydował się złożyć na jej ustach pocałunek, który ona odwzajemniła. Zaśmiała się później za sprawą jego słów i delikatnie szturchnęła go w bok. — Będziesz teraz przypisywał sobie całą zasługę? — zapytała przekornie, kiedy przekręciła się tak, aby móc oprzeć się przedramieniem o jego klatkę piersiową. Uniosła ku górze jedną brew i przyjrzała mu się badawczo, jak gdyby wiele zależało od jego odpowiedzi.
Zaraz zresztą zerknęła na niego z politowaniem. — Nie chcesz chyba powiedzieć, że teraz zamierzasz wyrwać się z łóżka? — zapytała, po czym zaplotła sobie włosy za ucho. Pod tym względem Bronte ani trochę nie różniła się od stereotypowego wyobrażenia romantyczki. Nie była jedną z tych kobiet, które po kilku upojnych chwilach szybko wymykały się z łóżka, aby wrócić do codziennych spraw.
Ona naprawdę chciała spędzić czas w jego ramionach, a później po prostu się w nie wtulić i zostawić za sobą trudy dzisiejszego dnia. Jeśli to miało oznaczać, że będzie zmuszona zostawić za sobą tosty, trudno. Skłonna byłaby wrócić do nich jutro, bo wbrew pozorom jej lodówka nie była aż tak pusto, by nie miało wystarczyć im składników na nowe.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Teraz, gdy leżeli razem zakopani w pościeli nie czuł by był to błąd. Nie miał żadnych oczekiwań. Było po prostu cholernie przyjemnie. Bronte dała mu miejscami nieco odczuć tę różnicę wieku. Na szczęście lata pracy jako kaskader dały mu wystarczająco dużo wytrzymałości by nie narzekała na jego umiejętności. Mógł z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to był jeden z najlepszych sylwestrów od lat. Zdecydowanie najlepszy odkąd sprowadził się do Kanady.
- Kto powiedział, że to właśnie sobie je przypisuję? - spojrzał na nią całkowicie zaspokojony i nieco rozbawiony - Fajerwerki były twoją zasługą. Ja po prostu cieszę się, że mogłem Cię zaspokoić. - uśmiechnął się do niej rozbrajająco bo mogła się z nim droczyć, ale akurat tego był pewien.
Oboje doprowadzili się do absolutnej ekstazy. Nie pamiętał kiedy ostatnim razem rzeczywiście było mu tak dobrze. Już teraz wiedział, że będzie chciał więcej, częściej. Ich codzienność całkowicie się zmieni, jednak to był problem na kolejny dzień. Teraz nie zamierzał zaprzątać sobie tym głowy. Po prostu cieszył się jej bliskością.
- Zamierzałem..? Ale tylko na chwilę! - zaśmiał się cicho nie mogąc się na nią napatrzeć - Ale nie będziesz musiała mnie jakoś silnie przekonywać do tego bym został. Jeśli w ogóle... - spojrzał na nią z zadziornym uśmiechem zanim przyciągnął ją bliżej siebie i ponownie ją pocałował.
Spalili wystarczająco dużo kalorii by nie martwić się o te tosty, ale on faktycznie nie był głodny. Jeśli miał wyjść teraz z łóżka to tylko po to by przynieść je dla niej. Zadbać o swoją kobietę, bo tak, po dzisiejszym wieczorze uważał ją za swoją kobietę. Nie zamierzał poruszać żadnych ciężkich tematów ani określać jakoś szczególnie ich relacji. Po prostu czuł, że jest jego. Tak samo, jak on jej. Nie zamierzał rozglądać się na boki mając taką dziewczynę. Mógł na dzisiaj po prostu zapomnieć o wszystkich problemach. Po prostu cieszył się tym, co mają teraz.
