
To Archie był
tym dzieckiem na placu zabaw, które miało najbardziej zdarte kolana i najgłośniej się śmiało. Kiedy pozostałe dzieci preferowały zabawę w piaskownicy on sprawdzał, czy da radę zjechać ze zjeżdżalni na stojąco w samych skarpetach. Może nie miał predyspozycji na lidera, ale niewątpliwie był magnesem na rówieśników. W szkole zawsze miał wokół siebie wianiuszek dzieciaków, był bowiem gwarancją tego, że z nim przerwa nigdy nie będzie nudna. Dodatkowo posiadał wyjątkową zdolność do wykręcania się z kłopotów, jak chociażby wtedy, gdy nauczycielka przyłapała go na wrzucaniu mentosów do coli w trakcie lekcji - wystarczył czaruący uśmiech, skomplementowanie nowej broszki i zamiast uwagi skończyło się na upomnieniu. Wtedy też zyskał tytuł klasowego negocjatora, który zawsze wskórał coś u nauczycieli, jeśli zaszła taka potrzeba. Jako nastolatek wielokrotnie słyszał, że jest jak
chorągiewka na wietrze, ale on wychodził z założenia, że jest wolnym duchem, otwartym człowiekiem i nie daje się zaszufladkować. Potrafił jednego dnia zjeść lunch ze sportowymi asami, by po szkole nawalać w gry z największymi szkolnymi geekami. Nie przywiązywał uwagi do statusów i stał się
tym kolesiem, który miał
czelność odwagę zaprosić dziewczynę kapitana drużyny futbolowej na bal maturalny; nie dlatego, że był złośliwy, ale dlatego, że - u w a g a -
fajnie im się rozmawiało na biologii. Dla niego świat nie miał granic, a zakazy były ledwie sugestiami. I tak właśnie dorósł w przekonaniu, że świat to jeden wielki plac zabaw, w którym nigdy nie musiał szczególnie się starać o akceptację. Wszędzie czuł się dobrze, każdy go
lubił, a nawet jeśli nie, to nie zdawał sobie z tego sprawy.
Chociaż dorósł to za wiele powiedziane! Nie posiada jednej stałej pracy. Kilka dni w tygodniu melduje się w studiu Ubisoft, a jego praca polega na robieniu tego, co wychodzi mu najlepiej - spędzania godzin na graniu jednocześnie testując, czy jego postać nie wybuchnie przypadkiem po zjedzeniu dziesięciu wirtualnych jabłek, o! Co lepiej, może to robić w dresie i do tego dają darmową kawę. Cudnie! W niektóre dni dorabia oprowadzając turystów po mieście, zdarza się mu, że połowę faktów historycznych zastępuje barwnymi zmyśleniami, ale jego zawadiacki uśmiech wynagradza to wszystko, szczególnie gdy oprowadza grupę turystek. Weekendy z kolei staje za barem w klubie kumpla dorabiając jako terapeuta i barman w jednym. Trzy niepewne angaże, zero planów na przyszłość.
So what we get drunk?
So what we smoke weed?
We’re just having fun.
We don’t care who sees!
Ciekawostki

W portfelu, obok pięciu nieaktywnych kart zniżkowych, nosi zdjęcie swojej przyjaciółki z dzieciństwa, na którym oboje mają powybijane mleczaki i wyglądają jak recydywiści z przedszkola.

Raz przypadkiem usunął całe drzewo tekstur w nowym projekcie, bo zasnął na klawiaturze po nocnej zmianie w barze. Przekonał szefa, że to był
eksperymentalny minimalizm i do dziś twierdzi, że dostał za to pochwałę, ale czy to prawda?
I guess we'll never know.

Kiedyś próbował przekonać swoją przyjaciółkę Abby, że w piwnicy szkoły mieszka duch poprzedniego woźneego. Nawet poświęcił się i zakradł do pokoju nauczycielskiego po klucz, a wszystko po to żeby jej to udowodnić. Skończyło się oczywiście tak, że żadnego ducha nie było, ale przynajmniej posiedzieli sobie w ciemnej kanciapie na miotły zajadając chipsy i ukrywając przed dyrektorem.

Jest zacnym współlokatorem: odpowiada za regularne czystki w lodówce (czyli głównie podjada co się mu napatoczy i co niekoniecznie jest jego) i zostawia liściki dla swoich ziomków np.
to mleko ma duszę, nie pij go zamiast po prostu wyrzucić je, po tym jak odkrył, że już do spożycia się nie nadaje. Świetnie sprawdza się też jako tester wytrzymałości kanap, na której lubi się wyłożyć i swoim uśmiechem dbać o aurę w ich salonie.

Jest dobrym kierowcą, ale podróż z nim niektórych niepokoi, ponieważ zawsze przepełniona jest głośną muzyką, gestykulacją, podjadaniem iiii karaoke.

Jeździ starym, poobijanym Jeepem Wranglerem, którego dach przecieka, radio odbiera tylko jedną stację z country, a pasażer musi trzymać drzwi, żeby nie otworzyły się na zakręcie, ale dla Archiego to AUTO Z DUSZĄ, okay?

Rodzinny z niego typ i gdyby nie był takim dzieciakiem to prawdopodobnie miałby już swój dom z ogródkiem i dwójkę dzieci.

Może być najbardziej dokuczliwym bratem w swoich żartach, ale jak przyjdzie co do czego, to dla swojego rodzeństwa stanie się żywą tarczą.

Ma potencjał na najlepszego wujka w mieście, takiego, który przemyca dzieciakom żelki i buduje bazy z poduszek w salonie.

Od czasu do czasu wraca na stare śmieci i melduje się u rodziców, ogarnia im ogródek i popija herbatę z mamą na werandzie udając, że jego życie wcale nie jest jednym wielkim chaosem.

Jego telefon to cmentarzysko powiadomień, ich ilość bywa przytłaczająca i niekiedy trzycyfrowa. Ma ustawione specjalne dźwięki dla rodziny i przyjaciółki, Ubisoftu i grupy współlokatorów, a reszta to czarna otchłań i nie ma się co oszukiwać, że to kiedykolwiek się zmieni. W tym całym bałaganie zaskakujące jest to jak szybko potrafi odpowiadać na memy i zaproszenia na piwo.