- Myślisz, że to będzie bardzo nie fair, jeśli użyję swojej pozycji by dać Ci jutro wolne, a sam będę się migać od obowiązków? - oparł głowę na poduszce, lecz nie spuszczał z niej zadowolonego wzroku - Chcę z tobą spędzić jeszcze jeden dzień. - przyznał się do tego bez większego problemu.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Odpowiadało jej to, jak potoczyły się sprawy między nimi, ponieważ dzięki temu miała pewność, że Max naprawdę jej pożądał. Do tej pory nie dał jej powodów, aby myślała inaczej, jednak to wcale nie musiało oznaczać, że kiedy zaczną korzystać ze swojej bliskości, uda im się ze sobą zgrać. Czasem osoby, które pozornie wydawały się doskonale do siebie pasować, na podłożu fizycznym w ogóle ze sobą nie współgrały, a przecież to również było ważne. Nie najważniejsze, ale mimo wszystko istotne. Dobrze było mieć świadomość tego, że ich dwójce nie miało zabraknąć zrozumienia.
Teraz jednak nie o tym myślała. Skupiała się przede wszystkim na tych przyjemnych odczuciach, które nadal rozlewały się po jej ciele. Miała wrażenie, jakby każdy jego skrawek reagował na Shepherda intensywnie, może nawet zbyt intensywnie, ale jak mogłaby na to narzekać, skoro pociągało to za sobą tyle przyjemności?
Uniosła jedną brew ku górze i omiotła jego twarz spojrzeniem, jak gdyby wiele zależało od jego odpowiedzi. W rzeczywistości jednak wcale aż tak mocno się na niej nie skupiała, co sugerował uśmiech, który wciąż majaczył na jej ustach. Była nie tylko spełniona, ale przede wszystkim też s z c z ę ś l i w a. Nawet jeżeli jeszcze wiele rzeczy mogło pójść między nimi nie tak, Bronte wydawało się, jakby ta noc wiele między nimi zmieniała. Na szczęście na dobre.
— Sprawiedliwie będzie powiedzieć, że przyczyniliśmy się do nich oboje. Byłeś niesamowity — przyznała, poruszając przy tym zaczepnie brwiami. Nie mówiła tego tylko dlatego, żeby miło połechtać jego ego. Mówiła to, ponieważ naprawdę tak uważała, choć referencje, które mu wystawiała, mogły nieco podupaść, kiedy jednak zasugerował, że planował wyrwać się z łóżka.
Zmrużyła lekko oczy i posłała mu spojrzenie, które sugerowało, że nie podobała jej się ta odpowiedź. Zelżało ono jednak, kiedy dokończył. Bronte osiągnęła bowiem zamierzony efekt, odpowiadało jej to, że miał zamiar jednak zostać z nią w łóżku.
Nie odpowiedziała jednak, nie miała na to szansy, ponieważ Shepherd zamknął jej usta w pocałunku, na który ona ochoczo odpowiedziała. Pozwoliła sobie przez chwilę delektować się smakiem jego ust, a później, kiedy nieznacznie się odsunęła, nie uciekła za bardzo. Zamiast tego przesunęła palcami po jego policzku. Możliwość utknięcia tu właśnie z nim wydawała się niesamowicie kojąca. Na tyle, że być może skłonna byłaby wziąć pod uwagę u c i e c z k ę z pracy.
Jedna z jej brwi znów powędrowała ku górze. — Nie mówię nie, ale kto wtedy zajmie się śniadaniówką? — zapytała, przyglądając mu się uważnie. Nie zamierzała dać się wygryźć, choć może jeden dzień nie miał na tym zaważyć? — Byłoby całkiem miło nie musieć stąd wychodzić — przyznała, przesuwając dłoń na jego klatkę piersiową, na której zaczęła kreślić bliżej nieokreślone kształty. — Jeśli miałabym się zgodzić, to pod warunkiem, że nie będziesz stąd uciekał — poruszyła zaczepnie brwiami.
Nagle brzmiało to jak naprawdę dobry pomysł.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Cholernie podobało mu się to jak właśnie na niego patrzyła. Wydawała się spełniona, zadowolona, a nawet zaryzykowałby stwierdzenie, że szczęśliwa i taką chciał ją widzieć częściej. Każdego dnia. Więc chyba będzie musiał zacząć się nieco bardziej starać jeśli pragnął by ten obrazek stał się jego codziennością. Jednak zrobili dzisiaj już wystarczająco dużo kroków w swojej relacji, z tym naprawdę nie zamierzał się już śpieszyć.
- Nie byłem. Jestem. - uśmiechnął się emanując przez chwilę swoją dawną pewnością siebie z Hollywood - Oboje jesteśmy. - puścił jej oczko jeszcze zanim zamknął jej usta w pocałunku.
Nadal potrzebował i łaknął tej bliskości. Nawet po wszystkim, co zrobili, nie mając pojęcia o tym która jest godzina, jego pożądanie niekoniecznie spadało. Z resztą jakby mogło z taką dziewczyną u boku? Obrócił się na bok gdy nieco się odsunęła. Podparł głowę na swojej dłoni i nie spuszczał jej z oczu z delikatnym uśmiechem malującym się na twarzy gdy z pewną czułością musnęła jego policzek.
- Oh... To brzmi jak problem pewnego producenta, a nie prezenterki. - zaśmiał się cicho uśmiechając się nieco szerzej - Może Toronto będzie musiało po prostu poradzić sobie jeden dzień bez swojej ulubionej prezenterki. Myślę, że z takim wyprzedzeniem... - odwrócił się za siebie próbując wyjrzeć przez okno, lecz na próżno - Będzie to musiał zrobić Bob zza kamery numer trzy. - puścił jej oczko z zawadiackim uśmiechem.
- Stąd..? Mówisz o łóżku? Bo tak bardzo jak chciałbym tu zostać przez cały dzień w towarzystwie mojej pięknej dziewczyny... - tak, powiedział to i to patrząc jej w oczy badając jej reakcję - W którymś momencie będę chciał o nią zadbać, nakarmić, upewnić się, że będzie miała energię i ochotę na jeszcze jedną... Może dwie rundki. - przesunął wolną dłoń na jej dekolt, zahaczył palcem pościel i ściągnął nieco w dół do połowy odsłaniając jej piersi.
Tak, w tym momencie jego wzrok na chwilę zsunął się na dół, ale szybko wrócił z powrotem do jej tęczówek.
- To co to będzie? Kac? Trefny alkohol? Nie mów... To sushi, które zamówił producent na sylwestra... - na jego usta wpełzał coraz bardziej rozbawiony uśmiech.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie chciała jednak, aby cokolwiek zmieniało się między nimi na podłożu zawodowym, a już na pewno nie chciała, aby ich relacja zapewniła jej jakiekolwiek korzyści. Pragnęła rozwoju własnej kariery i w innych okolicznościach zrobiłaby wszystko, aby zapewnić jej rozkwit, jednak nie na takich warunkach. Nie chciała czuć, że samodzielnie nic nie osiągnęła.
Nie chciała również, aby ktokolwiek postrzegał ich relację w t a k i sposób. Nie chciała, żeby przypięto jej łatkę panny, która karierę budowała poprzez łóżko, ale wcale nie dlatego, że umniejszyłoby to jej. Nie chciała, żeby sprawy potoczyły się w ten sposób, ponieważ nie chciała tak spłycić ich znajomości.
Zależało jej na tym, żeby była czymś prawdziwym.
Uśmiechnęła się łagodnie, ani myśląc o tym, aby się z nim sprzeczać. Miał rację, oboje byli niesamowici, a w dodatku tworzyli naprawdę zgrany duet.
Zmrużyła lekko oczy, słuchając jego słów. Kiedy o tym mówił, wydawało się to takie proste i być może rzeczywiście było, jednak Bronte wciąż była pełna niepewności. Wciąż nie czuła się pewnie na gruncie zawodowym i gdzieś z tyłu głowy miała myśl o tym, że nie należało unikać pracy. Wręcz przeciwnie, powinna dawać z siebie wszystko, zamiast poświęcać to, co osiągnęła do tej pory, dla kilku chwil spędzonych w łóżku z przystojnym mężczyzną. Rzecz w tym, że w chwili obecnej wydawało się to niesamowicie kuszące.
Zwłaszcza wtedy, kiedy sam zaczął z nią pogrywać, w międzyczasie dobierając się do pościeli. W tamtym momencie Bronte zerknęła na niego tak, jakby była bliska dobrania się do niego już teraz i może wcale nie było to tak dalekie prawdy. Przynajmniej nie do chwili, w której ponownie się odezwał.
— Stać cię tylko na takie wymówki? — zapytała, spoglądając na niego z politowaniem, podczas gdy jedna z jej brwi powędrowała ku górze. — Jeśli chcesz się tu ze mną powylegiwać, a później… — zaczęła, lokując jedną z dłoni na jego udzie, na którym moment później zacisnęła paznokcie wraz z tym, jak wymownie poruszyła brwiami. — Lepiej postaraj się, żeby przedstawić to tak, żebym nie wypadła przy tym źle — dodała, koniec końców uśmiechając się czarująco, zupełnie tak, jakby przed chwilą nie posunęła się do drobnego szantażu. Nie był zresztą prawdziwy, bo i tak nie zdołałaby zbyt długo utrzymać rąk z dala od niego.
— Zjadłabym sushi. Może zamiast gotowania i wymykania się z łóżka po prostu coś zamówimy? — zasugerowała, rozkładając się wygodnie na poduszce. Mając za sobą tak długą i intensywną noc, naprawdę nie miała ochoty na to, aby opuszczać dzisiaj łóżko.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Czy nawiąże się z tego faktycznie jakaś głębsza więź? Nie miał pojęcia. Nie wiedział nawet czy faktycznie chciałby się jeszcze raz w życiu zakochać. Nie był temu przeciwny, lecz nie dało się ukryć, że był nieco bardziej doświadczony w tym niż Bronte. Nawet jeśli oboje byli rozwodnikami, tak jego relacja trwała znacznie dłużej niż jej. Był też sporo starszy. Wiedział z czym mogą wiązać się kolejne miłosne uniesienia. Na razie jednak ta piękna blondynka skutecznie zaprzątała mu myśli tym fizycznym aspektem ich relacji. Zwłaszcza, kiedy patrzyła na niego właśnie tak jak teraz...
- Mnie..? Chyba zapominasz, że to Ty musisz wymyślić jakąś wymówkę, którą zaakceptuje twój producent i będzie Cię kryć. - uśmiechnął się do niej łobuzersko dając jasno do zrozumienia kto tutaj musi się nieco wysilić i, że wcale nie zamierzał jej teraz wszystkiego ułatwiać na stopie służbowej.
Poczuł przyjemny dreszcz gdy przesunęła dłoń po jego udzie. Mrowienie przesunęło się dalej w jego intymne rejony, a jego wzrok mówił sam za siebie. Jeśli będzie sobie z nim tak pogrywać nie skończą jedynie na gierkach, a za chwilę zasłuży sobie na powtórkę z rozrywki.
- Słyszałem, że twój producent ma bardzo dobre kontakty i jest cholernie ogarnięty. Potrafi nawet załatwiać nie do końca legalne zwolnienia lekarskie, których nie da się podważyć. - poruszył wymownie brwiami - Do tego do tej pory nikt nie kwestionował jego wyborów kadrowych. - puścił jej oczko z zaczepnym uśmiechem.
- Mmm... Masz jakąś ulubioną restaurację czy pozostawiasz wybór mnie? - nie przysuwał się, ale łaknął kontaktu fizycznego, więc po prostu położył dłoń w okolicach jej boku i przesuwał ją mozolnie pod jej biustem wędrując na brzuch i z powrotem przyglądając jej się z łagodnym uśmiechem.
Bronte Rosenthal-Murray